Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, czyli jak prowadzić dzieci do Boga?

Wiele razy prosiłyście mnie o wskazówki na temat tego, jak prowadzić dzieci do Chrystusa w codzienności.

Dzisiaj w końcu podzielę się z wami tym, co robimy w naszym domu.


Na samym początku chcę zaznaczyć, że nie jest idealnie. Nie zawsze wszystko się udaje, nie zawsze jest

kolorowo.

Nie zawsze mi się chce.

Nie zawsze mam na to siłę i ochotę.

Czasami te 'proste zasady' wydają się być nie do przejścia. Brakuje mi cierpliwości, zrozumienia, miłości w

tym wszystkim... ale postęp, choć nieidealny, to nadal postęp. 


Czasami mam też chwile, w których wydaje mi się, że to wszystko na nic. Że i tak nic do nich nie dociera.

Wiem jednak, że to kłamstwo. Ja mam 'siać', a Panu Bogu zostawić wzrost. Tego się trzymam w

najtrudniejszych momentach.

Robię wszystko, co w mojej mocy, a Bogu zostawiam całą resztę.


1. Dawaj przykład - pierwsza, najważniejsza i na pewno najtrudniejsza zasada. Dzieci nie idą za twoimi

słowami, ale za twoim przykładem. Jesteś pierwsza Biblią, którą przeczytają. 

Bądź taka sama w kościele i w domu, przy znajomych i sam na sam z dzieckiem w jego pokoiku. 

Rób to, co mówisz. Jeśli za twoimi słowami nie pójdzie czyn, trudno będzie twoim dzieciom pójść za

Chrystusem. Dwa, zupełnie inne oblicza rodziców, to bardzo częsty powód dla którego dzieci z 'wierzących'

domów mają wielką trudność zaufać Bogu w swoim życiu. 


Chcesz, żeby dzieci sięgały po Boże Słowo - czytaj na ich oczach.

Chcesz, żeby twoje dzieci śpiewały Bogu na chwałę - słuchajcie razem 'Małe TGD' czy jakąkolwiek inną płytę

z chrześcijańskimi pieśniami w samochodzie, w drodze do przedszkola czy sklepu.

Chcesz, żeby twoje dziecko przestało krzyczeć? Ty przestań krzyczeć. Po czasie zobaczysz, że jest lepiej.

Chcesz, żeby twoje dziecko mówiło przepraszam? Ty też mów przepraszam.


Zachęcaj dziecko do uczestniczenia w twoim życiu duchowym. Czytaj Biblię na oczach swoich dzieci, a nie

tylko rano, kiedy jeszcze śpią. Niech widzą mamę, która szuka Boga! Módl się przy nich i z nimi o sprawy,

które są dla ciebie ważne. Proś ich o modlitwę za twoją sprawę jeśli to coś, czym możesz się z nimi podzielić. 

Niech rozmowy na temat Boga, będą w waszym domu normalnością.

Przykład 'idzie z góry'. Pamiętaj.


2. Wspólne czytanie i modlitwa - tu ważna jest regularność, dostosowanie Biblii do wieku i możliwości

dziecka (my zaczynaliśmy od najprostszych Biblii z obrazkami z grubymi, kartonowymi kartkami, a teraz

czytamy z chłopaka często z 'dorosłej' Biblii, Mili ma takie, które są dostosowane treścią do niej),

dostosowanie pory i sposobu czytania oraz modlitwy do waszego stylu życia i rytmu dnia. 


U nas jest to ok 10-15 minut wieczorem, po kolacji, kiedy wszystkie dzieci są już w piżamach. 

Najpierw modlimy się modlitwą 'Ojcze nasz' (zachęcam do modlenia się tą modlitwą nawet z maluszkami! 

Dzieci zaskakują tym, jak szybko potrafią zapamiętać długie i trudne teksty), potem każde dziecko modli się 

indywidualnie swoimi słowami - my czasami też, zależy od dnia - a potem czytamy albo kolejny rozdział Biblii 

przeznaczonej dla starszych już dzieci, albo kolejny rozdział rozważania dla dzieci, albo czytamy 'wylosowane'

wersety Biblijne (mamy takie specjalne pudełeczko z mnóstwem odnośników biblijnych) i każdy szuka 

swojego wersetu i czyta go na głos (potem krótko zastanawiamy się co każdy werset znaczy).


3. Regularne chodzenie do kościoła - niedzielne nabożeństwo to nie jest opcja w naszym domu. To

norma, której się trzymamy nawet wtedy, kiedy jest bardzo trudno (maleńkie dzieci w kościele przeszkadzały,

ja i tak 'nic z tego nie miałam', czasami w niedzielę rano jest taki sajgon, że wolałabym zostać w domu niż

jechać gdziekolwiek). 


TY jesteś rodzicem i ustalasz zasady. TY nadajesz ton i mówisz, jak ma być. Chcemy pokazać naszym 

dzieciom jak ważna jest społeczność i ten szczególny czas/dzień, przeznaczony dla Boga. Nie nauczymy ich

 tego chodząc do kościoła od święta. 


Teraz jesteśmy na etapie, w którym chłopcy robią wszystko, żeby nie jechać w niedzielę do kościoła. 

Marudzą, jęczą, próbują wszystkiego. Ja wiem, że nie robię im krzywdy. Co więcej, jestem pewna, że robię to

dla ich dobra. Mam nadzieję, że kiedyś mi za to podziękują, a na teraz modlę się, żeby to, co słyszą będąc w 

kościele, wydało owoc w ich życiu - prędzej czy później.


4. Codzienność z Bogiem - podczas zwykłych dni, szukaj momentów i sytuacji, w których będziesz

miała okazję wskazywać dzieciom na Boga - na Jego ochronę, na Jego wierność, zaopatrzenie, na Jego

wszechmoc itd. 

Na przykład konflikt między rodzeństwem może być początkiem rozmowy o bezwarunkowej miłości Boga i 

łasce. Wysłuchana modlitwa o coś, o co razem modliliście się jako rodzina, to cudowne świadectwo Bożej

wierności i tego, że jest realny. Że słucha, kiedy do Niego wołamy. Twój upadek (podniesiony ton bez

powodu, wybuch złości) może być początkiem rozmowy o wybaczeniu i o mocy Boga, pomimo naszej

słabości.

Kiedy twoje dziecko ma problem, zachęć je do modlitwy o tę sprawę. Pomódl się razem z nim. Niech wie, że

nie ma zbyt małych, ani zbyt wielkich spraw do modlitwy.

Szukaj okazji, a Bóg będzie się stawał twoim dzieciom bliższy, a przecież o to chodzi!


5. Wakacje - jest mnóstwo dobrych, chrześcijańskich obozów na które można posłać dzieci w czasie

wakacji. My traktujemy obozy jak inwestycję w życie duchowe naszych dzieci. One kosztują pieniądze, ale

 duchowe zyski mogą być o wiele większe, niż finansowe straty.


6. Módl się o swoje dzieci - kto jak nie ty? Módl się o swoje dziecko, nawet jeśli dopiero planujesz

zajść w ciąże. Módl się o dziecko, które nosisz pod sercem, o niemowlaka, przedszkolaka i krnąbrnego

nastolatka.

Modlitwa ma ogromną moc! 

Czasami dorosłe już dzieci podejmują własne decyzje i dokonują wyborów, które zupełnie mijają się z tym,

czego uczyliśmy je w domu. Ale pamiętaj, że zawsze pozostaje ci modlitwa. Módl się o swoje dzieci - to nasza

tajna broń, której nikt nam nie zabierze.


Niech te kilka punktów będzie dla ciebie zachęceniem, a nie ciężarem.

Nie myśl, że 'już za późno', nie myśl, że nie dasz rady, że nie masz czasu, że to za dużo... Po prostu żyj z

Jezusem i krok po kroku, w swoim tempie wprowadzaj zmiany, które będą mogły przybliżyć twoje dzieci do

Boga.

Służę ci wsparciem i radą, jeśli tego potrzebujesz. Napisz do mnie (zakładka kontakt), skomentuj, albo napisz

na FB TUTAJ


Wierzę, że Bóg da nam oglądać zbawienie naszych Dzieci i ich wierne życie dla Jego chwały. 
Ale najpierw nasza kolej. 
Czas na nasze wierne działanie.

...........................................................................

Zachęcam was do przeczytania również wpisu Niech patrzą, który mówi dokładnie o tym, o czym pisałam
dzisiaj, ale w troszkę innej formie. Takiej bardziej 'mojej'. Bardzo lubię do niego wracać... i nawet filmik jest z
 naszej wieczornej modlitwy sprzed lat!

Wpis znajdziesz TUTAJ








Ulubione książki dla kobiet i KONKURS

Są książki, które się czyta. Po prostu. I z tego czytania nic za bardzo nie wynika.  Odkłada

się takie książki na półkę i nigdy do nich nie wraca. Zajmują miejsce, zdobią piękną 

okładką... ale nic do naszego życia nie wnoszą.


Są też takie, które się czyta, ale nie tylko. Je się czyta, a potem jeszcze długo rozmyśla się o

 tym, co się przeczytało. Przy robieniu obiadu, albo w drodze do pracy, wraca się myślami 

do pewnych fragmentów. Do cytatów, które dotknęły serca. 

Każda książka Lysy jest dla mnie bardzo wyjątkowa.


Lysa ma cudowną zdolność pisania o rzeczach trudnych w lekki sposób. Potrafi dotykać 

trudnych tematów z niespotykaną delikatnością, wyczuciem i mądrością, pochodzącą z

 samego nieba. Zawsze pisze o tym, co sama  'przreobiła' z Bogiem dzięki temu, każda jej 

książka jest bardzo autentyczna i szczera.


Lysa TerKeurst to nie tylko niesamowita autorka, ale przede wszystkim Boża Kobieta, która

pozwala Bogu wykorzystywać najtrudniejsze momenty swojego życia dla Jego chwały, 

niosąc Jego nadzieję kobietom na całym świecie.



Jestem przeszczęśliwa, że wydawnictwo Aetos już kilka lat temu zdecydowało się 

tłumaczyć i wydawać książki Lysy. 

Do tej pory na polskim rynku pojawiły się trzy doskonałe pozycje: 

Stworzona by pragnąć

Poskromienie złośnicy

Niechciana

Każda z tych książek jest wyjątkowa i dotyczy innego problemu dotykającego kobiety.


O książce Stworzona by pragnąć pisałam kilka lat temu TUTAJ 

Nie będę się więc powtarzać. Napiszę tylko, że wracam do tej książki regularnie. Jest 

przepełniona Bożym Słowem (tak jak każda książka Lysy) i praktycznymi wskazówkami 

wspierającymi kobiety w przekierowywaniu swoich pragnień w stronę Źródła wszelkiego 

zaspokojenia - w stronę Boga.



Poskromienie złośnicy to kolejna pozycja, która wspierała (i nadal wspiera) mnie w drodze

 do bardziej świętego życia. To bardzo głęboka książka o emocjach, które czasami 

wymykają się spod kontroli. 

Jestem bardzo emocjonalna i nieraz mam problemy z poskromieniem swoich 'ludzkich' 

odruchów i okazywaniem łagodności czy cierpliwości w moim codziennym 

życiu. Poskromienie złośnicy okazało się być ogromną pomocą w tym temacie.

To książka pełna praktycznych rozwiązań, które mogą pomóc każdej z nas okiełznać 

nieokiełznane dotąd emocje, w Boży sposób.


Podobnie jak inne książki Lysy, ta również jest niejako 'pamiętnikiem' osobistych 

doświadczeń autorki, co po raz kolejny dało mi to uwalniające poczucie, że nie jestem 

sama. Że jest wyjście. Że Bóg ma rozwiązanie. Że ktoś już przeszedł tą drogę przede mną i 

może pokazać mi jak stawiać kolejne kroki wiary w drodze do świętości.


Niechciana, to pozycja dla każdej z nas. Taka lektura obowiązkowa.

Bo każda z nas kiedyś czuła się niechciana, samotna, gorsza. Każda z nas doświadczyła 

poczucia odrzucenia. Każda z nas była zraniona i nie bardzo wiedziała co może z tym 

zranieniem zrobić...

W tej książce przeczytasz o odrzuceniach, które przeżyła Lysa- tych małych i tych na dużą 

skalę. Na ich przykładzie autorka pokazuje możliwość przejścia z miejsca zranienia, w 

miejsce uwolnienia. Wskazuje drogę z miejsca odrzucenia i samotności, w przestrzeń Bożej

 pełni.



Przeczytasz o tym, jak bardzo jesteś droga i cenna w oczach Stwórcy i dowiesz się, jak żyć 

w tej prawdzie każdego dnia twojego życia.

Wiesz, jak wiele kobiet wokół mnie jest poranionych i samotnych, z zerowym poczuciem

 wartości, jaką mamy w Bogu? Ile jest tych zdradzonych przez mężów czy przyjaciół, 

odrzuconych przez rodzinę, pragnących uwagi i zainteresowania?

Wiesz jak bardzo ja potrzebowałam jakiś czas temu tych prawd, napisanych przez kobietę 

do kobiety, tak prosto, tak głęboko, tak bardzo z wyczuciem?

Ta książka jest cudownym pomysłem na prezent.

To potrzebna książka. Warta uwagi i twojego cennego czasu.


Wszystkie książki Lysy przybliżają do Boga. W każdej z nich, to On jest w centrum, On jest

 rozwiązaniem i odpowiedzią. 

To nie są książki do czytania. One są do przeżywania, do wracania do nich, do pogłębiania 

relacji z naszym Ojcem. 

Przepełnione Bożym Słowem i Bożą prawdą nie są tylko poradnikami, ale stają się swego 

rodzaju przewodnikami na drodze do stawania się kobietą według Bożego serca.



Dlatego razem z wydawnictwem Aetos przygotowałam dla was konkurs, w którym można 

wygrać aż trzy nagrody!

Pakiet wszystkich trzech książek: Stworzona by pragnąć, Poskromienie złośnicy oraz 

Niechciana, pakiet dwóch książek: Stworzona by pragnąć i Poskromienie złośnicy i książkę

Stworzona by pragnąć.

Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest (publiczne) udostępnienie na swojej tablicy FB

 wpisu dotyczącego konkursu z FB strony Cud Codzienności TUTAJ oraz zaproszenie 

(czyli oznaczenie) do udziału w konkursie dwóch innych kobiet pod wpisem dotyczącym konkursu.

Jeśli nie masz swojego FB lub jeśli chcesz zwiększysz swoją szansę na wygraną, skomentuj 

ten wpis tutaj, na blogu i odpowiedź na pytanie:

Jaką książkę poleciłabyś przyjaciółce i dlaczego?


Konkurs trwa od dzisiaj (12.11) do północy, 18.11. Wyniki losowania nagród ogłoszę 19.11 

w godzinach wieczornych na moim FB profilu i w komentarzu pod tym wpisem.




Piąte urodziny

No i stało się.

Pięć lat temu udostępniłam swój pierwszy wpis.

P I Ę Ć lat.


Pięć lat wzlotów i upadków.

Pięć lat rezygnowania i wracania.

Pięć lat wypełnionych długimi godzinami spędzonymi na pisaniu po nocach, pisaniu w przerwie na kawę,

pisaniu pomiędzy nastawieniem ziemniaków, a upieczeniem kotletów... pisaniem w wolnych chwilach i w

tych bardzo zajętych.

Pięć lat nieustannej gonitwy myśli i - mniej lub bardziej udanych - prób ubierania tych myśli w słowa.


Pięć lat Bożej wierności i pokazywania mi, że to On, a nie ja.

Że naprawdę bez Niego nic uczynić nie mogę. (J 15;5)

Że naprawdę jest blisko.

Że naprawdę w Nim żyję, poruszam się i jestem. (Dz 17;27-28)

Że to On jest największym Cudem mojej codzienności.


Jestem tylko narzędziem. Glinianym naczyniem.

Grzesznym człowiekiem potrzebującym wszechmocnego Boga, a mimo moich niedoskonałości, On

daje mi przywilej służyć Mu każdego dnia.

Jestem wdzięczna.



Pisanie bloga bardzo dużo mnie nauczyło i właśnie o tym będzie ten wpis. 

Na piąte urodziny bloga, spisałam pięć najważniejszych rzeczy, których Bóg nauczył mnie w ciągu tych lat.


1. Bez Boga nic

Pierwsza i podstawowa prawda, do której dochodziłam bardzo długo. Jeszcze pięć lat temu myślałam,

że mogę. Tak podświadomie... bo rozumem wiedziałam, że nie. A mimo to, nieraz próbowałam pracować dla

Boga - bez Boga. 

Dzisiaj wiem, że bez Niego nie napiszę nawet zdania.

Nawet jednego zdania, które ma wpływ i znaczenie. Które wniesie coś dobrego w czyjeś życie.

Jeśli kiedykolwiek pomyślałaś, że 'Ona to tak fajnie pisze', to ja ci mówię: Ona tak fajnie nie pisze.

Ona nie potrafi ułożyć sensownego zdania, jeśli stara się zrobić to sama z siebie.

Ona nie jest w stanie stworzyć żadnego wpisu, jeśli nie podda się Bogu.

To nie ona - to On.

Zawsze On.

I największą chwałę odbiera sobie wtedy, kiedy mam moje najsłabsze dni. Jego moc we mnie jest wtedy

tak bardzo widoczna!

Czasami siadam przed białą, wirtualną kartką i totalnie nie wiem, czego chce ode mnie Bóg. Ale piszę. 

Zaczynam od słowa, dwóch... i pytam. Modlę się. Po jakimś czasie klikam 'opublikuj', choć zupełnie tego

nie czuję.

I wtedy widzę wasze reakcje. Czytam wiadomości, komentarze... widzę, jak bardzo potrzebowałyście akurat

tych słów, w tym czasie. Wtedy z zachwytu nad Bogiem chce mi się płakać, bo doskonale wiem, jak

bardzo byłam słaba akurat w tym momencie. Jak bardzo nieporadna.

Więc nigdy więcej nie myśl, że to ja.

Bo to nie ja. 

I to nie sztuczna skromność, a przeżyta prawda.


2. Nigdy nie wiesz, kto patrzy

Mój (najlepszy) Mąż powtarza mi to od samego początku.

No nie wiesz. Nigdy nie wiesz, kto na ciebie patrzy.

Prawdopodobnie dopiero w niebie dowiesz się, jak wielki masz wpływ. Dopiero w wieczności zobaczysz,

jak Pan Bóg używał twojej wierności, twojej pracy i poświęcenia. Przykładu twojego codziennego życia.

W ciągu tych kilku lat, nieraz przecierałam oczy ze zdziwienia, kiedy dowiadywałam się, kto ukradkiem

czyta mojego bloga.

Sąsiad, Sąsiadka, Nauczycielka mojego Syna, moja Nauczycielka sprzed kilkunastu lat, koleżanka z  pracy

Męża, znajoma znajomej, z którą nigdy nie rozmawiałam, czy ta niepozorna Dziewczyna, która odbiera Synka

z przedszkola o tej samej godzinie, co ja Córeczkę... 

Nie komentują. Nie lajkują i nie udostępniają. Ale są. 

Czytają i uważnie obserwują każdy mój ruch.


Bóg ma swoje drogi. My mamy robić swoje i nigdy nie wątpić w sens dokładania swojej niepozornej cegiełki

do budowania Bożego Królestwa.

Bądź uważna. Bądź czujna.

Masz realny wpływ i wielką odpowiedzialność wobec Boga.

Nie zaprzepaść tej szansy.


3. Wierność w małym jest trudna

Naprawdę trudna.

Najtrudniejsza wtedy, kiedy dzieci kłócą się nad głową, a ty nie potrafisz zebrać myśli. Kiedy chcesz obejrzeć

serial, a nie planować nowy post.

Albo kiedy wszystko co pisałaś przez ostatnią godzinę, przez przypadek się skasowało i musisz zaczynać

od początku...

Niełatwo jest pisać kolejny tekst, podczas gdy poprzedniego prawie nikt nie przeczytał.

Niełatwo jest być wierną w małym, jeśli miało się nadzieję na wielkie. 


W świecie nastawionym na to, co widoczne, bardzo trudno jest wiernie pracować za zamkniętymi

drzwiami swojego domu. Bez oklasków, bez fajerwerków, w szary, jesienny poniedziałek.

Trudno jest żyć życiem dla Jednego widza, ale takie nastawienie jest niezbędne, jeśli chcemy być wierną

małym dłużej niż kilka chwil.

Wierność kosztuje. Jeśli ktoś kiedykolwiek powiedział ci coś innego, to kłamał.

Wierność wymaga poświęceń i ponoszenia kosztów.

Jednak jest coś, o czym musisz pamiętać - wierność Bogu się opłaca. Zawsze się opłaca.

Bo 'twój Ojciec, który widzi również to, co ukryte, odpłaci tobie.' Mat 6;4


4. Liczby, to tylko liczby

Kiedyś myślałam, że są najważniejsze. Teraz wiem, że są najmniej istotne.

Fajnie jest patrzeć jak rosną. To miłe. Ale to tylko liczby.

Nie definiują mnie, jako kobiety.

Nie nadają wartości mojej pracy i nigdy nie sprawią, że będę lepsza, ważniejsza czy cenniejsza w

Bożych oczach, niż jestem teraz.

Moja wartość w Nim jest pewna i ugruntowana. Żadne liczby tego nie zmienią.

Człowiek patrzy na liczby, a Bóg patrzy na serce.

Zawsze liczy się jakość, a ilość jest tylko miłym dodatkiem do całości.


5. Nie musisz być idealna, żeby służyć

Jeśli czekasz na lepszy czas to wiedz, że on nigdy nie nadejdzie.

Przestań więc czekać i zacznij działać. Taka, jaka jesteś. 

W środku tego całego bałaganu, przytłoczona pytaniami pozostawionymi bez odpowiedzi, słaba,

nieradząca sobie z codziennością.

Ale ufająca Bogu. Kochająca Go całym sercem. Gotowa i oddana.

Uświęcenie to proces, który trwa całe życie. Po tej stronie nieba nie istnieje miejsce idealnego, świętego

życia, bez grzechu, słabości i upadków. Przestań go szukać. 

Dąż do doskonałości, ale przestań myśleć, że osiągniesz ją na ziemi.

Im bardziej będziesz Go poznawać, tym wyraźniej zobaczysz swoją grzeszność wobec Jego świętości.

Ale Bóg nie szuka idealnych ludzi! Szuka chętnych serc.

Zakochaj się w nieidealnym procesie i nie czekaj na idealny moment i idealną siebie.

Tu i teraz jest wystarczająco idealne, żeby żyć dla Jego chwały i dzielić się tym, czym cię obdarzył.

Jutro nie należy do ciebie, więc nie masz na co czekać.


Na sam koniec, chcę ci przypomnieć jeszcze jedną rzecz. Bardzo ważną, o której często zapominamy.

Twoje życie to służba.

Popatrz na nie w tej sposób, traktuj je w ten sposób i służ Bogu w codzienności, którą daje ci przeżywać.

Rozglądaj się dokoła uważnie, bo Bóg już dawno znalazł ci pracę. Musisz tylko być blisko Niego i wsłuchiwać

się w Jego szept, a nie pozostaniesz bezczynna.


Jestem wdzięczna. Dziękuję Bogu za każdą z Was, bo jesteście wspaniałe.

Mam nadzieję, że jeszcze dużo przed nami.

Wierzę w to, że moje marzenia staną się rzeczywistością i za jakiś czas Bóg pozwoli mi wejść w tej pracy

na innym poziom...

Dziękuję za to, że jesteście.

Ściskam was mocno,




Przestań czytać Biblię

Proponuję, żebyśmy zmieniły perspektywę.
Sposób, w jaki patrzymy na codzienny czas z Bogiem.

Musimy przestać czytać Biblię.
Przestać czytać Biblię dla samego czytania Biblii. Dla odhaczenia, dla ucieszenia sumienia, dla spełnienia chrześcijańskiego obowiązku.
Musimy zacząć przeżywać Boże Słowo, karmić się nim i włączyć je do naszej codzienności.

Codzienny czas z Bogiem jest po to, żebyśmy mogły naprawdę poznawać Boga a nie tylko czytać o Nim.
Ten czas jest po to, żebyśmy mogły kochać Go bardziej a nie tylko czytać o Jego nieskończonej miłości do nas.
Ten czas jest po to, żebyśmy mogły doświadczać Jego mocy, a nie tylko czytać jak działał przez innych.
Ten czas jest szczególny. Ważny. Kluczowy, żeby łączyć się z Bogiem na zupełnie innym poziomie.
Osobistym.


W pewnym momencie mojego życia miałam dosyć słuchania świadectw Bożej obecności w życiu innych ludzi.
Zamiast zachęcenia, czułam frustrację, kiedy po raz kolejny słyszałam jak ktoś inny doświadczał w swojej
codzienności realnego Boga. A ja? Co ze mną?
Dlaczego ja nie miałam swoich świadectw?
Dlaczego wydawały się być tylko moim odległym marzeniem, czymś zarezerwowanym dla innych?

Czytanie Biblii było dla mnie kolejnym punktem na liście zadań do zrobienia każdego dobrego chrześcijanina.
Czas z Bogiem był kolejnym obciążającym obowiązkiem.

Przebywanie w Bożej obecności było jedną z opcji, a nie jedyną opcją.
Jak miałam doświadczać Boga w swojej codzienności, jeśli był dla mnie Kimś do odhaczenia w kalendarzu...?


Postanowiłam zmienić perspektywę.
Chciałam nie tylko wiedzieć o Bogu, ale znać Boga.
Chciałam osobiście doświadczać tego, co jest przecież na wyciągnięcie ręki każdego chrześcijanina. Każdego!
Chciałam doświadczać Bożej bliskości i mieć swoje własne świadectwa. Móc dzielić się nimi z ludźmi i
zachęcać do wejścia głębiej w relację ze Stwórcą, który chce stać się dla nas wszystkim.

Zaczęłam otwierać Biblię z modlitwą i oczekiwaniem na specjalną Bożą wiadomość dla mnie. 
Tylko dla mnie. 
Na ten czas, na ten dzień, na ten moment.
Nie tylko czytałam Biblię, ale starałam się znajdować połączenie pomiędzy tym co czytałam, a moją
codziennością. 
Aktywnie szukałam sposobów na bycie wykonawcą, a nie tylko biernym słuchaczem.


W ten sposób czas z Bogiem ożył dla mnie na nowo.
Czytając na przykład: Nie troszczcie się o nic, raczej w każdej sprawie, gdy się modlicie i prosicie, z
wdzięcznością przedstawiajcie swoje potrzeby Bogu. (Fil 4;6), starałam się zobaczyć rzeczy, o które się
zamartwiam, a potem wprowadzić Boży nakaz w czyn, czyli z dziękczynieniem za to co mam, powierzałam Bogu to, czego nie mam, a o co tak bardzo się martwiłam.

Dzień po dniu Bóg stawał się bardziej realny. 
Coraz wyraźniej widziałam jak bardzo zainteresowany jest moim
życiem, jak bardzo jest bliski i obecny w każdym momencie. 
A Boże Słowo stało się prawdziwym listem miłosnym pisanym przez Boga dla mnie.
Specjalnie dla mnie.

Jest wiele sposobów na rozważanie Bożego Słowa. 
Jednak zawsze dobrze jest mieć jakiś plan. Wiedzieć, co będziemy czytać zanim usiądziemy, żeby to robić.

Osobiście bardzo lubię korzystać z dostępnych pomocy. Bardzo doceniam wysiłek, który ktoś włożył w
stworzenie dla mnie narzędzi, dzięki któremu czas z Bogiem jest bardziej poukładany i przemyślany.


Jakiś czas temu Przyjaciółka pokazała mi dzienniki dla kobiet, dzięki którym codzienne czytanie Bożego Słowa
nabrało dla mnie nowych barw. Naprawdę.

Potrzebowałam właśnie takiego odświeżenia! Czegoś nowego, co jeszcze bardziej popchnie mnie w stronę
Bożej prawdy, zachęci do rozważania tego co czytam i zastosowania tego w codziennym życiu.

Dzienniki dla kobiet wydawnictwa MW, są dokładnie przemyślane i zaplanowane tak, żeby pomóc każdej z
nas w codziennym spędzaniu czasu z Ojcem.
KAŻDEJ z nas. Bez względu na to, czy dopiero zaczynasz swoje życie z Bogiem, czy jesteś Jego dzieckiem już od lat.

Dostępne są trzy tematyczne studium Biblijne: 
Bądź odważna
Słowa mają znaczenie - moc słów
Estera, na taki czas jak ten...




Każdy dziennik podzielony jest na sześcio- lub czterotygodniowe rozważania. 

Każdy dzień tygodnia, to inny aspekt tematu głównego, do którego dopasowano odpowiednie fragmenty

Bożego Słowa.


Dzienniki dają dużą swobodę w rozważaniu. Jest w nich sporo wolnego miejsca na notatki, własne

rozmyślania, obserwacje i osobiste sprawy do modlitwy. Każdy tydzień zakończony jest serią pytań do

przemyślenia i miejscem na zapisanie odpowiedzi.

Jesteśmy jedynie subtelnie prowadzone przez dane studium, a nie przytłoczone natłokiem zadań czy informacji.

Dzięki temu z niecierpliwością czeka się na kolejny dzień, kolejne fragmenty, kolejne chwile odkrywania

bogactwa Bożego Słowa.




Możemy uzupełniać studium same, a możemy również wyciągnąć rękę do innych kobiet i potraktować

dzienniki jako dobry pretekst, do wspólnego poznawania Boga. 

Każda może robić to w swoim domu,

wykorzystując możliwość łączenia się przez Internet czy spotykając się co jakiś czas, żeby wymienić się

przemyśleniami, celowo łącząc się dla Jego chwały.



Uzupełniony dziennik można zachować, żeby wracać do niego w przyszłości. Takie pamiętniki Bożego

działania są nieocenione, kiedy przechodzi się w swoim życiu przez trudny czas. Wiem to z doświadczenia.

Polecam te dzienniki dla kobiet z całego serca! 

Każde studium jest bardzo wartościowe, dopracowane i niezwykle pomocne.

Nawet jeśli nie jesteś z tych piszących to jestem pewna, że pomogą ci wzrastać w poznawaniu Boga w

niesamowity sposób. 


Mam dla was 10 % rabatu na WSZYSTKIE książki wydawnictwa MW.

Kod rabatowy CUD10 wygasa 30.09.2020 o północy.

Link do strony wydawnictwa:

Link do dzienników:

Warto Dziewczyny, naprawdę warto!

Uściski,








Rozdarta

Dzisiejszy wpis jest dla kobiet, które czują się wewnętrznie rozdarte.

Dla takich jak ja, które nie do końca potrafią poradzić sobie z napięciem, które temu towarzyszy.

Tak, jestem rozdarta. Bardzo.

Rozdarta pomiędzy tym co ważne, a tym co ważne inaczej.

Rozdarta pomiędzy tym co chcę robić, a tym co powinnam.

Rozdarta pomiędzy codziennymi obowiązkami, a niecodziennymi możliwościami.

Pomiędzy pisaniem, a czytaniem... bajki mojej Córeczce. Pomiędzy tym co kocham i tymi, których kocham. Pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością. Jestem rozdarta pomiędzy pragnieniem bycia z dziećmi i pragnieniem pracy w ciszy i w spokoju. Pomiędzy dążeniem do nowych rzeczy i wiernym dbaniem o te, które już mam. Pomiędzy pracą 'na zewnątrz' i pracą za zamkniętymi drzwiami mojego domu. Często nie wiem co w danej chwili wybrać, a najczęściej przychodzi mi wybierać między dobrym, a... dobrym. Jak pogodzić te dwa światy? Jak żyć życiem świadomym celu w tym bałaganie myśli i nieustannym wołaniu dochodzącym z obu stron?


W samym środku tego napięcia i nieznośnym uczuciu bezsilności, dzień po dniu przypominam sobie, że Bóg jest ze mną w każdym moim 'pomiędzy'. Proszę Go o mądrość w podejmowaniu decyzji i odważnie wchodzę całą sobą w to, co wybrałam. Bez żalu i bez oglądania się za siebie. Ta odwaga jest bardzo istotna. Bez niej nigdy nie byłabym w stanie zaangażować się w pełni ani tu, ani tam. Przypominam sobie, jak ważne jest poddawanie Jemu wszystkiego. Każdego mojego kroku, każdej czynności, każdego wyboru. Każdego uczucia napięcia i bezradności. Staram się podchodzić do każdej decyzji z postawą uwielbienia i wdzięczności za to, że mam z czego wybierać. Że mam przywilej różnych opcji. To niezwykle ważne w całym tym trudnym procesie... Procesie uświęcenia. W procesie kształtowania mnie, jako Bożej kobiety. Każde napięcie, każde uczucie bezsilności i każde moje 'pomiędzy' są dla mnie ponagleniem do bycia jeszcze bliżej Bożego serca. Do patrzenia w górę, zamiast w jedną czy w drugą stronę... Ostatecznie każda trudność ma na celu przybliżenie mnie do Niego. Każda wewnętrzne rozdarcie potrzebuje opatrunku Bożej miłości. Tylko w Bożych ramionach, jestem w stanie złapać oddech i nabrać sił do pełnego życia świadomego celu. Tylko On jest w stanie skleić obie strony w jedną, płynną całość i pokazać mi swoją najlepszą perspektywę. Bez względu na to co wybiorę w danym momencie, żyję dla Niego, dzięki Niemu i ukryta w Nim. Ta myśl daje mi wewnętrzny pokój. Ta prawda leczy każde moje rozdarcie.

Córeczko...

Córeczko,

tak bardzo pragnę twojego powrotu.
Powrotu do tej pierwszej, gorącej miłości, którą darzyłaś mnie od czasu naszego pierwszego spotkania.
Z rozrzewnieniem wspominam te chwile, w których wtulałaś się w moje ramiona z ufnością małego dziecka.
Godzinami potrafiłaś trwać w tym uścisku... ty też to pamiętasz?

Kiedy razem szliśmy przez życie, zawsze mocno trzymałaś mnie za rękę i poddawałaś się mojemu prowadzeniu w niezachwianej pewności, że wiem lepiej.
Ufałaś mi bezgranicznie pomimo, że na wiele pytań nigdy nie otrzymałaś odpowiedzi. Na niektóre nie byłaś po prostu gotowa...

Kiedy tylko coś przeskrobałaś, przychodziłaś do mnie z ufną odwagą. Wiedziałaś, że jeśli tylko przyznasz się do błędu, ja wybaczę ci wszystko i nigdy więcej nie wspomnę twojej winy.
Niezliczoną ilość razy przepraszałaś, a ja niezliczoną ilość razy wybaczałem.
Tu nigdy nic się nie zmieni.
Pamiętaj.

Często przychodziłaś spracowana i obciążona codziennością, a ja dawałem ci ukojenie.
Szukałaś pomocy, a Ja wyciągałem swoje ręce, żeby ci pomagać.
Potrzebowałaś wskazówek, a Ja służyłem ci radą.
Byłem dla ciebie zawsze.
Byłem na tyle blisko, żeby poczuć twój przyspieszony oddech, usłyszeć twoje myśli, policzyć każdy twój włos...
Gotowy by koić, ratować i wskazywać kierunek.
Nadal jestem tu dla ciebie. 
Nie zapominaj.

Kiedyś wszystkie swoje zmartwienia składałaś na moje barki. Nie troszczyłaś się o nic prócz tego, żeby zawsze trzymać się blisko mnie.
Szukałaś najpierw mojego Królestwa a Ja... a ja dawałem ci wszystko inne, tak jak obiecałem.

Wystarczałem Ci.
Nie szukałaś spełnienia poza mną bo wiedziałaś, że tylko ja ugaszę nawet najgłębsze pragnienia twojego serca.
I tak właśnie było.
Rozkoszowałaś się Mną, a ja dawałem ci to, czego życzyło sobie twoje serce. 
Byłaś kobietą trwającą w cudownej harmonii ze mną, swoim Stwórcą.

Pamiętasz, jak bardzo kochałaś moje Słowo?
Było dla ciebie źródłem pocieszenia w trudnym momentach.
Wskazywało ci drogę i oświetlało ścieżki, po których szłaś.
Rozkochiwałaś się w każdym zdaniu pochodzącym z moim ust i rozmyślałaś o nich dniem i nocą.
Zawsze szukałaś sposobu, żeby poznawać mnie lepiej.
Dlaczego teraz szukasz wymówek, żeby tego nie robić?

Chociaż moje plany nie zawsze były twoimi i często nie rozumiałaś moich dróg to wiedziałaś, że moje myśli o twojej przyszłości są przepełnione pokojem i nadzieją. Wierzyłaś, że przygotowuję ci przyszłość, o której nawet ci się nie śniło.
Wspólna wieczność była naszym marzeniem, dlatego każdy dzień wykorzystywałaś na przygotowania.
Dlaczego teraz spalasz się dla rzeczy, które dzisiaj są, a jutro już ich nie ma?
Chwilowa radość tak często przysłania ci prawdę...


Życie jest bardzo ulotne, Kochanie.

Przecież nie wiesz, ile czasu ci zostało. Nikt tego nie wie, tylko Ja.
Dlatego tak bardzo chciałbym znowu w twoich oczach zobaczyć podekscytowanie, które towarzyszyło każdemu naszemu spotkaniu.

Chciałbym, żebyś z radością z którą rozmawiasz ze swoim ukochanym, rozmawiała ze mną.
Chciałbym, żebyś z zaangażowaniem z jakim dbasz o swoje ciało, zadbała również o swoją duszę.
Chciałbym, żebyś z zaciekawieniem z jakim czytasz kolejną powieść, zaczytywała się w moim Słowie.
Chciałbym, żebyś z częstotliwością z jaką wyciągasz ręce po telefon, wyciągała swoje ręce do Mnie.
Tak jak dawniej.

Tęsknię za naszymi rozmowami do późnej nocy.
Tęsknie też za tymi o poranku, w drodze do pracy. Pamiętam, że buzia nigdy ci się nie zamykała... tak kochałem cię słuchać!
Zawsze wiedziałem o wszystkim pierwszy.
Dzisiaj nadal wiem, ale już nie od ciebie.
Naprawdę nie tęsknisz?

Zacznij mówić do mnie na nowo, Córeczko.
Chcę słuchać.
Wylewaj przede mną swoje serce. Powiedz mi o wszystkim, co cię przygniata, co sprawia ci trudność, co cię przerasta.
Chcę słuchać o twoich radościach i sukcesach. O wszystkich błahostkach codzienności.
Przecież wiesz, że są dla mnie ważne... bo są twoje.

Zostaw za sobą wszystko, co odciąga cię ode mnie i biegnij co sił w moim kierunku!
Czy widzisz jak czekam na ciebie z otwartymi ramionami?
Utkwij wzrok w mojej twarzy, żeby już nic więcej nie rozproszyło twojej uwagi i wróć.
Wróć do mnie Córeczko...

Chcę tylko, żebyś wiedziała, że czekam.
Czekam w tej kawiarni, w której zamawiałaś swoje ulubione cappuccino i słuchałaś, co mam ci do powiedzenia.
Czekam w lesie, tym blisko twojego domu, gdzie szukałaś ze mną wytchnienia od codziennych obowiązków.
Czekam w samochodzie. Wsiadałaś do niego zawsze wtedy, kiedy chciałaś wypłakać się na moim ramieniu.
Czekam przy kuchennym stole, przy którym mieliśmy zwyczaj zaczynać dzień i w sypialni, gdzie ciche słowa twojej wieczornej modlitwy dochodziły do mnie z podwójną siłą.. bo przed snem zawsze mówiłaś do mnie dziękczynieniem.

Czekam z przebaczeniem, którego nigdy nie potrafiłaś zrozumieć. 
Teraz masz okazję po raz kolejny go doświadczyć.

Tęsknie wyglądam cię każdego dnia z tą samą, bezgraniczną miłością, którą ukochałem cię po raz pierwszy.
Ja nigdy jej nie porzuciłem.

Twój kochający Ojciec,
Bóg Wszechmogący.




Co trzymasz w rękach?

Nie jestem za dobrym kierowcą.

Jestem kierowcą z rozsądku. 

Takim, który jeździ do dwóch dobrze znanych supermarketów, szkoły, przychodni i kościoła. 

Koniec.


Boję się parkować, boję się jeździć z nawigacją, boję się autostrad i tras szybkiego ruchu. 

I szybkiego ruchu w centrum miasta.

Ciągle się boję, a prawo jazdy mam od prawie 10 lat.


Zawsze z żalem patrzyłam na koleżanki, które wsiadały do swoich dużych aut i po prostu jechały.

Gdziekolwiek. W nieznane. Pewnie. Z uśmiechem i pełnym luzem.

Zawsze miałam do siebie pretensje, że ja nie mam tyle odwagi i że paraliżuje mnie strach, kiedy parking jest pełny...

Dzisiaj już nie.


Pewnego dnia postanowiłam zaakceptować, że Bóg włożył w moją rękę pióro, a nie kierownicę.

Postanowiłam być bardziej wdzięczna za to co potrafię, a nie rozżalona z powodu tego, co nie do końca mi

wychodzi.


Często mam tendencję do skupiania się na tym, czego nie mam, a bardzo chciałabym mieć.

Chcę jednak uczyć się świętować każdą, nawet najmniejszą umiejętność, którą obdarzył mnie Bóg.

Chcę rozwijać talenty, z którymi mnie stworzył i służyć Mu nimi z całych sił.

Całkiem możliwe, że moje małe dłonie nie potrafiłyby sprostać wielu rzeczom, za którymi czasami po cichu tak

bardzo tęsknię... moje, stworzone są do innych celów niż twoje. Moje są w stanie utrzymać i wykorzystać inne

dary, inne narzędzia.

To piękna różnorodność, która tworzy zaplanowaną przez Boga całość w Jego Kościele.


Mojżesz trzymał w rękach laskę... i wyprowadził lud izraelski z niewoli.

Dawid ściskał w dłoni kamyk... i pokonał Goliata.

Gedeon trzymał gliniany dzban... i podbił Filistynów.

Rachab miała jedynie wstęgę ze szkarłatnej nici... i uratowała siebie oraz swoją rodzinę.

Mały chłopiec przyniósł pięć chlebków i dwie rybki... a Jezus nakarmił nimi tysiące.


Każda z nas trzyma w rękach coś szczególnego. 

Co ty trzymasz dzisiaj w swoich rękach?

Nóż do krojenia warzyw i gotujesz tak dobrze jak mało kto?

Szminkę i cienie do powiek i potrafisz wydobyć piękno z każdej kobiety w wyjątkowy sposób?

Mikrofon?

Pędzel?

Igłę i nić?

Nożyczki?

Pióro?

Niemowlęcy gryzak?


Ciesz się tym! Świętuj! Dziękuj!

To drobiazgi, z którymi Bóg może przez ciebie czynić prawdziwe cuda. Wielkie rzeczy, o których ci się nie 

śniło.

Nie ważne co masz, ważne jak to wykorzystujesz.


Dlatego doskonal swoje narzędzia i na sto procent wykorzystuj je dla Bożej chwały!

Bo żadne z nich nie znalazło się w twoich rękach przez przypadek...


Zanim ukształtowałem cię w łonie matki,

 już wiedziałem, co chcę z tobą uczynić, 

zanim się urodziłeś poświęciłem cię i wyznaczyłem na...

Ks. Jeremiasza 1;5