Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sam na sam z Bogiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sam na sam z Bogiem. Pokaż wszystkie posty

Pięć minut

Możliwe, że to najważniejsze minuty dnia.
Mają ogromny wpływ na wszystko, co dzieje się potem.
Odpowiednio wykorzystane, potrafią więcej niż jakikolwiek poranny rytuał.
Potrafią nastroić na nowe. Na wszystko to, czego być może się boimy, na wyzwania i walkę z obiektami niezliczonych westchnień w stronę nieba.
Potrafią wyciszyć i zmienić perspektywę.
Nawet przywrócić energię potrafią! Tę, którą przez nieprzespaną noc zupełnie straciliśmy.
Och, jak wiele potrafią te pierwsze minuty nowego dnia...!

Bo tu nie chodzi o to, ile tych minut jest. Pięć czy czterdzieści pięć. To nie jest najważniejsze.
Rzecz nie w tym, gdzie je spędzamy i czy w dłoni trzymamy kubek z ulubioną latte... czy kawy nam akurat zabrakło.
Tu chodzi o to, z kim te minuty spędzamy.
Z kim odbywamy tę pierwszą rozmowę. Do kogo mówimy i kogo wtedy słuchamy.
Od kogo bierzemy tę brakującą energię, świeżą perspektywę i pokój nie do ogarnięcia umysłem.
Towarzystwo się liczy.
Nie jak, ale z kim - ma znaczenie.


Pierwsze kilka minut dnia spędzone w objęciach Boga to nie obowiązek - to czysta przyjemność.
Daję ci słowo.
Dla mnie to konieczność, bez której nie potrafię ogarnąć myśli ani podejmować mądrych decyzji. Takich, które zamiast szkodzić, będą chronić mnie i moją rodzinę.

Przywitać się ze Stwórcą nowego świtu i Dawcą kolejnego oddechu, to przywilej człowieka.
Patrzeć w twarz Tego, który zaopatrzył naszą lodówkę i czuwał nad snem dzieci, to radość.
Jeszcze w ciszy. Jeszcze przed hałasem codzienności czerpać ze spokoju Księcia Pokoju, to szczególny moment dnia.
Spróbuj.

Nasyć nas już o świcie swoją łaską, 
a będziemy się radować i weselić przez wszystkie nasze dni!
- Psalm 90;14 -

Jak wiele z nas, Bożych dzieci, wychodzi z domu bez przywitania się z Tatą.
Jak wiele z nas, Bożych wojowników, wychodzi na pole bitwy bez zbroi.
Jak wiele z nas chce służyć, ale nie znajduje czasu, żeby wysłuchać poleceń.
I w końcu, jak wiele z nas, zamiast usiąść u stóp Jezusa wybierając tę najlepszą część, krząta się po kuchni robiąc owsiankę...
Wychodzimy z domu z pełnym brzuchem, ale głodnym duchem.

A pięć minut u Jego stóp to tyle, ile potrzebne jest do zmiany niewdzięcznego serca w serce, które potrafi dziękować.
Pięć minut to tyle, ile potrzebne jest do przypomnienia sobie po co i dla Kogo tutaj jestem. Komu służę.
To tyle, na ile każdy z nas może zatrzymać się przed bieganiną dnia.

I nie mówię, że te pięć minut o poranku mi wystarczy. Że nie chcę więcej. O nie!
To jedynie przystawka. Reszta dnia, to danie główne, którym mogę cieszyć się do woli.
Te pierwsze kilka minut tylko pobudza moje duchowe kubki smakowe. Zachęca do rozkoszowania się Bożą obecnością każdej kolejnej sekundy.
Kiedy pozwolę sobie na tę przystawkę, wtedy chcę więcej. Wtedy robię wszystko, żeby więcej stało się rzeczywistością nawet podczas najbardziej zagonionego dnia.

SKOSZTUJCIE i przekonajcie się, że Pan jest dobry.
- Psalm 34;9 -

Zobaczysz, że za jakiś czas pięć minut przestanie ci wystarczać.
Zapragniesz więcej i więcej, a nastawienie budzika pół godziny wcześniej niż zawsze, stanie się potrzebą twojego serca, a nie obowiązkiem czy niemożliwością.

'Zostałyśmy stworzone, by łaknąć - tęsknić, bardzo pragnąć, życzyć sobie gorąco i pożądać - Boga. Tylko Jego.' Lysa TerKeurst
Zły zrobi wszystko co w jego mocy, żeby nasz głód skierować w innym kierunku. Sięgając po Boga zaraz po przebudzeniu, nie dajemy mu na to szansy.

Jeśli nie wypełnisz się Bożym Słowem o poranku, zły stanie na głowie, żeby zapełnić twoje wnętrze fast foodem tego świata. Zamiast pełny sił, będziesz ociężały, ospały i nadal duchowo wygłodzony.

Nie ma nic lepszego niż początek dnia z Bogiem.
Żadna joga, żaden jogging, żadna kawa, żadna woda z cytryną czy jaglanka, nie są lepsze niż smak Bożej bliskości o świcie.
Wtedy twoje szanse na spokojniejszy, wartościowy i dobry pod każdym względem dzień, wzrastają niewyobrażalnie.
Skupiona na Chrystusie masz szansę na zwycięstwo. I wszystko jedno, co dzisiaj jest obiektem twoich zmagań... dzieci, kredyt, emocje, mąż, praca...
On jest rozwiązaniem.


Już rano słowa w modlitwę układam, 
powierzam Tobie - i czekam.
- Psalm 5;4 -


Pięć minut to tyle, na ile każda z nas może sobie pozwolić.
A więc zamiast na 6:20, nastaw dzisiaj budzik na 6:15, albo zaszalej i zamiast pięć, wstań piętnaście minut wcześniej niż zwykle.
I korzystaj. Korzystaj z błogosławieństw pierwszych minut dnia w towarzystwie Tego, który ten dzień podarował ci w prezencie.
Tylko On odpowiednio cię do niego przygotuje.
Bo tylko On wie, co cię w tym dniu czeka.
.
.
.
.
Marzy mi się, żeby kiedyś coś takiego powstało w Polsce.
First5 to cudowna aplikacja, z której korzystam każdego poranka.
To dla mnie coś bardziej oczywistego niż kawa.
Coś o wiele bardziej potrzebnego niż ona.
Jeśli tylko angielski nie jest dla ciebie przeszkodą, gorąco polecam ci tę aplikację.
Jest tak dobra, że w sumie warto nauczyć się angielskiego, żeby móc z niej korzystać ;)

Oprócz tego, służba Proverbs 31 ma do zaoferowania codzienne rozważania, które możesz czytać na ich stronie lub dostawać na maila.
Sprawdź TUTAJ

W języku polskim możecie czytać Nasz Codzienny Chleb.
Też fajna opcja :)

Albo po prostu otwórz swoją Biblię.
Nie szukaj wymówek, tylko możliwości!

Spróbuj, bo warto.


Być bliżej

Kobiety potrafią wykorzystać każdą chwilę na coś.
Mamy opanowały tę sztukę na poziomie master.

No wiecie.. idziemy umyć włosy, a przy okazji prysznic i umywalkę.
Jedną ręką myjemy zęby, drugą sortujemy pranie.
Rozmawiamy przez telefon i tylko późnym wieczorem okrywamy się kocem i siadamy na sofie.. normalnie, w trakcie każdej rozmowy przekładamy, układamy, ścieramy.. a słuchawkę podpieramy ramieniem.
Nie stoimy nad czajnikiem, aż nam się woda na herbatę zagotuje. Biegniemy rozwieszać pranie. A za godzinę nam się przypomni, że herbaty chciałyśmy się napić przecież.. a ta woda już chłodna.
Na pewno wiecie jak to jest. 
Same robicie te i tysiące innych rzeczy przy okazji, wykorzystując każdą sekundę.. jestem pewna.

Pomyślałam więc, że skoro tak dobrze nam idzie z tą wielozadaniowością, to damy radę też w innym aspekcie życia. 
Duchowym.
Wierzę, że to o wiele ważniejsze, niż umiejętność karmienia dziecka i odpisywania na maile w tym samym czasie..

Napisałam już bardzo dawno temu, jak wygląda u mnie taki zupełnie zwykły dzień od strony duchowej. Chociaż tak naprawdę nie można rozgraniczać duchowej i tej fizycznej strony naszego życia..
To się przecież musi przenikać. Te dwie sfery są ze sobą nierozerwalnie złączone.
Bóg powinien być pierwszy w godzinach naszej pracy zawodowej i podczas gotowania obiadu. W czasie spotkań z przyjaciółmi i podczas nabożeństwa w kościele.
Zawsze.
Nie możemy nagle zdecydować, że od teraz będziemy blisko Boga, a za dwie godziny zajmiemy się swoimi sprawami.. a wieczorem znowu do Boga wrócimy.
Nie ma szans. Tak się po prostu nie da, jeśli chcemy, żeby Bóg był w naszym życiu realny.
Żeby nie był tylko religią i ostatnią deską ratunku w kryzysowych chwilach.

Na początku ten napisany tekst chciałam połączyć z postem Sam na sam lub Sam na sam z Bogiem - jak zacząć?ale jakoś nie pasował.. potem zupełnie o nim zapomniałam. 

Mam nadzieję, że skoro czekał aż do dzisiaj, to pomoże wam spojrzeć na waszą codzienność z Bogiem świeżym okiem i wykorzystywać każdą chwilę, żeby być bliżej.
Bliżej Boga.


Kiedy tylko mam okazję, rano śpię z Milutką jak najdłużej. 
Nie zrywam się z budzikiem wcześniej niż pozostali. Kiedyś tak właśnie było.. chciałabym do tego wrócić, ale jeszcze nie czas.. jeszcze nie teraz.

Kiedy tylko Mili otworzy oczka, woła swoich braci.
Po chwili jesteśmy w łóżku w piątkę.
Mimo to, nadal mogę to zrobić. Mogę wołać do Boga, dziękując za kolejny poranek.
Za to, że otworzyłam oczy, i dzieci moje i mąż też. Że znowu w piątkę witamy nowy dzień. Dziękować mogę za Jego ochronę nad naszym życiem, spokojną noc i sen tylko dwa razy przerwany.
Mogę też prosić: o Jego bliskość, o siłę, cierpliwość i mądrość. O serce które kocha i otwarte szeroko oczy, które widzą dobre możliwości. I nawet o miejsce parkingowe mogę prosić. Tam, gdzie muszę coś ważnego załatwić, nigdy go nie ma..
Tak po prostu, mówię Dzień Dobry. Zauważam cud kolejnego dnia, który dla mnie obudził. Modlę się bez ciszy. Bez padania na kolana i bez złożonych rąk. Półszeptem lub w myślach. Z lekko przymkniętymi oczami i ręką głaszczącą małą główkę mojej córeczki.
Ona przegląda obok książeczki, Jaś tuli się do taty, a Benio śpiewa coś pod nosem, ozimniając mnie swoimi lodowatymi stópkami.
A ja mówię do mojego Ojca tak, jakby był obok.. bo przecież jest.
Ja wierzę, że jest.

Zaraz potem, jeszcze senna, wkraczam w codzienny rytm.
Codzienne wyzwania, codzienne obowiązki, codzienna rutyna- w dobrym tego słowa znaczeniu.
Wymieniać nie będę, bo nudzić nie chcę.. ale między tym wszystkim jest On.
Bardzo się staram, żeby był. Żeby te poranne Dzień Dobry, nie wystarczyło na cały dzień. Ja chcę więcej niż tylko Dzień Dobry i Dobrej Nocy wieczorem, dlatego uczę się zabierać ze sobą Jezusa gdziekolwiek jestem.
A jeśli wiem, że to miejsce do którego zamierzać iść, albo rzeczy, które mam w planach oglądać, nie spodobałyby się Bogu- to odpuszczam. Omijam szerokim łukiem.
Wiem, że nie warto.

Często w ciągu dnia włączam TGD albo jakiś worship i z Mili tańczymy przed lustrem. Śpiewam na cały głos. Benio i Jaś nie raz dołączają. Skaczemy, podnosimy ręce, obracamy się w kółko.. jest śmiech. Jest i skupienie w tym wszystkim. Bo kiedy tak głośno śpiewam, to myślę o czym śpiewam. Myślę, dla Kogo. 
Albo śpiewamy z dziecięcej płyty jakieś kawałki. Z pokazywaniem, a jak akurat obieram ziemniaki - to bez. Ale muzyką i śpiewem i tym tańcem też, Boga uwielbiam. Wszyscy uwielbiamy. Tak myślę.. jestem pewna, że z tego nieporadnego pląsu małej dziewczynki, tych wyciągniętych rączek w stronę nieba i cieniutkich, chłopięcych głosów, Bóg sobie chwałę odbiera.

Biblia leży czasami na stoliku w dużym pokoju, a innym razem w kuchni- między okruszkami ze śniadania i brudną od kawy łyżeczką.
Nie odkładam jej na półkę po to, żeby mi w codziennym biegu o sobie przypominała.
Żebym mogła na przykład wycierając stół- z tych okruszków właśnie- do niej zajrzeć. Przeczytać kawałek, i po jajecznicy z pomidorami, skosztować Bożego chleba.
Niech staje się tym powszednim, bez którego dnia wyobrazić sobie nie mogę.
Jeśli jakiś fragment chcę dobrze zapamiętać i często sobie przypominać, zapisuję na tablicy w kuchni. Tam przebywam najczęściej. Tam kilkanaście razy dziennie mam szansę czytać i cieszyć się Bożym żywym Słowem.

Te wszystkie codzienne chwile sklejam modlitwą.
Nie ma lepszej pory niż stanie przy desce do prasowania, albo przy zlewie. Można też na spacerze z dzieckiem, pchając wózek. Teraz taka ładna pogoda, to się wymykam często na długie spacery.
To mnie uspokaja, wycisza, daje szansę na regenerację sił i modlitwę.
Zamiast myśleć o innych ludziach, zamiast rozpamiętywać stare rozmowy, zamiast obmyślać możliwe scenariusze przyszłości, zamiast martwić się na zapas- po prostu się modlę.
Można i nastawiając pranie i podlewając kwiaty. W kolejce w Biedronce i w korku.
Gdziekolwiek.. można.
Tak zwyczajnie.
Można mówić tak, jakby był obok.. bo przecież jest.
Ja wierzę, że jest.





Nie taki cichy czas

Kubek gorącej kawy rozgrzewa moje chłodne dłonie. W około zupełna cisza. Wszyscy domownicy spokojnie śpią. Słychać jedynie monotonne tykanie zegara. Za oknem jeszcze szaruga, a ja opatulona ulubionym kocem, siedzę wygodnie z Biblią na kolanach. Wsłuchuje się w Boży głos. Modlę się szeptem, czytam i rozmyślam, a niejedną myśl zapisuję. Bez limitu czasu. Bez nerwowego spoglądania na zegarek.
Tylko Jezus i ja. Z gorącą kawą w zmarzniętych dłoniach.

A latem można inaczej.

Latem drzwi na taras otwieram szeroko, wpuszczając poranne, rześkie powietrze do domu. Potem po trawie, jeszcze w szlafroku, boso biegnę na hamak. Latem jest mi najlepiej spotykać się z Bogiem właśnie w ogrodzie. Na tym hamaku już tyle czasu.. i ciągle najlepiej. W około cisza. Nawet zegar nie tyka, za to ptaki wyśpiewują nieziemskie melodie. I słucham głosu Ojca. I modlę się szeptem, czytam i myślę, a niejedną myśl zapisuję. Bez limitu czasu. Bez nerwowego spoglądania na zegarek.
Tylko Jezus i ja. I te cudne ptaki..Na hamaku w ogrodzie, z mokrymi od rosy stopami.

Zawsze myślałam, że tak właśnie jest idealnie. Taki scenariusz spotkań z Bogiem mam w głowie zapisany. Tak zawsze chciałam, żeby było- zupełnie perfekcyjnie, a ja tak właśnie lubię. Perfekcyjnie.. a potem zostałam mamą.

Moje pojęcie ideału całkowicie się zmieniło.
Idealne, nie oznacza już dla  mnie jedynie słuszne.
Zrozumiałam, że idealnie może być nawet wtedy, kiedy jest zupełnie nie tak, jak miało być.. kiedy wszystko wygląda inaczej, niż sobie wymarzyłam i miałam w głowie poukładane.
Już nie musi być idealnie, żeby sprawiało mi radość i przynosiło maksymalne spełnienie.
Już nie gonię za perfekcjonizmem w moim życiu.
Wiem, że nieidealne, wcale nie musi być gorsze. Że może być nawet piękniejsze, bogatsze i bardzo szczególne..



Część z was już doświadczyła tego, że kiedy rodzi się dziecko, wszystko się zmienia.
Od pierwszego dnia, kiedy pojawia się w naszym świecie, zmienia każdą sferę życia i nieświadomie ingeruje w relacje.
Nawet w tę najważniejszą w życiu człowieka- relację z samym Stwórcą.

Przez pierwsze lata bycia mamą, walczyłam z ciągłym poczuciem winy. Z poczuciem, że zawodzę, że ciągle robię za mało- za mało czytam, modlę się, za mało się staram. Dałam sobie wmówić, że bez tej całej otoczki- bez notatnika i dobrej kawy, bez kompletnej ciszy a z bajką Bob Budowniczy w tle, się po prostu nie liczy.

Ktoś powiedział, że z Bogiem czas należy spędzać rano. Ktoś inny, że cały plan trzeba mieć i koniecznie co najmniej rozdział przeczytać.
Dałam sobie wmówić, że gotując kaszkę, obierając ziemniaki i układając klocki lego, nie można. Nie można spotykać się z Bogiem tak na prawdę.

Czytam, słucham i obserwuję ostatnio, że nie jestem sama. Wiele z was ma podobny problem..

Brakuje nam czasu, brakuje nam sił, brakuje nam motywacji i chęci, aż w końcu- brakuje nam Boga.
Jesteśmy głodne i spragnione.
Duchowo.




Nie wiem jak wygląda teraz twoje życie. 
Może jesteś właścicielką dobrze prosperującej firmy. Twoje życie kręci się głównie wokół pracy, nosisz eleganckie szpilki i nienaganny makijaż. 
Może to wcale nie dzieci wywróciły twoje życie do góry nogami. Może nie jesteś matką wcale, a czasu i tak ci brakuje, przecieka przez palce jakoś..
A może zajmujesz się dziećmi i domem, a wieczorami pieczesz naleśniki w zwykłym podkoszulku i legginsach. 

Niezależnie od tego czym zajmujesz się na co dzień, może tak jak ja jeszcze całkiem niedawno, dałaś się złapać w pułapkę dążenia do tego idealnego scenariusza.
Szukając Boga w swoim życiu, znajdujesz jedynie rozczarowanie samą sobą.. i odpuszczasz.
Bo nigdy nie jesteś sama.
Bo nie możesz zdobyć się na wczesne wstawanie rano.
Bo jesteś przemęczona.
Bo tyle jest ciągle do zrobienia.
Bo ...



Radzę Ci zapomnieć o tym, jak było kiedyś.
Na jakiś czas porzucić marzenia o tym, jak mogłoby być i spojrzeć na relację z Bogiem inaczej. Jak na codzienną przygodę bez względu na okoliczności.
Możesz zacząć szukać go w codziennych zajęciach, i w pracy, i na niedzielnym spacerze z rodziną.
W każdej chwili swojego życia.
Możesz wykorzystywać skrawki czasu. Te krótkie chwile, które choć na moment pozwolą ci skupić się na Nim.

Wyznaję zasadę, że najlepiej zaplanować ten szczególny czas z Bogiem z wyprzedzeniem i życzę Ci, żebyś zawsze dawała radę trzymać się wyznaczonego planu, ale..

Cichy czas, to nie tylko 15 minut każdego poranka. Ani 30 minut, ani nawet godzina.

Cichy czas to nie kilka chwil spędzone na modlitwie przed pójściem spać.

Prawdziwy cichy czas to postawa serca. To duchowe oczy bezustannie skierowane na Jezusa. To życie świadomie przeżywane dla Bożej chwały.

Tak naprawdę nie chodzi tylko o te momenty, które spędzasz z Bogiem w szczególny sposób. Chodzi o to, jak przeżywasz cały dzień.
Czy szukasz Bożego oblicza w codzienności.
Czy szukasz okazji, czy wymówek.
Jak blisko Boga jesteś w każdej minucie twojego życia.
Jak bardzo chcesz być jeszcze bliżej..




Mój czas z Bogiem przestał wyglądać idealnie.
Mój cichy czas nie jest prawie nigdy naprawdę cichy.
Moje sam na sam z Bogiem nie zawsze celebruję w samotności.
Czasami tak jak Ty, walczę ze zmęczeniem.
Czasami zmuszam się, żeby priorytetem był Bóg, a nie sterta prania czy niesprzątnięte zabawki.
Czasami wolę bezmyślnie patrzeć w ekran, niż otworzyć Biblię..
Codziennie na nowo muszę układać sobie w głowie co jest NAJważniejsze, a nie jedynie ważne.
Czy to znaczy, że powinnam na jakiś czas przestać szukać Boga?

Zrezygnować? Poddać się?
Powiedzieć: do zobaczenia za kilka lat?
Teraz? Kiedy tak bardzo potrzebuje Jego obecności w moim życiu?

Mimo nie zawsze sprzyjających skupieniu warunków, Bóg ciągle na mnie czeka.




Moje spotkania z Bogiem stały się inne.
Nie gorsze. Nie mniej potrzebne. Po prostu inne. 
Może nawet piękniejsze i bardziej prawdziwe.
Wynikające z potrzeby serca, a nie z poczucia obowiązku.

Bóg powołuje nas do tego, żebyśmy przyszli do Niego tacy, jacy jesteśmy.

Możesz przyjść bez wcześniejszego uzgodnienia terminu, bez gorącej kawy i ciepłego koca.
Możesz nie mieć notatnika, ogrodu z hamakiem i śpiewu ptaków. 
I chociaż planowałaś TEN czas na 6 rano, a nie dałaś rady wstać, to możesz przyjść po obiedzie, i w poczekalni u lekarza, na spacerze i w czasie prowadzenia auta.
Wcale nie musi być zupełnie cicho. Wcale nie musisz być zupełnie sama. Niepotrzebna jest ta cała otoczka i szczególna atmosfera..choć fajna, niestety nie zawsze realna.

Potrzebne jest tylko jedno- twoje chętne, spragnione Boga serce.

Tylko Jezus i ty. I kropka.


A więc... trwajcie w Panu, ukochane :) 

( Filipian 4;1 )










Sam na sam z Bogiem- jak zacząć?


Trochę czasu minęło, za nim to zrozumiałam i wiele się zmieniło, od kiedy zaczęłam tym żyć.
Przez długie miesiące miałam pretensje do Boga o to, że nie czuję Jego pomocy w moim życiu. O to, że nie wysłuchuje moich modlitw, że nie ma we mnie Jego radości.
Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że problem leży po mojej stronie. To ja oddalałam się od Boga, a nie On ode mnie.

Prawie dwa lata temu był taki moment, w którym postanowiłam chwycić się tego wersetu i dosłownie przychodzić do Boga każdego dnia- z całym moim ciężarem, wątpliwościami i zmęczeniem. Taka jaka byłam. Mój umysł podpowiadał mi, że bardziej niż Boga potrzebuję snu, relaksu, wyjścia do kina, jakiegoś SPA z dala od domu. Wiedziałam, że to nie działa. Próbowałam nie raz, ale było dobrze tylko na krótki czas. Potrzebowałam czegoś innego. Potrzebowałam duchowego SPA. Teraz wiem, że tylko bliskość Zbawiciela daje zupełną satysfakcję i spełnienie.
Czekałam na Jego ukojenie, a On nie zawiódł.



Wiem jak trudno jest zacząć i wytrwać w postanowieniu codziennego spędzania czasu w Bożej obecności.
Nie ważne, czy dopiero zaczynasz tę duchową podróż, czy chcesz odnowić relację z Bogiem i zbliżyć się do Niego. Spisałam dla Ciebie kilka wskazówek, które mam nadzieję pomogą Ci każdego dnia z radością spotykać się ze Stwórcą.

1. Ustal priorytety
Czas, który spędzasz z Bogiem musi stać się dla Ciebie priorytetem. Może wydaje Ci się, że nie dasz rady wygospodarować nawet 15 dodatkowych minut. Warto jednak przyjrzeć się planowi dnia i zadać sobie kilka pytań:
Czy to, czemu się poświęcam jest ważne czy tylko pilne?
Czy w ciągu dnia są momenty, kiedy czas przecieka mi przez palce- tracę go, nie robiąc nic konkretnego?
Jakie zmiany mogę wprowadzić, żeby Bóg stał się dla mnie priorytetem w rzeczywistości?
Każdy z nas codziennie podejmuje wiele decyzji. Jeśli jednak nie potrafimy w ciągu dnia znaleźć nawet kilku minut na pogłębianie najważniejszej relacji w naszym życiu- czy na pewno te decyzje są właściwe?
Walcz o czas z Bogiem.

2. Zaplanuj miejsce i czas
Rano, wieczorem, w południe, w czasie przerwy śniadaniowej, w kawiarni, w tramwaju, na przystanku, na sofie, w łóżku...wszystko jedno. Ważna jest regularność i dostosowanie do twoich potrzeb i możliwości.
Ok, wiem co myślą niektórzy z was: to nie możliwe. Też tak mówiłam jeszcze kilka dni temu. Długo się nad tym zastanawiałam i myślę, że jest to na pewno trudne, ale możliwe. I potrzebne!
Dla niektórych z nas nie będzie to żaden problem. Stałe miejsce i czas każdego dnia, to dla nich żadne wyzwanie.
Dla innych- w tym dla mnie- określenie tych dwóch rzeczy z wyprzedzeniem graniczy z cudem. Mój plan dnia jest raczej nieprzewidywalny- bo niemowlaki takie właśnie są. U nas nawet godzina i długość drzemki Milutki są kompletnie inne każdego dnia. Stwierdziłam jednak, że to był właśnie mój problem przez ostatnie miesiące - brak planu. Zawsze 'planowałam', że spotkam się z Bogiem po drodze, w ciągu dnia. Bardzo rzadko mi to wychodziło. Zawsze było coś innego do zrobienia. Dzisiaj mam plan i zamierzam się go trzymać.
Ostatnio przeczytałam, że:
Jeśli zawiedziesz w planowaniu, wtedy planujesz zawieść. 
Coś w tym jest :)
Miejsce i czas zawsze mogą się zmienić. Jeśli jednak narzucisz sobie pewien schemat, będzie ci łatwiej trzymać się swojego postanowienia.

3. Wszystko w jednym miejscu
Jeśli jeszcze nie wiesz, jaka to wygoda mieć pod ręką wszystko to, czego używasz w tym czasie- musisz spróbować.
Wystarczy zorganizować jakiś pojemnik, koszyk itp. do którego włożysz np. Biblię, notatnik, długopis, opracowanie lub codzienne rozważania. To na prawdę ułatwia życie!
Kiedy przychodzi ten czas, bierzesz swój koszyk i masz pewność, że nie będziesz za chwilę biegać po domu i szukać Biblii ani długopisu.

4. Zaplanuj sposób
Nie chodzi o to, żeby zaplanować każdą minutę. Nie ma takiej potrzeby ani nawet możliwości, jeśli ufasz, że sam Bóg będzie Cię prowadził.
Nie chodzi o to, żeby mieć zegarek w ręku i odliczać czas. Nie chodzi o to, żeby codziennie postępować według tego samego schematu lub narzuconego wzoru.
Jednak jeśli nie chcesz o szóstej rano wertować Biblii i tracić (jakże cenny!!) czas na zastanawianie się co przeczytać- zaplanuj pewne rzeczy z góry.
Możesz zaplanować co chcesz robić w tym czasie (modlitwa, czytanie Słowa, rozważanie, uwielbienie itp.), jakie miejsce w Biblii będziesz rozważać i w jaki sposób chcesz to robić (więcej na ten temat w jednym z kolejnych postów). Możesz spisywać też swoje prośby modlitewne.
Nasze sam na sam z Bogiem nie musi codziennie wyglądać tak samo, ale dobrze jest, kiedy zostanie w pewnym stopniu zaplanowane.

5. Trwaj w postanowieniu
To jest chyba najtrudniejsze.
Jednym z najlepszych prezentów, jaki możemy sobie dać, jest czas sam na sam z Bogiem.
Walcz o tą relację. Zrób wszystko, żeby społeczność z Bogiem stała się Twoją codziennością. Zobaczysz jak bardzo Twoje życie będzie się zmieniać- nastawienie, patrzenie na świat, na innych ludzi.. ale musisz trwać. Bez wymówek, poddawania się emocjom i nastrojom.
Dobrze jest mieć kogoś z kim będziesz mieć możliwość rozmowy na ten temat, wzajemnej modlitwy, wsparcia. Z kim będziesz dzielić się tym, co przeżywasz z Bogiem.
Jeśli chcesz, zapraszam Cię do dołączenia do naszej grupy 'Sam na sam z Bogiem' na Facebook TUTAJ

6. Bądź dla siebie wyrozumiała
Bóg widzi Twoje serce- o tym pisałam już nie raz. Bóg zna Cię na wylot i wie, że czasami po prostu są takie dni, w których fizycznie czy emocjonalnie, nie jesteś w stanie spotkać się z Nim na osobności. Nie obwiniaj się i nie zniechęcaj.
On wciąż tak samo będzie czekał.
On wciąż będzie kochał Cię tą samą niezmierzoną i niepojętą miłością.
On przecież nie zmienia się nigdy, dlatego tak cudownie jest móc przychodzić każdego dnia do jedynego, niezmiennie Wszechmocnego Boga.

To jest właśnie najprawdziwszy Cud Codzienności.

Sam na sam

Grudzień to miesiąc podsumowywań, postanowień, porządków domowych i tych w głowie.

Noworoczne postanowienia dla wszystkich mam czekają już w kolejce na publikację, a dzisiaj proponuję coś na prawdę specjalnego. Dla wszystkich.
Czas wzrostu.
Czas duchowego wzrostu i dążenia do duchowej dojrzałości.
Sam na sam z Bogiem.
Codziennie, regularnie, bez wymówek i miliona powodów dlaczego nie miałabyś porozmawiać z Ojcem i posłuchać, co ma do powiedzenia.
Piękna sprawa i poważne zobowiązanie.
Dzisiaj proponuję to Wam, ale jednak przede wszystkim sobie. Wiem, że ostatnio właśnie tego w moim życiu brakuje. Muszę na nowo zdecydować, żeby mieć serce Marii w świecie Marty.
Pisałam o tym TUTAJ. Pamiętacie?

Czasami nie jest łatwo codziennie spędzić czas sam na sam z Bogiem. Może się wydawać, że to żaden problem..ale dla mnie jest to duże wyzwanie. Szczególnie od kiedy urodziłam pierwsze, drugie, trzecie dziecko.. Kiedy już byłam na na prawdę dobrej drodze, na świecie pojawiła się Milenka i moje codziennie wczesne wstawanie i spędzanie czasu z Bogiem (które uwielbiałam!!!), skończyło się. Wiecie- nocne karmienia, ząbkowanie i inne takie..trudno rano w ogóle wstać, a co dopiero wcześniej niż wszyscy.
Łapię chwile ciszy, momenty, kiedy mogę na chwilę posłuchać własnych myśli, ale z regularnością mam wielki problem..Wiem, że muszę się określić. Nie iść 'na żywioł', wmawiać sobie, że jakoś to będzie. Patrzę wstecz i widzę, że jest bardzo..słabo.
Jestem pewna, że dla wielu pracujących, mających dzieci i tysiące spraw do załatwienia każdego dnia- to jest na prawdę niełatwe!
Ale czy napięty grafik to na pewno wystarczający powód, żeby nie spróbować?
Najczęściej przecież tak jakoś jest, że to, co daje najwięcej radości, satysfakcji i co jest po prostu wartościowe w życiu, wymaga poświęceń. Rzeczy, które przychodzą zbyt łatwo, nie potrafimy tak do końca docenić..

Jeśli chcesz- znajdziesz sposób
Jeśli nie chcesz- znajdziesz powód

Nie chcę traktować mojego sam na sam z Bogiem jak noworocznego postanowienia, ale jak duchową inwestycję. 
Wiem, że korzyści z bliskiej relacji z Bogiem są nieporównywalnie większe, niż to co zyskasz oglądając serial w TV czy bezmyślnie przeglądając Facebook..a na to czas jakoś zawsze jest..prawda?

Tak- to wymaga samodyscypliny.
Możliwe, że będzie również wymagać zmiany priorytetów i przyzwyczajeń czy reorganizacji planu dnia.
Jestem jednak pewna, że nie będziemy żałować ani minuty poświęconego czasu.
Nie tylko my na tym zyskamy. Mocno wierzę, że Bóg będzie działał w szczególny sposób w naszym życiu, a dobre zmiany będą widoczne dla naszych bliskich, rodziny, ludzi, z który pracujemy, sąsiadów..

Moim zamiarem nie jest dodanie do twojego i mojego planu dnia jeszcze jednego 'obowiązku', rzeczy do zrobienia. Nie chcę Cię obciążyć lub obarczyć poczuciem winy, jeśli jednak nie zdecydujesz się na tę przygodę razem ze mną.
Chciałabym po prostu zachęcić Cię do codziennego spotkania ze Stwórcą i regularnego poznawania Jego Słowa, bo warto!

Możesz do mnie dołączyć, kiedy tylko chcesz- nie musi to być 1 stycznia, poniedziałek czy początek miesiąca. Najlepiej zacznij od dziś. Nie ma na co czekać :) Z doświadczenia wiem, że czas nigdy sam się nie znajdzie..to Ty musisz go znaleźć. Zaplanować, zorganizować wolną chwilę w natłoku zajęć. To twoja świadome postanowienie zadecyduje o tym, czy się uda, czy nie.

Jeśli masz ochotę pójść o jeden krok dalej, możesz spróbować podczas swojego 'Sam na sam z Bogiem' przeczytać całą Biblię w rok. Schemat czytania dostępny w zakładce 'Do Pobrania' TUTAJ

Czasami łatwiej jest się do czegoś zmobilizować jeśli wiesz, że ktoś inny liczy na Ciebie- czeka na Twoje wsparcie, ale również poda swoją rękę, kiedy jest ciężko. Dlatego stworzyłam na Facebook grupę, na której będziemy się motywować :)
Będziemy się wspierać z całych sił i pisać o tym, co Bóg mówi do nas każdego dnia, a wierzę, że ma wiele do powiedzenia!
Dołącz, jeśli chcesz i zaproś swoich znajomych! TUTAJ
Oficjalnie zaczynamy 1. stycznia. Niech będzie nas jak najwięcej!
Liczę na Ciebie i twoje dobre słowo.
A Ty możesz liczyć na mnie.

Co Wy na to?