Pokazywanie postów oznaczonych etykietą List. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą List. Pokaż wszystkie posty

Kochana Mamo...

Kochana Mamo,

Jest takie jedno zdanie, które słyszałam od Ciebie niezliczoną ilość razy.
Odbija się echem w mojej głowie kiedy odbieram telefon ze szkoły.
Słyszę je gdzieś z tyłu głowy podczas tych wszystkich codziennych i zwykłych do bólu obowiązków.
Przypominam je sobie wtedy, kiedy nie mam siły pójść pod prysznic po wyczerpującym dniu.
Kiedy nie potrafię zasnąć, jeśli któreś z moich dzieci nocuje poza domem.
Kiedy kontrolowanie własnych emocji nie przychodzi mi łatwo.
Kiedy tak trudno jest mi być mamą mojej trójki..

Zrozumiesz, kiedy będziesz miała swoje dzieci.



Chcę Ci napisać, że miałaś rację.
Już rozumiem.
Tak wiele niezrozumiałych spraw widzę dzisiaj w zupełnie innym świetle.
Dzisiaj widzę wyraźniej.

Teraz już wiem, jak wiele wysiłku włożyłaś w moje wychowanie. W wychowanie całej naszej piątki..
Ile łez musiałaś otrzeć, ile nocy nie przespać, ilu wyjść i przyjemności sobie odmówić, ile razy powtarzać te same zdania. Do znudzenia.

Rozumiem, jak wiele kosztowało Cię karanie mojego zachowania. Jak trudno było Ci czegoś mi zabronić, coś nakazać, coś odebrać..
Dzisiaj wiem, że za bardzo mnie kochałaś, żeby pozwolić mi na wszystko i dać każdą rzecz, o którą prosiłam.

Zaczynam rozumieć, jak trudno jest wychować człowieka.
Widzę więcej odcieni szarości niż kiedykolwiek przedtem.
Bo w macierzyństwie nic nie jest czarno białe. Nic nie jest proste i oczywiste.
Dopiero teraz to wiem.

Teraz już wiem, ile wysiłku wkładałaś każdego dnia w dbanie o dom, ogród i o nas.
Teraz już wiem, ile Twojej ciężkiej pracy kryło się za naszymi rodzinnymi wakacjami, za szafą pełną czystych i wyprasowanych ubrań, tak hucznie odprawianymi urodzinami, za domowymi obiadami..
Teraz rozumiem Twoje zmęczenie.

Teraz mogę sobie wyobrazić, jak wielki ból przeszywał twoje serce po stracie Dziecka i jak wielką Bóg darował Ci siłę, kiedy stałaś nad Jej grobem w ten ciepły, marcowy dzień.
Tak często musiałaś ukrywać przed nami swoje łzy, które z pewnością nie raz płynęły w tym niewypowiedzianie trudnym okresie twojego życia.
Dzisiaj wiem, że byłaś tak silna dla nas.

Mogę sobie tylko wyobrazić, jak trudno było Ci oddać swoją jedyną córkę obcemu Mężczyźnie tak wcześnie.
Jak trudno Ci było zaufać, że ta miłość nie skończy się tylko na słowach i niespełnionych obietnicach.
Dziękuję za to zaufanie.

Dzisiaj już wiem, że nie wszystko zależy ode mnie. Że moje wszystko nie zawsze jest wystarczające.
Dziękuję, że pokazałaś mi Kto uzupełnia nasze braki i do Kogo mogę zwrócić się z każdym jednym rozczarowaniem.
Dziękuję, że skierowałaś mój wzrok na Boga doskonałej miłości.
Dziękuję, że nauczyłaś mnie ufać Mu we wszystkim.

Dziękuję, że pokazałaś mi jak wybaczać.
Mogłabym usłyszeć setki kazań na temat miłości do drugiego człowieka, na temat kochania tych, którzy nas krzywdzą.. ale to, co Ty pokazałaś mi swoim życiem jest dla mnie cenniejsze, niż jakiekolwiek słowa.
Jesteś moją Bohaterką.

Chciałabym cofnąć czas.
Przekreślić każde przykre słowo wypowiedziane w Twoją stronę.
Żałuję tupania, trzaskania drzwiami, podniesionego głosu, braku wdzięczności.
Przepraszam.. chociaż wiem, że Ty już dawno wszystko rzuciłaś w niepamięć.


Dzisiaj mam swoje Dzieci.
Dopiero dzisiaj wiem.
Dopiero teraz naprawdę rozumiem i mogę docenić.

Dzięki temu jeszcze bardziej Cię podziwiam, jeszcze bardziej szanuję.
Teraz jeszcze bardziej Cię kocham, Mamo.




Mój Kochany..

Kiedy jedenaście lat temu przysięgałam Ci miłość i wierność do końca życia, nie wiedziałam co mówię.
Na początku wspólnej drogi nikt tak naprawdę nie rozumie, co znaczy w zdrowiu i w chorobie, w radości i w smutku, w dostatku i w biedzie.
Miałam jednak pewność, że chcę iść przez resztę życia trzymając Cię mocno za rękę. Że razem damy radę pokonać wszystkie przeciwności.
Miałam Bożą pewność pomimo moich osiemnastu lat.

Wiem, że nadzieję na wspólną starość ma każda kobieta ubrana w białą suknię, z bukietem kwiatów w dłoni i welonem wpiętym we włosy.. dlatego codziennie dziękuję Bogu za to, że nam się udało.
Że codziennie razem walczymy o nasze wspólne życie, o jeszcze więcej miłości w naszym małżeństwie, o jeszcze więcej szacunku, zrozumienia i codziennej radości w najzwyklejsze dni.

Kiedy wokoło nas rozpadają się kolejne małżeństwa, kiedy szaleje burza a jutro zdaje się być tak bardzo niepewne, dziękuję Bogu za to, że jest naszym fundamentem.
Mamy potrójny sznur, który nie tak łatwo można rozerwać.
Wszechmogący jest Tym który połączył nas wtedy i łączy nas nadal pomimo tego, że od tamtej pory wiele się zmieniło.
Nie jesteśmy już tacy sami.
Nie chodzimy na długie spacery tylko we dwoje.
Nie trzymamy się za ręce przy każdej możliwej okazji.
Nie mamy już tak wiele czasu na pielęgnowanie naszej miłości, na długie pocałunki, na leniwe soboty, romantyczne kolacje i weekendowe wypady za miasto..
Trudno jest nawet czasami dokończyć myśl w rozmowie, przebić się przez śmiech dzieci i hałas puszczanych w salonie resoraków.
Nasze życie nabrało jakiegoś niewyobrażalnego tempa.

Tym bardziej dziękuję Ci, że widzisz we mnie nie tylko mamę naszych dzieci, ale przede wszystkim kobietę. Kobietę jedenaście lat lepszą niż w ten szary listopadowy dzień.
Dziękuję, za różową sypialnię i miętową kuchnię. I za to, że nie masz nic przeciwko spaniu pod pościelą w kwiaty.
Dziękuję, że kochasz mnie taką, jaką jestem naprawdę za zamkniętymi drzwiami naszego domu. Taką bez makijażu, kolczyków i szpilek. Bez ładnej sukienki, bo najwygodniej mi w dresie z włosami związanymi w kucyk.
Kochasz mnie złośliwą i narzekającą z byle powodu. Załamującą ręce nad głupotami.
Dziękuję, że podajesz mi rękę i wspierasz w drodze do bycia inną. Lepszą.

Dziękuję, że ciągle przed oczami masz wielkiego Boga i zawsze stawiasz Go w naszej rodzinie na pierwszym, najważniejszym miejscu.
Jesteś moją inspiracją.

Dziękuję, że moje niemiłe słowa potrafisz obrócić w żart. Szybko zapominasz, rozumiesz i nie wypominasz. Po prostu przytulasz i zmęczeniem potrafisz usprawiedliwić każdego focha.
Dziękuję, że nie marudzisz, kiedy drugi dzień z rzędu jest pomidorowa.
Za twój spokój, trzeźwy umysł i niesłabnącą wiarę - dziękuję.
I jeszcze za chęć robienia tej idealnej kawy.. wiesz, że tylko Ty znasz proporcje.

Nazywasz mnie piękną, kiedy czuję się zupełnie nieatrakcyjna. Kiedy widzę tylko swoje braki i zmęczoną, nieumalowaną twarz w ochlapanym pastą do zębów lustrze.
Nazywasz mnie silną w dni, w które jestem najsłabsza.
Moje ciało nazywasz idealnym po trzech ciążach i długich miesiącach karmienia piersią.
Widzisz we mnie wartość, kiedy ja czuję się nic nie warta.
Wierzysz we mnie wtedy, kiedy nikt inny nie daje mi szans na powodzenie.
Wspierasz, pomagasz, uspokajasz i sprawiasz, że czuję się najważniejsza.

Bo jestem najważniejsza. Wiem to na pewno.
Widzę to w kwiatach przynoszonych bez okazji.
Widzę to w tym, jak śpieszysz się do domu po ważnym spotkaniu.
Widzę to w drobiazgach i niepozornych gestach miłości którymi zasypujesz mnie każdego dnia.
Widzę to w tym, że w naszych rozmowach potrafisz usłyszeć moje marzenia i starasz się realizować każde jedno z nich.
Widzę to w zabieraniu dzieci na plac zabaw, żebym mogła usiąść i napisać kolejnego posta. Albo po prostu poczytać w spokoju książkę.. nigdy nie pytasz, co robiłam.

Dzięki Tobie wiem, że prawdziwa miłość to nie patrzenie sobie głęboko w oczy przy elegancko nakrytym stole. Można widzieć się tylko przelotem i kochać prawdziwie.. wystarczy te kilka krótkich sekund, w których łapiemy swój wzrok i wymieniamy uśmiechy.
Prawdziwa miłość to nie trzymanie się za ręce podczas spaceru. Można jedną ręką trzymać dwulatkę, drugą pchać wózek, a pod pachą nieść niechcianą już hulajnogę i nadal kochać do szaleństwa.
Prawdziwa miłość to nie rozmowy bez końca o rzeczach ważnych i tych mniej. Milczenie przy kubku herbaty z cytryną też jest prawdziwą miłością.
Najprawdziwszą jak dla mnie.

Jesteś mężczyzną, który nie znosi widoku krwi, a jednak trzymałeś mnie za rękę przy porodach wszystkich naszych dzieci. Siedziałeś przy szpitalnym łóżku w tą noc, kiedy straciliśmy nasze pierwsze Dziecko. W tą najdłuższą noc ze wszystkich w naszym wspólnym życiu.
Zapominasz kupić w Biedronce mleko, ale przywozisz mi ulubione różowe goździki.
Nie masz sił na wieczorny prysznic, ale zawsze znajdziesz siłę na zagranie z Nimi w chińczyka, na obejrzenie z Nią jeszcze jednej książeczki.
Nie masz pojęcia gdzie są piżamy dzieci, ale potrafisz doskonale ogarnąć całą trójkę, kiedy nie ma mnie w domu.
Mało mówisz, ale dużo słuchasz.
Potrafisz odgadnąć moje myśli i dokończyć niedokończone zdania..
To ciągle mnie zadziwia.

Dokądkolwiek ty pójdziesz i ja pójdę;
Gdzie Ty zamieszkasz i ja zamieszkam;
Lud Twój lud mój,
A Bóg Twój - Bóg mój.
(Ks. Rut 1;16)

Pamiętasz, kiedy mówiłam te słowa nie mogąc powstrzymać łez?
Wypowiedziałabym je jeszcze raz bez chwili zastanowienia. Bez cienia wątpliwości.
Wypowiedziałabym je z jeszcze większą pewnością niż jedenaście lat temu.
Zmieniło się tylko to, że już trochę rozumiem, co znaczy w zdrowiu i w chorobie, w radości i w smutku, w dostatku i ... nie. W biedzie nie.
Od biedy Bóg nas uchronił.

Kocham Cię.
Może w tym zwariowanym okresie naszego życia nie mówię tego wystarczająco często.. ale kocham Cię niewypowiedzianie.
Kocham Cię w natłoku zajęć i w spokojne wieczory przy kominku.
Kocham Cię kiedy mam dobry dzień i kiedy odliczam godziny do wieczora.
Kocham Cię w czasie trudnym i w tym z mnóstwem śmiechu, radości i łez wzruszenia.
Kocham Cię pośród wylanej herbaty, płaczących dzieci, przypalonych tostów i podkrążonych ze zmęczenia oczu.
Kocham Cię z porannym oddechem, nieogolonego, z koszulką na lewą stronę..
Szepczę czułe kocham Cię gotując Twój ulubiony obiad, wymieniając ręcznik w soboty, prasując dziesiątą koszulę, wkładając do koszyka Prince Polo gdzieś między brokułem, chlebem i masłem..
Jestem dumna z tego, że mogę być Twoją żoną.
To prawdziwy przywilej stworzyć rodzinę z najlepszym przyjacielem.

To życie które mamy dzisiaj, ten dom, który codziennie razem tworzymy, to więcej niż wszystko, o czym odważyliśmy się marzyć podczas tych romantycznych spacerów przy blasku księżyca.

Z miłością, na zawsze Twoja..



Moja Najpiękniejsza

Kochana Córeczko,

zachwycasz mnie każdego dnia.
Codziennie na nowo zadziwiasz mnie swoim pięknem.
Kiedy na Ciebie patrzę, przepełnia mnie radość.
Jesteś dla mnie wyjątkowa.
Jedyna taka na całym świecie..

Dlatego zasmuca mnie, kiedy patrząc w lustro widzisz tylko to, co zewnętrzne.
Za grube, za małe, za wąskie, niekształtne.. brzydkie.
Patrząc na siebie nie widzisz kobiety według mojego serca, którą jesteś, ale szukasz w sobie kobiety według standardów piękna stworzonych przez człowieka.
Zaczynasz porównywać się z innymi i widzisz to, czego nie masz, zamiast obfitości, którą w sobie nosisz.

Gdybyś tylko mogła widzieć siebie taką, jaką ja Ciebie widzę..
Bo wiesz, Kochanie.. Ja patrzę na Ciebie zupełnie inaczej.

Kiedy na Ciebie patrzę, nie widzę twoich- jak mówisz - zbyt wąskich ust.
Nie zwracam uwagi na to, czy pomalowałaś je ulubioną szminką, czy może mróz sprawił, że są nieco spierzchnięte..
Widzę usta, które wypowiadają słowa mądrości.
Widzę usta, które otwierają się po to, żeby budować, a nie niszczyć. Które błogosławią, zamiast życzyć komuś źle.
Widzę usta, które bronią pokrzywdzonych i potrafią zdobyć się na szczerość.
Usta, z których płyną komplementy i słowa pocieszenia.
Widzę najpiękniejsze usta dzielnej Kobiety, która nie boi się prawdy i brzydzi się kłamstwem.
Kocham Twoje usta przepełnione wdzięcznością za każdy nowy dzień. Nawet najtrudniejszy.
Zachwycasz, Córeczko.

Zapewniam Cię, że nie widzę spracowanych i zaniedbanych dłoni.
Kiedy na nie patrzę, widzę gotowość do pomocy. Poświęcenie czasu i sił dla dobra innych ludzi, czasem zupełnie obcych.
Widzę czwarte piętro i staruszkę, której pomogłaś wnieść ciężkie zakupy.
Widzę przebranie królewny na szkolny bal, uszyty z dbałością o każdy szczegół. Pracowałaś nad nim kilka wieczorów.. Twoja mała Królewna była zachwycona. Pamiętam jej radość i Twoje zaszklone oczy.
Widzę twój przytulny dom i cudownie kwitnący ogród, o które dbasz codziennie z taką pasją.
Widzę ręce, które potrafią tworzyć prawdziwe dzieła sztuki podziwiane przez ludzi. Ale kiedy trzeba, potrafią też przynieść, podać, pozamiatać.. Służą.
Widzę ręce, które zmieniają pieluchy, plotą warkoczyki o świcie i przygotowują kanapki na drugie śniadanie. Przytulają, przynosząc ukojenie w gorsze dni.
Kocham Twoje ręce złożone do modlitwy i wyciągnięte w geście uwielbienia.
Jesteś dla mnie radością, Kochana.

Widzę też oczy, które patrzą na innych z miłością.
Oczy, które szukają Mnie we wszystkim.
Widzę, jak patrzysz w moją stronę.
Jak bardzo starasz się nie przegapić możliwości, które przed Tobą kładę.
Zauważam to, moja Miła.

Nie interesują mnie centymetry i liczby na twojej wadze.
Za gruba, za chuda.. wszystko mi jedno. Nie pozwól, żeby stały się wyznacznikiem Twojej wartości.
Jesteś moja -  i tylko to się liczy.
Nie widzę zbędnych kilogramów i brzucha, który po ciąży nie wygląda już tak jak kiedyś.
Widzę ciało, które gotowe było do poświęcenia dla cudu nowego życia.. i to nie jeden raz.
Nie widzę zniszczonej skóry i rozstępów. Widzę za to ślady bezwarunkowej miłości. Pomyśl.. może to dobrze, że będą z Tobą całe życie? Noś je z dumą i radością.
Kiedy patrzę na Twoje ciało, widzę moje ukochane mieszkanie. Cieszę się, że traktujesz je z szacunkiem i dbasz o nie najlepiej jak potrafisz.
Widzę ciało Kobiety, która nie wykorzystuje swojej wolności do czegoś, co złamałoby moje serce.
Twoja miłość do mnie jest jeszcze bardziej wyraźna za każdym razem, kiedy mówisz  nie.
Czystość, moja Droga, jest ozdobą, którą nie każdy może się pochwalić. Ozdobą godną podziwu.
Jesteś moją dumą, Księżniczko.

Tak! Jesteś Księżniczką.
Moją wybraną, cenną, najdroższą Córką.
Źrenicą mojego oka.
Moją radością.
Wyrosłaś na kobietę idealnie piękną w moich oczach.

Nic nie cieszy mnie bardziej, niż twoje szczęście.
Nic nie sprawia mi większej radości niż to, że znajdujesz je w moich ramionach.


Stwarzałem Cię z wielką miłością.
Uśmiechałem się kształtując absolutnie każdy fragment Ciebie. Każdy!
Dopracowałem Cię w każdym szczególe - jesteś moim doskonałym dziełem.
Żaden detal nie uszedł mojej uwadze.. uwierz. (Psalm 139;14-15)

Twój nos - zaplanowany.
Twój niski wzrost - dokładnie przemyślany.
Twoje włosy - właśnie takie miały być.
Zestaw cech, talentów, zdolności.. one wszystkie zostały wybrane specjalnie dla Ciebie spośród tysięcy możliwych, zanim w ogóle powstałaś.
Ja się nie mylę, moja Piękna.

Ale pamiętaj, że prawdziwe piękno zaczyna się w Twoim wnętrzu.
Cała reszta, jest tylko dodatkiem do tego, jaka jesteś naprawdę.

Nie spędzaj więc życia patrząc w lustro.
Żyj wpatrzona we mnie, a na siebie patrz moimi oczami.
To będzie możliwe tylko wtedy, kiedy będziesz blisko mnie.

Nie marnuj czasu martwiąc się swoim odbiciem - po prostu bądź moim, na tym zepsutym świecie.

Twoje piękno nie zależy od rozmiaru, który nosisz. Twoje piękno to nie centymetry, kolory, zapachy, kształty i modne ubrania.
To nie torebki, buty ani drogie kosmetyki.

Prawdziwe piękno, to Twoje wielkie serce, z jakim podchodzisz do wszystkiego, co robisz.
To łagodność, z którą potrafisz rozmawiać ze swoimi dziećmi i z sąsiadem, który tak bardzo utrudnia Ci życie.
To pokój, który wnosisz ze sobą w każde miejsce, w którym przebywasz. (1 List Piotra 3;4)

Wyglądasz wyjątkowo, ubrana w siłę i dostojność. (Przypowieści Salomona 31;25)
Nie mogę napatrzeć się na Ciebie, kiedy zakładasz pokorę, cierpliwość, dobroć.. i kiedy uśmiech zdobi Twoją śliczną twarz. (List do Kolosan 3;12-14)
To jest moda, która nigdy nie minie.
To zawsze będzie baza dla zmieniających się trendów.
Masz duchową klasę, Najdroższa.

To wszystko warto pielęgnować ze szczególną troską.
O to dbaj i tym się zajmuj.
Codziennie przeglądaj się w lustrze mojego Słowa.
Braków we wnętrzu nie można ukryć ubierając szeroki sweter, ani nakładając makijaż.
Prędzej czy później, zawsze wychodzi na jaw to, co kryje się w środku człowieka.

To, na co tak bardzo zwracają uwagę ludzie, co tak bardzo zajmuje im czas i pochłania pieniądze - to wszystko minie.
Nie zapominaj, że złudny jest wdzięk i zwiewna jest uroda, Kochanie (Przypowieści Salomona 31;30)

Ale Ty.. Twoje piękno wygra z czasem. Zostanie zapamiętane przez tych, których kochasz na co dzień i tych, którym okazujesz moją miłość zupełnie przypadkowo - w sklepie, na poczcie, w długiej kolejce do lekarza..
Z wiekiem, będziesz jeszcze bardziej rozkwitać dla mojej chwały.

Mam nadzieję, że przyjdzie dzień, w którym naprawdę zrozumiesz jak niezwykle piękna jesteś w moich oczach. Jak wiele warta, zupełnie wystarczająca.
Wtedy pokochasz w sobie to, czego nie jesteś w stanie zmienić i będziesz zmieniać to, czego jako moja Córka, nie możesz w sobie pokochać.

A teraz idź i już dzisiaj żyj tak, jakbyś całym sercem wierzyła w to wszystko, co Ci napisałem.
Z czasem naprawdę zobaczysz siebie z mojej perspektywy i w pewności tego kim jesteś, będziesz szła przez życie z podniesioną głową.

Dbaj o swoje wnętrze, Moja Najpiękniejsza.

Kocham Cię..

Twój Tata

Kochana Córeczko...

Kochana Córeczko,

Jesteś.
Jesteś z nami już siedem miesięcy.
Siedem miesięcy, a wydaje się, że minęło kilka dni od kiedy pierwszy raz mogłam Cię zobaczyć. Od kiedy pierwszy raz mogłam Cię przytulić.
Mam ten obraz przed oczami. Ciągle żywy i bardzo realny.
Eksplozja uczuć. Radości, wdzięczności..ulgi.
Że cała i zdrowa. Że jesteś nareszcie z nami.


Muszę się przyznać, że przez pierwsze miesiące twojego życia często płakałam.
Miałam łzy w oczach, kiedy obserwowałam jak śpisz.
Kiedy spokojnie piłaś i delikatnie obejmowałaś mój palec swoimi drobnymi rączkami.
Kiedy patrzyłaś na mnie ciemnymi, wielkimi oczami, zapamiętując każdy szczegół mojej twarzy. Wtedy ja za każdym razem tak bardzo starałam się zapamiętać Ciebie w tamtych momentach.
Płakałam, kiedy pierwszy raz świadomie uśmiechnęłaś się do mnie.
Kiedy mogłam obserwować jak mocno kochają Cię twoi Bracia i jak bardzo Ty kochasz ich.
Wzruszałaś mnie do łez widząc twoją tęsknotę za mną, kiedy nie było mnie obok najwyżej godzinę.

Dziś nadal mi się to zdarza.
Nadal płaczę ze szczęścia.


Wiesz..życie biegnie jak szalone. Tyle jest do zrobienia. Wyprać, przewinąć, ugotować, posprzątać, zamówić, odebrać, podlać, przebrać, ułożyć, kupić, upiec, przygotować..
Z waszą trójką, trzeba mieć oczy dookoła głowy przez cały dzień.
Dni przechodzą w tygodnie, tygodnie w miesiące...i nim się obejrzę, skończysz roczek, pięć lat, dziesięć..
Czas mija szybko. Za szybko.

Właśnie dlatego, kiedy otwierasz rano oczka. Kiedy budzisz się obok nas w 'dorosłym' łóżku, my czasami już nie śpimy. Wolimy na Ciebie patrzeć. Obserwować jak śpisz. Zapamiętywać chwile, które niedługo będą już tylko pięknym wspomnieniem.
Właśnie dlatego, poranne ubieranie to rytuał. Rytuał wybierania tych malutkich ubranek, skarpetek, bucików..potem całowanie drobnych stópek i paluszków, zabawa w 'nie ma- jest!', śpiewy i piski radości na całe gardło.


Właśnie dlatego, my nie wychodzimy na spacer tak po prostu. Jest pośpiech przy ubieraniu, trochę wariactwa przy wychodzeniu z domu, ale..jak już idziemy po tych naszych polnych drogach to gadamy. Gadamy sobie po babsku, po naszemu. Naśladujemy zasłyszane dźwięki, podglądamy mijane zwierzątka. Słuchasz jak śpiewam. Poznajemy świat. Razem- ty po raz pierwszy, a ja po raz kolejny.
Właśnie dlatego, przed wieczorną kąpielą, mogłabym godzinami przytulać twoje małe pachnące ciałko, głaskać najdelikatniejszą w świecie skórę, wciąż chyba do końca nie wierząc, że jesteś nasza.
Właśnie dlatego, kiedy pijesz, nie włączam komputera i nie czytam książek. Patrzę jak bawisz się moimi palcami, jak przymykasz oczy, bo czujesz się dobrze i bezpiecznie.
Właśnie dlatego, chcę zapamiętywać momenty, których nie jest w stanie uwiecznić żadne zdjęcie czy kamera.
Właśnie z powodu szybko uciekającego czasu, nie mogę pozwolić, żebyś się spieszyła. Żebyś biegła przez życie ścigając się nie wiadomo z kim i nie wiadomo po co.


Proszę, nie spiesz się Kochana.
Ciesz się długimi godzinami snu,  noszeniem na rękach, spacerami, wspólnymi zabawami od samego świtu.
Płacz, kiedy będziesz chciała się przytulić. Kiedy będzie Ci mnie brakować w środku dnia czy o północy.

Nie czekam na to, aż 'w końcu' zaczniesz sama siedzieć, chodzić, jeść, ubierać się.
Nie spiesz się, bo ten czas i tak przyjdzie, a ja tak bardzo chcę się Tobą nacieszyć.

Ciesz się kąpielami z pianą, zabawami w piaskownicy, książeczkami bez słów przeglądanymi setki razy, bieganiem po trawie na bosaka i skakaniem w kałużach.
Przytulaj się do mnie, trzymaj za rękę, wkładaj rączki do moich rękawów, głaszcz przy jedzeniu i patrz głęboko w oczy jak długo chcesz.
Masz czas. Nie będziemy Cię poganiać.


Nie spiesz się do dorosłości.
Ciesz się swoją beztroską i bądź dzieckiem pełną gębą.
Nie musisz czytać i pisać mając trzy lata. Z nikim się nie ścigasz. Z nikim nie będziemy Cię porównywać. Dla nas jesteś i zawsze będziesz najmądrzejsza na świecie.
Ciesz się godzinami zabaw lalkami i ubieraniem ulubionych misiów. Brakiem obowiązków i wspólnym karmieniem kaczek w parku.

Ciesz się nieświadomością zła, w którym żyjemy.
Prędzej czy później twoje oczy zobaczą to, od czego tak bardzo chcemy cię chronić teraz.
Ciesz się swoimi małymi 'końcami świata'- pękniętym balonem, kłótnią z bratem, rozdartą sukienką..
Na większe zmartwienia przyjdzie jeszcze czas.

Wiemy, że świetnie sobie poradzisz bez nas, tylko nie próbuj nam tego udowodnić za szybko.
Chcemy być Ci potrzebni.
Nie spiesz się Kochanie.


A kiedy będziesz już miała swoje dzieci, daj im siebie w całości. Zwolnij i ciesz się nimi bez pośpiechu.
Niektóre dni będą ciągnęły się w nieskończoność, ale obiecuję Ci jedno: nie ważne jak bardzo godziny będą się dłużyć, lata będą mijać szybko. Za szybko.
Nikt mi tego nigdy nie powiedział i żałuję wielu straconych momentów. Nie chcę, żebyś i Ty musiała.

Dlatego nie bój się żyć powoli Córeczko. Żyj nie biorąc na siebie ciężarów większych niż będziesz potrafiła unieść, udowadniając innym że możesz..

Te wszystkie możliwości: dzieciństwo, młodość, macierzyństwo. Zasypianie na rękach, przedszkole, liceum, randki, studia, nocne karmienia... to wszystko będzie ci dane tylko raz i tylko na jakiś czas. Dlatego korzystaj z tego do ostatniej kropli i nigdzie się nie spiesz.

Twoja kochająca mama