10 minut

W dziesięć minut można zrobić sobie tosty z dżemem.
Można umyć prysznic i umywalkę, rozwiesić pranie, albo posprzątać klocki z podłogi.
Można dziesięć minut siedzieć na kanapie i przeglądać facebooka, z dzieckiem błagającym o naszą uwagę.
Albo te cenne minuty codziennie w korku się wkurzać. Tym po pracy, albo przed.
Dziesięć minut, to tyle, ile niektórym zajmuje droga z dzieckiem do szkoły. I można siedzieć wtedy cicho w aucie lub w milczeniu iść trzymając je za rękę. A można ten czas wykorzystać.
Zobaczyć potencjał dziesięciu zwykłych minut.

Te dziesięć minut może nam przez palce uciec nie wiadomo kiedy i gdzie.
Bo to przecież tak niewiele i prawie nic nie znaczy.. ale jeśli tylko zechcesz, to w dziesięć minut możesz o wiele więcej, niż myślisz.

W dziesięć minut można zadbać o siebie bardziej.
Można poznać Boga lepiej, albo koleżankę z biurka obok.
Można rozwijać się i spełniać marzenia.
Można dowiedzieć się, o czym marzy twoje dziecko i czego nauczyło się w przedszkolu.

To, o czym zawsze tylko marzyłaś, co było zupełnie poza twoim zasięgiem od lat, możesz w te krótkich dziesięć minut, krok po kroku, powoli zdobywać.
Myślisz, że to za mało?

Też tak myślałam, dlatego na przykład, mimo szczerych chęci nie ćwiczyłam od miesięcy, a kocham to robić!
Nigdy nie było czasu.
Niestety wyznaję zasadę, że albo wszystko, albo nic.
Albo półgodzinny trening, albo żaden, bo inaczej nie ma sensu..

Ale dziesięć minut, to zupełnie wystarczająco.
Na trening.
Na zdrowy koktajl przed południem.
Na rozmowę z Bogiem. Z mężem. Z dzieckiem.
Na przeczytanie kilku stron książki albo kilku wersetów wieczorem w pachnącej pościeli.
Na pomalowanie paznokci.
Na ... co tylko sobie wymyślisz.

Musimy tylko otworzyć się na metodę małych kroków.
Na dziesięć krótkich minut każdego dnia.


Już dwa tygodnie temu powinnam była Wam o tym napisać, ale po pierwsze nie byłam pewna, czy to was zainteresuje, a po drugie chciałam najpierw sprawdzić na sobie, czy to działa.

Sympatyczna Pani na filmiku powitalnym zapewniała mnie, że w dziesięć minut dziennie można zmienić nawyki na lepsze. Że można poczuć się lepiej, być silniejszą i bardziej sprawną. Że można chcieć więcej i widzieć zmiany. Dobre zmiany!
Po dwóch tygodniach wyzwania 21 days of pilates mogę powiedzieć, że to wszystko jest prawdą.


Podrzucam wam link do darmowych ćwiczeń pilates.
Spokojne ruchy, uśmiechnięta trenerka i szum morze w tle.
Bez gonitwy, ścigania się z kimkolwiek i przereklamowanego perfekcjonizmu.
Każdy trening trwa tylko dziesięć minut. Wystarczy jeden dziennie.

Wyzwanie trwa już jakiś czas, ale bez problemu możecie zapisać się jeszcze dzisiaj  TUTAJ  i dostawać na maila treningi na każdy dzień, albo po prostu możesz wejść na tą stronę  TUTAJ  i otwierać kolejne filmiki kiedy tylko chcesz.
Niestety po zakończeniu wyzwania, wszystkie treningi będą dostępne za opłatą, ale jeszcze tydzień możecie spokojnie z nich korzystać za darmo.

A jeśli się wam spodoba, bez problemu znajdziecie na YouTube podobne nagrania nawet po polsku.
( np. Ewa Chodakowska i jej słynne 6-minutówki  TUTAJ )

Szczerze mówiąc, codziennie czekam na moje dziesięć minut.
A efekty?
Powiem tylko, że warto.
Dla siebie, dla rodziny, dla zdrowia.
I naprawdę chce się więcej!

Nie zrażaj się tym, że nie znasz angielskiego. Nie musisz.
Rób tylko to, co widzisz na filmikach najlepiej jak potrafisz.
To wystarczy.

Mówią, że jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, to musisz zmienić coś w swoim życiu.
Dziesięć minut dla siebie znajdziesz zawsze.
Zdecyduj, na co chcesz je przeznaczyć i zrób to.

Mam nadzieję, że będziesz zaskoczona jak wiele można zmienić w tak krótkim czasie, z dobrym nastawieniem i odrobiną samozaparcia.

Daj znać!











Szpilki

Kupiłam je w piękny, sierpniowy dzień, kilka dni po tym, jak dostałam pracę marzeń.
Zawsze chciałam mieć w swojej szafie eleganckie, czarne szpilki. Nigdy nie było okazji, żeby sobie takie kupić, a teraz nagle się znalazła. Potrzebowałam takich do pracy.
Musiałam się dopasować do tych wszystkich eleganckich kobiet za biurkiem w mojej nowej, ośmiogodzinnej rzeczywistości.
Chciałam się dopasować.

W domu ubierałam legginsy i proste tuniki. Nie było rozciągniętych swetrów, ale na pewno wytarte od zabaw na podłodze dżinsy.
Przy dwójce małych dzieci bardziej zależało mi na wygodzie, niż wyglądzie.
Czasami jednak brakowało mi odskoczni od tej domowej codzienności.
Chciałam założyć ładną sukienkę i do tego te szpilki właśnie. Albo elegancką bluzkę, nie martwiąc się o to, czy ktoś zaraz nie wytrze mi w nią nosa albo brudnych od czekolady rączek.


To był czas, kiedy potrzebowałam wyjść do ludzi. Uciec na chwilę z domu.
Pomalować paznokcie, spryskać się ulubionym perfumem i założyć szpilki.
Poczuć się kobietą jakoś bardziej.
Jak nigdy, chciałam spokojnie wypić kawę, pogadać z koleżankami przy ekspresie.. zająć myśli i ręce inną pracą, niż ta w domu.
Bezpiecznym, ciepłym, pełnym dziecięcego śmiechu i miłości domu.

Kiedy dostałam tą pracę, ktoś powiedział, że bardzo jest mu mnie żal, bo tak naprawdę nie wiem, co to znaczy praca, dzieci, dom.. i jeszcze pożałuję. Jeszcze zobaczę!
Ktoś inny mówił, że nie doceniam tego co mam, dlatego zachciewa mi się etatu w korporacji.

I może było w tym trochę racji, chociaż na wtedy to nie była zachcianka. To była potrzeba finansowa, którą Bóg w cudowny sposób zaspokoił.
Ja nie szukałam pracy - to ona znalazła mnie.
Dostałam ją, chociaż nie było takiej opcji.. nie miałam odpowiednich kwalifikacji, wykształcenia ani doświadczenia.


Ale myślę, że Bóg widział wtedy też inne potrzeby. Te moje.
Niewypowiedziane, bo wstyd było mi o nich wtedy mówić, żeby nie wyjść na złą matkę, która musi odpocząć od dzieci.
W oczach ludzi siedziałam w domu z dwoma aniołkami i niczego mi nie brakowało.
Żyć nie umierać.
A jednak..

Dzisiaj wiem, że ten czas był mi bardzo potrzebny.
Wiele mogłam zrozumieć i doświadczyć na własnej skórze.
Już nikt mi nie powie, że nie wiem jak to jest wstawać o piątej rano do pracy po kompletnie nieprzespanej nocy.
Już nikt mi nie powie, że nie wiem jak to jest myśleć o dwudziestej pierwszej co jutro na obiad i w pośpiechu gotować leczo.
Już nikt mi nie powie, że nie wiem jak to jest zostawiać dziecko z gorączką i iść do pracy.


Miałam okazję zatęsknić za tą normalnością, przed którą tak bardzo się broniłam.
Docenić ją.
Zatęsknić do wytartych na kolanach dżinsów i zabawy z moimi synkami na podłodze.
Nachodziłam się w tych szpilkach wystarczająco dużo, żeby na nowo pokochać moje życie i rolę pani swojego domu.

Teraz te wymarzone szpilki leżą na dnie szafy. Nienoszone, prawie zapomniane.
Może przypomnę sobie o nich wtedy, kiedy skończę już bieg za moimi dziećmi.
Kiedy przestaniemy razem poznawać świat i w cieniu dorosłości, zaczną robić to beze mnie..


Póki co, może mogłabym założyć je na jakieś urodziny, spotkanie ze znajomymi, na niedzielny spacer po parku.. ale kto miałby na tym spacerze z moimi dziećmi gołębie gonić? Kto poszedłby na plac zabaw, w ten piach, kamyki i błoto przy huśtawce?
Ja?! W tych czarnych szpilkach..?
Raczej nie.. a nie chcę być zastępowana z takiego powodu.
Patrzeć z boku jak bawią się z Tatą, Ciocią albo Dziadkiem.
Chcę dotrzymywać im kroku i być blisko tak długo, jak długo będą tego potrzebować.

Dzisiaj te szpilki wcale nie są mi potrzebne, żeby czuć się kobietą.
Spełnioną, kompletną i piękną.


Najbardziej kobieca czuję się w kaloszach, kiedy idziemy na spacer po błotnistych drogach w naszej okolicy. Albo w moich starych balerinach z odrapanym przodem, w których zupełnie mi nie szkoda chodzić po lesie z Mężem i dziećmi.
Byle razem.
I zupełnie nie ważne, co mam na nogach.

Ja i On.
Mili w wózeczku z chrupkiem w dłoni.
Jaś trzymając mnie mocno za rękę i opowiada o wszystkim, a Benio, jak zawsze kilka kroków przed nami, szuka idealnego patyka do walki z bratem..

Taki mam obraz mojej kobiecości na dziś.
Jestem zupełnie spełnioną kobietą.

Już mi ani makijaż niepotrzebny, ani perfumy i nowa torebka, ani nawet te czarne szpilki..
Już wszystko mam.
W tym bezpiecznym, ciepłym, pełnym dziecięcego śmiechu i miłości domu.

A w szpilkach do dziś nie potrafię chodzić..











Na zdjęciach chwile z naszego długiego weekendu w Szczyrku.
Było tak, jak widać na zdjęciach.
I to wszystko tylko troszkę ponad godzinę drogi od nas..



Co z poniedziałkiem?

Ostatnia sobota była wyjątkowa.
Około tysiąca głodnych Boga kobiet zebrało się w jednym miejscu, żeby uwielbiać, słuchać i odpocząć w Jego obecności.
To była prawdziwa uczta, przygotowana przez samego Ojca dla każdej z nas i ja mogłam być jej częścią.

Potrzebowałam tego. Potrzebowałam odetchnąć.
Marzyłam o duchowym i fizycznym odpoczynku.
To były jednodniowe wakacje, czas inwestowania w siebie i najważniejszą relację w moim życiu.

Myślę, że każda z Was to rozumie, bez względu na to, czy jest mamą, czy nie.
Czasami po prostu potrzebujemy spojrzeć na życie z innej perspektywy i.. zjeść w spokoju obiad, którego nie musiałyśmy gotować z dzieckiem uwieszonym naszej nogawki.

Każda z nas przyjechała na to miejsce z  czymś.
Z pytaniem, z prośbą, z jakimś ciężarem, smutkiem, radością..
Każda czegoś szukała.
Każda chciała poznać Boga bardziej i zobaczyć Jego twarz jeszcze wyraźniej.
I wierzę, że tak właśnie było.

Prawdopodobnie żadna z nas nie wyjechała stamtąd taka sama.
Żadna nie wyjechała rozczarowana i duchowo głodna.
Wiesz dlaczego?
Bo byłyśmy nastawione na słuchanie. Bo byłyśmy otwarte na Boże działanie.
Bo chciałyśmy szukać, a On daje się znaleźć.
Zawsze.

Nie ze względu na wspaniałe Boże Kobiety, które stały z przodu.
Nie ze względu na czas uwielbienia i piękne słowa pieśni.
Nie ze względu na inspirujące historie i wykłady.

To były jedynie narzędzia w Bożych rękach, przez które On, i tylko On, leczył, pocieszał, odpowiadał na modlitwy, wskazywał drogę, karmił, przytulał i dodawał sił.
On zaspokoił każde spragnione serce.

Czy może zrobić to również dla Ciebie? W zwykły dzień?
W twojej sypialni o piątej rano, kiedy budzisz się do pracy.
Przy brudnym kuchennym stole zaraz po śniadaniu.
W samochodzie, na spacerze z psem albo kiedy odpoczywasz wieczorem w swoim ulubionym fotelu.
Bądź pewna, że tak.

Bo Jego nie ogranicza ani miejsce, ani czas.
Nie przychodzi w swojej chwale tylko na konferencję z setkami kobiet, w eleganckim hotelu.
Nie objawia się tylko wśród głośnej muzyki i tłumu ludzi z wyciągniętymi w górę rękami.
Ale.. czy Ty jesteś nastawiona na słuchanie?
Czy otwierasz się na Jego działanie w zwykły, poniedziałkowy poranek?
Czy chcesz widzieć odpowiedź na modlitwę po ciężkim dniu w pracy?
Czy potrafisz odbierać Boże wskazówki między obiadem a wizytą u lekarza?
Czy jesteś w stanie zatrzymać się na chwilę i przyjść do niewyczerpanego źródła Bożej mądrości?
Czy chcesz poznawać i szukać Go w zwykłej codzienności?
A może czekasz na specjalne okazje?
Z tą całą otoczką i z mnóstwem dodatków? Miłych, ale nie niezbędnych, żeby usłyszeć Boży głos.

Bóg może robić niezwykłe rzeczy, w zupełnie zwykłe dni.
To twoje i moje nastawienie jest ważne.
Bóg chce mówić.
Tylko od nas zależy, czy chcemy słuchać.

Dlatego nie muszę chodzić głodna przez kolejny rok, aż do następnej marcowej konferencji dla kobiet.
Mogę ładować moje duchowe akumulatory każdego dnia.
Mogę doświadczać Jego obecności za zamkniętymi drzwiami mojej sypialni.


Po każdej konferencji przychodzi rzeczywistość.
Kiedy cichnie muzyka, a emocje opadają, mierzymy się z codziennością i z tym, na jaką glebę tak naprawdę padło ziarno Bożego Słowa. (Ew. Marka 4;20)
Wszyscy rozjeżdżają się do domów, do swoich problemów.
Do chorych dzieci, długów, pijanego męża, ciężkiej pracy, pustego mieszkania.
Do rutynowych czynności i gotowania obiadu z dzieckiem uczepionym nogawki spodni.
Każdy musi wrócić do tego wszystkiego, co na te kilka godzin udało mu się zostawić za sobą.

Czasami jednak wszystkie te przeciwności wydają się nas przerastać. Często właśnie dlatego, Słowo samego Boga, które tak bardzo dotykało naszego serca, nie wydaje plonu.
Zostaje zagłuszone i usycha.

Pytanie, które zawsze zadaję sobie po takich spotkaniach jest jedno:
Co z poniedziałkiem?

Bo przecież można wyciągać ręce krzycząc głośno Alleluja! Można tańczyć z radości i płakać ze wzruszenia.
Można robić notatki, zachwycając się głębokimi wykładami.
Można uśmiechać się szeroko do ludzi wokoło. Uściskać i ucałować znajomych, cierpliwie ich wysłuchać, współczuć, pokazać swoje spokojniejsze ja.
Można!
Ale w poniedziałek można znowu krzyczeć na dzieci, chociaż obiecało się sobie samej już więcej nie krzyczeć.
Można znowu martwić się o rachunki, chociaż wszystko oddało się Bogu.
Można znowu podejmować niemądre decyzje, chociaż mądrość była tematem konferencji.

Najważniejsze jest to, co zrobimy z tym wszystkim w poniedziałek.
Czy zdecydujemy się być wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami. Poruszonymi, może nawet wzruszonymi, ale tylko słuchaczami.
Którzy w sobotę patrzą w Boże lustro, a w poniedziałek zaczynają żyć swoim starym życiem zapominając, jak wyglądają. (List Jakuba 1; 22-25)

Dlatego przypomnij sobie, co Bóg ostatnio mówił do Ciebie?  Na co zwrócił Twoją uwagę?
Jaki werset chodził Ci po głowie tygodniami?
Co chciałaś zmienić?
Z czego zrezygnować, a co uczynić częścią Twojego życia?

Wróć myślami do tej pięknej, głośnej konferencji, albo do dzisiejszego cichego czasu sam na sam z Ojcem. Do niedzielnego kazania, do spotkania przy kawie z koleżanką, kiedy Bóg użył właśnie jej, żeby coś Ci powiedzieć i uświadomić.

Przypomnij sobie, jak wyglądałaś w lustrze Bożego Słowa i co chciałaś z tym zrobić.
Co Bóg chciałby, żebyś z tym zrobiła.

Bo czy w specjalne okazje, czy w zwykłe dni - liczy się tylko to, co jest między Tobą, a Bogiem.
Nic poza tym.
Nie pozwól sobie na zapomnienie.






Inny świat

Zawsze jest na co ponarzekać.
Mówię wam.. zawsze!
Bo bułek nie kupił i mleka zapomniał, a kawa bez mleka to nie kawa przecież.
Bo wody ciepłej nie ma i znowu ostatnia idę pod prysznic. Mam za swoje! Jak tak wiecznie wszyscy zawsze ważniejsi, może o sobie czas pomyśleć w końcu..
A ci się znowu biją, kłócą, biegają.. głowa mi już pęka. Normalnie jak nigdy! Tak mnie boli i zaraz mi chyba odpadnie!
Złaź z tych schodów dziecko! No przecież mi spadniesz zaraz!

Naprawdę zawsze można znaleźć powód, dla którego jesteśmy niezadowoleni. I tak szczerze.. nawet starać się za bardzo nie trzeba.
Wiem, że czasami powody zmartwień i bólu są bardzo realne, ale nasz Bóg też taki jest - realny.
On jest Bogiem, który może dać nam oczy widzące więcej.
Musimy modlić się o wzrok sięgający ponad niewygodę, niepowodzenie, ból, smutek, samotność, odrzucenie.. potrzebujemy tego.

Możesz widzieć śmierdzącego pijaka, a możesz widzieć człowieka, który potrzebuje Bożej miłości.
Możesz widzieć bolące nogi, a możesz widzieć nogi, które chodzą.
Możesz widzieć złośliwą teściową, albo zawsze chętną do pomocy babcię.
Możesz widzieć zmarnowany urlop z dziećmi, a możesz widzieć rodzinne wakacje pełne wspomnień.
Co widzisz? A raczej.. na czym skupiasz wzrok?
Na co patrzysz?
Bo to, co widzisz, właśnie od tego zależy.

Wyobrażam sobie, że każdy z nas dostał lupę.
Chodzimy trzymając ją w dłoni każdego dnia i powiększamy, co tylko chcemy.
Sami decydujemy, co będzie wyraźne i urośnie do ogromnych rozmiarów zasłaniając nam całą resztę, a co zupełnie zbagatelizujemy i udamy, że tego nie ma.
Najczęściej jest jednak tak, że bagatelizujemy dobro.
To oczywiste, codzienne.
Kryjące się za chrupiącym chlebem o poranku, śmiechem zdrowych dzieci, ciepłym domem, do którego możemy wracać po ciężkim dniu w pracy.

Możemy powiększyć nieprzespaną noc z niemowlakiem na przykład. I z tej bezsennej nocy koniec świata możemy zrobić. Tragedię. I wszystkim wokoło o niej mówić, żalić się, grać męczennika.
Miałam to w zwyczaju przez lata.
Możemy też skupić się na tym, że Pani w okienku była niemiła i pozwolić tej chwili spędzonej w urzędzie, cały dzień nam popsuć.
Albo możemy też tę lupę skierować na kochającego męża, który przywitał nas w domu uśmiechem i zmywarkę rozładował nawet.
Możemy też zrobić święto z pysznej kawy po tej długiej, nieprzespanej nocy.. a potem przytulić do serca nasze małe, płaczące w nocy Szczęście.



Nie możemy kontrolować wszystkiego, 
co dzieje się w naszym życiu, 
ale możemy wybrać to, 
co będzie najbardziej wyraźne.
                                                                                                                         Steven Furtick


Mamy wybór.
A jeśli skupimy się na tym, czego nie mamy, na tym co stracone, co niewygodne, co uprzykrza nam życie, to właśnie te rzeczy przejmą nad nami kontrolę. Zdominują naszą codzienność.
I wtedy nie będziemy w stanie zobaczyć i wykorzystywać tego, co mamy.

Jeśli będziemy patrzeć na Boga, Jego dłoń będziemy widzieć we wszystkim.
Wdzięczne serce zawsze chce mówić o tym, co dobre. Na tym skupiać wzrok i właśnie to powiększać swoją niewidzialną lupą.
Choćby wszystko było nie tak, ono zawsze wyolbrzymi ten jeden jedyny powód do  dziękuję.
Wdzięczne serce cieszy naszego Ojca.

Wdzięczność otwiera pełnię życia i sprawia, że to co mamy, wystarcza.
Wdzięczność zmienia rzeczywistość i prowadzi do przełomów w naszej codzienności.
Ona sama w sobie jest przełomem.
Mostem, między egzystencją, a pełnią życia w Bogu.

Znam kilka osób, które są bardzo pozytywnie nastawione do życia. Znane są z tego, że mówią o zwykłych rzeczach z wielką pasją. Robią małe rzeczy z wielką miłością.
Wyolbrzymiają najmniejsze nawet dobro.
Koloryzują  rzeczywistość, a w innych zawsze widzą więcej, niż pozostali.

Szczerze je podziwiam. Po przebywaniu z nimi jest jakoś.. lekko.
Bałagan jakby mniejszy. Garnki w zlewie nie denerwują aż tak, a na chorobie przestajesz już tak bardzo się koncentrować..
Nie wiem, czy to naturalne, czy może ćwiczy się tę sztukę latami..?
Bo to sztuka. To prawdziwy majstersztyk zawsze widzieć we wszystkim dobre strony. Zawsze ich uporczywie szukać.
I z przerwy na małą kawę z pianką, zrobić wydarzenie roku..

Kiedyś strasznie mnie to denerwowało. Ło matko!
Pamiętam jak dziś. Upalny letni dzień, siedzimy w ogrodzie na metalowych krzesełkach, dzieci biegają boso po trawie.
Ja mówię, jak mi źle. Że dzieci takie ruchliwe, oczy naokoło głowy trzeba mieć i takie są szybkie, że nie mogę nadążyć, co chwilę coś narobią. Benek nie śpi, a Jaś nie je. I zmęczona ciągle jestem, a lekarze nie wiedzą dlaczego.
Trochę sobie chciałam ponarzekać, pożalić się. Liczę na trochę zrozumienia, a ona do mnie:

Wiesz, te twoje dzieci takie pełne sił są i zdrowe. Ciesz się, że po szpitalach nie musisz chłopców ciągać. I dziękuj Bogu, że mimo tego zmęczenia, możesz się nimi zajmować i takim wielkim domem do tego. Że rękami i nogami ruszasz.. w końcu się kiedyś wyśpisz, a teraz się ciesz! Póki mali są!
...
Strasznie fajny ten ogród macie, szczęściarze z was! 

Taki to dla mnie był szok, że tyle dobra w tej mojej  niezwykle trudnej codzienności zdążyła w minutę znaleźć, że prawie się obraziłam na ten brak współczucia!

Czasami trzeba na swoje życie spojrzeć z innej perspektywy. Całkiem z boku popatrzeć. Zobaczyć, jacy z nas szczęściarze i zacząć to dobro wyolbrzymiać. Podkreślać na każdym kroku.

I to nie jest zaklinanie rzeczywistości, ale Boża wola dla naszego życia. (I Tesaloniczan 5;18)
Wejście w Jego obfitość i wszystko najlepsze, co przygotował.
Bo wdzięczność otwiera wiele drzwi.

Albert Einstein powiedział:
Albert Einstein
Która filozofia jest Ci bliższa?

To niesamowite, jak dziecko się zmienia, kiedy podkreślasz jego zalety, a nie wady. Kiedy zauważasz to, co zrobiło dobrze, a nie to, w czym zawiodło.
To niesamowite, jak drugi człowiek rozkwita, kiedy ktoś zauważa i docenia jak wiele potrafi, a nie jak mało wie. Że szkół nie skończył, że brak mu tytułów, doświadczenia..
To niesamowite, jak zwykła przedpołudniowa kawa z muffinem może zmienić się w prawdziwą ucztę i powód do wielkiej radości, jeśli tylko zechcesz.

Wyolbrzymiaj dobro!
Najmniejsze radości rozdmuchuj do wielkich rozmiarów.
Celebruj, świętuj, ciesz się, doceniaj!

I niech mówią, że koloryzujesz i wcale Ci nie wierzą w te twoje cukierkowe życie.
Niech mówią, że w innym świecie chyba żyjesz.. bo czy to źle?
Czy nie po to właśnie to dobro trzeba nauczyć się zauważać, żeby w innym  świecie się znaleźć?
Jakoś tak.. bliżej Bożego serca.



Dzień Bardzo Dobry # 9

Nie wiem co bym zrobiła, gdybym straciła któreś z moich dzieci.
Nie potrafiłabym żyć bez Maćka.
Co będzie, jeśli nikt nie zaopiekuje się mną na starość?
Nigdy nie będę w stanie tak dobrze pisać, jak Ona.. jeszcze tylu rzeczy nie wiem.
Jak spojrzę Jej w twarz? Przecież nie mogę udawać, że nic się nie stało..
Czy dam radę poradzić sobie z chorobą dziecka?
Jak to wszystko pogodzę? 
Skąd wezmę siłę?


Czasami zaśmiecam swoje życie obawami o jutro. O rzeczy, które przecież mogą się nigdy nie wydarzyć.
Strach zabiera mi radość chwili.
Bo przecież teraz jest za dobrze.. to nie będzie trwać wiecznie. Co będzie, jeśli wszystko się posypie?

Cokolwiek czeka na mnie i na Ciebie jutro, Bóg już tam jest.
Powtarzam to sobie prawie codziennie. Kiedy tylko do głowy wpada kolejne pytanie bez odpowiedzi. Kiedy znowu zaczynam gdybać i zamartwiać się wymyślonymi przeze mnie problemami.

Z czymkolwiek przyjdzie nam się zmierzyć za kilka lat, Bóg już o tym wie.
Nie pozwoli, żeby cokolwiek przekraczającego Twoje i moje siły, pojawiło się w naszym życiu.
On obdarzy nas swoją mocą w obfitości, żeby poradzić sobie ze wszystkim.
W odpowiednim czasie.

Nie prędzej i nie później.
W odpowiednim czasie.

Może dzisiaj jeszcze nie wiesz, jak pogodzisz wszystkie obowiązki, które nagle na ciebie spadły. Nie bój się. Pomoc z góry na pewno przyjdzie.
W odpowiednim czasie.

Może dzisiaj, tak jak ja, nie wyobrażasz sobie życia po śmierci ukochanej osoby.. byłoby to niewyobrażalnie trudne, ale Boża pomoc przyjdzie dokładnie wtedy, kiedy będziesz jej potrzebować.
W odpowiednim czasie. 

Może dzisiaj nie czujesz się odpowiednia na to stanowisko, ale skoro Bóg postawił Cię w tym miejscu, to zaopatrzy Cię też w potrzebne zdolności.
W odpowiednim czasie.

Może dzisiaj nie znasz odpowiedzi na wiele pytań, ale Bóg zna każdą jedną.
To wystarczy.
A w odpowiednim czasie, Ty też je poznasz.


Pan wodzi oczami swymi po całej ziemi, 
aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy Nim.
II Kronik 16;9


Dzisiejsze problemy pokonasz z siłą,  którą masz dzisiaj.
Problemy jutra, pokonasz z siłą, którą otrzymasz jutro.
Teraz nie masz jeszcze jutrzejszej siły, ale masz jej wystarczająco do zwycięstwa właśnie dzisiaj.

Bo Bóg działa.
W odpowiednim czasie.












Do kawy

Jest tyle mądrych słów, które chodzą mi po głowie, chowają się w plikach, folderach, zapisane byle jak na kartkach włożonych w czytaną właśnie książkę.. czasami boję się, że gdzieś mi się pogubią, a lubię do niektórych wracać.

Jako że Malutka akurat dzisiaj postanowiła zasnąć popołudniu, mogę Was dzisiaj zasypać cytatami, które mnie samą zmusiły do myślenia już nie raz. Albo tak mi się spodobały, że musiałam.. tak jak ten ostatni.
Niektóre są krótkie, inne troszkę dłuższe.
Jedne bez autora, chociaż z pewnością jakiegoś miały.. ale niestety nie zapisałam.
Ale wszystkie idealne do kawy. Na spokojnie.

I dajcie mi proszę znać, czy takie wpisy w ogóle Wam się podobają..?

Miłej lektury Kochani!


Jestem przekonany, że miliony ludzie nie chcą poznać Jezusa przez tych zasmuconych, wiecznie cierpiących, poświęcających się, zanudzających innych własnymi problemami chrześcijan, którzy zachowują się, jak gdyby ich drugie narodziny były dla nich tak samo bolesne, jak pierwsze dla ich matek.


Jedynym dowodem na to, w co wierzysz jest to, co robisz.
Jeśli chcesz wiedzieć w co wierzą inni ludzie, nie czytaj co piszą, nie pytaj w co wierzą, po prostu obserwuj co robią.



Jeśli chcesz być szczęśliwy, musisz być szczęśliwy umyślnie.
Kiedy się budzisz, nie możesz po prostu czekać, żeby zobaczyć jaki będzie twój dzień.
Musisz zdecydować o tym, jaki będzie twój dzień.
Joel Osteen


Odwiedzaj wiele dobrych książek, ale mieszkaj w Biblii. 
Spurgeon


Mów ludziom o Bogu, a Bogu o ludziach.

E. M. Bounds


Mądrość, to podejmowanie takich decyzji dzisiaj, które nadal będą dobre jutro.
Lysa Terkeurst, The Best Yes


Żyjemy w czasach, w których ludzie zupełnie ignorują Boga i obwiniają Go za chaos, który taka postawa powoduje.


Prawdziwym celem naszego życia nie jest szukanie Bożej woli; prawdziwym celem naszego życie jest szukanie Boga. 
Sednem naszej wiary nie jest wiedzieć co Bóg robi w naszym życiu; sednem wiary jest mieć pewność, że On wie co robi.
Naszym przeznaczeniem jest szukanie Bożej obecności, nie Jego planów dla naszego życia.. ponieważ nie ma dla nas innego planu, jak poznanie jedynego prawdziwego Boga osobiście.


Pielęgnowanie potępienia za wczorajsze grzechy nie czyni nas pokornymi. Sprawia natomiast, że koncentrujemy się na sobie, zamiast na Panu.
Dużo trudniej jest pokornie przyjąć przebaczenie, na które nie zasługujemy, niż chodzić w fałszywej pokorze, ubranymi we wczorajszy wstyd.
Gdy przyjmujemy za darmo przebaczenie, Ten, który nam je sał, odbiera chwałę. A kiedy On przyjmuje chwałę, my się uniżamy.
Bill Johnson, Aby działy się cuda


Czasami mam problem z tym, żeby zaufać Bogu w kwestii moich dzieci.
Kiedy moja średnia córka wybrała średnią szkołę, chciałam wręczyć jej długą listę powodów, dla których absolutnie nie powinna do tej szkoły pójść.
Ale Bóg. 
On miał plan, którego nigdy nie potrafiłabym sobie nawet wyobrazić.
On miał w tej szkole kobietę, która modliła się o moją córkę. 
On miał przyjaciół, którzy czekali, żeby ją pokochać.
On miał grupę ludzi, którzy czekali, aby pokazać jej jak mieć prawdziwą relację z Jezusem.
Miał też młodego mężczyznę, który czekał, żeby zakochać się właśnie w niej i zrobić z niej żonę kaznodziei.
Bóg miał też wielką lekcję dla mnie. 
Planowanie życia moim dzieciom nie jest moim zadaniem.
Najlepsze co mogę zrobić jako mama, jest bycie posłuszną Bogu. Reszta należy do Niego.
Ponieważ Bóg jest dobry. I tylko Bóg jest dobry w byciu Bogiem.
Lysa Terkeurst


Niektórzy ludzie pojawiają się w twoim życiu, żeby być dla ciebie błogosławieństwem. 
Inni, żeby być dla ciebie lekcją.
Matka Teresa z Kalkuty


Moja Księżniczko,
Dla mnie jesteś piękną pieśnią. Twoje życie jest słodką symfonią, którą Ja sam komponuję nuta po nucie.
Biorę twoje porażki, łzy i zwycięstwa i przemieniam je we wspaniałą harmonię. 
Wszystkie twoje myśli i czyny zostaną złożone przed Mną jak nuty na kartce. Każdy wybór, którego dokonujesz, jest ważnym akordem w kompozycji wieczności.
Nie pozwól, by hałas tego świata zniszczył tę wspaniałą melodię, Moja ukochana.
Szukaj mnie w cichym bezruchu poranka, a ja wypełnię twe serce Bożą muzyką.
Pozostań w rytmie mego Ducha w ciągu dnia.
Krocz za Mną w zupełnym oddaniu, a przyciągniesz innych do Mnie w rapsodii chwały.
Z miłością,
Twój Król i Twój Kompozytor.
S. R. Shepherd, Ukochanej Księżniczce

Piątek

Obudziła się wcześnie.
Wzięła moją twarz w swoje małe, ciepłe rączki i wyszeptała: kocham cię, kocham cię, kocham cię mamusia..
Potem obróciła się w stronę Taty i zaczęła poranny rytuał wtulania z cichutkim: Tatuś, Mili obudziła. Kocham cię, kocham cię, kocham cię..


Piątek.
Słońca brak, temperatura na plusie i smog.
Umyłam zęby, pościeliłam łóżko, pranie zdążyłam wstawić i po śniadaniu w miarę sprzątnąć.. pierogi na obiad rozmrażają się na blacie.
Dzisiaj będą ruskie.

Z piwnicy przyniosłam wiśniowy sok. Domowy, pachnący latem, pyszny.. bo tyle zawsze na zimę narobię dżemów, kompotów, ogórków, a tylko ten sok potem pijemy.
Do herbaty najlepszy.

Chłopcy kłócą się o klocki lego, Mili znowu wspina się po schodach, a w tle słychać ulubioną piosenkę Benia. Cała trójka głośno śpiewa refren.
Rozpływam się. To jedna z tych chwil, które trzeba łapać garściami.. tak, jakby można było to zrobić na zapas, na kiedyś, kiedy w piątek włączę radio do śniadania i nikt nie będzie mi już śpiewał.


Powoli dopijam herbatę z tym sokiem pachnącym latem i myślę, że za kilka lat.. że za kilka lat to już będzie zupełnie inaczej.
Dwa światy.
Mój świat i ich świat.
A może nawet cztery. Mój i Męża mojego, Benia, Jasia i Milenki. Wtedy, to już chyba Mileny.

Ciągle blisko mojego serca, bo przecież ich mamą będę nadal, ale już zupełnie inaczej.
Już nie tak, jak dzisiaj.


Jeszcze dzisiaj, do pełni szczęścia potrzeba Jej tylko mojego ciepła, wspólnego czytania książek i zasypiania na moim policzku.
Jeszcze dzisiaj, mogę Jej to wszystko dać. Bo cała jest moja. Taka pachnąca dzidziusiem tylko moja.
Do rozpieszczania, całowania i przytulania bez opamiętania.

Jeszcze dzisiaj, na środku pokoju stoi tajna baza z koca i czterech krzeseł, a Benio w tej bazie planuje zawojować świat.
Jeszcze dzisiaj wierzę, że Mu się uda. Z taką pewnością te plany w głowie układa, co ważniejsze myśli zapisuje..
Podziwiam Go zza drzwi.


W ten niepozorny piątek, Jaś skacze z radości z powodu jakiegoś drobiazgu, którego większość z nas nawet by nie zauważyła.
Póki co, świat nie zdążył odebrać Mu radości z małych rzeczy. W sumie małe, dla niego nie istnieje.
Jeszcze wszystko jest tak bardzo ważne. Każdy kamyk i patyk - wręcz bezcenne.

Jeszcze dzisiaj mogę wymagać pościelonego łóżka i zmiany skarpetek.
Mogę pogrozić palcem, kiedy dokucza bratu i zabronić.. cokolwiek mogę zabronić, a On słuchać musi.
Kiedyś posłucha mojej rady, albo i nie.. nic nie będzie już musiał. Na egzamin go siłą nie zaciągnę, ani do roboty, i do kościoła też nie.
Nie poczytam Mu Biblii na dobranoc jak teraz.
Co przed snem będzie czytał, zdecyduje sam.
Mogę tylko modlić się o to, żeby nasz dzisiejszy nawyk, stał się potrzebą Jego serca w przyszłości.

Ciągle jeszcze mogę planować, zabierać na lody i na plac zabaw po lekcjach. Mogę wpakować ich do auta i pojechać na kulki. Znowu za to podziękują w czasie wieczornej modlitwy, a ja na chwilę poczuję, że jednak robię coś dobrze.
Możemy grać w gry i układać puzzle bez końca.
Możemy rano wygrzewać się w łóżku, bo jeszcze im nie wstyd przychodzić do nas skoro świt. Wtulać się, opowiadać sny..
Jeszcze nie.


Jeszcze dzisiaj mogę. Jeszcze mam szansę. Jeszcze mam czas.
Jeszcze mi nie dorośli.

Mam świadomość, że za jakiś czas, piątki będą wyglądać zupełnie inaczej.

Może wpadnie do domu jak burza, krzyknie cześć mama i zatrzaśnie za sobą drzwi pokoju. Włączy muzę, posiedzi na fejsie, a potem uczyć się będzie do kolokwium. Nasze dzisiejsze rozmowy o wszystkim, zastąpią rozmowy z kumplami na ławce w parku.
Zaczną pukać do naszej sypialni, chodzić do kina na filmy i spać do dwunastej w wakacje.

Za jakiś czas rozbiję dwa kotlety, obiorę kilka ziemniaków i odkręcę słoik z buraczkami dla naszej dwójki. Albo wyjdziemy gdzieś na miasto, zapłacimy za dwie porcje..
Bo jeden zje u kumpla, drugi będzie w innym mieście studiował, a Mili.. Mili wróci dopiero na kolację.


Jego ramiona zastąpią moje. Wciąż będę ważna, ale On ważny inaczej..
Spotkają się pod starym dębem przy cmentarzu, albo przyjedzie po Nią pod dom. Powie nieśmiało  Dzień Dobry  i wyjdą, trzymając się mocno za ręce.

A ja wiem, że wtedy na pewno popłyną mi łzy.
Bo to właśnie ten inny świat, tylko Jej świat, do którego może mnie wpuścić.. ale wcale przecież nie musi.
Jeszcze dzisiaj mogę budować Jej zaufanie, przyjaźń i okazywać miłość bez warunków.
I dzisiejszego dnia nie chcę bagatelizować właśnie po to, żeby w piątek, który przyjdzie za ileś tam lat, mogła przyjść i opowiedzieć mi o tym swoim chłopaku z uśmiechem na ustach. Doradzić się, pożalić..
Jeszcze dzisiaj mogę zrobić wszystko, żeby jednak te drzwi swojego świata mi uchyliła, kiedy dorośnie.


Jaś powiedział mi rano, że dzisiaj jest Jego najlepszy dzień w życiu.
A to dlatego, że zaplanował piec ze mną ciastka, zagrać w zagadki i czytać książki.
Kropka.
Tak mnie to rozczuliło, że Jego najlepszy dzień w życiu, to będzie piątek z mamą w domu i z tym wszystkim, co z mamą można robić..

Dlatego zanim te piątki będą inne. Takie jakieś ciche i puste. Już mniej nasze - a bardziej ich, to nie mogę pozwolić, żeby się te dzisiejsze, z kłótnią o lego w tle, marnowały..
Ty też nie pozwól.