Dzień Bardzo Dobry # 9

Nie wiem co bym zrobiła, gdybym straciła któreś z moich dzieci.
Nie potrafiłabym żyć bez Maćka.
Co będzie, jeśli nikt nie zaopiekuje się mną na starość?
Nigdy nie będę w stanie tak dobrze pisać, jak Ona.. jeszcze tylu rzeczy nie wiem.
Jak spojrzę Jej w twarz? Przecież nie mogę udawać, że nic się nie stało..
Czy dam radę poradzić sobie z chorobą dziecka?
Jak to wszystko pogodzę? 
Skąd wezmę siłę?


Czasami zaśmiecam swoje życie obawami o jutro. O rzeczy, które przecież mogą się nigdy nie wydarzyć.
Strach zabiera mi radość chwili.
Bo przecież teraz jest za dobrze.. to nie będzie trwać wiecznie. Co będzie, jeśli wszystko się posypie?

Cokolwiek czeka na mnie i na Ciebie jutro, Bóg już tam jest.
Powtarzam to sobie prawie codziennie. Kiedy tylko do głowy wpada kolejne pytanie bez odpowiedzi. Kiedy znowu zaczynam gdybać i zamartwiać się wymyślonymi przeze mnie problemami.

Z czymkolwiek przyjdzie nam się zmierzyć za kilka lat, Bóg już o tym wie.
Nie pozwoli, żeby cokolwiek przekraczającego Twoje i moje siły, pojawiło się w naszym życiu.
On obdarzy nas swoją mocą w obfitości, żeby poradzić sobie ze wszystkim.
W odpowiednim czasie.

Nie prędzej i nie później.
W odpowiednim czasie.

Może dzisiaj jeszcze nie wiesz, jak pogodzisz wszystkie obowiązki, które nagle na ciebie spadły. Nie bój się. Pomoc z góry na pewno przyjdzie.
W odpowiednim czasie.

Może dzisiaj, tak jak ja, nie wyobrażasz sobie życia po śmierci ukochanej osoby.. byłoby to niewyobrażalnie trudne, ale Boża pomoc przyjdzie dokładnie wtedy, kiedy będziesz jej potrzebować.
W odpowiednim czasie. 

Może dzisiaj nie czujesz się odpowiednia na to stanowisko, ale skoro Bóg postawił Cię w tym miejscu, to zaopatrzy Cię też w potrzebne zdolności.
W odpowiednim czasie.

Może dzisiaj nie znasz odpowiedzi na wiele pytań, ale Bóg zna każdą jedną.
To wystarczy.
A w odpowiednim czasie, Ty też je poznasz.


Pan wodzi oczami swymi po całej ziemi, 
aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy Nim.
II Kronik 16;9


Dzisiejsze problemy pokonasz z siłą,  którą masz dzisiaj.
Problemy jutra, pokonasz z siłą, którą otrzymasz jutro.
Teraz nie masz jeszcze jutrzejszej siły, ale masz jej wystarczająco do zwycięstwa właśnie dzisiaj.

Bo Bóg działa.
W odpowiednim czasie.












Do kawy

Jest tyle mądrych słów, które chodzą mi po głowie, chowają się w plikach, folderach, zapisane byle jak na kartkach włożonych w czytaną właśnie książkę.. czasami boję się, że gdzieś mi się pogubią, a lubię do niektórych wracać.

Jako że Malutka akurat dzisiaj postanowiła zasnąć popołudniu, mogę Was dzisiaj zasypać cytatami, które mnie samą zmusiły do myślenia już nie raz. Albo tak mi się spodobały, że musiałam.. tak jak ten ostatni.
Niektóre są krótkie, inne troszkę dłuższe.
Jedne bez autora, chociaż z pewnością jakiegoś miały.. ale niestety nie zapisałam.
Ale wszystkie idealne do kawy. Na spokojnie.

I dajcie mi proszę znać, czy takie wpisy w ogóle Wam się podobają..?

Miłej lektury Kochani!


Jestem przekonany, że miliony ludzie nie chcą poznać Jezusa przez tych zasmuconych, wiecznie cierpiących, poświęcających się, zanudzających innych własnymi problemami chrześcijan, którzy zachowują się, jak gdyby ich drugie narodziny były dla nich tak samo bolesne, jak pierwsze dla ich matek.


Jedynym dowodem na to, w co wierzysz jest to, co robisz.
Jeśli chcesz wiedzieć w co wierzą inni ludzie, nie czytaj co piszą, nie pytaj w co wierzą, po prostu obserwuj co robią.



Jeśli chcesz być szczęśliwy, musisz być szczęśliwy umyślnie.
Kiedy się budzisz, nie możesz po prostu czekać, żeby zobaczyć jaki będzie twój dzień.
Musisz zdecydować o tym, jaki będzie twój dzień.
Joel Osteen


Odwiedzaj wiele dobrych książek, ale mieszkaj w Biblii. 
Spurgeon


Mów ludziom o Bogu, a Bogu o ludziach.

E. M. Bounds


Mądrość, to podejmowanie takich decyzji dzisiaj, które nadal będą dobre jutro.
Lysa Terkeurst, The Best Yes


Żyjemy w czasach, w których ludzie zupełnie ignorują Boga i obwiniają Go za chaos, który taka postawa powoduje.


Prawdziwym celem naszego życia nie jest szukanie Bożej woli; prawdziwym celem naszego życie jest szukanie Boga. 
Sednem naszej wiary nie jest wiedzieć co Bóg robi w naszym życiu; sednem wiary jest mieć pewność, że On wie co robi.
Naszym przeznaczeniem jest szukanie Bożej obecności, nie Jego planów dla naszego życia.. ponieważ nie ma dla nas innego planu, jak poznanie jedynego prawdziwego Boga osobiście.


Pielęgnowanie potępienia za wczorajsze grzechy nie czyni nas pokornymi. Sprawia natomiast, że koncentrujemy się na sobie, zamiast na Panu.
Dużo trudniej jest pokornie przyjąć przebaczenie, na które nie zasługujemy, niż chodzić w fałszywej pokorze, ubranymi we wczorajszy wstyd.
Gdy przyjmujemy za darmo przebaczenie, Ten, który nam je sał, odbiera chwałę. A kiedy On przyjmuje chwałę, my się uniżamy.
Bill Johnson, Aby działy się cuda


Czasami mam problem z tym, żeby zaufać Bogu w kwestii moich dzieci.
Kiedy moja średnia córka wybrała średnią szkołę, chciałam wręczyć jej długą listę powodów, dla których absolutnie nie powinna do tej szkoły pójść.
Ale Bóg. 
On miał plan, którego nigdy nie potrafiłabym sobie nawet wyobrazić.
On miał w tej szkole kobietę, która modliła się o moją córkę. 
On miał przyjaciół, którzy czekali, żeby ją pokochać.
On miał grupę ludzi, którzy czekali, aby pokazać jej jak mieć prawdziwą relację z Jezusem.
Miał też młodego mężczyznę, który czekał, żeby zakochać się właśnie w niej i zrobić z niej żonę kaznodziei.
Bóg miał też wielką lekcję dla mnie. 
Planowanie życia moim dzieciom nie jest moim zadaniem.
Najlepsze co mogę zrobić jako mama, jest bycie posłuszną Bogu. Reszta należy do Niego.
Ponieważ Bóg jest dobry. I tylko Bóg jest dobry w byciu Bogiem.
Lysa Terkeurst


Niektórzy ludzie pojawiają się w twoim życiu, żeby być dla ciebie błogosławieństwem. 
Inni, żeby być dla ciebie lekcją.
Matka Teresa z Kalkuty


Moja Księżniczko,
Dla mnie jesteś piękną pieśnią. Twoje życie jest słodką symfonią, którą Ja sam komponuję nuta po nucie.
Biorę twoje porażki, łzy i zwycięstwa i przemieniam je we wspaniałą harmonię. 
Wszystkie twoje myśli i czyny zostaną złożone przed Mną jak nuty na kartce. Każdy wybór, którego dokonujesz, jest ważnym akordem w kompozycji wieczności.
Nie pozwól, by hałas tego świata zniszczył tę wspaniałą melodię, Moja ukochana.
Szukaj mnie w cichym bezruchu poranka, a ja wypełnię twe serce Bożą muzyką.
Pozostań w rytmie mego Ducha w ciągu dnia.
Krocz za Mną w zupełnym oddaniu, a przyciągniesz innych do Mnie w rapsodii chwały.
Z miłością,
Twój Król i Twój Kompozytor.
S. R. Shepherd, Ukochanej Księżniczce

Piątek

Obudziła się wcześnie.
Wzięła moją twarz w swoje małe, ciepłe rączki i wyszeptała: kocham cię, kocham cię, kocham cię mamusia..
Potem obróciła się w stronę Taty i zaczęła poranny rytuał wtulania z cichutkim: Tatuś, Mili obudziła. Kocham cię, kocham cię, kocham cię..


Piątek.
Słońca brak, temperatura na plusie i smog.
Umyłam zęby, pościeliłam łóżko, pranie zdążyłam wstawić i po śniadaniu w miarę sprzątnąć.. pierogi na obiad rozmrażają się na blacie.
Dzisiaj będą ruskie.

Z piwnicy przyniosłam wiśniowy sok. Domowy, pachnący latem, pyszny.. bo tyle zawsze na zimę narobię dżemów, kompotów, ogórków, a tylko ten sok potem pijemy.
Do herbaty najlepszy.

Chłopcy kłócą się o klocki lego, Mili znowu wspina się po schodach, a w tle słychać ulubioną piosenkę Benia. Cała trójka głośno śpiewa refren.
Rozpływam się. To jedna z tych chwil, które trzeba łapać garściami.. tak, jakby można było to zrobić na zapas, na kiedyś, kiedy w piątek włączę radio do śniadania i nikt nie będzie mi już śpiewał.


Powoli dopijam herbatę z tym sokiem pachnącym latem i myślę, że za kilka lat.. że za kilka lat to już będzie zupełnie inaczej.
Dwa światy.
Mój świat i ich świat.
A może nawet cztery. Mój i Męża mojego, Benia, Jasia i Milenki. Wtedy, to już chyba Mileny.

Ciągle blisko mojego serca, bo przecież ich mamą będę nadal, ale już zupełnie inaczej.
Już nie tak, jak dzisiaj.


Jeszcze dzisiaj, do pełni szczęścia potrzeba Jej tylko mojego ciepła, wspólnego czytania książek i zasypiania na moim policzku.
Jeszcze dzisiaj, mogę Jej to wszystko dać. Bo cała jest moja. Taka pachnąca dzidziusiem tylko moja.
Do rozpieszczania, całowania i przytulania bez opamiętania.

Jeszcze dzisiaj, na środku pokoju stoi tajna baza z koca i czterech krzeseł, a Benio w tej bazie planuje zawojować świat.
Jeszcze dzisiaj wierzę, że Mu się uda. Z taką pewnością te plany w głowie układa, co ważniejsze myśli zapisuje..
Podziwiam Go zza drzwi.


W ten niepozorny piątek, Jaś skacze z radości z powodu jakiegoś drobiazgu, którego większość z nas nawet by nie zauważyła.
Póki co, świat nie zdążył odebrać Mu radości z małych rzeczy. W sumie małe, dla niego nie istnieje.
Jeszcze wszystko jest tak bardzo ważne. Każdy kamyk i patyk - wręcz bezcenne.

Jeszcze dzisiaj mogę wymagać pościelonego łóżka i zmiany skarpetek.
Mogę pogrozić palcem, kiedy dokucza bratu i zabronić.. cokolwiek mogę zabronić, a On słuchać musi.
Kiedyś posłucha mojej rady, albo i nie.. nic nie będzie już musiał. Na egzamin go siłą nie zaciągnę, ani do roboty, i do kościoła też nie.
Nie poczytam Mu Biblii na dobranoc jak teraz.
Co przed snem będzie czytał, zdecyduje sam.
Mogę tylko modlić się o to, żeby nasz dzisiejszy nawyk, stał się potrzebą Jego serca w przyszłości.

Ciągle jeszcze mogę planować, zabierać na lody i na plac zabaw po lekcjach. Mogę wpakować ich do auta i pojechać na kulki. Znowu za to podziękują w czasie wieczornej modlitwy, a ja na chwilę poczuję, że jednak robię coś dobrze.
Możemy grać w gry i układać puzzle bez końca.
Możemy rano wygrzewać się w łóżku, bo jeszcze im nie wstyd przychodzić do nas skoro świt. Wtulać się, opowiadać sny..
Jeszcze nie.


Jeszcze dzisiaj mogę. Jeszcze mam szansę. Jeszcze mam czas.
Jeszcze mi nie dorośli.

Mam świadomość, że za jakiś czas, piątki będą wyglądać zupełnie inaczej.

Może wpadnie do domu jak burza, krzyknie cześć mama i zatrzaśnie za sobą drzwi pokoju. Włączy muzę, posiedzi na fejsie, a potem uczyć się będzie do kolokwium. Nasze dzisiejsze rozmowy o wszystkim, zastąpią rozmowy z kumplami na ławce w parku.
Zaczną pukać do naszej sypialni, chodzić do kina na filmy i spać do dwunastej w wakacje.

Za jakiś czas rozbiję dwa kotlety, obiorę kilka ziemniaków i odkręcę słoik z buraczkami dla naszej dwójki. Albo wyjdziemy gdzieś na miasto, zapłacimy za dwie porcje..
Bo jeden zje u kumpla, drugi będzie w innym mieście studiował, a Mili.. Mili wróci dopiero na kolację.


Jego ramiona zastąpią moje. Wciąż będę ważna, ale On ważny inaczej..
Spotkają się pod starym dębem przy cmentarzu, albo przyjedzie po Nią pod dom. Powie nieśmiało  Dzień Dobry  i wyjdą, trzymając się mocno za ręce.

A ja wiem, że wtedy na pewno popłyną mi łzy.
Bo to właśnie ten inny świat, tylko Jej świat, do którego może mnie wpuścić.. ale wcale przecież nie musi.
Jeszcze dzisiaj mogę budować Jej zaufanie, przyjaźń i okazywać miłość bez warunków.
I dzisiejszego dnia nie chcę bagatelizować właśnie po to, żeby w piątek, który przyjdzie za ileś tam lat, mogła przyjść i opowiedzieć mi o tym swoim chłopaku z uśmiechem na ustach. Doradzić się, pożalić..
Jeszcze dzisiaj mogę zrobić wszystko, żeby jednak te drzwi swojego świata mi uchyliła, kiedy dorośnie.


Jaś powiedział mi rano, że dzisiaj jest Jego najlepszy dzień w życiu.
A to dlatego, że zaplanował piec ze mną ciastka, zagrać w zagadki i czytać książki.
Kropka.
Tak mnie to rozczuliło, że Jego najlepszy dzień w życiu, to będzie piątek z mamą w domu i z tym wszystkim, co z mamą można robić..

Dlatego zanim te piątki będą inne. Takie jakieś ciche i puste. Już mniej nasze - a bardziej ich, to nie mogę pozwolić, żeby się te dzisiejsze, z kłótnią o lego w tle, marnowały..
Ty też nie pozwól.



Dzień Bardzo Dobry # 8

Kiedy naprawdę, tak prawdziwie i szczerze rozkoszujemy się Panem, wtedy Jego pragnienia stają się naszymi.
Chcemy tego, czego On chce dla nas.
Myślimy tak, jak On myśli o nas.
Szukamy tego, czego On chce, żebyśmy znaleźli.

Wtedy On staje się widoczny w nas, a nasze niegdyś głośne ja chowa się gdzieś zawstydzone.
Wtedy On działa przez nas - używa naszych rąk, naszych nóg, naszych ust, oczu i uszu.. naszych nieraz marnych zasobów. I pomnaża w niesamowity sposób.
Wtedy wszystko inne jest niczym, w porównaniu z poznawanie i bliskością bezgranicznie kochającego Ojca.
Wtedy rozkochiwanie się w Bogu staje się celem samym w sobie - nie środkiem do osiągania swoich celów..
Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca.                                                                                 
Rozkoszować się Bogiem, znaczy nie móc oderwać od Niego wzroku. 
Pasjonować się Nim, podziwiać Go, zachwycać się Jego osobą, uwielbiać..

Nie wiem jakie masz plany na dziś. 
Nie wiem za czym gonisz, czego szukasz, o czym intensywnie myślisz i co nie daje Ci spać.
Nie wiem co jest pragnieniem twojego serca w tym momencie, ale bądź pewna, że Bóg wie.

Rozkoszuj się Bogiem.
Niech On będzie najważniejszy. 
Oddaj Mu pierwszą chwilę swojego dnia, pierwsze miejsce w twoim życiu i ostatnie słowo w każdej decyzji.
Niech będzie wszystkim we wszystkim, a wtedy upewnisz się, czy pragniecie tego samego.
Po prostu będziesz to wiedzieć.

A potem módl się i krocz wiarą oczekując na Boże działanie.
Bo wtedy On, tak jak obiecał, spełni pragnienia twojego serca.


No i moja ukochana.. w najpiękniejszym wykonaniu Natalii Niemen.

Jeśli tylko w domu zrobi się cicho. Dzieci położysz spać, mąż będzie parzył herbatę, zamkniesz pocztę i facebooka.. zamknij na chwilkę oczy i wsłuchaj się w słowa.
Niech ta pieśń stanie się Twoją i moją modlitwą.

Czekam chwili, kiedy we mnie
Będzie więcej ciebie, niż mnie!
Kiedy nie będę prosić,
A wszystko będzie mi dane.
Czekam chwili, kiedy we mnie
Będzie więcej niż mnie!
Kiedy nie będę wielbić
Bo ty uwielbisz się we mnie sam
Ufam, czekam Panie.

Ufać, to milczeć.
I czekać cierpliwie, aż się spełni.
Błogosławieni, którzy zaufali Bogu.
Błogosławione usta, które wołają do Pana.
Radosne serce, które przyjęło Chrystusa.
Szczęśliwi łaską,
usprawiedliwieni,
Krwią obmyci,
Z ducha zrodzeni.







Chcę

Chcę tworzyć w mojej głowie wspomnienia, nie listy rzeczy do zrobienia.
Chcę mieć mądrość, nie wiedzę.
Chcę być szczera, nie złośliwa.
Chcę skupiać się na ważnym, nie pilnym.
Chcę pokazać moim dzieciom jak być dobrym, nie twardym.
Chcę znajdować radość w drodze do celu, nie tylko w dotarciu do niego.
Chcę rozmawiać z moimi dziećmi, nie wydawać rozkazy.
Chcę w dzisiejszym bałaganie widzieć dowód życia, nie powód do wzdychania.
Chcę więcej dziękować, nie więcej chcieć.


Chcę spodziewać się po ludziach tego, co najlepsze, nie doszukiwać się złych zamiarów i drugiego dna.
Chcę patrzeć na mojego Ojca, nie na okoliczności.
Chcę żyć wiarą, nie tym, co widzę.
Chcę widzieć Bożą wszechmoc, nie moje słabości.
Chcę cieszyć się z poniedziałku, nie marzyć o piątku.
Chcę patrzeć głęboko w oczy, nie w ekran komputera.
Chcę widzieć motywy moich dzieci, nie ich błędy.
Chcę wybaczać, nie zaciskać pięści.
Chcę żyć własnym tempem, nie ścigać się z innymi.
Chcę mieć czas, nie majątek.


Chcę celebrować, nie egzystować.
Chcę błogosławić, nie przeklinać.
Chcę zrozumieć, nie oceniać.
Chcę karmić się Bożą prawdą, nie kłamstwami przeciwnika.
Chcę w niepowodzeniach widzieć początek, nie koniec.
Chcę mieć kilku oddanych przyjaciół, nie setki wirtualnych znajomych.
Chcę, żeby Biblia była moim codziennym chlebem, nie tortem na specjalne okazje.
Chcę widzieć możliwości, nie ograniczenia.
Chcę poznawać Tego, który wie wszystko, nie wiedzieć wszystko.
Chcę być, a nie mieć.
Chcę panować nad emocjami, nie pozwalać im panować nade mną.
Chcę modlić się o problemy, nie mówić o nich.
Chcę oddać moje walki Temu, który zawsze zwycięża, nie walczyć.


Chcę działać, nie marzyć.
Chcę dawać Bogu wszystko to, co najlepsze z mojego życia, nie jego resztki.
Chcę widzieć swoją wartość w tym, co zrobił dla mnie mój Ojciec, nie w tym, co zrobiłam ja.
Chcę przytulać, czytać książki, całować na dobranoc.. nie żałować, że tego nie robiłam.
Chcę podobać się Bogu, nie ludziom.
Chcę móc, nie musieć.
Chcę pracować, żeby żyć, nie żyć, żeby pracować.
Chcę kochać, nie znosić.
Chcę mieć spokój, nie rację.
Chcę mówić o radościach, nie o smutkach.
Chcę żyć dzisiaj tym, co jest dzisiaj, nie tym, co było wczoraj. Nie tym, co będzie jutro.
Chcę, żeby Bóg był sensem mojego życia, nie dodatkiem.



A podobno chcieć, to móc..


Zdjęcia z naszego babskiego wypadu w góry.
Uciekłam z Mili od smogu i problemów z oddychaniem.
Na wysokości prawie 700 metrów, w końcu odetchnęła pełną piersią.
Nie kaszlała. Nie musiała dostawać sterydów. Nie budziła się w nocy ze świszczącym oddechem..
Było mroźno, pięknie, czysto i spokojnie.
Czas stanął w miejscu, na te pięć cudownych dni.
Tylko za chłopakami tęskniłyśmy..


Dzień Bardzo Dobry # 7

Mój tydzień był jak tor przeszkód.
I przyznaję.. nieraz się potknęłam.

Czasami przechodzi mi przez myśl, że może kiedyś Jego cierpliwość się skończy i przyjdzie taki dzień, w którym po prostu przeholuję.
Wtedy przestanie podawać mi rękę, podnosić, opatrywać, dodawać sił, zawracać ze złej drogi, pokazywać tę właściwą.
Czy kiedykolwiek mój Tata przestanie mnie wypatrywać? Czy kiedykolwiek przestanie mnie szukać?
Bo ile razy można..?! Przeszkody w tych samych miejscach, a ja ciągle potykam się o te same rzeczy..
Mój Bóg jest Bogiem, który zawsze szuka. Który zrobi wszystko, żeby znaleźć.
Mój Ojciec zrobi to, co trzeba, żeby znowu i znowu, i jeszcze raz.. podać mi rękę. Podnieść. Opatrzyć rany. Wzmocnić. Zawrócić ze złej drogi i pokazać tę właściwą.

Mój Bóg jest Pasterzem, który szuka swojej zgubionej owcy.  ( Ew. Łukasza 15; 1-7 )
Tej, która nie zawsze jest posłuszna. Czasami jest uparta i myśli, że wie lepiej. Czasami zamyśli się, zapatrzy gdzieś wokoło i zgubi z oczu Pasterza.
A On, pomimo bolących nóg i poranionych od dalekiej drogi stóp. Mimo zmęczonych ciągłym wypatrywaniem oczu.. Mimo zachrypłego już głosu, ciągle woła.
A imię, które woła, to Twoje imię.
To moje imię.
To imię każdego, który czasami się gubi i potyka na drodze życia.

Mój Bóg jest tym, który szuka zgubionej monety. ( Ew. Łukasza 15; 8-10 )
I wszystko jedno, że zostało Mu jeszcze dziewięć innych.. On szuka właśnie tej jednej.
Dlatego, że jest cenna w Jego oczach, tak bardzo dla Niego ważna.. przesuwa meble, zapala wszystkie światła. Zamiata pod stołem, schyla się pod łóżko.. Szuka tak długo, aż znajdzie.
A monetą, której szuka, jesteś Ty.
Jestem nią Ja.
I każdy, kto czasami się gubi i potyka na drodze życia.

Mój Bóg nie machnie ręką na żadną z nas.
Nie spisze nas na straty.
Nie powie: trudno, może kiedyś się znajdzie.. może przy okazji..
Mój Bóg będzie szukał aż do skutku.
Nawet tych, którzy dla innych są już zgubieni na zawsze..

Dlatego jeśli tak jak ja, miałaś gorsze dni.. wsłuchaj się uważnie.
Jestem pewna, że usłyszysz, jak woła Twoje imię..



Spokojniej

Tak się człowiek nie raz zdenerwuje, że aż potem wstyd.
O pierdoły się szarpie, pięści zaciska, sztućce ostentacyjnie do zlewu wrzuca..  i nawet się zdarzy, że drzwiami walnie jak przedszkolak ..
No i normalnie wszystkim by nagadał! Każdemu, kto się tylko nawinie.
Wtedy dzieci przeszkadzają. Mąż przeszkadza. Brak męża też.
Hałas, śmiech, muzyka i cisza.
Błoto na wycieraczce i piąty brudny kubek na stole, choć zmywarka pusta.
Głupoty takie potrafią tak dzień popsuć, że zamiast żyć, to męczysz każdą godzinę.
Byle do wieczora.

Ja też tak mam. Nieraz cały dzień o coś mi chodzi.. bardzo mocno mi chodzi.
Najczęściej przez głupoty, żadne tam ważne sprawy..
Ale.. szkoda mi czasu.
I chyba się  starzeję, albo co najmniej na jakiś inny poziom życia wkroczyłam, bo szkoda mi życia na te nerwy, napięcia i fochy..


Dlatego kiedy przychodzi wieczór, a dzieci wykąpane leżą w łóżkach, mam chwilę.
Robię wtedy taki szybki przegląd dnia. Przede wszystkim dla siebie.
Kilka minut zajmuje, a może zdziałać cuda..

Jeśli coś wyprowadziło mnie z równowagi, sprawiło, że krzyknęłam, powiedziałam za dużo, chodziłam rozdrażniona. Jeśli brakowało mi radości, albo wdzięczności, albo cierpliwości i dobrego słowa dla innych.. a może wszystkiego na raz, to pytam siebie:  dlaczego?
Szukam powodu, bo większość tych nerwów, zupełnie przecież niepotrzebnych, ma jakieś swoje źródło. Od czegoś się zaczyna ten potok negatywnych myśli, słów, podniesiony głos i narzekanie, że już dłużej nie wytrzymasz, że już masz dosyć, że zawsze to samo..
To zaciskanie pięści, gdzieś ma swój początek.

Kiedy już znajdę odpowiedź to planuję, co dalej. Co z tą moją wiedzą zrobię.
Co mogę lepiej poukładać i zorganizować, czego unikać i zupełnie wykreślić z kalendarza.
Wszystko po to, żeby tych nerwów jutro mogło być mniej.
Bo wiesz.. można myśleć całe wieczory. Analizować godzinami, obiecywać sobie poprawę, ale bez wniosków i konkretnego działania, to będzie stracony czas..

Wyrzucam z naszej codzienności wszystko, co wyprowadza mnie z równowagi, co wywołuje złość, zabiera mi radość i wewnętrzny pokój.
Częściej mówię nie. Mniej wymagam od siebie i bliskich.
Pozwalam sobie na więcej swobody.
I ku mojemu zdziwieniu, świat się nie kończy.. nic się nie wali.
Nikt nie cierpi, a wszyscy korzystamy.

To jest proste. Prostsze, niż myślałam.
Podam kilka przykładów, takich z życia wziętych. Wcale nie wymyślonych na potrzebę posta. Po prostu życie.
Moje.


Wreszcie naprawdę wierzę, że mam wartość w Bożych oczach. Nareszcie widzę też prawdziwą wartość w byciu mamą. Nie muszę nadrabiać wszystkim innym, żeby czuć się lepiej sama ze sobą. To  nadrabianie zawsze wprowadzało mnóstwo chaosu w nasze życie. Było powodem wielu  słabych momentów.. 
Teraz skupiam się na niewielu rzeczach, dosłownie kilku.. Koncentruję się na tak zwanych  priorytetach.
Przestałam tylko o nich gadać. Staram się nimi żyć.
To pomaga mi być spokojniejszą.

Obiad, a raczej jego brak.
Brak pomysłu, brak planu, zakupów i płaczące dziecko pod nogami- zmęczone, chore, albo takie, które ma zły dzień i najzwyczajniej w świecie chce mamę.. bo zabawa bez niej, to nie zabawa przecież.. I nic, absolutnie nic w tym dniu bez mamy, nie ma najmniejszego sensu.
Ten zestaw jest najczęstszym powodem moich nerwów na wszystko i wszystkich w zasięgu wzroku.
Dlatego od kiedy w końcu to zauważyłam, staram się planować z wyprzedzeniem i mieć w lodówce to, czego potrzebuję. To jest podstawa, na którą mam wpływ.
To pomaga mi być spokojniejszą.

Mam też wpływ na to, że nie piszę przy dzieciach. Staram się nie otwierać przy nich komputera, nie pracować, kiedy wymagają i potrzebują mojej uwagi.
To jest nasz czas.
Nauczyłam się, że jeśli im go zabieram, to zaczynają się kłócić, bić, marudzić.. ja i tak nie mogę pracować, a dodatkowo tracę cierpliwość.
Od kiedy piszę bez dzieci w pobliżu, bardzo dużo się zmieniło.
To pomaga mi być spokojniejszą.

Jeśli o siódmej rano denerwuje mnie nieposprzątana po kolacji kuchnia- sprzątam ją wieczorem, a rano mam wolną głowę. Wchodzę i robię śniadanie. Nie muszę najpierw zmywać sterty naczyń, ścierać okruchów ze stołu, zamiatać podłogi..
To pomaga mi być spokojniejszą.

Często denerwowałam się na chłopców, którzy zachowywali się głośno kiedy spała Milenka.
Próbowałam zajmować im jakoś czas, ale najczęściej i tak kończyło się bitwą.
Dlatego w tym czasie zaczęłam im puszczać bajki. Bez wyrzutów sumienia.
Zawsze walczyłam ze sobą, ze swoją głupią ambicją.. w końcu przestałam.
Oglądają bajki kiedy Milenka śpi w dzień. Jest zupełnie cicho, a ja, w tej zupełnej ciszy, obieram ziemniaki na obiad.
To pomaga mi być spokojniejszą.


To tylko kilka rzeczy, które przychodzą mi do głowy. A jest tego dużo, dużo więcej..
Może nie odkryłam niczego szczególnego, ale to, czego sama się ostatnio uczę, to piszę.. może komuś pomoże i oczy otworzy. Ułatwi..

I pamiętaj, że kluczem do sukcesu jesteś Ty. Ty sama!
Ty decydujesz. Ty planujesz swoje dni. Ty zapełniasz kalendarz.. i tylko Ty możesz zdecydować o tym, żeby pewne rzeczy z niego wykreślić.
Ty wiesz co można poprawić, co lepiej zaplanować, a gdzie po prostu odpuścić..
Wiele, naprawdę bardzo wiele możemy zmienić w swojej codzienności na lepsze.
Na spokojniejsze.

Dlatego kiedy już ochłoniesz, uspokoisz myśli, ulubioną herbatę zaparzysz.. to spróbuj. Usiądź wygodnie i pomyśl na chwilę.
Zadaj sobie pytanie  dlaczego?
Czasami źródło problemu leży zupełnie gdzie indziej, niż myślisz.

Jeśli cię gary w zlewie rano denerwują, to je wieczorem umyj.
Jeśli niedospana chodzisz bez przerwy, to idź spać wcześniej. Odmów sobie tego filmu, seriali, nie odpisuj na maile do późnej nocy.. i tak kilka dni pod rząd. Aż w końcu poczujesz różnicę.
Jeśli poranki są nerwowe, może wcześniej rano zaczniesz wstawać? O dziesięć minut chociaż.. może ubranie dzień wcześniej sobie i dzieciom przygotujesz, żeby rano z żelazkiem nie biegać..?
To jest proste. Prostsze niż myślisz.
To może pomóc Ci być spokojniejszą.

Wiem, że jeśli tylko będziesz chciała, to znajdziesz nie jeden powód niepotrzebnego napięcia.
A jeśli uda ci się wpleść do codzienności to coś, dzięki czemu nie dopuścisz do tych bezsensownych nerwów, to wygrasz lepsze życie.
Wygrasz więcej spokojnych dni.

Zrób to przede wszystkim dla siebie.
Kilka minut to zajmuje, a może zdziałać cuda..