Dobra noc

3.12.18 Komentarze 11

Wyobraź sobie błogi spokój wypełniający każdy zakamarek twojego domu.
Zupełną ciszę w pokojach twoich dzieci, w salonie i przy kuchennym stole.
Wyobraź sobie, że zmywarka ma wolne, a pralka odpoczywa.
Ty nic nie musisz, a wszystko po prostu możesz.

Wyobraź sobie czas, w którym jedyne co słyszysz, to miarowe tykanie zegara w twojej sypialni, a jedyne co czujesz, to przyjemne ciepło kołdry.

Wyobraź sobie, że nic nie rozprasza twojej uwagi.
Nikt nie zapuka zaraz do drzwi, a telefon nie zadzwoni.
Nikt nie zawoła: mamo... potrzebując twojej pomocy na teraz. Na już.

Chyba każda z nas marzy czasem o takim spokoju. O takiej ciszy.
Nie wiem jak ty, ale ja dostaję taki czas od Boga w prezencie. Ostatnio jakoś częściej.
Większość ludzi nazywa go bezsennością.
Ja nazywam ten czas bezcenną okazją.

Jedyną w swoim rodzaju, wyjątkową okazją do wtulenia się w Boże ramiona tak na spokojnie i naprawdę bez pośpiechu.
Dopiero od niedawna widzę potencjał drzemiący w godzinach, w których sen nie chce przyjść albo przyjść nie może, bo wracamy z wakacji po nocy albo dzieci chorują i jeden kaszle, a drugiemu gorączka nie chce spaść od godziny.
Bo bywa i tak.

To taki czas, którego nie sposób w ciągu dnia powtórzyć. Bo wtedy ciągle ktoś, ciągle coś, ciągle szybko i na już. Żyje w hałasie i pędzie codzienności.
Taki czas to rzadkość. Rarytas, którym staram się delektować za każdym razem, kiedy się pojawia. Traktuję go jak randkę z Ukochanym mojej duszy.
Niezaprzeczalnie przepiękny czas.

Brak jednej rzeczy w naszym życiu, zawsze robi miejsce dla czegoś innego.
Dlatego tak ważne jest mądre wybieranie życiowych wypełniaczy
Tego, co wypełnia nam brak dziecka, brak męża, brak pracy, pieniędzy, poczucia własnej wartości... i brak snu o trzeciej w nocy.

Bo bezsenna noc przy dobrym kryminale spędzona nie ubogaca.
Ta, w której oglądamy trzeci sezon ulubionego serialu - też nie.
Ani nawet ta przemartwiona, przepłakana...
Na te wypełniacze szkoda naszego czasu.

Możesz liczyć owce, a możesz liczyć błogosławieństwa.
Możesz przewracać się z boku na bok, a możesz przewracać kolejne kartki Bożego Słowa.
Możesz żałować, a możesz dziękować.
Wybór należy do ciebie.

Myślałam, że brak snu może jedynie człowieka osłabić. Dzisiaj wiem, że brak snu wypełniony Bogiem może wzmocnić bardziej, niż niejedna spokojnie przespana noc.
Bo każdy brak wypełniony Bogiem zaspokaja.

Wiesz, że Chrystus czerpał siłę z bezsennych nocy?
'Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i na modlitwie do Boga spędził całą noc.' Ew. Łukasza 6;12
Często zamieniał sen na modlitwę i robił to zupełnie świadomie. Z premedytacją.

Bardzo żałuję tej masy godzin zmarnowanych na narzekaniu.
Kiedy moje dzieci były młodsze, wstawałam do nich nieprzytomna kilka, kilkanaście razy w ciągu nocy. Noc w noc. Rok za rokiem.
Znużona, zła i rozżalona.
Tuliłam, głaskałam, nosiłam, karmiłam, przewijałam... często z płaczem bezsilności i tak wielkiego zmęczenia, jakiego nigdy nie znałam.
Mogłam jednak lepiej wykorzystać ten czas. Mogłam czerpać siłę w mojej bezsenności, spotykając się z Bogiem podczas tych niekończących się nocy.
Może wtedy moje dni wyglądałyby inaczej.

Teraz to wiem i dzielę się tą wiedzą z tobą mamo, która dzisiaj w ramionach tulisz płaczącego noworodka.
I z tobą, która godzinami leżysz w miniaturowym łóżku przytulając trzylatka. Bo zły sen, bo brzuszek boli, bo potrzebuje twojego ciepła.
Chcę to napisać mamie gorączkującego przedszkolaka i mamie nastolatka, który znowu nie wrócił do domu na noc.
Piszę do wszystkich kobiet, których brak snu tak bardzo dzisiaj irytuje i męczy.

Myślę sobie, że czasami Bóg budzi nas specjalnie. Zupełnie tak jakby mówił: tęsknię za tobą, pogadamy? Teraz w końcu masz czas...
Bo może od wielu dni nie zamieniliście słowa.
Może w tym tempie codzienności zapomniałaś o tę relację zadbać? Może tego czasu sam na sam z Bogiem tak ostatnio niewiele?
Może tylko w środku tej ciemnej nocy, kiedy nic nie odwraca twojej uwagi, jesteś w stanie wylać przed Nim swoje serce? Wypłakać się w Jego wszechmocne ramię?
Może tylko wtedy nie jesteś zajęta ciągłym zadawaniem pytań i będziesz w stanie w tej ciszy usłyszeć ważne odpowiedzi?
Może ta bezsenność to nie bezsens, a bezcenny dar od Ojca?
Takie zaproszenie na spotkanie w blasku gwiazd, ze Stwórcą każdej jednej z nich?

Następnym razem, kiedy obudzisz się w środku nocy, albo kiedy sen długo nie będzie przychodził, spróbuj powiedzieć: Mów Panie, bo sługa twój słucha. (I Samuela 3;9)
I słuchaj, kiedy będzie mówił.
I mów, bo On na pewno będzie słuchał.

Czerp nowe siły ze swojej bezsenności.
Dobrej nocy, Kochana.
Najlepszej.






Masz wszystko

28.11.18 Komentarze 3

Podczas pakowania kartonów do przeprowadzki, znalazłam mnóstwo rzeczy o istnieniu których już dawno zapomniałam.
Pod stertą niepotrzebnych gratów czekały na mnie prawdziwe perełki.
Nagle trzymałam w rękach rzeczy, których nieraz potrzebowałam w ciągu ostatnich kilku lat.

Przyglądając się uważniej rzeczom używanym przeze mnie na co dzień stwierdziłam, że od miesięcy zadowalam się bylejakością. Małe dziurki, drobne przetarcia, plamy, których nie mogłam doprać, ubicia, pęknięcia..
Mając tak wiele, używałam tak niewiele.
W roztargnieniu i tempie codzienności zapomniałam o otrzymanych prezentach i zakupach zrobionych lata temu.
Zwyczajnie marnowały się zapomniane gdzieś głęboko na dnie szafy.

W czasie, w którym ciągle widzę swoje braki, w którym mam jakby resztki sił, cierpliwości, współczucia, radości, oddania, Bóg przypomniał mi, że mam wystarczająco.
Mam wszystko, co jest mi potrzebne do dzisiejszych zwycięstw i jutrzejszych walk.
Jestem wyposażona.
Nie jestem bezbronna.

On dopuścił do burzy w moim życiu, ale najpierw przygotował dla mnie bezpieczne schronienie.
Zanim pozwolił mi stanąć do walki z Goliatem, najpierw włożył procę w moją dłoń i pokazał, jak jej używać.

Pan Bóg dopuszcza, ale nie opuszcza.
Dopuszcza, ale wyposaża.
W Jego sile jesteśmy gotowi stawić czoła wszystkiemu, co pojawi się w naszym życiu.

'Jego boska moc obdarzyła nas wszystkim, 
co jest potrzebne do życia i pobożności.' 
                                                                         II List Piotra 1;3

Mam wszystko, ale najpierw muszę zrobić porządek w swoim wnętrzu i pozbyć się tego, co zamiast pomagać mi w codzienności, przygniata mnie swoim ciężarem.
Muszę wyrzucić to, co blokuje mi dostęp do bogatych zasobów Ducha, które są we mnie.

Pycha.
Wygoda.
Lenistwo.
Bylejakość.
Porównywanie.
Poczucie winy.
Niezadowolenie.
Zamartwianie się.
Potrzeba ludzkich pochwał i podziwu.
To śmieci, które zagracają przestrzeń mojego serca.

Nie potrzebujemy cierpliwości Joba, żeby przetrwać gorsze chwile.
Nie musimy mieć wiary Abrahama, żeby oglądać spełnienie Bożych obietnic.
Nie potrzebujemy mądrości Salomona, żeby otwierać usta i mówić rozsądnie.
Nie musimy być tak odważni jak Dawid, żeby pokonać życiowego Goliata.

Możemy brać z nich przykład, możemy uczyć się z ich życia, ale.. ty i ja mamy swoje własne zasoby, perfekcyjnie dostosowane do naszego życia i wyzwań, które przed nami stoją.

Dobry Bóg wyposażył nas we wszystko, co jest nam potrzebne na dzisiaj, na jutro, na za kilka lat..
W Bogu i z Bogiem mamy wystarczająco.

Często czujemy się tak duchowi, jak duchowa była nasza ostania reakcja, słowa czy działanie.
Myślimy, że mamy tyle cierpliwości, ile jesteśmy w stanie w sobie wykrzesać tu i teraz.
Tyle miłości, ile jesteśmy w stanie okazać tu i teraz... a to kłamstwo.
Jest więcej.
Masz o wiele więcej niż używasz.

Więcej, niż ta odrobina cierpliwości, którą okazałaś dziś rano.
Więcej, niż ta wątłe siły, z którymi przywitałaś dzień.
Więcej niż te negatywne nastawienie i niszczące myśli z którymi ten dzień kończysz.
Musisz tylko wyciągnąć po to rękę. Wiarą.

Zacznij od pozbycia się nic nie wartych śmieci ze swojego życia.
Pozbądź się tego co wybrakowane, niepasujące, zniszczone i brzydkie. Wyrzuć wszystko, co zagraca twoje wnętrze, a wtedy odkryjesz zasoby, w które Bóg wyposażył cię w dniu, w którym pojawił się w twoim życiu.
Módl się i proś Boga o mądrość do korzystania z nich w pełni.

Masz wystarczająco dużo mądrości, żeby wychować swoje dzieci. Ale może musisz przemodlić swoją drogę do jej pokładów? (List Jakuba 1;5)
Masz wystarczająco dużo siły, żeby przejść przez ten czas pełen wyzwań. Ale może musisz wyciągnąć ją spod warstwy strachu, troski i narzekania?
Masz wystarczające umiejętności, żeby wykonać pracę powierzoną ci przez Boga. Może musisz po prostu odłożyć gdzieś na bok próby zadowalania innych ludzi  i służyć tylko dla Bożych pochwał tym, czym obdarzył cię tak hojnie?

Masz wystarczająco dużo wiary, żeby trzymać się tego, co obiecał ci Bóg.
Masz wystarczająco dużo radości, żeby dzielić się nią z pogrążoną w smutku przyjaciółką.
Masz wystarczająco dużo pokoju, żeby przespać w końcu całą noc spokojnie.
Masz wystarczająco.
Masz wszystko.

Bo jeśli masz Chrystusa, masz wszystko czego potrzebujesz.

Razem z Bogiem sięgaj po więcej.
Bo jest więcej.
Więcej niż myślisz.
Więcej niż używasz.








Dzień dobry?

23.11.18 Komentarze 5

Wczorajszy dzień nazwałam dobrym.
Nie dlatego, że samo dobro mnie wczoraj spotkało.
Nie dlatego, że Syn dobre oceny przyniósł ze szkoły.
Nie dlatego, że dobrą kawą zaczęłam dzień.
Nie, wcale nie dlatego.

Wczorajszy dzień nazwałam udanym, chociaż nie wszystko wczoraj mi się udało.

Wczorajszy dzień nazwałam owocnym pomimo, że na owoce wczorajszych decyzji przyjdzie mi jeszcze poczekać nie jeden dzień, miesiąc, a może i całe lata... Bo ciągle jeszcze są zielone, ciągle małe. Potrzebują jeszcze czasu, ogromu mojej cierpliwości i pracy żeby dojrzeć i cieszyć moje oczy.

Wczorajszy dzień nazwałam pięknym, bo taki był.
Choć nie według popularnych standardów piękna.

Wczorajszy dzień nazwałam szczęśliwym.
Chociaż miałam na co narzekać. Miałam powody do smutku i zmartwień, jak każda z was.

Może ktoś patrząc na mnie z boku, wczorajszego dnia wcale nie nazwałby ani dobrym, ani udanym, ani owocnym.
Na pewno nie pięknym.
I zdecydowanie nie jednym z tych szczęśliwych.

Bo to był taki dzień jakich w życiu wiele. Najwięcej.
Przeciętny.
Nieprzewidywalny i pełen wyzwań, ale nie zawsze tych, na które się czeka.
Zupełnie niedoskonały w porównaniu do doskonałych chwil uwiecznionych na niejednym instagramowym koncie.
Męczący.

Czy zapytana o scenariusz twojego dobrego dnia, nie wspomniałabyś czasem o gorącej kawie wypitej przed wyjściem z domu w ulubionej filiżance? Czy nie byłoby w nim miejsca na spotkanie z Bogiem tuż po przebudzeniu i na długą wieczorną kąpiel?
Czy nie opowiedziałabyś mi o domu pachnącym czystością, posłusznych dzieciach, zapachu ulubionego ciasta i świeżo upranej pościeli?

Może dobry dzień dla ciebie to dzień bez przeszkód, bez zmagań, pytań, zmartwień, bałaganu i pośpiechu. Może to taki dzień, w którym dzieci nie marudzą, w którym nic nie boli, a zmęczenie nie odbiera ci radości ulotnych chwil?
Czy pozwolisz mi zakłócić ten bajkowy obraz? Dasz sobie powiedzieć, że tak wcale nie wygląda dobry dzień?
Tak wygląda dzień idealny, a takie dni są prawie nierealne.
Nie po tej stronie nieba.

Mierzymy nasze dni nieodpowiednią miarą i dlatego tak często jesteśmy nimi rozczarowane.
Zbyt wysokie wymagania wobec życia nie pozwalają nam cieszyć się nim w pełni.

Czasami przekreślamy niektóre dni tylko dlatego, że stawiamy je w sztucznym świetle, które zniekształca rzeczywistość.
A prawdziwe Światło jest jedno. Bez Niego życie jest często nijakie i szare, bo przeżywane w cieniu zmartwień, żalów i nierealnych oczekiwań.
Wiesz jaka moc tkwi w przynoszeniu nawet  najciemniejszych dni w obecność prawdziwego Światła?
Światło przepędza mrok.
Światło świeci w ciemności i ciemność go nie ogarnęła. (Jan 1;5)

Czytamy, że to DZISIAJ jest dzień, który PAN uczynił. 
Świętujmy go z wielkim weselem! (Psalm 118;24)

Dzisiaj.
Dzisiaj jest ten dobry, piękny, szczęśliwy dzień, w którym możemy znaleźć radość i spełnienie.

Niestety mamy zwyczaj budowania dobrych dni na fundamencie dobrych emocji, dobrego zachowania naszych dzieci, dobrych opinii na nasz temat, dobrej oceny efektów naszej pracy... a to zdradliwy fundament, uzależniony od czynników nie zawsze zależnych od nas, zmiennych i nieprzewidywalnych.
To budowla budowana na piasku, która prędzej czy później skończy się wielkim rozczarowaniem.

Ale kiedy tylko przyłożymy Bożą miarę do naszej codzienności to z łatwością odkryjemy, że dobry, udany, owocny, piękny i szczęśliwy dzień nie jest zarezerwowany tylko dla wybranych.
Taki dzień może być i mój i twój.
Jest na wyciągnięcie ręki.
Wystarczy inne Światło. Wystarczy odpowiednia perspektywa. Wystarczy celebracja małych sukcesów i nawet najdrobniejszych zwycięstw.

Nie wszystko musi pójść po twojej myśli. Wystarczy, że twoje myśli skierujesz w odpowiednim kierunku.
W kierunku Dawcy DOBRYCH dni.

Mogłam nazwać ten trudny dzień dobrym, bo mój BÓG jest dobry.
.
Mogłam nazwać ten dzień u-danym, bo był mi dany z JEGO ręki.
.
Mogłam nazwać ten dzień pięknym, bo JEGO piękno widzę w oczach moich dzieci, nawet kiedy się złoszczą. Widzę je w zachodzie słońca i w tych wszystkich wzruszających wiadomościach od was.
.
Mogłam nazwać ten dzień owocnym, bo wiem, że OJCIEC pomnoży moje wysiłki i już dzisiaj, oczami wiary, mogę podziwiać obfity plon zasianych słów, gestów, myśli, nawyków...
.
Mogłam nazwać ten dzień szczęśliwym, bo bez względu na wszystko ON znowu był blisko. Bliżej niż mój oddech.
A moim szczęściem jest być blisko mojego TATY. (Psalm 73;28)



On jest

16.11.18 Komentarze 3

Tyle razy czytałam w Biblii fragmenty, w których Bóg mówił o sobie: JA JESTEM i zawsze podświadomie czekałam na ciąg dalszy.
Tak jakby piszący zapomniał dopisać reszty, jakby czegoś brakowało, a przecież Bóg jest wszystkim we wszystkim. Jest całkowity i pełny.
Nie myli się.
Nie zapomina.
Nie ma mowy o niedopatrzeniu czy błędzie.


Bóg pokazał mi jednak piękne wytłumaczenie swojego cudownego imienia JA JESTEM.
Teraz widzę, że JA JESTEM jest pełnią.
Pełnym, zupełnym i skończonym imieniem mojego cudownego Boga.

Bóg mówi o sobie JA JESTEM a ja i ty, chwila za chwilą 'uzupełniamy' Jego imię. Tak jakbyśmy dopisywali ciąg dalszy w zależności od tego co właśnie przeżywamy, z czym się zmagamy i czego potrzebujemy.

JA JESTEM zawiera w sobie wszystko. Jest kompletne.
Nasz Ojciec nie tylko wie czego potrzebujemy, ale ON JEST wszystkim, czego potrzebujemy.

Jeśli ON JEST, ja nie muszę być.
Jeśli ON JEST, ja nie muszę szukać nigdzie indziej.

Bóg jest JA JESTEM.
ON JEST wszystkim, czego potrzebujesz.
ON JEST Tym, którego potrzebujesz.
ON JEST uzupełnieniem twoich braków.
ON JEST rozwiązaniem twoich problemów.

ON JEST kochającym Ojcem
ON JEST Pocieszycielem.
ON JEST Twierdzą.
ON JEST Przewodnikiem.
ON JEST!

Kiedy mówię: jestem słaba,
On mówi: JA JESTEM silny.
Kiedy mówię: jestem zraniona,
On mówi: JA JESTEM twoim Lekarzem.

Kiedy mówię: boję się,
On mówi: JA JESTEM twoim bezpieczeństwem.
Kiedy jestem pełna niepokoju,
On mówi: JA JESTEM twoim pokojem.
Kiedy potrzebuję inspiracji,
ON JEST moją inspiracją.

Potrzebujesz mądrości?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją mądrością
Potrzebujesz miłości?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją miłością.
Potrzebujesz nadziei?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją nadzieją.
Potrzebujesz radości?
Bóg mówi: JA JESTEM twoją radością.

Wystarczy, że przyjmiesz to wiarą.
Wystarczy, że przestaniesz gonić za zamiennikami Jedynego  i pozwolisz JEMU BYĆ tym wszystkim, czym tylko ON może BYĆ.
Czym nic innego ani nikt inny być nie może.
Bo zakupy i kolejna sukienka nigdy nie miała być źródłem radości.
Drugi człowiek nigdy nie miał stać się całym światem.
Jedzenie nie miało być pocieszeniem.
Odwet nie miał przynosić ulgi.
Kolejny kieliszek nie miał dodawać odwagi.
Tytuł, pieniądze i stanowisko nie miały stanowić o naszej wartości.

Tylko ON JEST tym, czego szukasz dzisiaj i czego będziesz potrzebować jutro.

Jeśli masz wszystko, a jednak ciągle czujesz pustkę - ON JEST jej wypełnieniem.
Bo w życiu każdego człowieka jest pustka w kształcie Boga.
Ta pustka nie ma kształtu  mężczyzny, chociaż dzisiaj tak mocno wierzysz, że to właśnie on ją wypełni.
Ta pustka nie ma kształtu dziecka, którego pragniesz ani rozmiaru spodni, do którego dążysz za wszelką cenę.
W to miejsce nie wpasują się żadne pieniądze, żadna pasja, żadne spełnione marzenie.
Nic!
I dopóki całkowicie nie poddamy się tej prawdzie, całe życie będziemy szukać, pragnąć i błądzić, pokładając nadzieję w stworzeniu zamiast w Stwórcy.

ON JEST brakującym elementem układanki twojego cennego życia.
Dzisiaj, jutro i na wieki.


Odwagi! JA JESTEM, nie bójcie się! 
                                                      Ew. Mateusza 14;27


Czym ON JEST dla ciebie dzisiaj?
Czym mógłby być, gdybyś tylko zechciała?
Przestań w końcu szukać po omacku i oddaj się Wszechmogącemu.
Warto moja Droga. Oj jak bardzo warto...








Pierwszy

7.11.18 Komentarze 2

Gdyby tylko był naszą pierwszą myślą co rano i tą ostatnią, kojącą, po zagonionym dniu.
Gdyby tylko był naszą pierwszą opcją, a nie ostatnią deską ratunku.
Gdyby był wszystkim, a nie tylko okazjonalnym dodatkiem do wypełnionego po brzegi życia.

Gdyby tylko naszym pierwszym i ostatnim słowem każdego dnia było proste i szczere dziękuję, bez względu na to co się wydarzy i bez względu na to, co było.
Gdyby tylko naszym pierwszym i ostatnim gestem było złożenie rąk do modlitwy.
Gdybyśmy tylko codziennie zanurzali się w Jego pokoju. W tym, którego świat nam dać nie może.

Gdybyśmy tylko wsłuchiwali się w Jego szept jeszcze przed zgiełkiem dnia, przed hałasem i krzykiem codzienności.
Gdyby tylko On sam stał się naszą ucieczką w trudnym czasie. Nie nałogi, nie chwilowe przyjemności, nie światowe podróbki szczęścia.

Gdybyśmy tylko w końcu zrozumieli, że wszystko to za czym biegamy, On chce nam po prostu dać. Gdybyśmy tylko chcieli zwolnić i zauważyć Jego wyciągnięte ręce.

Gdyby tylko zawsze był PIERWSZY
.
Nie zaraz po...
Nie drugi, trzeci, dziesiąty.
Nie od czasu do czasu.
Nie od święta.
Nie w kryzysie.
Nie zapchajdziurą w wypełnionym po brzegi kalendarzu.


Jak wyglądałoby nasze życie dzisiaj, gdybyśmy wrócili do tej gorącej, pierwszej miłości do Boga?
Jak mogłoby być, gdybyśmy zaczęli brzydzić się naszą letniością i znowu zaczęli ufać Mu jak wtedy, cieszyć się Nim jak wtedy, słuchać Go jak wtedy, opowiadać innym o Jego miłości dokładnie tak, jak wtedy...?

Jak wyglądałyby nasze relacje i nasze reakcje, gdyby czas spędzany w Jego bliskości na nowo stał się dla nas radością i przywilejem? Potrzebą spragnionego serca, a nie kolejnym obowiązkiem na liście?

Bo przecież zanim zaczniemy mówić, musimy wiedzieć co.
'Mówcie tylko o tym, co dobre, dla zbudowania w potrzebie, tak by na słuchających mogła spływać łaska.' Efezjan 4;29

Zanim zrobimy kolejny krok, musimy upewnić się gdzie.
'A gdy będziecie chcieli iść w prawo albo w lewo, twoje uszy usłyszą słowo odzywające się do ciebie z tyłu: To jest droga, którą macie chodzić!' Izajasz 30,21

Zanim zaczniemy żyć, musisz nauczyć się jak. Musimy wiedzieć, jak poukładać priorytety w naszej codzienności, żeby naprawdę była cudem. Żeby wszystko do siebie pasowało, tworzyło spójną całość i nie runęło jak domek z kart przy pierwszej lepszej trudności.
'Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.' Ew. Mateusza 6;33

Zły wie, że kiedy tylko uda mu się zapełnić twój dzień tak bardzo, że nie znajdziesz w nim ani chwili dla Boga, będziesz słaba.
Będziesz pusta i zaczniesz szukać wypełnienia tam, gdzie wcale nie powinnaś go szukać.
Będziesz pełna niepokoju i obawy o jutro.
Zabraknie ci radości.
Zabraknie ci łagodności, cierpliwości, dobrego słowa, pokoju...

Zapomnisz, że powinnaś wybaczyć, bo tobie wybaczono.
Zapomnisz, że powinnaś kochać, bo sama jesteś kochana.
Zapomnisz, bo łatwo jest zapomnieć.

Staniesz bezbronna wobec ataków złego - niszczących myśli, negatywnych słów innych ludzi i pokus, które najpierw dają chwilową przyjemność i poczucie ulgi na jakiś czas, żeby potem zostawić nas z poczuciem winy, z którym trudno sobie poradzić.

Kiedy nie spędzam czasu wsłuchując się w Boży głos muszę liczyć się z tym, że zamiast narzędziem w ręku Boga, będę pionkiem w rękach przeciwnika.

'Jezus nie jest jedynym pasterzem. On jest jedynym dobrym Pasterzem.'  Levi Lusko

Dlatego zatrzymaj się dzisiaj na chwilę i pomyśl, za kim idziesz.
Kto cię prowadzi?
Kogo naśladujesz?
Czyjego głosu słuchasz?
Jesteś narzędziem czy pionkiem?

Codziennie podejmujemy decyzję, która nadaje naszej codzienności głębię. Taki prawdziwy sens.
Decyzja o naszej bliskości z Bogiem zaowocuje nie tylko w naszym życiu, ale również w życiu naszej rodziny, przyjaciół i przypadkowo spotkanych ludzi.

Możesz świecić tylko wtedy, kiedy staniesz blisko Światła.
Możesz dawać tylko wtedy, kiedy sama zaczniesz czerpać ze Źródła.

W życiu nie chodzi o to, żeby chcieć więcej od Boga, ale chcieć więcej Boga. 
Wtedy wszystko inne będzie nam dodane.
Naprawdę.

Dlatego nie daj sobie wmówić, że nie masz czasu, że może kiedyś będzie go więcej, że nie teraz, nie dzisiaj...
Zbliżaj się do Niego, a On zbliży się do ciebie. (Jakuba 4;8)

Kiedy zakosztujesz Chrystusa naprawdę, nic w twoim życiu już nigdy nie będzie smakować lepiej niż On.
Spróbuj i rozkoszuj się Nim.
Codziennie.

O, jak szczęśliwy jest człowiek, który swą siłę ma w Tobie,
A w sercu pragnienie, by wciąż być bliżej Ciebie.

Taki, idąc doliną płaczu, potrafi zamienić ją w źródło,
Powodzeniem okrywa mu ją wczesny deszcz.

Wciąż będzie doznawał posilenia,
Aż się zjawi u Boga na Syjonie.

Psalm 84; 5-8





Tanie gadanie

17.10.18 Komentarze 3

Słowa niezwykle staniały.
Rozmnożyły się, a straciły na wartości.

Czujemy przesyt ilością usłyszanych treści, ale ciągle jesteśmy głodni słów.
Tych przepełnionych miłością, słów wdzięczności, akceptacji, zachęty i zrozumienia. Tych jest jakby coraz mniej.
Za to tak popularna w ostatnich latach wolność słowa wydaje się otwierać coraz więcej drzwi do mówienia wszystkiego, wszędzie i wszystkim.
Łapiemy jeszcze większy wiatr w żagle, kiedy mamy szansę napisać komuś coś zupełnie anonimowo. No istny raj!

Słowa stały się bronią, chociaż miały być narzędziem. Wygrywa ten, kto zada cios bardziej precyzyjnie, kto potrafi odpowiedzieć szybciej trafiając w najczulszy punkt.
Słowa miały wnosić życie, a nieraz niosą śmierć, zwątpienie, ekstremalnie niskie poczucie własnej wartości. Sieją ogromne spustoszenie w życiu dzieci, rzutując na ich dorosłe życie.

Coraz częściej słowa niszczą, chociaż według zamysłu Stwórcy miały budować.
Naprawdę piękne rzeczy słowa mogłyby zbudować, gdybyśmy tylko chcieli uczyć się używać ich w mądry i wartościowy sposób. Gdybyśmy częściej modlili się słowami Psalmu 141 'Panie, postaw straż przy moich ustach, przypilnuj drzwi moich warg.'

I że cię nie opuszczę aż do śmierci nie niesie ze sobą już tej wartości co kiedyś.
Przyjaciel, to nawet ten, którego widzimy drugi raz w życiu.
Obiecuję okazuje się słowem bez pokrycia, wypowiadanym pod wpływem emocji i chwilowego uniesienia.
Na zawsze oznacza nie więcej niż tak długo, jak będę mieć ochotę...

Dzisiaj wszystko musi być zapisane i podpisane. Tak bardzo brakuje zwykłego dotrzymywania słowa.
Tak lekko przychodzi nam podawanie dat i godzin. Obiecujemy coraz bardziej bezmyślnie: zrobię, załatwię, podjadę, oddam, przyjdę, powiem, przekażę...
A czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak na nasze obietnice patrzy Bóg? Czy to czasem nie jest tak, że obietnice bez pokrycia przekształcają się w kłamstwo?
Bo skoro mówisz, że nikomu nie powiesz, a rozpowiadasz wszystkim dookoła, to czy twoich zapewnień nie można nazwać kłamstwem?
...

Lepiej przyznać czasami: nie dam rady, niż sprawić komuś zawód.
Mądrzej jest odmówić od razu i dzięki temu nie stracić czyjeś zaufanie. Sama wiesz, jak trudno jest je potem odbudować.


Przyznaję, że mówię za dużo.
Mówię za dużo niepotrzebnie. Za dużo słów mi ucieka, wymyka się z błahych powodów: bo głupio nic nie mówić, bo mnie poniosło, bo rozmowę chcę jakoś podkręcić, bo słyszałam to czy tamto i aż żal nie powtórzyć.
Bo ktoś mnie zdenerwował i muszę się wygadać.

Ale zaczynam doceniać minimalizm w słowach.
Odkrywam powoli ogromną potęgę milczenia, ale i moc odpowiednio dobranych słów.
Chcę wrócić do uważności w mówieniu i do obdarowywania drugiego człowieka słowem.
Słowem miłym, szczerym, życiodajnym.

Język w Biblii nazwany jest 'krnąbrnym złem, pełnym śmiercionośnego jadu.' List Jakuba 3;8
Bóg mówi też, że język potrafi splamić całe ciało i rozpalony przez zło miejsca kary wprawić w ruch koło najniższych skłonności. (List Jakuba 3;6)
Mocne.

Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiemy, zdamy sprawę przed Bogiem. (Mateusza 12;36)
Myślałaś kiedyś o tym?
Z każdego. Jednego. Bezużytecznego. Słowa.
To też jest mocne i też prawdziwe.

Ten fragment na nowo we mnie odżył. Częściej gryzę się w język, częściej unikam dyskusji, które i tak donikąd nie prowadzą.
Bardziej uważam na to co mówię i w jaki sposób to robię w gronie moich najbliższych. Bo prawda jest taka, że przy nich niestety najłatwiej nam tracić kontrolę. Przecież kochają, przecież wybaczą... I pewnie wybaczą, ale zasiane w nich słowa w końcu wydają owoc. Jaki on będzie? To zależy od tego, co zasiałaś.
Pomyśl przez chwilę, co udało ci się zasiać w sercach swoich dzieci dzisiaj.
Przed chwilą, przy śniadaniu, podczas spaceru...
Może mogłabyś coś zmienić? Coś ulepszyć? Coś dodać? Albo czegoś postarać się już nigdy więcej nie powiedzieć...?
Ja wiem, że mogę. Mogę siać lepiej.

Nasze słowa mówią bardzo wyraźnie o stanie naszego serca. Odkrywają wszystko co w sobie mieści, a co na co dzień często udaje się nam ukrywać.
Wszystkie żale, złości, nieprzebaczenie, brudne myśli. Wszystkie braki i cały nadmiar niepotrzebnych śmieci.
Z obfitości serca mówią usta czy tego chcesz, czy nie. (Łukasza 6;45)

Dlatego nieraz zastanawiam się, co mówią o mnie moje słowa. Bo one tak wiele mówią o nas.
O mnie i o tobie.
I chociaż może akurat mówimy o kimś innym, to sposób w jaki to robimy, słowa których używamy, emocje, które temu towarzyszą, ton, mowa naszego ciała.. to wszystko opowiada o naszym sercu i o tym, jak mamy się w środku.
Możemy być nadzy nawet o tym nie wiedząc. Stać totalnie obnażeni, chociaż w nowych spodniach i modnym, jesiennym płaszczu.

Niech no tylko coś pójdzie nie tak.
Niech no tylko ktoś nas zdenerwuje.
Niech no tylko emocje sięgną zenitu.

Dobór słów opowiada o tym, co nosimy w sobie. Wyjawia, co tak naprawdę kryje się za naszym szerokim uśmiechem.
Tematy, które poruszamy wołają na nasz temat.
Momenty w których milczymy, krzyczą o naszym charakterze.

Nasze słowa staną się darem dla tych, którzy słuchają. Taką inwestycją w drugiego człowieka.
Niech będą tak precyzyjnie dobrane jak torebka do najnowszej sukienki.
Dopieszczone jak makijaż na ważną uroczystość.
Nieprzypadkowe.
Jak składniki twojego ulubionego dania.

Powiedz komplement tylko wtedy, kiedy naprawdę masz go na myśli.
Obiecuj, kiedy naprawdę chcesz i możesz dotrzymać słowa.
Daj słowo, ale tylko szczere. Bogate w treść i znaczenie.


Niech z waszych ust nie wychodzi żadne zepsute słowo.

Mówcie tylko o tym, co dobre, dla zbudowania w potrzebie, 
tak by na słuchających mogła spływać łaska.
                                                                         Efezjan 4;29


Chociaż nikt z ludzi nie ujarzmił jeszcze języka (List Jakuba 3;8) to pamiętaj, że masz Boga, z którym wszystko jest możliwe.
Dla Niego i z Nim nie ma rzeczy niewykonalnych.
No nie ma!

Niech nasze gadanie nie będzie tanie.
Niech niesie Bożą wartość i ubogaca każdego, kto nas słucha.


Walcz za mnie

11.10.18 Komentarze 7

Możesz nazywać to jak chcesz: problem, zmartwienie, troska, trudność, kłopot, utrapienie, przeszkoda, niedogodność... ale to tylko synonimy.
Jedno jest pewne - walczysz.

Walczysz w myślach i słowach.
W pracy, w szkole, w urzędzie.
W małżeństwie. O małżeństwo.
Ze sobą, z chorobą, z nastolatkiem, z depresją i zniechęceniem.

Każdy dzień to pewnego rodzaju walka.
Każdy z nas ma to coś, co wraca w myślach jak bumerang. Co okrada nas z radości - czasami na moment, a innym razem na całe tygodnie.
To coś może mocno boleć, a może tylko lekko uwierać.
Może być wielkim głazem na naszej drodze, albo tylko zwykłym kamieniem.
Każdy z nas z czymś się zmaga.
Każdy z nas czasami czuje się bezradny wobec faktów i otaczającej go rzeczywistości.

Nie raz miotamy się w tej bezsilności i próbujemy zdziałać coś sami, wywołując jedynie szyderczy uśmiech przeciwnika.


Ale ty przestań się miotać.
Pozwól Bogu się o ciebie zatroszczyć.
Pozwól Mu zadziałać. 
Nie rezygnuj z walki, ale oddaj Jemu dowodzenie - On będzie walczył za ciebie.

On cię obroni.
On wstawi się za tobą.
On włoży w twoje ręce zwycięstwo.

Nie wiem jak ty, ale ja zapominam czasami do Kogo należę.
Zapominam, że to mój Tata trzyma w rękach całą władzę. Mój Tata, który kocha mnie ponad wszystko! On ma moc i wszystko jest mu podległe.

Jestem tak bardzo zajęta wymyślaniem doskonałego planu i taktyki mojej bitwy, że nie słyszę jak mówi:
Ja to załatwię. 
Zostaw to mnie.
Ta bitwa należy do mnie.

Czasami przychodzą momenty, w których załamuję ręce bo nic, zupełnie nic już nie zależy ode mnie, nic już nie mogę zrobić, nic załatwić. Nie ma ani jednych drzwi, do których mogłabym zapukać z prośbą o pomoc, ani jednej 'wpływowej' osoby w zasięgu.
Dopiero wtedy jestem w stanie usłyszeć Jego szept przepełniony miłością:
Oddaj mi broń. Będę walczył za Ciebie, Córeczko.

Wsłuchaj się uważnie. Może też usłyszysz te same słowa...?

Wiem, że czasami najważniejsza walka jaką stoczymy jest ta z samym sobą.
Walka o to, żeby przestać walczyć swoimi metodami, żeby odłożyć dumę gdzieś na bok i zaufać Bogu.

Wiem też, że nie warto po swojemu. Nie ma sensu na własną rękę. Za wszelką cenę, po trupach do celu.
Zrób to, co należy do ciebie - idź do lekarza i wykup receptę.
Kochaj i szanuj męża.
Rozmawiaj z dziećmi, dyscyplinuj je, odpowiedz na ich potrzeby.
Pracuj najlepiej jak potrafisz, nie zaniedbuj swoich obowiązków, spełnij zobowiązania.
Dbaj o siebie.
Idź na spotkanie.
Podpisz co trzeba... tego nikt nie zrobi za ciebie, ale prawdziwą walkę zostaw Wszechmocnemu.
Tą za kulisami tych codziennych, przyziemnych zajęć, w których jesteś wierna.

Zamiast załamywać ręce - podnieś je w górę w uwielbieniu.
I wołaj. Wołaj do Ojca w niebie.

Jest taka krótka modlitwa - moja ulubiona w ostatnim czasie - która w kilka chwil wnosi w moje życie pokój.
Pomaga mi zabrać problem z moich myśli, położyć Go u Bożych stóp i tam go zostawić.
Zamiast na problemie, skupiam się na Tym, który może go rozwiązać.
Mówię krótko: Panie, walcz za mnie.

Walcz z tą chorobą.
Walcz z uporem mojego dziecka.
Walcz ze wszystkim, co jest poza zasięgiem mojego wpływu.

Walcz, kiedy brakuje mi siły.
Walcz, kiedy przeciwnik atakuje.
Walcz za mnie, Tato. Sama nie dam rady.

A potem patrzę jak mnie broni. A robi to w pięknym stylu. Często znajduje sposób, który dla mnie był zupełnie nieosiągalny.
Przedziwne są jego taktyki. Nie do podrobienia.

Ktoś zmienia decyzje na moją korzyść.
Odbieram telefon z rozwiązaniem.
W najbardziej odpowiednim czasie przychodzi odpowiednia pomoc.
Zakręcona droga się prostuje.
Nagle niemożliwe staje się możliwe.
Dzieją się cuda. Najprawdziwsze i zadziwiające.


Pan, wasz Bóg, który idzie przed wami, On będzie walczył za was! Zatroszczy się też o was tak, jak na pustyni, gdzie Pan, wasz Bóg, nosił was niczym ojciec nosi swego syna, i to przez całą drogę... 
                                                                                                Ks. Powtórzonego Prawa 1;30-31


Bóg zawalczy w naszych bitwach i utoruje drogę tam, gdzie nigdy wcześniej jej nie było.
A kiedy kurz po bitwie opadnie, będziemy mogli spokojnie iść po niej w dalszą drogę...
Już jako zwycięzcy.






Dzisiaj

8.10.18 Komentarze 12

Nie lubię czytać powieści. Żadna mnie jeszcze nie wciągnęła na poważnie.
Za to bardzo lubię poradniki i książki, z których mogę nauczyć się czegoś praktycznego. Pogłębić wiedzę na tematy, które mnie interesują, a potem użyć jej w codziennym życiu.

Czasami myślę, że nawet za bardzo lubię czytać tego typu książki.
Kupuję i czytam. Czytam jedną, a potem szybko biorę się za coś nowego.
Często do niektórych wracam. Do mądrych fragmentów, fajnych rad i prostych rozwiązań.
Czytam i znowu odkładam na półkę.

Te książki wyciszają moje sumienie. Dają wrażenie, że zrobiłam krok w przód, podczas gdy tak naprawdę ciągle stoję w miejscu.
Spisuję listy, snuję plany i roztaczam wizję, a tak naprawdę... oszukuję samą siebie.

Dużo łatwiej czytać o zmianach, niż wprowadzić je w życie.

Od jutra.
Od poniedziałku.
Z początkiem miesiąca.
W nowym roku...

Teraz jestem za bardzo zajęta.
Teraz nie mam czasu.
Przy dzieciach nie mam takich możliwości.

Kiedy dorosną.
Kiedy zarobię.
Kiedy będzie taka potrzeba to wtedy...


Lubimy wmówić sobie, że potrzebujemy profesjonalnego stroju do biegania, żeby zacząć biegać. A tymczasem wystarczą schodzone adidasy i te krótkie spodenki, w których przechodziłaś całe lato.
Do biegania nie potrzebujemy pięknej trasy przy lesie ani modnego bidonu. Nie jest nam potrzebna aplikacja na telefon ani inne gadżety. Musisz po prostu to zrobić. Wyjść i biec.
Tylko tyle i aż tyle.

Wydaje nam się, że potrzebujemy wiedzieć jeszcze więcej o zdrowym odżywianiu i najnowszych wynikach badań, zanim wprowadzimy jakieś sensowne zmiany w swoim życiu.
A prawda jest taka, że nie musimy poznać najlepszego przepisu na zielony koktajl, kupić nasion chia i masła ghee.
Wystarczy zrobić sobie najzwyklejszą owsiankę na śniadanie i dodać do niej przejrzałego banana, którego nikt nie chce zjeść i posypać słonecznikiem, który kurzy się gdzieś na dnie szuflady... punkt dla ciebie moja Droga.

Łudzimy się, że dobry sprzęt, drogi kurs, wizyta u profesjonalisty, lektura tej czy tamtej książki sprawi, że zmienimy swoje życie.
A to bzdura!
Może na chwilę poczujesz się zmotywowana.
Może na jakiś czas będziesz zachęcona do wprowadzenia zmian.
Może poznasz odpowiedź na pytanie: jak?.. ale nic, zupełnie nic się nie zmieni, jeśli nie podejmiesz działania.

Jeśli chcesz coś zmienić - to zmień.
Bez zmian, nie zobaczysz... zmian.
Nie ma innej drogi.

Prawdziwa zmiana ma miejsce wtedy, kiedy myśl o pozostaniu w tym miejscu, w którym tkwisz dzisiaj, wywołuje w tobie większy dyskomfort, od tego związanego z samą zmianą.
Przeczytaj to zdanie jeszcze raz.
Ma głęboki sens. Obiecuję.

Wiesz... zmiana i komfort rzadko idą w parze. Nie jest im po drodze w samym środku zmian.
Rozwojowi towarzyszy poświęcenie i chwile niewygody. Łączy się z walką z własnymi słabościami i lękami, z samym sobą.

Nieraz stajemy na przeciwko przeciwnika, który tylko czeka na naszą chwilę zawahania zwłaszcza wtedy, kiedy naszym celem jest duchowa dojrzałość i rozwój dla Bożej chwały.

Pamiętaj, że jesteś tym co robisz, a nie tym, co postanowiłaś zrobić, co zaplanowałaś zrobić i co mówisz, że zrobisz.
Nawet zapisanie czegoś w kalendarzu nie zrobi z ciebie wykonawcy - aczkolwiek może znacznie przybliżyć cię do realizacji.
Jednak sama wiesz, że prawie robi wielką różnicę.

Naprawdę musisz poczytać o tym jak poprawić relacje w swoim małżeństwie?
Jak przybliżyć się do Boga?
Jak schudnąć kilka kilogramów?
Przecież ty wiesz jak! Znasz podstawy.

Zacznij tam gdzie jesteś, a potem pogłębiaj swoją wiedzę.
Nie popełniaj mojego błędu - nie usprawiedliwiaj swojego lenistwa brakiem wiedzy czy odpowiednich narzędzi.
Nie zagłuszaj potrzeby zmiany czytaniem o zmianach.

Jestem pewna, że jeśli każda z nas wykorzystałaby swoją aktualną wiedzę i możliwości, byłybyśmy już dawno na drodze do zwycięstwa w tej sferze naszego życia, w której chcemy widzieć zmiany.

Więcej radości w życiu? Proszę bardzo.
Znasz ten cytat, że szczęście to wewnętrzna praca? Weź się do roboty i pracuj nad swoimi myślami i nastawieniem.
Od teraz!


Zdrowie i energia? Nie ma sprawy.
Przecież wszystkie wiemy, że kluczem do sukcesu jest więcej ruchu, zieleniny, warzyw. Do tego wystarczająca ilość snu i nawadnianie organizmu.
Może pójdziesz teraz po szklankę wody?

Lepsze relacje z dziećmi? Da się zrobić.
Odłóż komórkę, zamknij komputer i słuchaj ich patrząc im głęboko w oczy. Przytul. Poświęć im swoją niczym niezmąconą uwagę, choćby tylko te dziesięć minut przed snem.
Już teraz zdecyduj następnym razem okazać łaskę zamiast złości.
Powiedz przepraszam, jeśli cię poniosło. Tak, ty też możesz czasami popełnić błąd, a potem za niego przeprosić.

Przecież wiesz to wszystko.
Na co czekasz?
Nigdy nie będzie lepszej chwili od tej, która jest TERAZ.

To co wiemy dzisiaj wystarczy, żeby zacząć działać.
Prawda jest taka, że jeśli dzisiaj nie zaczniesz, to tak naprawdę nie chcesz zacząć wcale.
Działanie wypełnia nas strachem przed porażką, ale hej! Czy nie pisałam już nieraz o tym, że wszystko możemy w Chrystusie? W tym, który wzmacnia nas we wszystkim z czym się zmagamy?
To dzięki Niemu mamy siłę.
To dzięki Niemu mamy chęci.
To od Niego pochodzi wykonanie.


Bo jeśli jest gotowość, to liczy się ona wtedy, 
gdy coś z sobą niesie, 
a nie wtedy, gdy nic za nią nie stoi. 
                                                                                                              II Koryntian 8;12

Chcesz?
Pokaż swoim życiem jak bardzo ci zależy.
Niech za naszym chceniem stoi wykonanie, praca, czyn!

Dopóki nie podejmiesz konkretnego działania, podjęcie decyzji jest zupełnie martwe.
Dobre chęci nigdzie cię nie zaprowadzą, a na pewno nie tam, gdzie chcesz być.

Zdecydowałaś, że będziesz bardziej cierpliwą mamą? Świetnie! Ale co w tym celu zrobiłaś? Jakie kroki podjęłaś, żeby zrealizować swoje piękne postanowienie?

Postanowiłaś, że w końcu uporasz się z ciągłym zmęczeniem? Cudownie! Ja też. Kilka lat temu.
A dzisiaj, piętnaście książek dalej, kilka wizyt u lekarza, dziesiątki zmarnowanych na planowanie zmian godzin i kilkanaście prób zmian później - wciąż stoję w miejscu.
Wciąż jestem zmęczona.
Wciąż, przez większość czasu trudno mi pozbierać myśli i poczuć, że żyję. Że mam energię do życia.
A uwierz mi, że wiedzę mam co najmniej wystarczającą, żeby poczuć się świetnie.



Potrafi wziąć się do pracy i pracować wytrwale. 
                                                                     Przypowieści Salomona 31;17

Dzisiaj kończę jedynie czytać poradniki i zaczynam żyć przeczytaną wiedzą.
Dzisiaj zamykam usta i otwieram kalendarz planując kolejny krok.

Nie będę już dłużej stać w miejscu. Pójdę w dobrą stronę.
I zrobię to już dzisiaj.

Zacznę tu gdzie jestem, użyję tego co mam, zrobię to co potrafię.
A wtedy podobno będą działy się rzeczy niemożliwe.

Bo przecież nigdy nie będzie bardziej odpowiedniego dnia żeby ruszyć z miejsca niż dzisiaj, prawda?


byleJAKOŚĆ

1.10.18 Komentarze 6

Byle jak można zarzucić szal na szyję w mroźny poranek.
Można też wrzucić skarpetki do szuflady bez większego zastanowienia.
Kiedy przetrzesz szafkę pod zlewem niedbale, wtedy nikt nie zobaczy różnicy, a kiedy wsuniesz pierwsze lepsze buty podczas wynoszenia śmieci, to naprawdę nie będzie tragedii.
Nic nie stracisz.

Ale bylejakość w myślach i słowach, to dla człowieka wielka szkoda.
Relacje z byle kim i byle jak - to strata. Nie tylko czasu.
Odklepywane bezmyślnie modlitwy i bylejakość w chodzeniu z Bogiem to krzywda wyrządzana samemu sobie.
Przecież to my desperacko potrzebujemy Boga, a nie On nas.

Zdecydowanie zachłysnęliśmy się ilością odpychając jakość gdzieś na bok.
Wystarczy otworzyć szufladę z bielizną, uchylić drzwi szafy i zajrzeć do lodówki.
Wystarczy popatrzeć na półkę z kosmetykami w łazience - milion buteleczek wątpliwej jakości. Dwa żele pod prysznic, trzy kremy, z których żaden nie jest dla nas dobry tak naprawdę.. tani balsam, który nie nawilża i maseczka oczyszczająca z masą chemii.
Słony peeling cukrowy.

Wystarczy przysłuchać się naszym rozmowom.
Przypatrzeć się relacjom.
Zwrócić uwagę na to, co wypływa z naszych serc podczas niepowodzenia czy stresujących sytuacji.
Wystarczy zastanowić się na chwilę co siedzi w naszych głowach - nad czym tak się zamyślamy podczas spacerów i zmywania naczyń, czym karmimy nasz umysł siadając wieczorami przed telewizorem i jakie myśli w sobie pielęgnujemy.

Byle jak
Byle co
Byle tylko
Na odczepnego
Na szybko
Dla świętego spokoju i wyciszenia sumienia.

Naprawdę to nam wystarcza?
Naprawdę tak chcemy żyć?

Czy naprawdę chcemy tkwić w takich relacjach?
Czy naprawdę chcemy, żeby takie uczucia górowały w naszym życiu?
Czy na pewno takie słowa chcemy wypowiadać?
Byle jakie
Mizerne
Nędzne
Tandetne
Bez wartości
...
A myśli? Przecież dobrze wiesz, że ich jakość determinuje jakość twojego życia.
Bo wszystko zaczyna się w głowie.

Warto poświęcić chwilę i zastanowić się, jakie filmy oglądamy i jakie książki czytamy.
Z jakimi ludźmi spotykamy się w sobotnie popołudnie i jakie tematy biorą wtedy górę.
Warto pomyśleć, na jakie zajęcia wykorzystujemy wolne chwile.
Jak karmimy nasze ciało, jak je traktujemy.
Jakie słowa wychodzą z naszych ust.

Bylejakość nie powinna nas zadowalać. Może być wyjątkiem w podbramkowych sytuacjach, ale nie normalnością. Nie codziennym, świadomym wyborem.

Życie wypełnione jakością to życie przeżywane świadomie.
Takie życie nikomu z nas się nie przytrafia, bo nie jest dziełem przypadku. Jest efektem codziennej pracy i przemyślanych wyborów.
Jest owocem życia zgodnego z Bożymi standardami.

Czy myślałaś kiedyś o tym, jakiego życia chce dla ciebie Bóg?
Czy myślisz, że Pan Jezus Chrystus umarłby po to, żebyśmy prowadzili byle jakie życie?
Mamy egzystować czy żyć w Bożej pełni i obfitości? (Ew. Jana 10;10)
Bóg ma dla nas najlepsze, ale i oczekuje od nas najlepszego.

Coraz bardziej szkoda mi czasu na sztuczne relacje.
Szkoda mi pieniędzy na chińską tandetę i herbatę malinową bez malin.
Szkoda mi siły na pracę, którą miałabym wykonać niedbale i na pół gwizdka.
Szkoda mi życia na półśrodki.
Szkoda mi dni na bylejakość.

Nie zgadzam się też na Boga tylko od święta, ani na Boga od spraw beznadziejnych.
Nie chcę ledwo się tlić. Chcę świecić na Jego chwałę jasnym i wyraźnym światłem.
Bo byle jakie chrześcijaństwo to chrześcijaństwo pozbawione mocy. Chodząc z Bogiem bez zaangażowania i oddania, na własne życzenie pozbywamy się całego piękna tej relacji. Omija nas całym ogrom cudów, które można przeżywać tylko wtedy, kiedy zdecydujemy się iść za Bogiem całkowicie i bez reszty.

Staram uciekać od niedbalstwa, bo przeszkadza mi coraz bardziej u siebie i u innych ale mimo to, czasami idę drogą na skróty.
Idę na kompromisy w relacji z Bogiem, w macierzyństwie, w życiu w ogóle.
Bo łatwiej, bo szybciej. Bo nie mam czasu, ochoty albo siły.
Może i łatwiej... ale czy warto?
Przecież życie to nie próba generalna. Właśnie trwa premiera!
Drugiej szansy nikt z nas nie dostanie.

My, którzy posługujemy się świętym Bożym imieniem i reprezentujemy naszego Pana tutaj na ziemi, musimy wnosić swoim życiem jakość na ten świat.
Jakość to towar deficytowy, dlatego nie mówmy tego, co ślina na język przyniesie.
Nie pracujmy tak, żeby inni musieli po nas poprawiać.
Niech wszystko co wychodzi spod naszych rąk, będzie dopracowane w każdym szczególe. 

Miej świadomość jakości swoich dzieł. (Przypowieści Salomona 31;18)

Miej świadomość tego, co wypuszczasz w świat i co podajesz dalej - swoim dzieciom, rodzinie, klientom, sąsiadom i ludziom, których spotykasz każdego dnia tak po prostu, w kolejce na przykład.

Jedynie od nas zależy, czy jakość przestanie być tylko luksusem na który pozwalamy sobie od święta, czy stanie się naszą codziennością, umiejętnie wplecioną w rytm każdego, nawet najbardziej zwykłego dnia.

Ja zamierzam spróbować.



Nieidealna

21.9.18 Komentarze 7

Na niektóre tematy dosłownie boję się pisać.
Zazwyczaj po kliknięciu opublikuj na stronie bloga, przychodzi egzamin. Praktyczny.
Czasami zaraz po zamknięciu laptopa, innym razem po kilku godzinach, dniach.. ale zawsze ze zdwojoną siłą mam okazję potwierdzić moje słowa w czynach.
I często oblewam ten test.

Za kulisami wpisu o cierpliwości kryje się moja niekontrolowana reakcja.
Za wpisem o wdzięczności kryją się dni przepełnione narzekaniem.
A kilka dni po publikacji tekstu na temat zaufania, nie potrafię przespać spokojnie nocy z powodu problemu, w którym zaufać Bogu tak bardzo mi trudno...

Wtedy stoję przed Bogiem zawstydzona swoim grzechem i onieśmielona Jego łaską.

Kilka razy wyrzuty sumienia sprawiły, że nie miałam zamiaru napisać już ani jednego zdania.
Czułam się jak obłudnik kryjący się po drugiej stronie twojego komputera z nadzieją, że nigdy nie zobaczysz jak bardzo jestem nieidealna, jak bardzo zawodzę i jak wiele razy zaprzeczam swoim życiem wszystkiemu, o czym tak łatwo było mi pisać kilka godzin wcześniej.

Przeciwnik próbuje nas pognębić za pomocą poczucia winy i oskarżeń, ale Boża prawda zawsze jest większa od kłamstw złego.
On nie może zabrać nam naszych talentów, ale będzie próbował powstrzymać nas przed używaniem ich na Bożą chwałę.
Będzie oskarżał. Będzie pognębiał. Będzie wypominał i wytykał najmniejsze potkniecie.
Ale pamiętaj, że nie jesteś dla Boga zaskoczeniem.
On wiedział o naszych słabościach zanim nas wybrał i zrobił to, pomimo wszystko.
Jesteśmy rodem wybranym
Królewskim kapłaństwem
Narodem świętym
Ludem nabytym
(I Piotra 2;9)
Pamiętasz?

Po tej stronie nieba perfekcja nie istnieje.
Tutaj toczy się duchowa walka i życie pełne wzlotów, ale i upadków. Są chwile, w których czujesz, że możesz wszystko i te, w których zamykasz się w łazience zapłakana.
Są lepsze i gorsze dni.
Duchowy haj i doliny cienia śmierci, wypełnione morzem wątpliwości.

Ale to nie znaczy, że nie możemy mieć dobrego wpływu takie jakie jesteśmy już teraz.
Teraz!
Nie za rok, nie po osiągnięciu pewnego poziomu świętości, umiejętności czy wiedzy.
Nie po zgłębieniu wszystkich teologicznych zagadnień.
Nie po znalezieniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
Nie po ukończeniu odpowiednich szkół i kursów.
Nie po zdobyciu doświadczenia.
Teraz.
W czasie lepszych i gorszych dni.
Taka jaka jesteś - nieidealna.

Nawet wtedy, kiedy nie odczuwasz radości, choć o radości w Bogu mówisz wszystkim wokoło.
Nawet kiedy łagodność i opanowanie stają się dla ciebie bardziej obce niż kiedykolwiek przedtem.
Nawet kiedy trudno ci przebaczyć i wolisz tarzać się w swoich żalach.
Nawet kiedy nie chcesz czekać na Boży czas ani sekundy dłużej i bierzesz sprawy w swoje ręce.

Nie czekaj na lepszą siebie, żeby pokazać innym lepszą rzeczywistość.



Bóg nie powoływał doskonałych ludzi. Nie używał tylko tych bez skazy, bez błędów i potknięć.
On użył prostytutki, zabójców, kłamców, cudzołożników, niedowiarków i oszustów.
Jego narzędziem stał się ten, który się Go zaparł i ten, który Go prześladował.
On użył upartych, strachliwych, narwanych, dumnych, pokrzywdzonych i zmęczonych życiem.

Wybierał grzesznych.
Wybaczał pogubionym.

Bóg używał zwykłych ludzi żeby zmieniać świat.
Odrzuconych.
Niekochanych.
Zapomnianych.
Słabych.
Niewystarczająco dobrych.
Popełniających błędy.

Bóg nadal chce używać mnie i ciebie.
On pomnaża i wykorzystuje to, co w nas najlepsze.
On przebacza i zapomina to, co złe.

Kiedy znowu przyjdzie ten dzień wątpliwości w to, czy w ogóle do czegoś się nadaję, jeszcze raz popatrzę na tych wszystkich użytych przez Boga do tej pory. Znowu nabiorę otuchy i przypomnę sobie, że w mojej słabości Jego moc okazuje się w całej pełni.
Bo kiedy jestem słaba, wtedy jestem mocna. Nie swoją mocą, ale mocą Tego, który wybrał mnie jeszcze przed założeniem świata.
Dlatego moje błędy nigdy nie pomniejszą Jego potęgi.
Moje ograniczenia w żaden sposób nie ograniczają Boga. 
Myślisz, że twoje byłyby w stanie? Nigdy!

Kiedy otwieram pocztę z waszymi wiadomościami, łzy same napływają mi do oczu, bo czytam o żywych dowodach na to, że mimo moich braków i niedoskonałości Bóg jest uwielbiony. Wtedy jedyne co mogę zrobić to jeszcze bardziej dziękować. Jeszcze bardziej zachwycać się Jego nieograniczoną łaską i potężnym działaniem, któremu nie przeszkodzi żaden nieidealny człowiek.

Nie jestem idealna, ale jestem kochana przez Tego, który jest.
I ta miłość naprawdę zmienia wszystko.

...........................................................................................................................................................

Dziękuję wam kochani Czytelnicy za trzy wspólne lata.
Dziękuję tym, którzy są tutaj od początku i tym, którzy dołączyli całkiem niedawno.
Dziękuję, że poświęcacie czas na czytanie i pisanie komentarzy.
Dziękuję za każde jedno udostępnienie, polubienie i wiadomość.
Dziękuję za modlitwy i wsparcie.

Dziękuję Ci Kochanie za wszystko. Ty wiesz, że bez Ciebie te trzy lata nie byłyby możliwe. Jesteś dla mnie najprawdziwszym cudem codzienności.

A przede wszystkim dziękuję mojemu Bogu, którego obecność jest dla mniej niewyczerpanym źródłem inspiracji, siły i każdej dobrej rzeczy w moim życiu.

'W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy'  Dz. Apostolskie 17;28

...........................................................................................................................................................

Chciałabym poznać wasze potrzeby.
Napiszcie mi proszę jakich tematów powinno być więcej. Może jest coś, czego wam tutaj brakuje i na co czekacie z niecierpliwością?
Może macie jakieś pytania, wątpliwości?
Pomóżcie mi proszę!
Czekam na wasze wiadomości i komentarze.

W perspektywie wieczności

14.9.18 Komentarze 4

Gdzieś w całym tym zabieganiu zupełnie ją zatraciłam.
Zapomniałam, że powinna być nieodłączną częścią mojego życia. Takim filtrem, przez który przepuszczam każde odrzucenie, każde pragnienie, każdy problem, każde niepowodzenie, każdy komentarz na mój temat, każdą gorszą chwilę, każdy ból i trudność.

Odpowiednią perspektywę nietrudno jest zgubić gdzieś pomiędzy pracą, obiadem, a wizytą u dentysty. Nietrudno zatracić ją podczas niezliczonej liczby pytań przy kolacji i w porannej krzątaninie przed wyjściem z domu.
Wystarczy niewiele.
Czasami brak kawy w kuchennej szafce i ząbkowanie. Naprawdę.
Albo nocny kaszel... O tak! Kilkugodzinny nocny kaszel dziecka też pomaga zapomnieć, że jest coś więcej niż tu i teraz. Więcej niż to namacalne, realne i do bólu rzeczywiste.

Bez odpowiedniej perspektywy żyje się trudno.
Bo to mała rzecz, która potrafi naprawdę dużo zmienić.
Czasami dosłownie wszystko.
Właśnie dlatego perspektywa wieczności jest czymś, do czego powinnam i chcę wracać codziennie na nowo.
Chwila po chwili.
Trzeba o nią walczyć, bo światem zawładnęła idea życia tylko tu i teraz, a carpe diem w złym wydaniu może całkowicie przysłonić nam szerszy obraz rzeczywistości w której żyjemy, albo zupełnie ten obraz zniekształcić.

Chcę sięgać dalej niż za rok, za kilka lat, na starość.
Najważniejsze utożsamiać się w swoim życiu z tym, co niesie ze sobą wieczne korzyści. Nie z rzeczami, pieniędzmi czy wąsko pojętym powodzeniem. To wszystko przynosi radość, ale chwilową.
Ma swoją cenę, ale nie ma prawdziwej wartości.

Życie po tej stronie nieba jest ważne, ma swój cel i głęboki sens, ale to tylko most. A na moście nie buduje się domów... prawda?

Chcę uczyć się przeżywać moje dni wpatrzona w górę i z tej tęsknoty za niebem, przybliżać się do Boga.
Bo tylko Jego obecność może stać się naszym niebem już tutaj, na ziemi.
Właśnie dlatego kiedy nam źle, instynktownie szukamy Boga bardziej, bo ukojenie i przedsmak wieczności ukryty jest w Bożych ramionach.

Perspektywa wieczności wpływa na naszą codzienność i zmienia ją na lepsze. Wiem, bo sprawdziłam to setki razy.

Życie w perspektywie nieba w zadziwiający sposób ułatwia życie. Jest po prostu o niebo lepsze, pełniejsze!
Nabiera smaku, rozkochuje w Bogu jeszcze bardziej.. nie potrafię tego opisać.
No nie mam słów! A to nie zdarza się często.

Człowiek przestaje mieć tyle pretensji do wszystkiego i wszystkich, a swoje roszczeniowe podejście do życia wyrzuca do najbliższego śmietnika.
Przebacza szybciej
Uśmiecha się chętniej.
Dziękuje częściej.
Ocenia mniej.
Kocha dużo bardziej.

Taki czwartek na przykład.
Zwykły dzień. Te same wyzwania co wczoraj, te same nierozwiązane sprawy, nadzieje te same...
Tak samo jak wczoraj chłopcy kłócą się o bzdury. Tak samo Mili płacze podczas kąpieli i ucieka przy ubieraniu skarpetek.
Tylko że ja inna.
Patrzę sobie na to wszystko przez różowe okulary nieba i cieszę się znowu z pełnej lodówki i rosołu na obiad.
Z tego co jest, co mam i co mieć będę.
Wróciłam do perspektywy wieczności.
Jak mogłam w ogóle o niej zapomnieć?!

Niebo to nie bajka wymyślona przez naiwnych tylko nasza prawdziwa ojczyzna, w której każde Boże dziecko ma swoje miejsce.
Bóg włożył wieczność w nasze serca. (Kaznodziei Salomona 3;11)

Zastanów się na chwilę nad głębią tych słów.
Są przepiękne.


Człowiek, który naprawdę żyje w perspektywie wieczności nie zawraca sobie głowy bzdurami.
Nagle przestaje być ważne kto miał rację, kto zaczął, a kto wykrzyczał ostatnie słowo.
Łatwiej machnąć ręką i odpuścić. Nie wykłócać się i w nocy spać spokojnie.

Czy żyjąc w perspektywie wieczności nie zaczęlibyśmy patrzeć na nasze dzieci inaczej?
Rzadziej jak na kłopot, harówkę, przeszkodę.. a częściej jak na misję.
Te drobne niedogodności dnia codziennego ukryłyby się w cieniu wiecznej wartości tego, co jako rodzice robimy każdego dnia.
Bo naszym największym zadaniem jest rozpalić miłość do Jezusa w sercach naszych dzieci. Może żyjąc w perspektywie wieczności właśnie to znalazłoby się na pierwszym miejscu naszych priorytetów.

Perspektywa wieczności daje wolność.
Uwalnia od obsesji na punkcie swojego wyglądu.
Uzależnienie od opinii innych ludzi odchodzi w niepamięć.
Uwalnia od presji osiągania.
Od ubóstwiania zajętości, wiecznego zabiegania i kalendarza, który pęka w szwach.
Uwalnia od pielęgnowania w sobie urazy, żali i smutków.
Uwalnia od troski o rzeczy, na które i tak nie mamy wpływu.
Uwalnia od strachu przed śmiercią.
Uwalnia od dziesiątek wewnętrznych głosów po to, żeby zrobić miejsce dla Bożego szeptu...

Dzięki perspektywie wiecznego życia łatwiej jest powiedzieć sobie stop, jeśli trzeba. Z nią łatwiej jest przestać gonić, sięgać, pragnąć, osiągać.
Od zawsze za mało, płynnie przechodzimy w tryb wystarczająco.

W perspektywie wieczności mniej może przynieść satysfakcję i pełne zadowolenie, a więcej może zostać znalezione w Bogu.
Bo z Nim zawsze jest więcej.

Większość spraw, do których przykładamy tak wielką wagę tutaj na ziemi, o które tak bardzo się zamartwiamy i za którymi zabiegamy całymi latami, w odpowiedniej perspektywie zwyczajnie bledną.
Tracą swój dawny blask i swoje pierwsze miejsca w myślach i sercach.

Żyjąc w świadomości, że czeka na nas miejsce radości u boku Ojca, łatwiej jest przechodzić trudny czas. Cierpienia, rozczarowania i smutki znajdują swoje wyciszenie w nadziei wiecznego szczęścia, gdzie ani chorób nie będzie, ani łez, ani bólu, ani śmierci...

Skupiając wzrok na tym czego nie widzimy, mniej martwimy się o to, co widoczne dla oczu. (II List do Koryntian 4;18)

Z perspektywą wiecznego życia przychodzi taka pewność, że jedynym ważnym śladem, który człowiek może po sobie zostawić jest ten, który innych zaprowadzi do Chrystusa.
Żaden inny nie ma większego znaczenia.
I ta świadomość ukierunkowuje nasze życie i pomaga inwestować w to, co naprawdę jest tego warte i przynosi PONADczasowe korzyści.

Patrzę na swoje życie sprzed kilku tygodni i zadziwia mnie, jak szybko można zacząć budować cały swój świat na piasku.
Z jaką premedytacją trzeba ciągle kierować swój wzrok na Pana Jezusa, żeby nie zacząć żyć dla zaspokojenia swoich chorych ambicji, dla krótkich chwil satysfakcji czy czyjegoś podziwu.
Jak mocno można się trzymać swoich marzeń, celów i pragnień. Jak bardzo mogą nas one zaślepić, jeśli tylko tracimy czujność i perspektywę wieczności z Chrystusem.

Jaki ja mam teraz luz Kochani, no nieziemski! Dosłownie!
W każdej dużej i małej sprawie Bóg daje mi taki pokój, jakiego już dawno nie miałam.
Czeka na nas najlepsze z rąk Ojca!
Życie bez alergii, astmy, strachu i ciemnych, zimowych miesięcy.
Bez rozwodów, kłótni, samotności, depresji, bezustannej walki... i miliona innych rzeczy, z którymi zmagają się dzisiaj ludzie na całym świecie.

Czeka nas życie w wiecznej obecności samego Boga!
Najlepsze jeszcze przed nami!

Perspektywa  jutra  w niebie, może uratować każde nasze  dzisiaj  na ziemi.
Nie wypuść jej z rąk.

Naprawdę żyją tylko ci, 
którzy gotowi są umrzeć w każdej chwili. 
                                                                                                                Levi Lusko



Jeśli ktoś z was zna angielski i ma trochę wolnego czasu... albo po prostu postanowi zrezygnować z jakiegoś serialu żeby zainwestować w swój duchowy wzrost, to bardzo, ale to bardzo polecam to kazanie.
Cudowne.
Gwarantuję, że wszystko co właśnie teraz zaprząta wam głowę i nie daje spać w nocy, nie będzie miało większego znaczenia...
Ja posłucham sobie po raz kolejny.



Z uśmiechem

6.9.18 Komentarze 0

Potrafisz?
Uśmiechać się do swojego jutra?
Cieszyć się na samą myśl o przyszłości, którą przygotował dla ciebie Bóg?
Ona jest pełna nadziei!
Pełna DOBRYCH rzeczy z samego nieba!

A może nie jest ci do (u)śmiechu?

Spróbuj Kochana!
Tak szczerze, bez strachu.
Możesz to zrobić, bo ON już tam jest.


Zna każde twoje jutro i nic, zupełnie nic GO nie zaskoczy!
Nasz MISTRZ toruje nam drogę.
Wyrównuje nasze ścieżki.
Trzyma twoją przyszłość w swoim ręku.
Jesteś bezpieczna.

Takie krótkie słowa zachęcenia i nadziei, słowa, które inspirują i pozytywnie nie dają spokoju przez cały dzień oraz grafiki gotowe do udostępniania, znajdziesz na mojej stronie FB   TUTAJ  
Dołącz do nas!

Uśmiechniętego dnia  :*






KTak

Plan B

4.9.18 Komentarze 4

Miałam naprawdę świetny pomysł na siebie w tym nowym roku szkolnym.
No jaki ja miałam plan!
Po raz pierwszy od ponad dziewięciu lat miałam zostać w domu sama na kilka godzin.
Zupełnie sama.
Cieszyłam się na samą myśl o tej ciszy, o pisaniu, o chwili na zebranie myśli i usłyszenie w końcu moich własnych potrzeb.

Miałam nie tylko mieć pasję, ale w końcu zacząć krok po kroku przekuwać ją w sposób na życie.
Miałam dostać czas. Taki na oddech od spraw związanych z moimi dziećmi i na pracę, która w tym momencie mojego życia wydawała się być dosłownie zbawienna.

Nie byłam jednak świadoma tego, że Bóg miał dla mnie zupełnie inny plan.
Taki plan B.
Nie miałam pojęcia o jego istnieniu, ale nauczyłam się nim cieszyć.
Od kiedy dowiedziałam się, że w tym roku nie ma miejsca dla Milenki w przedszkolu, uczę się patrzeć na ten dodatkowy czas w domu z moją Córeczką jak na prezent od Ojca.
To nie przeszkoda. To możliwość.
Cała góra możliwości.


Nieplanowana i nieoczekiwana zmiana planów nie jest przyjemna.
Ale Jego myśli zawsze są lepsze od naszych.
Pełne spełnienie i satysfakcja kryją się w poddaniu i oddaniu Bogu.
Teraz to wiem i nie chcę niczego innego dla siebie i mojej rodziny.

Zostałam zmuszona nie tylko do zmiany planów, ale przede wszystkim do zmiany perspektywy.
Oczywiście mogłabym z miną męczennicy całe dnie układać klocki i lepić ciastolinowe ciastka. Nie było mi łatwo odłożyć własne oczekiwania na półkę, świadomie wybieram radosne spacery w jesiennym słońcu.
Stawiam na czytanie książek i poranne wygłupy w łóżku.
Cieszę się na wspólne gotowanie obiadów i zakupy w warzywniaku w towarzystwie mojej Królewny.
W tych drobiazgach ukryta jest bardzo szczególna misja, dlatego to na pewno nie będzie stracony rok.

Myślałam że potrzebuję pracy, a Bóg pokazał mi, że Milenka potrzebuje mojego czasu bardziej niż ja pracy.
Myślałam, że to Ona rozprasza mnie i przeszkadza w wypełnianiu powołania, a Bóg przypomniał mi, że to Ona i jej Bracia są moim głównym powołaniem na dzisiaj.
Myślałam, że jestem gotowa na nowe wyzwania, ale mój Tata widzi to inaczej.
On widzi więcej i nigdy, ale to nigdy się nie myli.


Jeszcze niedawno trudno było mi uwierzyć, że kolejny ważny krok w moim życiu to przygotowanie kąpieli dla trzyletniej Córeczki, ubranie jej w piżamkę i utulenie do snu.
Nie myślałam, że krótka rozmowa z mamą kolegi mojego Syna może być ważniejsza, niż docieranie do setek innych mam przez mojego bloga.
Nie miałam pojęcia, że napisanie sms-a do znajomej w trudnej sytuacji może być ważniejsze, od napisania kolejnych stron wymarzonej książki.

Przez te lata spędzone w domu z dziećmi często zastanawiałam się: czy to już wszystko?
Zaczęłam chcieć czegoś więcej. Czegoś ważniejszego. Czegoś bardziej spektakularnego.
Chciałam wyjść do ludzi, być dla ludzi, służyć tym Bogu - bo to wydawało mi się ważne.
Czekałam na fajerwerki, a tymczasem Bóg przychodził w subtelnym powiewie i delikatnie popychał mnie w stronę zwykłych zajęć, codziennych rozmówi i sytuacji.

Zrozumiałam, że muszę być wierna w tym codziennym. 
Żmudnym.
Nudnym.
Często trudnym.
Bez oklasków i lajków.
A fajerwerki? Na nie też przyjdzie odpowiedni czas.

Jeśli dzisiaj nie nauczę się szanować i wykorzystywać małych możliwości stojących tuż przede mną, nie będę w stanie utrzymać w rękach rzeczy wielkich.



Te do bólu zwyczajne dni są dla Boga ważne.
Każde dzisiaj liczy się w Bożym Królestwie.
I ty masz swoją rolę w planach Stwórcy.
Wyjątkową!

Niezwykły Bóg wkracza w naszą zwykłą codzienność i chce użyć nas do realizacji swoich planów, do dotykania czyjegoś życia i do zmieniania rzeczywistości.
Za nic w świecie nie chcę tego przegapić.

On chce nauczyć nas dostrzegania misji tam, gdzie inni widzą rutynę i wykorzystywać możliwości dostępne na wyciągnięcie ręki.
Tych najczęściej nie zauważamy. Są tak niepozorne, tak nieważne na większą skalę i w niczym nie przypominają życiowego celu, a jednak nim są.
życiowymi celami na dzisiaj.

Wydaje mi się, że czasami zadajemy Bogu za dużo pytań.
Szukamy Bożej woli, a tak naprawdę notorycznie tracimy z oczu okazje do jej wypełniania.
A wystarczy tylko spokojnie rozglądać się wokoło. Nie iść przez życie ze wzrokiem wlepionym w ziemię, ale wypatrywać okazji do służby.
Choćby nawet tą służbą miała być pomoc w umyciu małych rączek.


Nie doceniamy wystarczająco znaczenia małych rzeczy w budowaniu Bożego Królestwa.
Zapominamy o wartości dobrego słowa, pomocnej dłoni, kilku minut uwagi, komplementu, szczerego uśmiechu...
Wielu z nas chciałoby stać na wielkich scenach, podpisywać własne książki i docierać do tysięcy, ale nie wszyscy jesteśmy gotowi poświęcić czas na drobiazgi.

Boża wola to nie tylko rzeczy po ludzku wielkie.
U Boga wielką rzeczą jest twoje nocne czuwanie nad łóżeczkiem chorego dziecka.
Pamiętaj.

Możesz nawet nie wiedzieć jak wielki wpływ ma twoja postawa na czyjeś życie.
Możesz nawet nie być świadoma, jak wyraźnie twoje słowa i reakcje zapisują się w sercach obserwujących cię ludzi.
Może dopiero w wieczności Bóg pokaże ci, jak ogromne znaczenie dla życia drugiego człowieka miało świadectwo twojej codzienności i wierne wykorzystanie dzisiejszych, nawet najmniejszych możliwości.
Możesz być odpowiedzią na czyjąś modlitwę!
Nie zaprzepaść tej szansy ciągle szukając czegoś więcej i płacząc nad pogrzebanymi marzeniami.



Nie dostałaś tej pracy?
Nie dali ci kredytu?
Nie zadzwonił?
Nie dostałaś się na wymarzony kierunek?
Niezależnie od tego jak bardzo twoje plany zawiodły to wiedz, że twoje miejsce wpływu nie jest dziełem przypadku.
Bóg zawsze ma plan B, a on nigdy nie jest przypadkowy.

Moje plany runęły ale wiem, że Bóg buduje z tych ruin zupełnie inną rzeczywistość, lepszą niż wszystko to, co wymyśliłam sobie jeszcze kilka miesięcy temu.



Plan B to nie przeszkoda.
To możliwość.
To cała góra wspaniałych możliwości.

A tak naprawdę to plan A, o którym nic nie wiedziałam...