Nie życzę sobie...

Kilka dni temu przeczytałam, że analizy pod koniec roku, to strata czasu. Nic nie możemy już zrobić, bo to co było - minęło bezpowrotnie, więc lepiej patrzeć w przyszłość i nowe dni zacząć planować.
A ja tylko w połowie mogę się z tym zgodzić.

To co było, nie wróci i to fakt niezaprzeczalny.
Ale to co było, może nam pomóc w przyszłości żyć lepiej, bardziej, odważniej. W pełni potencjału danego nam przez Stwórcę.
Bo bardziej niż czyjeś mądrości, bardziej niż słowa drugiego człowieka i niż błędy, które popełnił, przemawiają do nas nasze własne niepowodzenia.
Nieraz wolimy na własnych błędach się uczyć.
Niestety.

Analiza przeszłości to strata czasu dla tych, którzy uczyć się nie chcą. Którzy nie lubią wyciągać wniosków, a potem wychodzić ze strefy komfortu i rozwijać się na nie najlepiej rozwiniętych płaszczyznach codzienności.
Dobrze jest jednak pamiętać, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby lepiej być nie mogło.


A ja chcę. Chcę uczyć się na błędach dnia wczorajszego, żeby jutro już ich nie powielać.
Dlatego analizuję. Podsumowuję. Wspominam w myślach ostatnie dwanaście miesięcy. Powoli, bez pośpiechu. Zmywając naczynia i sprzątając zabawki w pokoju Córeczki. Bez presji pierwszego stycznia. Najbardziej intensywnie robiłam to wczoraj. Trzeciego.
Robiąc to doszłam do niejednego odkrywczego wniosku. Takiego, który może zmienić życie, jeśli pod jego wpływem zacznie się działać.

I tak przypomniałam sobie, że nie muszę wszystkiego i wszystkich zmieniać, żeby być szczęśliwą.
Wystarczy, że ja się zmienię.
Wtedy wszystko inne też się zmieni. 

Doszłam do wniosku, że materiał do zmiany to ja. I to chyba wniosek najważniejszy.
Nikt inny, tylko ja sama.
I zacząć muszę od siebie, choć tak jest właśnie najtrudniej.

Doszłam do wniosku, że ciągle uzależniam szczęście od ludzi i okoliczności. Od zupełnie ulotnych i przemijających rzeczy, dlatego właśnie moje szczęście dokładnie takie jest.
Ulotne i przemijające.

Wiem też, że mylę moje chcę  z  potrzebuję.
Często myślałam, że potrzebuję, ale tylko chciałam i często nie chciałam tego, czego potrzebowałam tak naprawdę.

Na ten rok życzę sobie wiele, ale inaczej. Zupełnie inaczej niż dotychczas.
Bardzo dużo czasu zajęło mi dojście do tego, że pewne rzeczy w moim życiu Bóg pozostawia ciągle takie same tylko po to, żebym ja mogła być inna.
Moim pragnieniem była zmiana, ale Bóg wiedział, że moją potrzebą był jej brak.

To będzie rok, w którym zacznę wymagać od siebie. Od siebie przede wszystkim.
Zdana na Bożą łaskę, z Jego pomocą, siłą i zaopatrzeniem, zaczynam wymagać od siebie, a nie od innych.



Dlatego nie życzę sobie bardziej posłusznych dzieci, ale więcej cierpliwości, łagodności i łaski w moim macierzyństwie. Więcej zrozumienia dla ich dziecięcych zachowań, więcej słów przepełnionych miłością i wsparciem.
Życzę sobie lepszej siebie dla nich.

Nie życzę sobie lepszych relacji, ale determinacji i chęci do pielęgnowania każdej jednej z nich.

Nie życzę sobie więcej godzin w ciągu doby, ale lepszego wykorzystywania tych dwudziestu czterech, które codziennie dostaję od Stwórcy.

Nie życzę sobie lepszych statystyk na blogu, ale więcej samodyscypliny i systematycznej pracy.

Nie życzę sobie oklasków, zachwytów i komplementów. Życzę sobie być w miejscu, w którym nie będę ich potrzebować, żeby posuwać się naprzód.
Chcę być wierna bez oczekiwań.

Nie życzę sobie więcej powodów do radości. Chcę na nowo rozwijać umiejętność dostrzegania szczęścia w małych rzeczach i radości w drobiazgach codzienności.

Nie życzę sobie nowej pracy, ale pasji do wykonywania tej, którą dzisiaj stawia przede mną Bóg.
Nie życzę sobie wielkich rzeczy, ale wierności w małych.

Nie życzę sobie nowych widoków, ale odnowionego wzroku. Chcę w pełni docenić potencjał tych, które dzisiaj jest mi dane podziwiać.

Nie życzę sobie nowych okoliczności, ale nowej perspektywy.



Dotychczas marzyłam o zmianach obok mnie. Dzisiaj marzę o zmianach we mnie.
Wierzę, że to właśnie z tą myślą Bóg wprowadza mnie w nowy rok.
Rok zmian. Już teraz wiem, że niełatwych.

Bo czy wiecie jak trudno jest zacząć marzyć inaczej? O inne rzeczy prosić i innych rzeczy pragnąć?
Wiecie jak trudno jest przestać oskarżać drugiego człowieka i zrzucać winę za własne słowa na złe zachowanie własnego dziecka na przykład...?

Czy wiecie jak trudno jest wziąć odpowiedzialność na siebie, po miesiącach zrzucania jej na innych?
Jak trudno jest szukać w sobie winy, widzieć w sobie potrzeby zmian i wymagać ich w pierwszej kolejności od siebie?
To trudne, ale z Bogiem możliwe.

Jestem przekonana, że Ten, który zapoczątkował we mnie dobre dzieło, będzie je też doskonalił aż do dnia powrotu Chrystusa Jezusa. (Filipian 1;6)

Jestem przekonana, że zrobi to samo również dla Ciebie.



2 0 1 9


Podobno położono przed nami czyste, niezapisane kartki.
Cały stos 365 niezapisanych jeszcze dni.
Tysiące nieprzewidzianych sytuacji i codziennych wyborów.
Godziny, o których nie wiemy zupełnie nic.
Okoliczności, na które nie mamy żadnego wpływu.
Nowe wartościowe relacje i te, które będą dla nas lekcją pokory i cierpliwości.

Jest jednak Ktoś, kogo nie zaskoczy żadne nasze jutro.
Żadna decyzja.
Żadne potknięcie.
Żadne rozczarowanie.
Żadna łza szczęścia.
Żadne chwila bezsilności.

Bo te kartki tylko podobno są czyste. Tylko pozornie niezapisane.
Tak naprawdę Ktoś już dawno postawił kropkę na ostatniej stronie rozdziału, który dla każdego z nas właśnie się rozpoczął.
Rozdziału, którego tytuł tworzą cztery niepozorne cyfry
2
0
1
9


W księdze twojej spisałeś me dni. 
Zaplanowałeś je, zanim którykolwiek z nich zaistniał.
- Psalm 139; 16 -

Bóg już dzisiaj wie gdzie spędzisz tegoroczne wakacje, choć ty sam jeszcze nie wiesz czy morze, czy góry... z kim i za ile.
Widzi każdy listopadowy wieczór z książką i kubkiem gorącej herbaty.
Wszystkie nieprzespane noce.
Dni w których tak bardzo wszystko się chce i te, w których nie chce się nic.

Zna drogi, które wybierzesz.
Decyzje, które podejmiesz.
Błędy, które popełnisz.
Słowa, które wypowiesz.

Już dzisiaj policzył twoje uśmiechy i niezapomniane chwile, tak chętnie wspominane w sylwestrową noc.

Pomyśl tylko. Jeszcze nie ma jutra, a Bóg już tam jest.
Każde miejsce do którego cię zaprowadzi w tym roku jest Mu znane. Nie zabierze cię nigdzie, gdzie najpierw sam nie był.
Założę się, że zaskoczy cię nie raz, ale sam ani razu nie będzie zaskoczony.

Nikt z nas nie wie jak będzie wyglądać nasze życie za rok, ale On wie. I pomimo momentów, w których być może pogubimy się na chwilę, nasz Ojciec już dzisiaj zapewnia nas o swojej miłości.
Bo ona jest bezwarunkowa.
Nic nie jest w stanie odłączyć nas od miłości Ojca. (Rzymian 8;38-39)
Z tą myślą przychodzi ulga. Wielki oddech ulgi.
Bo każdy z nas ma świadomość swoich słabości i tego, że nie jeden raz będziemy musieli przychodzić do Niego z prośbą o wybaczenie.
Pomimo najszczerszych chęci i nawet najpiękniej brzmiących noworocznych postanowień...

Kiedy tylko pomyślę, że mój Bóg zna każde moje jutro, ogarnia mnie nieziemski pokój.
Przestaję analizować, martwić się na zapas, szukać idealnych rozwiązań.
Odnajduję świeżą radość w byciu tu i teraz całą sobą, bez wybiegania w przyszłość pełną znaków zapytania.

Przed nami nowy rok, ale obok nas ten sam Bóg.
Ten sam, który przeprowadził nas przez każdy dzień naszego życia aż do dzisiaj.
Na chwilkę popatrz wstecz i przypomnij sobie, o ilu sytuacjach w twoim życiu mogłabyś powiedzieć: nie wiem jakim cudem przez to przeszłam. 

Nie wiem, jak dałam radę przeżyć za takie grosze.
Nie wiem, jak przeżyłam rozwód.
Nie wiem, jak poradziłam sobie ze śmiercią mamy.
Nie wiem, jak wychowałam dzieci.
Jak donosiłam ciążę.
Jak pokonałam raka.
Jak wybaczyłam ojcu...

Każda z nich to dowód Bożej opieki.
Do tej pory pomagał nam wyjść zwycięsko z każdej sytuacji bez wyjścia i będzie to robił nadal.
Trzeba tylko zaufać.

2019 to nie podróż po omacku. To droga na którą mogę wejść pewnym krokiem.
I chociaż mnóstwo niewiadomych zabiega o moją uwagę już pierwszego dnia tej podróży to wiem, Komu zaufałam.
Decyduję się patrzeć w górę.

Na ten nowy rok życzę wam i sobie, codziennego odpoczynku w świadomości wszechmocy i cudowności naszego Stwórcy.
Boga, który już dzisiaj zna każdą minutę roku będącego dla nas jedną wielką niewiadomą...




Dobra noc

Wyobraź sobie błogi spokój wypełniający każdy zakamarek twojego domu.
Zupełną ciszę w pokojach twoich dzieci, w salonie i przy kuchennym stole.
Wyobraź sobie, że zmywarka ma wolne, a pralka odpoczywa.
Ty nic nie musisz, a wszystko po prostu możesz.

Wyobraź sobie czas, w którym jedyne co słyszysz, to miarowe tykanie zegara w twojej sypialni, a jedyne co czujesz, to przyjemne ciepło kołdry.

Wyobraź sobie, że nic nie rozprasza twojej uwagi.
Nikt nie zapuka zaraz do drzwi, a telefon nie zadzwoni.
Nikt nie zawoła: mamo... potrzebując twojej pomocy na teraz. Na już.

Chyba każda z nas marzy czasem o takim spokoju. O takiej ciszy.
Nie wiem jak ty, ale ja dostaję taki czas od Boga w prezencie. Ostatnio jakoś częściej.
Większość ludzi nazywa go bezsennością.
Ja nazywam ten czas bezcenną okazją.

Jedyną w swoim rodzaju, wyjątkową okazją do wtulenia się w Boże ramiona tak na spokojnie i naprawdę bez pośpiechu.
Dopiero od niedawna widzę potencjał drzemiący w godzinach, w których sen nie chce przyjść albo przyjść nie może, bo wracamy z wakacji po nocy albo dzieci chorują i jeden kaszle, a drugiemu gorączka nie chce spaść od godziny.
Bo bywa i tak.

To taki czas, którego nie sposób w ciągu dnia powtórzyć. Bo wtedy ciągle ktoś, ciągle coś, ciągle szybko i na już. Żyje w hałasie i pędzie codzienności.
Taki czas to rzadkość. Rarytas, którym staram się delektować za każdym razem, kiedy się pojawia. Traktuję go jak randkę z Ukochanym mojej duszy.
Niezaprzeczalnie przepiękny czas.

Brak jednej rzeczy w naszym życiu, zawsze robi miejsce dla czegoś innego.
Dlatego tak ważne jest mądre wybieranie życiowych wypełniaczy
Tego, co wypełnia nam brak dziecka, brak męża, brak pracy, pieniędzy, poczucia własnej wartości... i brak snu o trzeciej w nocy.

Bo bezsenna noc przy dobrym kryminale spędzona nie ubogaca.
Ta, w której oglądamy trzeci sezon ulubionego serialu - też nie.
Ani nawet ta przemartwiona, przepłakana...
Na te wypełniacze szkoda naszego czasu.

Możesz liczyć owce, a możesz liczyć błogosławieństwa.
Możesz przewracać się z boku na bok, a możesz przewracać kolejne kartki Bożego Słowa.
Możesz żałować, a możesz dziękować.
Wybór należy do ciebie.

Myślałam, że brak snu może jedynie człowieka osłabić. Dzisiaj wiem, że brak snu wypełniony Bogiem może wzmocnić bardziej, niż niejedna spokojnie przespana noc.
Bo każdy brak wypełniony Bogiem zaspokaja.

Wiesz, że Chrystus czerpał siłę z bezsennych nocy?
'Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i na modlitwie do Boga spędził całą noc.' Ew. Łukasza 6;12
Często zamieniał sen na modlitwę i robił to zupełnie świadomie. Z premedytacją.

Bardzo żałuję tej masy godzin zmarnowanych na narzekaniu.
Kiedy moje dzieci były młodsze, wstawałam do nich nieprzytomna kilka, kilkanaście razy w ciągu nocy. Noc w noc. Rok za rokiem.
Znużona, zła i rozżalona.
Tuliłam, głaskałam, nosiłam, karmiłam, przewijałam... często z płaczem bezsilności i tak wielkiego zmęczenia, jakiego nigdy nie znałam.
Mogłam jednak lepiej wykorzystać ten czas. Mogłam czerpać siłę w mojej bezsenności, spotykając się z Bogiem podczas tych niekończących się nocy.
Może wtedy moje dni wyglądałyby inaczej.

Teraz to wiem i dzielę się tą wiedzą z tobą mamo, która dzisiaj w ramionach tulisz płaczącego noworodka.
I z tobą, która godzinami leżysz w miniaturowym łóżku przytulając trzylatka. Bo zły sen, bo brzuszek boli, bo potrzebuje twojego ciepła.
Chcę to napisać mamie gorączkującego przedszkolaka i mamie nastolatka, który znowu nie wrócił do domu na noc.
Piszę do wszystkich kobiet, których brak snu tak bardzo dzisiaj irytuje i męczy.

Myślę sobie, że czasami Bóg budzi nas specjalnie. Zupełnie tak jakby mówił: tęsknię za tobą, pogadamy? Teraz w końcu masz czas...
Bo może od wielu dni nie zamieniliście słowa.
Może w tym tempie codzienności zapomniałaś o tę relację zadbać? Może tego czasu sam na sam z Bogiem tak ostatnio niewiele?
Może tylko w środku tej ciemnej nocy, kiedy nic nie odwraca twojej uwagi, jesteś w stanie wylać przed Nim swoje serce? Wypłakać się w Jego wszechmocne ramię?
Może tylko wtedy nie jesteś zajęta ciągłym zadawaniem pytań i będziesz w stanie w tej ciszy usłyszeć ważne odpowiedzi?
Może ta bezsenność to nie bezsens, a bezcenny dar od Ojca?
Takie zaproszenie na spotkanie w blasku gwiazd, ze Stwórcą każdej jednej z nich?

Następnym razem, kiedy obudzisz się w środku nocy, albo kiedy sen długo nie będzie przychodził, spróbuj powiedzieć: Mów Panie, bo sługa twój słucha. (I Samuela 3;9)
I słuchaj, kiedy będzie mówił.
I mów, bo On na pewno będzie słuchał.

Czerp nowe siły ze swojej bezsenności.
Dobrej nocy, Kochana.
Najlepszej.







Masz wszystko

Podczas pakowania kartonów do przeprowadzki, znalazłam mnóstwo rzeczy o istnieniu których już dawno zapomniałam.
Pod stertą niepotrzebnych gratów czekały na mnie prawdziwe perełki.
Nagle trzymałam w rękach rzeczy, których nieraz potrzebowałam w ciągu ostatnich kilku lat.

Przyglądając się uważniej rzeczom używanym przeze mnie na co dzień stwierdziłam, że od miesięcy zadowalam się bylejakością. Małe dziurki, drobne przetarcia, plamy, których nie mogłam doprać, ubicia, pęknięcia..
Mając tak wiele, używałam tak niewiele.
W roztargnieniu i tempie codzienności zapomniałam o otrzymanych prezentach i zakupach zrobionych lata temu.
Zwyczajnie marnowały się zapomniane gdzieś głęboko na dnie szafy.

W czasie, w którym ciągle widzę swoje braki, w którym mam jakby resztki sił, cierpliwości, współczucia, radości, oddania, Bóg przypomniał mi, że mam wystarczająco.
Mam wszystko, co jest mi potrzebne do dzisiejszych zwycięstw i jutrzejszych walk.
Jestem wyposażona.
Nie jestem bezbronna.

On dopuścił do burzy w moim życiu, ale najpierw przygotował dla mnie bezpieczne schronienie.
Zanim pozwolił mi stanąć do walki z Goliatem, najpierw włożył procę w moją dłoń i pokazał, jak jej używać.

Pan Bóg dopuszcza, ale nie opuszcza.
Dopuszcza, ale wyposaża.
W Jego sile jesteśmy gotowi stawić czoła wszystkiemu, co pojawi się w naszym życiu.

'Jego boska moc obdarzyła nas wszystkim, 
co jest potrzebne do życia i pobożności.' 
                                                                         II List Piotra 1;3

Mam wszystko, ale najpierw muszę zrobić porządek w swoim wnętrzu i pozbyć się tego, co zamiast pomagać mi w codzienności, przygniata mnie swoim ciężarem.
Muszę wyrzucić to, co blokuje mi dostęp do bogatych zasobów Ducha, które są we mnie.

Pycha.
Wygoda.
Lenistwo.
Bylejakość.
Porównywanie.
Poczucie winy.
Niezadowolenie.
Zamartwianie się.
Potrzeba ludzkich pochwał i podziwu.
To śmieci, które zagracają przestrzeń mojego serca.

Nie potrzebujemy cierpliwości Joba, żeby przetrwać gorsze chwile.
Nie musimy mieć wiary Abrahama, żeby oglądać spełnienie Bożych obietnic.
Nie potrzebujemy mądrości Salomona, żeby otwierać usta i mówić rozsądnie.
Nie musimy być tak odważni jak Dawid, żeby pokonać życiowego Goliata.

Możemy brać z nich przykład, możemy uczyć się z ich życia, ale.. ty i ja mamy swoje własne zasoby, perfekcyjnie dostosowane do naszego życia i wyzwań, które przed nami stoją.

Dobry Bóg wyposażył nas we wszystko, co jest nam potrzebne na dzisiaj, na jutro, na za kilka lat..
W Bogu i z Bogiem mamy wystarczająco.

Często czujemy się tak duchowi, jak duchowa była nasza ostania reakcja, słowa czy działanie.
Myślimy, że mamy tyle cierpliwości, ile jesteśmy w stanie w sobie wykrzesać tu i teraz.
Tyle miłości, ile jesteśmy w stanie okazać tu i teraz... a to kłamstwo.
Jest więcej.
Masz o wiele więcej niż używasz.

Więcej, niż ta odrobina cierpliwości, którą okazałaś dziś rano.
Więcej, niż ta wątłe siły, z którymi przywitałaś dzień.
Więcej niż te negatywne nastawienie i niszczące myśli z którymi ten dzień kończysz.
Musisz tylko wyciągnąć po to rękę. Wiarą.

Zacznij od pozbycia się nic nie wartych śmieci ze swojego życia.
Pozbądź się tego co wybrakowane, niepasujące, zniszczone i brzydkie. Wyrzuć wszystko, co zagraca twoje wnętrze, a wtedy odkryjesz zasoby, w które Bóg wyposażył cię w dniu, w którym pojawił się w twoim życiu.
Módl się i proś Boga o mądrość do korzystania z nich w pełni.

Masz wystarczająco dużo mądrości, żeby wychować swoje dzieci. Ale może musisz przemodlić swoją drogę do jej pokładów? (List Jakuba 1;5)
Masz wystarczająco dużo siły, żeby przejść przez ten czas pełen wyzwań. Ale może musisz wyciągnąć ją spod warstwy strachu, troski i narzekania?
Masz wystarczające umiejętności, żeby wykonać pracę powierzoną ci przez Boga. Może musisz po prostu odłożyć gdzieś na bok próby zadowalania innych ludzi  i służyć tylko dla Bożych pochwał tym, czym obdarzył cię tak hojnie?

Masz wystarczająco dużo wiary, żeby trzymać się tego, co obiecał ci Bóg.
Masz wystarczająco dużo radości, żeby dzielić się nią z pogrążoną w smutku przyjaciółką.
Masz wystarczająco dużo pokoju, żeby przespać w końcu całą noc spokojnie.
Masz wystarczająco.
Masz wszystko.

Bo jeśli masz Chrystusa, masz wszystko czego potrzebujesz.

Razem z Bogiem sięgaj po więcej.
Bo jest więcej.
Więcej niż myślisz.
Więcej niż używasz.









Dzień dobry?

Wczorajszy dzień nazwałam dobrym.
Nie dlatego, że samo dobro mnie wczoraj spotkało.
Nie dlatego, że Syn dobre oceny przyniósł ze szkoły.
Nie dlatego, że dobrą kawą zaczęłam dzień.
Nie, wcale nie dlatego.

Wczorajszy dzień nazwałam udanym, chociaż nie wszystko wczoraj mi się udało.

Wczorajszy dzień nazwałam owocnym pomimo, że na owoce wczorajszych decyzji przyjdzie mi jeszcze poczekać nie jeden dzień, miesiąc, a może i całe lata... Bo ciągle jeszcze są zielone, ciągle małe. Potrzebują jeszcze czasu, ogromu mojej cierpliwości i pracy żeby dojrzeć i cieszyć moje oczy.

Wczorajszy dzień nazwałam pięknym, bo taki był.
Choć nie według popularnych standardów piękna.

Wczorajszy dzień nazwałam szczęśliwym.
Chociaż miałam na co narzekać. Miałam powody do smutku i zmartwień, jak każda z was.

Może ktoś patrząc na mnie z boku, wczorajszego dnia wcale nie nazwałby ani dobrym, ani udanym, ani owocnym.
Na pewno nie pięknym.
I zdecydowanie nie jednym z tych szczęśliwych.

Bo to był taki dzień jakich w życiu wiele. Najwięcej.
Przeciętny.
Nieprzewidywalny i pełen wyzwań, ale nie zawsze tych, na które się czeka.
Zupełnie niedoskonały w porównaniu do doskonałych chwil uwiecznionych na niejednym instagramowym koncie.
Męczący.

Czy zapytana o scenariusz twojego dobrego dnia, nie wspomniałabyś czasem o gorącej kawie wypitej przed wyjściem z domu w ulubionej filiżance? Czy nie byłoby w nim miejsca na spotkanie z Bogiem tuż po przebudzeniu i na długą wieczorną kąpiel?
Czy nie opowiedziałabyś mi o domu pachnącym czystością, posłusznych dzieciach, zapachu ulubionego ciasta i świeżo upranej pościeli?

Może dobry dzień dla ciebie to dzień bez przeszkód, bez zmagań, pytań, zmartwień, bałaganu i pośpiechu. Może to taki dzień, w którym dzieci nie marudzą, w którym nic nie boli, a zmęczenie nie odbiera ci radości ulotnych chwil?
Czy pozwolisz mi zakłócić ten bajkowy obraz? Dasz sobie powiedzieć, że tak wcale nie wygląda dobry dzień?
Tak wygląda dzień idealny, a takie dni są prawie nierealne.
Nie po tej stronie nieba.

Mierzymy nasze dni nieodpowiednią miarą i dlatego tak często jesteśmy nimi rozczarowane.
Zbyt wysokie wymagania wobec życia nie pozwalają nam cieszyć się nim w pełni.

Czasami przekreślamy niektóre dni tylko dlatego, że stawiamy je w sztucznym świetle, które zniekształca rzeczywistość.
A prawdziwe Światło jest jedno. Bez Niego życie jest często nijakie i szare, bo przeżywane w cieniu zmartwień, żalów i nierealnych oczekiwań.
Wiesz jaka moc tkwi w przynoszeniu nawet  najciemniejszych dni w obecność prawdziwego Światła?
Światło przepędza mrok.
Światło świeci w ciemności i ciemność go nie ogarnęła. (Jan 1;5)

Czytamy, że to DZISIAJ jest dzień, który PAN uczynił. 
Świętujmy go z wielkim weselem! (Psalm 118;24)

Dzisiaj.
Dzisiaj jest ten dobry, piękny, szczęśliwy dzień, w którym możemy znaleźć radość i spełnienie.

Niestety mamy zwyczaj budowania dobrych dni na fundamencie dobrych emocji, dobrego zachowania naszych dzieci, dobrych opinii na nasz temat, dobrej oceny efektów naszej pracy... a to zdradliwy fundament, uzależniony od czynników nie zawsze zależnych od nas, zmiennych i nieprzewidywalnych.
To budowla budowana na piasku, która prędzej czy później skończy się wielkim rozczarowaniem.

Ale kiedy tylko przyłożymy Bożą miarę do naszej codzienności to z łatwością odkryjemy, że dobry, udany, owocny, piękny i szczęśliwy dzień nie jest zarezerwowany tylko dla wybranych.
Taki dzień może być i mój i twój.
Jest na wyciągnięcie ręki.
Wystarczy inne Światło. Wystarczy odpowiednia perspektywa. Wystarczy celebracja małych sukcesów i nawet najdrobniejszych zwycięstw.

Nie wszystko musi pójść po twojej myśli. Wystarczy, że twoje myśli skierujesz w odpowiednim kierunku.
W kierunku Dawcy DOBRYCH dni.

Mogłam nazwać ten trudny dzień dobrym, bo mój BÓG jest dobry.
.
Mogłam nazwać ten dzień u-danym, bo był mi dany z JEGO ręki.
.
Mogłam nazwać ten dzień pięknym, bo JEGO piękno widzę w oczach moich dzieci, nawet kiedy się złoszczą. Widzę je w zachodzie słońca i w tych wszystkich wzruszających wiadomościach od was.
.
Mogłam nazwać ten dzień owocnym, bo wiem, że OJCIEC pomnoży moje wysiłki i już dzisiaj, oczami wiary, mogę podziwiać obfity plon zasianych słów, gestów, myśli, nawyków...
.
Mogłam nazwać ten dzień szczęśliwym, bo bez względu na wszystko ON znowu był blisko. Bliżej niż mój oddech.
A moim szczęściem jest być blisko mojego TATY. (Psalm 73;28)




On jest

Tyle razy czytałam w Biblii fragmenty, w których Bóg mówił o sobie: JA JESTEM i zawsze podświadomie czekałam na ciąg dalszy.
Tak jakby piszący zapomniał dopisać reszty, jakby czegoś brakowało, a przecież Bóg jest wszystkim we wszystkim. Jest całkowity i pełny.
Nie myli się.
Nie zapomina.
Nie ma mowy o niedopatrzeniu czy błędzie.


Bóg pokazał mi jednak piękne wytłumaczenie swojego cudownego imienia JA JESTEM.
Teraz widzę, że JA JESTEM jest pełnią.
Pełnym, zupełnym i skończonym imieniem mojego cudownego Boga.

Bóg mówi o sobie JA JESTEM a ja i ty, chwila za chwilą 'uzupełniamy' Jego imię. Tak jakbyśmy dopisywali ciąg dalszy w zależności od tego co właśnie przeżywamy, z czym się zmagamy i czego potrzebujemy.

JA JESTEM zawiera w sobie wszystko. Jest kompletne.
Nasz Ojciec nie tylko wie czego potrzebujemy, ale ON JEST wszystkim, czego potrzebujemy.

Jeśli ON JEST, ja nie muszę być.
Jeśli ON JEST, ja nie muszę szukać nigdzie indziej.

Bóg jest JA JESTEM.
ON JEST wszystkim, czego potrzebujesz.
ON JEST Tym, którego potrzebujesz.
ON JEST uzupełnieniem twoich braków.
ON JEST rozwiązaniem twoich problemów.

ON JEST kochającym Ojcem
ON JEST Pocieszycielem.
ON JEST Twierdzą.
ON JEST Przewodnikiem.
ON JEST!

Kiedy mówię: jestem słaba,
On mówi: JA JESTEM silny.
Kiedy mówię: jestem zraniona,
On mówi: JA JESTEM twoim Lekarzem.

Kiedy mówię: boję się,
On mówi: JA JESTEM twoim bezpieczeństwem.
Kiedy jestem pełna niepokoju,
On mówi: JA JESTEM twoim pokojem.
Kiedy potrzebuję inspiracji,
ON JEST moją inspiracją.

Potrzebujesz mądrości?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją mądrością
Potrzebujesz miłości?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją miłością.
Potrzebujesz nadziei?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją nadzieją.
Potrzebujesz radości?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją radością.

Wystarczy, że przyjmiesz to wiarą.
Wystarczy, że przestaniesz gonić za zamiennikami Jedynego  i pozwolisz JEMU BYĆ tym wszystkim, czym tylko ON może BYĆ.
Czym nic innego ani nikt inny być nie może.
Bo zakupy i kolejna sukienka nigdy nie miała być źródłem radości.
Drugi człowiek nigdy nie miał stać się całym światem.
Jedzenie nie miało być pocieszeniem.
Odwet nie miał przynosić ulgi.
Kolejny kieliszek nie miał dodawać odwagi.
Tytuł, pieniądze i stanowisko nie miały stanowić o naszej wartości.

Tylko ON JEST tym, czego szukasz dzisiaj i czego będziesz potrzebować jutro.

Jeśli masz wszystko, a jednak ciągle czujesz pustkę - ON JEST jej wypełnieniem.
Bo w życiu każdego człowieka jest pustka w kształcie Boga.
Ta pustka nie ma kształtu  mężczyzny, chociaż dzisiaj tak mocno wierzysz, że to właśnie on ją wypełni.
Ta pustka nie ma kształtu dziecka, którego pragniesz ani rozmiaru spodni, do którego dążysz za wszelką cenę.
W to miejsce nie wpasują się żadne pieniądze, żadna pasja, żadne spełnione marzenie.
Nic!
I dopóki całkowicie nie poddamy się tej prawdzie, całe życie będziemy szukać, pragnąć i błądzić, pokładając nadzieję w stworzeniu zamiast w Stwórcy.

ON JEST brakującym elementem układanki twojego cennego życia.
Dzisiaj, jutro i na wieki.


Odwagi! JA JESTEM, nie bójcie się! 
                                                      Ew. Mateusza 14;27


Czym ON JEST dla ciebie dzisiaj?
Czym mógłby być, gdybyś tylko zechciała?
Przestań w końcu szukać po omacku i oddaj się Wszechmogącemu.
Warto moja Droga. Oj jak bardzo warto...









Pierwszy

Gdyby tylko był naszą pierwszą myślą co rano i tą ostatnią, kojącą, po zagonionym dniu.
Gdyby tylko był naszą pierwszą opcją, a nie ostatnią deską ratunku.
Gdyby był wszystkim, a nie tylko okazjonalnym dodatkiem do wypełnionego po brzegi życia.

Gdyby tylko naszym pierwszym i ostatnim słowem każdego dnia było proste i szczere dziękuję, bez względu na to co się wydarzy i bez względu na to, co było.
Gdyby tylko naszym pierwszym i ostatnim gestem było złożenie rąk do modlitwy.
Gdybyśmy tylko codziennie zanurzali się w Jego pokoju. W tym, którego świat nam dać nie może.

Gdybyśmy tylko wsłuchiwali się w Jego szept jeszcze przed zgiełkiem dnia, przed hałasem i krzykiem codzienności.
Gdyby tylko On sam stał się naszą ucieczką w trudnym czasie. Nie nałogi, nie chwilowe przyjemności, nie światowe podróbki szczęścia.

Gdybyśmy tylko w końcu zrozumieli, że wszystko to za czym biegamy, On chce nam po prostu dać. Gdybyśmy tylko chcieli zwolnić i zauważyć Jego wyciągnięte ręce.

Gdyby tylko zawsze był PIERWSZY
.
Nie zaraz po...
Nie drugi, trzeci, dziesiąty.
Nie od czasu do czasu.
Nie od święta.
Nie w kryzysie.
Nie zapchajdziurą w wypełnionym po brzegi kalendarzu.


Jak wyglądałoby nasze życie dzisiaj, gdybyśmy wrócili do tej gorącej, pierwszej miłości do Boga?
Jak mogłoby być, gdybyśmy zaczęli brzydzić się naszą letniością i znowu zaczęli ufać Mu jak wtedy, cieszyć się Nim jak wtedy, słuchać Go jak wtedy, opowiadać innym o Jego miłości dokładnie tak, jak wtedy...?

Jak wyglądałyby nasze relacje i nasze reakcje, gdyby czas spędzany w Jego bliskości na nowo stał się dla nas radością i przywilejem? Potrzebą spragnionego serca, a nie kolejnym obowiązkiem na liście?

Bo przecież zanim zaczniemy mówić, musimy wiedzieć co.
'Mówcie tylko o tym, co dobre, dla zbudowania w potrzebie, tak by na słuchających mogła spływać łaska.' Efezjan 4;29

Zanim zrobimy kolejny krok, musimy upewnić się gdzie.
'A gdy będziecie chcieli iść w prawo albo w lewo, twoje uszy usłyszą słowo odzywające się do ciebie z tyłu: To jest droga, którą macie chodzić!' Izajasz 30,21

Zanim zaczniemy żyć, musisz nauczyć się jak. Musimy wiedzieć, jak poukładać priorytety w naszej codzienności, żeby naprawdę była cudem. Żeby wszystko do siebie pasowało, tworzyło spójną całość i nie runęło jak domek z kart przy pierwszej lepszej trudności.
'Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.' Ew. Mateusza 6;33

Zły wie, że kiedy tylko uda mu się zapełnić twój dzień tak bardzo, że nie znajdziesz w nim ani chwili dla Boga, będziesz słaba.
Będziesz pusta i zaczniesz szukać wypełnienia tam, gdzie wcale nie powinnaś go szukać.
Będziesz pełna niepokoju i obawy o jutro.
Zabraknie ci radości.
Zabraknie ci łagodności, cierpliwości, dobrego słowa, pokoju...

Zapomnisz, że powinnaś wybaczyć, bo tobie wybaczono.
Zapomnisz, że powinnaś kochać, bo sama jesteś kochana.
Zapomnisz, bo łatwo jest zapomnieć.

Staniesz bezbronna wobec ataków złego - niszczących myśli, negatywnych słów innych ludzi i pokus, które najpierw dają chwilową przyjemność i poczucie ulgi na jakiś czas, żeby potem zostawić nas z poczuciem winy, z którym trudno sobie poradzić.

Kiedy nie spędzam czasu wsłuchując się w Boży głos muszę liczyć się z tym, że zamiast narzędziem w ręku Boga, będę pionkiem w rękach przeciwnika.

'Jezus nie jest jedynym pasterzem. On jest jedynym dobrym Pasterzem.'  Levi Lusko

Dlatego zatrzymaj się dzisiaj na chwilę i pomyśl, za kim idziesz.
Kto cię prowadzi?
Kogo naśladujesz?
Czyjego głosu słuchasz?
Jesteś narzędziem czy pionkiem?

Codziennie podejmujemy decyzję, która nadaje naszej codzienności głębię. Taki prawdziwy sens.
Decyzja o naszej bliskości z Bogiem zaowocuje nie tylko w naszym życiu, ale również w życiu naszej rodziny, przyjaciół i przypadkowo spotkanych ludzi.

Możesz świecić tylko wtedy, kiedy staniesz blisko Światła.
Możesz dawać tylko wtedy, kiedy sama zaczniesz czerpać ze Źródła.

W życiu nie chodzi o to, żeby chcieć więcej od Boga, ale chcieć więcej Boga. 
Wtedy wszystko inne będzie nam dodane.
Naprawdę.

Dlatego nie daj sobie wmówić, że nie masz czasu, że może kiedyś będzie go więcej, że nie teraz, nie dzisiaj...
Zbliżaj się do Niego, a On zbliży się do ciebie. (Jakuba 4;8)

Kiedy zakosztujesz Chrystusa naprawdę, nic w twoim życiu już nigdy nie będzie smakować lepiej niż On.
Spróbuj i rozkoszuj się Nim.
Codziennie.

O, jak szczęśliwy jest człowiek, który swą siłę ma w Tobie,
A w sercu pragnienie, by wciąż być bliżej Ciebie.

Taki, idąc doliną płaczu, potrafi zamienić ją w źródło,
Powodzeniem okrywa mu ją wczesny deszcz.

Wciąż będzie doznawał posilenia,
Aż się zjawi u Boga na Syjonie.

Psalm 84; 5-8