Przestań czytać Biblię

Proponuję, żebyśmy zmieniły perspektywę.
Sposób, w jaki patrzymy na codzienny czas z Bogiem.

Musimy przestać czytać Biblię.
Przestać czytać Biblię dla samego czytania Biblii. Dla odhaczenia, dla ucieszenia sumienia, dla spełnienia chrześcijańskiego obowiązku.
Musimy zacząć przeżywać Boże Słowo, karmić się nim i włączyć je do naszej codzienności.

Codzienny czas z Bogiem jest po to, żebyśmy mogły naprawdę poznawać Boga a nie tylko czytać o Nim.
Ten czas jest po to, żebyśmy mogły kochać Go bardziej a nie tylko czytać o Jego nieskończonej miłości do nas.
Ten czas jest po to, żebyśmy mogły doświadczać Jego mocy, a nie tylko czytać jak działał przez innych.
Ten czas jest szczególny. Ważny. Kluczowy, żeby łączyć się z Bogiem na zupełnie innym poziomie.
Osobistym.


W pewnym momencie mojego życia miałam dosyć słuchania świadectw Bożej obecności w życiu innych ludzi.
Zamiast zachęcenia, czułam frustrację, kiedy po raz kolejny słyszałam jak ktoś inny doświadczał w swojej
codzienności realnego Boga. A ja? Co ze mną?
Dlaczego ja nie miałam swoich świadectw?
Dlaczego wydawały się być tylko moim odległym marzeniem, czymś zarezerwowanym dla innych?

Czytanie Biblii było dla mnie kolejnym punktem na liście zadań do zrobienia każdego dobrego chrześcijanina.
Czas z Bogiem był kolejnym obciążającym obowiązkiem.

Przebywanie w Bożej obecności było jedną z opcji, a nie jedyną opcją.
Jak miałam doświadczać Boga w swojej codzienności, jeśli był dla mnie Kimś do odhaczenia w kalendarzu...?


Postanowiłam zmienić perspektywę.
Chciałam nie tylko wiedzieć o Bogu, ale znać Boga.
Chciałam osobiście doświadczać tego, co jest przecież na wyciągnięcie ręki każdego chrześcijanina. Każdego!
Chciałam doświadczać Bożej bliskości i mieć swoje własne świadectwa. Móc dzielić się nimi z ludźmi i
zachęcać do wejścia głębiej w relację ze Stwórcą, który chce stać się dla nas wszystkim.

Zaczęłam otwierać Biblię z modlitwą i oczekiwaniem na specjalną Bożą wiadomość dla mnie. 
Tylko dla mnie. 
Na ten czas, na ten dzień, na ten moment.
Nie tylko czytałam Biblię, ale starałam się znajdować połączenie pomiędzy tym co czytałam, a moją
codziennością. 
Aktywnie szukałam sposobów na bycie wykonawcą, a nie tylko biernym słuchaczem.


W ten sposób czas z Bogiem ożył dla mnie na nowo.
Czytając na przykład: Nie troszczcie się o nic, raczej w każdej sprawie, gdy się modlicie i prosicie, z
wdzięcznością przedstawiajcie swoje potrzeby Bogu. (Fil 4;6), starałam się zobaczyć rzeczy, o które się
zamartwiam, a potem wprowadzić Boży nakaz w czyn, czyli z dziękczynieniem za to co mam, powierzałam Bogu to, czego nie mam, a o co tak bardzo się martwiłam.

Dzień po dniu Bóg stawał się bardziej realny. 
Coraz wyraźniej widziałam jak bardzo zainteresowany jest moim
życiem, jak bardzo jest bliski i obecny w każdym momencie. 
A Boże Słowo stało się prawdziwym listem miłosnym pisanym przez Boga dla mnie.
Specjalnie dla mnie.

Jest wiele sposobów na rozważanie Bożego Słowa. 
Jednak zawsze dobrze jest mieć jakiś plan. Wiedzieć, co będziemy czytać zanim usiądziemy, żeby to robić.

Osobiście bardzo lubię korzystać z dostępnych pomocy. Bardzo doceniam wysiłek, który ktoś włożył w
stworzenie dla mnie narzędzi, dzięki któremu czas z Bogiem jest bardziej poukładany i przemyślany.


Jakiś czas temu Przyjaciółka pokazała mi dzienniki dla kobiet, dzięki którym codzienne czytanie Bożego Słowa
nabrało dla mnie nowych barw. Naprawdę.

Potrzebowałam właśnie takiego odświeżenia! Czegoś nowego, co jeszcze bardziej popchnie mnie w stronę
Bożej prawdy, zachęci do rozważania tego co czytam i zastosowania tego w codziennym życiu.

Dzienniki dla kobiet wydawnictwa MW, są dokładnie przemyślane i zaplanowane tak, żeby pomóc każdej z
nas w codziennym spędzaniu czasu z Ojcem.
KAŻDEJ z nas. Bez względu na to, czy dopiero zaczynasz swoje życie z Bogiem, czy jesteś Jego dzieckiem już od lat.

Dostępne są trzy tematyczne studium Biblijne: 
Bądź odważna
Słowa mają znaczenie - moc słów
Estera, na taki czas jak ten...




Każdy dziennik podzielony jest na sześcio- lub czterotygodniowe rozważania. 

Każdy dzień tygodnia, to inny aspekt tematu głównego, do którego dopasowano odpowiednie fragmenty

Bożego Słowa.


Dzienniki dają dużą swobodę w rozważaniu. Jest w nich sporo wolnego miejsca na notatki, własne

rozmyślania, obserwacje i osobiste sprawy do modlitwy. Każdy tydzień zakończony jest serią pytań do

przemyślenia i miejscem na zapisanie odpowiedzi.

Jesteśmy jedynie subtelnie prowadzone przez dane studium, a nie przytłoczone natłokiem zadań czy informacji.

Dzięki temu z niecierpliwością czeka się na kolejny dzień, kolejne fragmenty, kolejne chwile odkrywania

bogactwa Bożego Słowa.




Możemy uzupełniać studium same, a możemy również wyciągnąć rękę do innych kobiet i potraktować

dzienniki jako dobry pretekst, do wspólnego poznawania Boga. 

Każda może robić to w swoim domu,

wykorzystując możliwość łączenia się przez Internet czy spotykając się co jakiś czas, żeby wymienić się

przemyśleniami, celowo łącząc się dla Jego chwały.



Uzupełniony dziennik można zachować, żeby wracać do niego w przyszłości. Takie pamiętniki Bożego

działania są nieocenione, kiedy przechodzi się w swoim życiu przez trudny czas. Wiem to z doświadczenia.

Polecam te dzienniki dla kobiet z całego serca! 

Każde studium jest bardzo wartościowe, dopracowane i niezwykle pomocne.

Nawet jeśli nie jesteś z tych piszących to jestem pewna, że pomogą ci wzrastać w poznawaniu Boga w

niesamowity sposób. 


Mam dla was 10 % rabatu na WSZYSTKIE książki wydawnictwa MW.

Kod rabatowy CUD10 wygasa 30.09.2020 o północy.

Link do strony wydawnictwa:

Link do dzienników:

Warto Dziewczyny, naprawdę warto!

Uściski,








Rozdarta

Dzisiejszy wpis jest dla kobiet, które czują się wewnętrznie rozdarte.

Dla takich jak ja, które nie do końca potrafią poradzić sobie z napięciem, które temu towarzyszy.

Tak, jestem rozdarta. Bardzo.

Rozdarta pomiędzy tym co ważne, a tym co ważne inaczej.

Rozdarta pomiędzy tym co chcę robić, a tym co powinnam.

Rozdarta pomiędzy codziennymi obowiązkami, a niecodziennymi możliwościami.

Pomiędzy pisaniem, a czytaniem... bajki mojej Córeczce. Pomiędzy tym co kocham i tymi, których kocham. Pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością. Jestem rozdarta pomiędzy pragnieniem bycia z dziećmi i pragnieniem pracy w ciszy i w spokoju. Pomiędzy dążeniem do nowych rzeczy i wiernym dbaniem o te, które już mam. Pomiędzy pracą 'na zewnątrz' i pracą za zamkniętymi drzwiami mojego domu. Często nie wiem co w danej chwili wybrać, a najczęściej przychodzi mi wybierać między dobrym, a... dobrym. Jak pogodzić te dwa światy? Jak żyć życiem świadomym celu w tym bałaganie myśli i nieustannym wołaniu dochodzącym z obu stron?


W samym środku tego napięcia i nieznośnym uczuciu bezsilności, dzień po dniu przypominam sobie, że Bóg jest ze mną w każdym moim 'pomiędzy'. Proszę Go o mądrość w podejmowaniu decyzji i odważnie wchodzę całą sobą w to, co wybrałam. Bez żalu i bez oglądania się za siebie. Ta odwaga jest bardzo istotna. Bez niej nigdy nie byłabym w stanie zaangażować się w pełni ani tu, ani tam. Przypominam sobie, jak ważne jest poddawanie Jemu wszystkiego. Każdego mojego kroku, każdej czynności, każdego wyboru. Każdego uczucia napięcia i bezradności. Staram się podchodzić do każdej decyzji z postawą uwielbienia i wdzięczności za to, że mam z czego wybierać. Że mam przywilej różnych opcji. To niezwykle ważne w całym tym trudnym procesie... Procesie uświęcenia. W procesie kształtowania mnie, jako Bożej kobiety. Każde napięcie, każde uczucie bezsilności i każde moje 'pomiędzy' są dla mnie ponagleniem do bycia jeszcze bliżej Bożego serca. Do patrzenia w górę, zamiast w jedną czy w drugą stronę... Ostatecznie każda trudność ma na celu przybliżenie mnie do Niego. Każda wewnętrzne rozdarcie potrzebuje opatrunku Bożej miłości. Tylko w Bożych ramionach, jestem w stanie złapać oddech i nabrać sił do pełnego życia świadomego celu. Tylko On jest w stanie skleić obie strony w jedną, płynną całość i pokazać mi swoją najlepszą perspektywę. Bez względu na to co wybiorę w danym momencie, żyję dla Niego, dzięki Niemu i ukryta w Nim. Ta myśl daje mi wewnętrzny pokój. Ta prawda leczy każde moje rozdarcie.

Córeczko...

Córeczko,

tak bardzo pragnę twojego powrotu.
Powrotu do tej pierwszej, gorącej miłości, którą darzyłaś mnie od czasu naszego pierwszego spotkania.
Z rozrzewnieniem wspominam te chwile, w których wtulałaś się w moje ramiona z ufnością małego dziecka.
Godzinami potrafiłaś trwać w tym uścisku... ty też to pamiętasz?

Kiedy razem szliśmy przez życie, zawsze mocno trzymałaś mnie za rękę i poddawałaś się mojemu prowadzeniu w niezachwianej pewności, że wiem lepiej.
Ufałaś mi bezgranicznie pomimo, że na wiele pytań nigdy nie otrzymałaś odpowiedzi. Na niektóre nie byłaś po prostu gotowa...

Kiedy tylko coś przeskrobałaś, przychodziłaś do mnie z ufną odwagą. Wiedziałaś, że jeśli tylko przyznasz się do błędu, ja wybaczę ci wszystko i nigdy więcej nie wspomnę twojej winy.
Niezliczoną ilość razy przepraszałaś, a ja niezliczoną ilość razy wybaczałem.
Tu nigdy nic się nie zmieni.
Pamiętaj.

Często przychodziłaś spracowana i obciążona codziennością, a ja dawałem ci ukojenie.
Szukałaś pomocy, a Ja wyciągałem swoje ręce, żeby ci pomagać.
Potrzebowałaś wskazówek, a Ja służyłem ci radą.
Byłem dla ciebie zawsze.
Byłem na tyle blisko, żeby poczuć twój przyspieszony oddech, usłyszeć twoje myśli, policzyć każdy twój włos...
Gotowy by koić, ratować i wskazywać kierunek.
Nadal jestem tu dla ciebie. 
Nie zapominaj.

Kiedyś wszystkie swoje zmartwienia składałaś na moje barki. Nie troszczyłaś się o nic prócz tego, żeby zawsze trzymać się blisko mnie.
Szukałaś najpierw mojego Królestwa a Ja... a ja dawałem ci wszystko inne, tak jak obiecałem.

Wystarczałem Ci.
Nie szukałaś spełnienia poza mną bo wiedziałaś, że tylko ja ugaszę nawet najgłębsze pragnienia twojego serca.
I tak właśnie było.
Rozkoszowałaś się Mną, a ja dawałem ci to, czego życzyło sobie twoje serce. 
Byłaś kobietą trwającą w cudownej harmonii ze mną, swoim Stwórcą.

Pamiętasz, jak bardzo kochałaś moje Słowo?
Było dla ciebie źródłem pocieszenia w trudnym momentach.
Wskazywało ci drogę i oświetlało ścieżki, po których szłaś.
Rozkochiwałaś się w każdym zdaniu pochodzącym z moim ust i rozmyślałaś o nich dniem i nocą.
Zawsze szukałaś sposobu, żeby poznawać mnie lepiej.
Dlaczego teraz szukasz wymówek, żeby tego nie robić?

Chociaż moje plany nie zawsze były twoimi i często nie rozumiałaś moich dróg to wiedziałaś, że moje myśli o twojej przyszłości są przepełnione pokojem i nadzieją. Wierzyłaś, że przygotowuję ci przyszłość, o której nawet ci się nie śniło.
Wspólna wieczność była naszym marzeniem, dlatego każdy dzień wykorzystywałaś na przygotowania.
Dlaczego teraz spalasz się dla rzeczy, które dzisiaj są, a jutro już ich nie ma?
Chwilowa radość tak często przysłania ci prawdę...


Życie jest bardzo ulotne, Kochanie.

Przecież nie wiesz, ile czasu ci zostało. Nikt tego nie wie, tylko Ja.
Dlatego tak bardzo chciałbym znowu w twoich oczach zobaczyć podekscytowanie, które towarzyszyło każdemu naszemu spotkaniu.

Chciałbym, żebyś z radością z którą rozmawiasz ze swoim ukochanym, rozmawiała ze mną.
Chciałbym, żebyś z zaangażowaniem z jakim dbasz o swoje ciało, zadbała również o swoją duszę.
Chciałbym, żebyś z zaciekawieniem z jakim czytasz kolejną powieść, zaczytywała się w moim Słowie.
Chciałbym, żebyś z częstotliwością z jaką wyciągasz ręce po telefon, wyciągała swoje ręce do Mnie.
Tak jak dawniej.

Tęsknię za naszymi rozmowami do późnej nocy.
Tęsknie też za tymi o poranku, w drodze do pracy. Pamiętam, że buzia nigdy ci się nie zamykała... tak kochałem cię słuchać!
Zawsze wiedziałem o wszystkim pierwszy.
Dzisiaj nadal wiem, ale już nie od ciebie.
Naprawdę nie tęsknisz?

Zacznij mówić do mnie na nowo, Córeczko.
Chcę słuchać.
Wylewaj przede mną swoje serce. Powiedz mi o wszystkim, co cię przygniata, co sprawia ci trudność, co cię przerasta.
Chcę słuchać o twoich radościach i sukcesach. O wszystkich błahostkach codzienności.
Przecież wiesz, że są dla mnie ważne... bo są twoje.

Zostaw za sobą wszystko, co odciąga cię ode mnie i biegnij co sił w moim kierunku!
Czy widzisz jak czekam na ciebie z otwartymi ramionami?
Utkwij wzrok w mojej twarzy, żeby już nic więcej nie rozproszyło twojej uwagi i wróć.
Wróć do mnie Córeczko...

Chcę tylko, żebyś wiedziała, że czekam.
Czekam w tej kawiarni, w której zamawiałaś swoje ulubione cappuccino i słuchałaś, co mam ci do powiedzenia.
Czekam w lesie, tym blisko twojego domu, gdzie szukałaś ze mną wytchnienia od codziennych obowiązków.
Czekam w samochodzie. Wsiadałaś do niego zawsze wtedy, kiedy chciałaś wypłakać się na moim ramieniu.
Czekam przy kuchennym stole, przy którym mieliśmy zwyczaj zaczynać dzień i w sypialni, gdzie ciche słowa twojej wieczornej modlitwy dochodziły do mnie z podwójną siłą.. bo przed snem zawsze mówiłaś do mnie dziękczynieniem.

Czekam z przebaczeniem, którego nigdy nie potrafiłaś zrozumieć. 
Teraz masz okazję po raz kolejny go doświadczyć.

Tęsknie wyglądam cię każdego dnia z tą samą, bezgraniczną miłością, którą ukochałem cię po raz pierwszy.
Ja nigdy jej nie porzuciłem.

Twój kochający Ojciec,
Bóg Wszechmogący.




Co trzymasz w rękach?

Nie jestem za dobrym kierowcą.

Jestem kierowcą z rozsądku. 

Takim, który jeździ do dwóch dobrze znanych supermarketów, szkoły, przychodni i kościoła. 

Koniec.


Boję się parkować, boję się jeździć z nawigacją, boję się autostrad i tras szybkiego ruchu. 

I szybkiego ruchu w centrum miasta.

Ciągle się boję, a prawo jazdy mam od prawie 10 lat.


Zawsze z żalem patrzyłam na koleżanki, które wsiadały do swoich dużych aut i po prostu jechały.

Gdziekolwiek. W nieznane. Pewnie. Z uśmiechem i pełnym luzem.

Zawsze miałam do siebie pretensje, że ja nie mam tyle odwagi i że paraliżuje mnie strach, kiedy parking jest pełny...

Dzisiaj już nie.


Pewnego dnia postanowiłam zaakceptować, że Bóg włożył w moją rękę pióro, a nie kierownicę.

Postanowiłam być bardziej wdzięczna za to co potrafię, a nie rozżalona z powodu tego, co nie do końca mi

wychodzi.


Często mam tendencję do skupiania się na tym, czego nie mam, a bardzo chciałabym mieć.

Chcę jednak uczyć się świętować każdą, nawet najmniejszą umiejętność, którą obdarzył mnie Bóg.

Chcę rozwijać talenty, z którymi mnie stworzył i służyć Mu nimi z całych sił.

Całkiem możliwe, że moje małe dłonie nie potrafiłyby sprostać wielu rzeczom, za którymi czasami po cichu tak

bardzo tęsknię... moje, stworzone są do innych celów niż twoje. Moje są w stanie utrzymać i wykorzystać inne

dary, inne narzędzia.

To piękna różnorodność, która tworzy zaplanowaną przez Boga całość w Jego Kościele.


Mojżesz trzymał w rękach laskę... i wyprowadził lud izraelski z niewoli.

Dawid ściskał w dłoni kamyk... i pokonał Goliata.

Gedeon trzymał gliniany dzban... i podbił Filistynów.

Rachab miała jedynie wstęgę ze szkarłatnej nici... i uratowała siebie oraz swoją rodzinę.

Mały chłopiec przyniósł pięć chlebków i dwie rybki... a Jezus nakarmił nimi tysiące.


Każda z nas trzyma w rękach coś szczególnego. 

Co ty trzymasz dzisiaj w swoich rękach?

Nóż do krojenia warzyw i gotujesz tak dobrze jak mało kto?

Szminkę i cienie do powiek i potrafisz wydobyć piękno z każdej kobiety w wyjątkowy sposób?

Mikrofon?

Pędzel?

Igłę i nić?

Nożyczki?

Pióro?

Niemowlęcy gryzak?


Ciesz się tym! Świętuj! Dziękuj!

To drobiazgi, z którymi Bóg może przez ciebie czynić prawdziwe cuda. Wielkie rzeczy, o których ci się nie 

śniło.

Nie ważne co masz, ważne jak to wykorzystujesz.


Dlatego doskonal swoje narzędzia i na sto procent wykorzystuj je dla Bożej chwały!

Bo żadne z nich nie znalazło się w twoich rękach przez przypadek...


Zanim ukształtowałem cię w łonie matki,

 już wiedziałem, co chcę z tobą uczynić, 

zanim się urodziłeś poświęciłem cię i wyznaczyłem na...

Ks. Jeremiasza 1;5




Pomiędzy niebem a ziemią

Tego wieczora siedziałam z Córeczką na brzegu jej malutkiego łóżeczka i jak co wieczór, czytałyśmy Biblię z obrazkami.
Nagle moją uwagę zwróciły słowa znane mi doskonale od lat.
Czytane dziesiątki razy, ale nigdy tak naprawdę nie przeżyte.
Muśnięte tylko delikatnie wzrokiem. Niezauważone.
Dzisiaj były do mnie.

'Dlaczego tak stoicie i patrzycie w niebo?'  
                                                                        Dzieje Apostolskie 1;11

Łzy napłynęły mi do oczu.
Poczułam ten dziwny dyskomfort. To uczucie pojawiające się zawsze wtedy, kiedy dobrze wiem, że Bóg mówi do mnie, ale te słowa nie przytulają.
One karcą.
Obnażają najskrytsze myśli, które miały nigdy nie wyjść na światło dzienne.
Myśli, które jakimś cudem miały zostać ukryte nawet przed samym Stwórcą.
I nagle zorientowałam się, że On wie. Mało tego...
Teraz popycha cię do skonfrontowania tych myśli z Jego Słowem.

Biblia dla dzieci, kolorowe obrazki, prosty tekst i to proste pytanie, które rozłożyło mnie na łopatki.
Czytane niezliczoną ilość razy, a dopiero tego wieczora usłyszane tak naprawdę.
Bóg wiedział, czego tego dnia potrzebowałam. On wiedział dokładnie, że robię to od bardzo wielu dni, tygodni, a nawet miesięcy - stoję i wpatruję się w niebo.
Trwam w zawieszeniu, gdzieś pomiędzy niebem a ziemią.
Jeszcze nie tam, ale nie do końca tu.

Bez sensu.
Bez konkretnego celu.
W smutku i rozczarowaniu, z powodu mnóstwa niespełnionych oczekiwań względem swojego życia.
Pełna tęsknoty za lepszą rzeczywistością czekającą na mnie w obecności mojego Boga w raju.
Stoję i gapię się w niebo z tęsknotą tego cudownego momentu, w którym zobaczę Jego nieopisanie piękną, spokojną twarz.
Za tą chwilą wtulenia się w Niego fizycznie.

Tylko ja i Bóg wiedzieliśmy, że to nie była tęsknota, która zbliżała.
Ona niszczyła moją teraźniejszość, przysłaniała przyszłość i nie pozwalała na jakikolwiek ruch.
Utknęłam.
Utknęłam w tym beznadziejnie pustym, samotnym miejscu. 
Gdzieś tam, pomiędzy niebem a ziemią.

Różnica pomiędzy wzrokiem wpatrzonym w Chrystusa, a wzrokiem wpatrzonym w niebo, jest ogromna.
Kobieta wpatrzona w Chrystusa czeka aktywnie. W przeciwieństwie do tej, wpatrzonej w niebo, wie, że nie jest tu po to, żeby pogrążać się w tęsknocie, ale żeby działać. Ma pełną świadomość swojej odpowiedzialności przed Bogiem za to, jak wykorzysta swój czas. Dobrze wie, że własnie tego chce od niej Zbawiciel - życia w pełni i efektywnego działania. 
Radości w Nim.
Dzielenia się tą radością z innymi.

W Liście do Hebrajczyków czytamy, żebyśmy 'utkwili wzrok w Jezusie'. (Hebr. 12;2)
Dlaczego?
Wiersz wcześniej wszystko wyjaśnia.
Żebyśmy mogły 'biec wytrwale w wyznaczonym nam wyścigu.'
Nie ma mowy o biernym czekaniu na powrót Chrystusa.
Chrystus nie zbawił nas do biernego oczekiwania i bezproduktywnego gapienia się w górę.
Ani do tęsknoty zanurzonej w narzekaniu z powodu niedogodności codzienności.

Możesz usychać z tęsknoty, a możesz kwitnąć i wydawać owoc dla Bożej chwały. Owoc obfity, soczysty i dorodny.
Perspektywa wieczności nie może nas paraliżować. Powinna nas motywować do działania.

Mamy co robić!
"Zostaliśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów.  Bóg przygotował je już wcześniej, by były treścią naszego życia." List do Efezjan 2;10
Pamiętasz?
Zbawił nas do wdzięczności i uwielbienia Jego samego, za to kim i jaki jest. Za dar życia. Za łaskę, zbawienie i niezniszczalną nadzieję.
Zbawił nas do pełni życia w Nim. Życia wiecznego, które zaczyna się już TERAZ!
Nieraz o tym zapominam.
Zapominam, że wieczność zaczęła się dla mnie w dniu moich narodzin.
Jest włożona w moje serce przez samego Stwórcę! (Kaznodziei 3;11)

Nie ma więc powodu, dla którego nie miałabym zacząć żyć w uwielbieniu Stwórcy tu i teraz. W radosnym oczekiwaniu i ze wzrokiem skupionym na Chrystusie, a nie z głową w chmurach.
To właśnie Jezus przeprowadzi mnie przez to życie na ziemi zwycięsko, dokończy we mnie dzieło, które zaczął i kiedy przyjdzie odpowiedni czas, wprowadzi mnie w wieczność. (Psalm 48;15)
Nie chcę już dłużej gapić się w niebo. 
Nie chcę tego zapatrzenia w chmury traktować jak ucieczkę od odpowiedzialności istnienia. Odpowiedzialności którą przynosi każdy nowy dzień, każdy nowy oddech i chwila, w której mogę po prostu być. 

Kobieta gotowa na spotkanie Chrystusa w wieczności, to kobieta, która potrafi żyć Bożą pełnią w teraźniejszości.
Kobieta, która naprawdę kocha Chrystusa wie, że bezczynność nie jest sposobem na życie, tylko na przetrwanie.
To od nas zależy, czy zdecydujemy się żyć każdego dnia, czy każdego dnia umierać. 
Ktoś przecież kiedyś powiedział, że życie to tylko powolna śmierć... serio?!

Każda z nas, ma swoje miejsce w doskonałym planie Stwórcy. Tym miejscem z pewnością nie jest ta próżnia, ta dziwna przestrzeń pomiędzy niebem a ziemią.
Bo jak można nazwać miejsce, w którym pewność wiecznego życia przeplata się ze smutkiem? 
W którym tęsknota za doskonałością nieba przysłania nam jego przedsmak tu, na ziemi?

Tęsknisz za atmosferą nieba? Zatrać się więc całkowicie w dążeniu do bliskości z Chrystusem. Jego obecność w codzienności, to nasze niebo na ziemi!
Uwielbianie Go w każdym momencie naszego życia, to przedsmak raju. 
Tęsknisz za swoim prawdziwym domem? Nasz Dom, to On. 
Jego ramiona, Jego obecność.
...

Nie jesteś stąd, ale jesteś tu. 
I jesteś tu po coś.
Nie zmarnuj więc swojego TU, na stanie i wpatrywanie się w niebo.

Jesteś TU do dużo większych celów.
Idź, i z odwagą Córki Króla odkrywaj każdy jeden.













Depresja śmieje się z żartów

Powoli otwieram oczy.
Kolejny dzień przywitał mnie mgłą. Mgłą gęstą jak mleko.
Za oknem pełnia lata i cudowne słońce. 
A mgła? A mgła istnieje tylko w mojej głowie.
I chociaż często mówię o tym, że stan naszego umysłu zależy w dużej mierze od nas, dzisiaj nie potrafię się jej pozbyć.
Nie wiem gdzie iść.
Nie wiem nawet jak wstać z łóżka.
Od miesięcy czuję się zupełnie zagubiona.

Ogarnia mnie dobrze znany strach przed najprostszymi czynnościami.
Nie chcę. Całą sobą nie chcę tego poranka ani najbliższych godzin. 
Wcale nie jestem ciekawa co przyniosą. 
Nie cieszę się słysząc tupot malutkich stópek.
'Mamooo!' co minutę, krzyki, głośne rozmowy przy stole, piasek w przedpokoju...zamiast cieszyć - wywołują agresję.
Dzisiejsza lista obowiązków wydaje się być szczytem nie do zdobycia, a przecież jest na niej tylko jeden punkt:
Przetrwać.

Nie potrafiłam wytłumaczyć sobie mojego smutku. Brzydziłam się sobą, swoim niezadowoleniem i płaczem po kątach. 
I dobrze wiedziałam, że miliony kobiet na świecie oddałoby wszystko za moje życie... i to właśnie dobijało mnie jeszcze bardziej. 
Niezrozumienie własnego stanu.
Przecież mam wszystko! No mam!
Czego ty chcesz kobieto?! 
Ze łzami w oczach zadawałam sobie to pytanie prawie codziennie.

Chciałam być sama, ale nie samotna.
Chciałam uciec ale wiedziałam, że nawet dwa tygodnie poza domem nic nie zmienią.
Wstydziłam się o tym mówić.
Wstydziłam się prosić o pomoc.
Wstydziłam się siebie i swojego niezrozumiałego smutku.

Tak, to o mnie.
O tej co pisze na temat radości, wdzięczności i małych cudów w zwykłej codzienności.
Słowo depresja tutaj nie pasuje.
Nie te klimaty.
Nijak ma się do tytułu bloga i do tych wszystkich tekstów o radości w Bogu.
Depresja to nie cud codzienności.
To koszmar codzienności, z którym wielu z nas przyszło się zmierzyć.

Czasami chciałam wrócić do tych pierwszych dni po porodzie. Chociaż rana zmuszała mnie do jedzenia na stojąco, a karmienie Synka bolało za każdym razem mocniej,  to wszyscy byli wtedy gotowi pomóc. Pytali jak się mam, czy daję sobie radę.
A teraz jest inaczej. To naturalne.
Teraz już przecież świetnie daję sobie radę, prawda? Przynajmniej powinnam.
Często słyszałam, jaka to ja jestem cierpliwa. Jaki dom mam czysty, z gustem urządzony i ciepły obiad na stole o piętnastej.
Ktoś wspomniał, że podziwia mnie za te wszystkie lata spędzone w domu z dziećmi. Że jeszcze nie zwariowałam...

Macierzyństwo może być najbardziej samotnym doświadczeniem w życiu kobiety.
Te lata inwestowania w przyszłe pokolenie i zupełnie niezauważanej, niedocenianej pracy mogą zacząć ciążyć za bardzo. 
Pomimo, że mama tak rzadko jest naprawdę sama, często czuje się po prostu samotna.

Prawie dwa lata temu poznałam Dziewczynę. Piękną, mądrą, uśmiechniętą. Spełnioną mamę dwójki malutkich dzieci.
Po jakimś czasie okazało się jednak, że ta piękna, mądra, uśmiechnięta i spełniona Dziewczyna walczy o każdy dzień. 
O każdy uśmiech. 
O każdy poranek bez płaczu i tej nieznośnej, gęstej mgły. 
O każdy gest miłości w stronę swoich dzieci. 
Walczy o życie, którego pragnie - pełne i obfite życie w Bogu.
Nie czuje się piękna.
Nie myśli o sobie: mądra.
Uśmiecha się szeroko robiąc wrażenie szczęśliwej. Ale uśmiech to nie radość.

Ta Boża Kobieta stacza codziennie wiele bitew, tak jak każda z nas. Ale ona czuje, że już przegrała. Że tak już będzie zawsze.
Zapomniała, że walczymy z pozycji zwycięzców, dzięki zwycięstwu Chrystusa.
Była przekonana, że tylko ona tak ma.
A potem spotkała mnie.
I zaczęłyśmy rozmawiać.
I zaczęłyśmy pisać do siebie i nad klawiaturą naszych laptopów płakać... w sumie chyba z radości, bo w końcu znalazł się ktoś, kto wysłuchał z pełnym zrozumieniem.
W końcu znalazł się ktoś, kto ma tak samo.

Spotykam takich kobiet na swojej drodze coraz więcej. Bóg stawia je na mojej drodze i z każdą nową znajomością pogłębia moje pragnienie służenia kobietom i mamom.
Takim jak ja i ty.



Chcę głośno mówić o tym, że...
Depresja śmieje się z żartów.
Zniechęcenie maluje rzęsy i wstaje nocami do chorego niemowlaka. Rano robi kanapki dla starszaka i wkłada do tornistra. Do przedniej kieszeni, żeby się nie pogniotły...
Żegna męża pocałunkiem.

Smutek odpisuje na sms-y i uśmiecha się do zdjęć. Mówi, że wszystko ok. Że ma przepis na przepyszny sernik... że wyśle na maila, kiedy wróci do domu.

Pustka wychowuje dzieci i gotuje w sobotę najlepszy rosół. 

Samotność punktualnie pojawia się w pracy.

A kiedy nikt nie patrzy płacze w poduszkę.
Zamyka się w łazience i leży na zimnych kafelkach gapiąc się w sufit. W zupełnej ciszy.
Objada się.
Godzinami gapi się w telewizor.
Wylewa łzy podczas joggingu.
Zasypia ze strachem o jutro.

Ale Bóg...
 I znowu pojawiają się moje dwa najukochańsze na świecie słowa.
ALE BÓG.
Po nich zmienia się wszystko.
WSZYSTKO!

Do tekstów takich jak ten, zabieram się całymi miesiącami. Wiem, że powinnam je napisać, ale paraliżuje mnie strach. Ludzi się boję.
Tego gadania i komentarzy za plecami. 
Zawiedziona sama sobą, nie chcę zawieść innych.

Pewnego dnia trafiłam na ten cytat:


Jest na świecie ktoś, kto mógłby utonąć we własnych łzach, 
gdyby nie zobaczył twoich.
                                                                                          Lysa TerKeurst 


I wtedy uświadomiłam sobie, że nawet depresja, zniechęcenie i smutek nie muszą być ciężarem dla kogoś, kto odda je w Boże ręce.
Tylko Bóg może zmienić mój bagaż,w potężne narzędzie w Jego rękach.
Narzędzie, które przyniesie innym dobro, uzdrowienie i nadzieję.


Nawet roześmianych może boleć serce.
- Przypowieści Salomona 14;13 -

Dlatego gorąco cię zachęcam, żebyś miała oczy szeroko otwarte. 
Te kobiece oczy, które potrafią zobaczyć dużo więcej niż niejeden mężczyzna, nawet ten najbliższy sercu kobiety.

Zachęcam cię do głębokich przyjaźni i szczerych rozmów o tym co trudne, co boli, co przerasta. 
O tym nie łatwo jest mówić. Bądź tą , która to ułatwi. Stwórz atmosferę akceptacji - nie osądu. 
Spróbuj zrozumieć - nie oceniać.
Zaoferuj fizyczną pomoc.

Niekoniecznie potrzebne są twoje rady... najbardziej potrzebna jest twoja pomoc i ucho, które nie tylko słyszy, ale słucha.

A jeśli to ty uśmiechasz się przez łzy to wiedz, że doskonale wiem co czujesz.
Trzymaj się prawdy. Nie jakiejś prawdy, tylko Bożej prawdy i tego co wiesz - nie tego, co czujesz. Emocje są niezwykle zwodnicze.
Dziękuj wiarą.
Szukaj dobra i Bożych błogosławieństw. One są! One  kryją się za tą mgłą, która teraz cię otacza... ale jeśli tylko wytężysz wzrok, to zobaczysz drobiazgi prosto z Nieba.

Nie słuchaj siebie i tych wszystkich bzdur na swój temat, które tłoczą się teraz w twojej głowie.
Słuchaj tego, co mówi o tobie Bóg.
Że jesteś cenna, droga i On cię miłuje.
Masz wielką wartość w Jego oczach.
Jesteś Jego własnością i nikt ani nic nie wyrwie Cię z Jego ręki i nie oddzieli od Jego miłości. (List do Rzymian 8; 37-39)

W swojej ciemności szukaj Światła!

Bóg naprawdę nie jest tobą zaskoczony ani odrobinę.
Ni ciut ciut...
Wiedział o tobie wszystko, zanim wydałaś pierwszy krzyk.

Proś o pomoc, chociaż to niezwykle trudne, wiem.
Walcz, miej nadzieję, nie rezygnuj ze swojego szczęścia!
Bo życie to walka - nie spodziewaj się, że będzie inaczej. 
Nasze największe rozczarowania budowane są na fundamencie naszych oczekiwań, często zupełnie nierealnych.
Zdarza się, że zaczynamy odżywać w momencie, w którym pozwolimy umrzeć wyobrażeniom o naszym idealnym życiu i zaakceptujemy rzeczywistość, powoli ucząc się za nią dziękować.

Rób to co właściwe, nie to, z czym czujesz się dobrze i pamiętaj, że nie jesteś sama. 
Wiem, że teraz niekoniecznie chcesz być z ludźmi, ale wiedz, jak bardzo teraz potrzebujesz kochających Boga ludzi w swoim życiu. Nie uciekaj.
Pozwól innym podtrzymać twoje opadające ramiona.

Módl się.
Zbliżaj do Boga.
Trzymaj się Go mocniej niż kiedykolwiek!
Nie ma innej drogi do pełnego zwycięstwa i wolności niż codzienna decyzja, żeby być blisko Boga.


...trzymał się Niewidzialnego tak,
jak gdyby Go widział.
                                             - Hebrajczyków 11;27 -

Nawet jeśli na nic innego nie masz siły.
Nawet jeśli nie robisz nic innego... trzymaj się Chrystusa.
Tak uparcie, jakby od tego zależało twoje życie.
Ja wiem, że moje zależy.


Nie rezygnuj. Odpocznij.

Wypalenie to takie dziwne uczucie bezradności.
Najpierw chcesz dawać, ale nie masz co.
Potem nie masz już nawet siły chcieć.
I stoisz w miejscu, zupełnie nie wiedząc co dalej.

Bo wiesz, czasami najzwyczajniej w świecie trzeba złapać oddech.
Zrobić dwa kroki w tył i popatrzeć na swoje życie z innej perspektywy.
Przywołać do porządku myśli bijące się o pierwszeństwo i poukładać priorytety na nowo. 
Nagle może okazać się, że to, co jeszcze miesiąc temu było na szczycie naszej listy, dziś zmuszone jest zmienić swoje miejsce i stanąć na szarym końcu. Cierpliwie zaczekać na bardziej odpowiedni czas.

Czasami trzeba przyjść do Boga w swojej słabości i wtulić się w Jego bezpieczne ramiona. 
W tym przytuleniu zamknąć na chwilę oczy i nie oglądać się za siebie. Nie patrzeć na boki i absolutnie, nawet na sekundę, nie uciekać wzrokiem w przyszłość. Bo każde jutro wydaje się być zbyt ciężkie.
Trzeba wrócić do rozkoszowania się Panem tu i teraz i chłonąć każdy moment tej bliskości.
Nie zastanawiać się już więcej, co ludzie powiedzą. Bo ludzie to... tylko ludzie. 
Pamiętaj.

Czasami trzeba zacząć mówić NIE dwa razy częściej i zacząć w mądrości oddawać swoje TAK temu, co jest najważniejsze dla ciebie - nie dla innych. I te swoje TAK odważnie chronić, nie oddając go byle czemu, byle komu, byle tylko nie zawieść, nie rozczarować...

Jestem zmęczona, przyznaję.
Tak ogólnie, wszystkim, bo dużo się dzieje.
Bo mam prawo być zmęczona.

Mam pełne ręce.
Pełną głowę.
Pełne kartki chaotycznie zapisane milionem kotłujących się myśli, planów, inspiracji, cytatów, wersetów, fajnych porównań...

Mam dosyć. Naprawdę dosyć.
I najchętniej zupełnie zrezygnowałabym ze wszystkiego, z czego tylko mogę zrezygnować. 
Pomimo tego, że mam konkretne marzenia związane z tym miejscem i służbą dla kobiet - chciałam odpuścić.
Ciało mnie nie słucha i nie chce współpracować.
Głowa też nie bardzo.
Mam kryzys kreatywności.
Tęsknie za rękami wolnymi od telefonu i za wolniejszym rytmem myśli.

Wierzę, że to wyznanie dla niektórych z was jest bardzo ważne, bo jesteście teraz w podobnym miejscu i tak jak ja, nie do końca wiecie, czy wolno wam na chwilę się zatrzymać.
Ja dałam sobie prawo do odpoczynku całkiem niedawno, po licznych rozmowach z kilkoma mądrymi Kobietami. 
Och, jak jestem za nie wdzięczna!

A jeśli Tobie nikt jeszcze tego nie powiedział, to ja chętnie będę taką kobietą dla ciebie.
Tak - możesz! Masz prawo, a nawet powinnaś...
Zaopiekować się sobą bardziej.
Odpocząć.
Wsłuchać się w Boży szept zapewniający o naszej wartości pomimo chwilowego nicnierobienia
Wsłuchać się w siebie i w swoje potrzeby. W te zupełnie ludzkie, fizyczne... te, które tak często odkładamy na później. 
Warto się również przypatrzeć niedoborom duchowej sfery naszego życia, bo i tutaj zazwyczaj możemy doszukać się wielu zaniedbań. 
Ja na pewno. 

Możesz i powinnaś zrobić to wszystko jeśli tylko czujesz, że dłużej już nie dasz rady dzielić się na milion kawałków. Że w tych kawałkach nie rozpoznajesz już siebie.
Za jakiś czas wrócisz ze zdwojoną siłą, z pasją rozpaloną na nowo... a może z zupełnie nową pasją.

Zamiast rezygnować, zdecydowałam się odpocząć.
Tym razem tak mądrze, z głową. Tak, żeby ten odpoczynek przyniósł odnowę ducha, ciała i serca.
I kiedy tylko przychodzi myśl, że to bardzo egoistyczne, od razu przypominam sobie, po co to robię.
Muszę zadbać o siebie dla siebie, ale też dla innych.
Bo jeśli ja jestem pusta, to co mogę dać innym?
Puste słowa.
Puste, nic nieznaczące zdania, w które sama nie do końca wierzę i które niosą... pustkę.

Taki prawdziwy odpoczynek wymaga zaufania.
Myślałaś kiedyś o tym?
Odpoczynek    
wymaga   
zaufania.

Wymaga naszej wiary w to, że Bóg zatroszczy się o wszystko, co zostawiamy za sobą i o co nie będziemy same mogły troszczyć się przez jakiś czas.
Zaufania w to, że ten czas ma sens i da nam wytchnienie, jakiego potrzebujemy.
Najtrudniej jednak było mi uwierzyć, że nic mnie nie ominie i nic nie stracę, kiedy na jakiś czas się wycofam.
Że moja służba będzie na mnie czekać, bo... jest moja. Po prostu. Poczeka na mnie aż do momentu, w którym dojdę do pełni sił i będę mogła oddać się jej w radości na nowo.

Odpoczynek nie musi nieść za sobą wyrzutów sumienia, a nawet nie może... no bo jaki byłby to odpoczynek?! Męczący.
I z tym też musiałam się uporać. W modlitwie i oddaniu Bogu.
Dlaczego tak trudno nam czasami uwierzyć, że Bóg doskonale poradzi sobie bez nas? Że to nie On potrzebuje nas, ale to my potrzebujemy Jego?

Przestałam narzucać na siebie ciężary nie do uniesienia na dzisiaj. Nie podnoszę sobie barierki, ale nieco ją obniżyłam.
Postanowiłam posłuchać swojej własnej rady i robić maleńkie kroki do przodu. Chociaż zauważalne tylko dla mnie, to są. I to cieszy.
Zaczęłam modlić się o Bożą mądrość, bo rezygnacja nie była opcją, która niosła ze sobą pokój.

No i jestem.
Zwolniłam.
Nie biegnę, a spaceruję.

Do tej pory biegłam ile sił w nogach przekonana, że powinnam. Że jeśli tylko zatrzymam się na chwilę, to coś mnie ominie, coś stracę, przegapię.
Biegłam w strachu, że nie zadowolę Mistrza.

Biegłam przekonana, że właśnie tego ode mnie chce - biegu ponad siły.
Jak mogłam w ogóle tak pomyśleć?
Kiedy przesiąkłam tą nieprawdziwą wizją wiecznie poganiającego mnie Boga? Ojca, który nie pozwala dziecku na chwilę oddechu, odpoczynek i orzeźwienie, którego tak desperacko potrzebuje...?
Przecież Chrystus sam powiedział, że mamy przyjść do Niego, spracowani i obciążeni, a On da nam ukojenie. (Mat. 11;28)
To znaczy, że będziemy spracowani i obciążeni.
Będziemy słabi.
Bóg stworzył nas z potrzebami, które sam chce zaspokajać.

Napisałam więc sobie bardzo spokojny, realny plan i... dałam sobie przyzwolenie się go nie trzymać, kiedy będzie źle. Dzięki temu odpoczywam psychicznie.
Zaplanowałam dokładnie czas, który będę poświęcać na pracę i czas, w którym bez komputera i telefonu, bez kartki i długopisu, będę chodzić boso po plaży, wystawiać twarz do słońca i bawić się lalkami z Córeczką... Dzięki temu odpoczywam fizycznie.
Staram się rozkoszować Bogiem i Jego obecnością w moim życiu. Dzięki temu odpoczywam duchowo.

Szukam wyciszenia w tym całym zgiełku życia, już bez wyrzutów sumienia, bez nieprawdziwego obrazu mojego Ojca, bez strachu, że nie będzie do czego wracać.

Odpoczywam, a nie rezygnuję.
Zwalniam, a nie odchodzę.
I czuję, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

Tobie też tego życzę.
Z całego serca.