W rytmie

Zawsze mi się marzył, a od dwóch lat w końcu udaje mi się właśnie tak go przeżywać.
Przez grudniowe dni kroczę w moim własnym rytmie.
Najlepszym dla mnie i mojej rodziny na teraz.

Sama ustalam czym warto zająć się już, a co można spokojnie odłożyć na kiedyś.
Nakreślam sobie wstępny plan, a potem koryguję go biorąc po uwagę możliwości, które mam.
Najczęściej wykreślam kolejne rzeczy z listy, a nie dopisuję.
Robię to już bez żalu.

Skutecznie zagłuszam wszystkie głosy ciągnące mnie w miejsca, w których nie chcę być - te wypełnione nerwami, niezadowoloną miną, zabieganiem, narzekaniem..
Kiedy zapowiada się na burzę emocji, staram się odłożyć wszystko co akurat robię, usiąść z dziećmi na kanapie i zacząć czytać książkę. Albo zagrać w coś, co oderwie ich myśli od kłótni o drobiazgi.
Kiedyś nie było to dla mnie takie oczywiste. Teraz częściej mi się to udaje.

Wiem, że w każdym domu grudniowy rytm będzie inny.
Inne tradycje nas zachwycają, na inne rzeczy czekamy cały rok z utęsknieniem.
Jeśli potrafisz robić dziesiątki rzeczy w tym samym czasie zachowując przy tym uśmiech na twarzy - to nie rezygnuj z niczego.
Sprzątaj, gotuj, piecz, dekoruj.. a potem usiądź przy wigilijnym stole pięknie ubrana i szczęśliwa.
Ja niestety tak nie potrafię.


Ostatnie dni mijają mi w bez wyścigu nie wiadomo z kim i nie wiadomo po co, i tak bardzo mi z tym dobrze..
Nie wyciągam wszystkich ozdób, nie biegam ze szmatą po całym domu, nie wciągnęłam się w zakupowy szał.
Pod drukarką nadal jest kurz. Okno w pokoju Jasia wciąż czeka na swoją kolej.. i nawet mój ukochany wianek z szyszek leży jeszcze gdzieś w garderobie czekając na odpowiedni moment.

Zawsze chciałam w tym pięknym miesiącu móc, a nie musieć.
Robić to, co ubogaca mnie i moją rodzinę - nic poza tym.
Szkoda mi czasu na skupianie się na rzeczach, które powinnam, które wypada i o których mówi szeroko pojęta tradycja.
Bo skoro coś nie przywołuje uśmiechu i miłych wspomnień, jeśli nie ma w tym nawet cienia radości, to po co..?
Czy warto?
Myślę, że nie.

Ostatnio bardziej niż kiedykolwiek mam świadomość tego, że jeśli jednej rzeczy mówię tak, innej muszę powiedzieć nie.
Nie ma innej możliwości.
W życiu rządzi zasada coś za coś.
Nie można mieć wszystkiego.. po prostu nie można.
Dlatego staram się mówić tak dla tych wartości, które są dla mnie najważniejsze i Temu, który jest najważniejszy.

Podstawą mojego życia jest Pan Jezus Chrystus, a cała reszta..?
On ma całą resztę.

Chcę żeby mój grudzień oprócz pierniczków, ozdób, prezentów i względnie czystych okien, mógł poszczycić się przede wszystkim spokojem. Atmosferą uwielbienia, wzajemnego szacunku i Bożej obecności.
Moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa to te.. po prostu spokojne i beztroskie. Dni bez nerwowego poganiania, przeżyte w atmosferze miłości przywołuję w myślach najchętniej.
I dobrze pamiętam, że to głównie moja Mama nadawała rytm wszystkiemu w naszym domu.
To Ona tworzyła jego atmosferę.
Teraz ja tworzę atmosferę mojego.

Dlatego marzę o tym, żeby codziennie dawać moim dzieciom łagodną mamę.
Chcę żeby pamiętały Wigilie, przy których miałam siłę na uśmiech i wspólne śpiewanie kolęd.
Chcę żeby wiedziały, że wylany barszcz czy stłuczona bombka, to nie koniec świata.
To tylko plama.
To tylko trochę szkła.

Życzę ci, żeby zapach miłości wypełniał każdy kąt twojego domu.
Życzę ci łagodności i poczucia humoru, które potrafią nawet najbardziej nerwową sytuację obrócić w dobrą chwilę.
Życzę ci skupienia na tym, co wnosi w twoją codzienność ponadczasowe wartości, ale bez wysiłku ponad twoje siły.
Życzę ci, żeby każde tak w twoim życiu zawsze było warte twojego czasu, zaangażowania i poświęcenia.

Bez żalu zostaw za sobą wszystko, co cię obciąża, bo jeśli obciąża ciebie, nigdy nie będzie błogosławieństwem dla twoich najbliższych.

Znajdź swój rytm.
Nie tańcz, jak ci zagrają.




Niewiele

Szybko potrafię przeoczyć prawdziwe skarby w tym, co dobrze znam.

Nakarmienie pięciu tysięcy..
Nuda.

Historia znana z klubów biblijnych dla dzieci, ze szkółki niedzielnej, czytana setki razy w każdym kościele.. nierzadko wtedy, kiedy głoszący Słowo tak naprawdę nie zdążył przygotować się do niedzielnej usługi.

Znam tę historię i wiem o niej chyba wszystko. Myślałam, że niczego nowego się nie dowiem, nie nauczę.. a jednak.
Nauczyłam się coś nowego, a to stare i znane, takie jakby nowe się wydaje..

Biblia to skarb, który można odkrywać na nowo i na nowo.
Skarb, który nigdy nie może się znudzić, bo nawet po dziesiątkach lat czytania tych samych fragmentów, Bóg odkrywa przed nami zupełnie nowe prawdy.

Jezus wziął chleb, podziękował Bogu i rozdał siedzącym. 
Podobnie postąpił z rybami - dał ludziom tyle, ile chcieli.
A gdy najedli się do syta...
                                                                                                                    Ew. Jana 6;11-12

Czy potrafimy dziękować za niewiele?
Czy potrafimy nieść Bogu uwielbienie za odrobinę.. za coś, co wydaje się nie być wystarczające?

Czego ci dzisiaj brakuje?
W jakim obszarze swojego życia czekasz na Boże zaopatrzenie?
Co jest obiektem twoich kompleksów?
Gdzie widzisz swoje braki, swoje słabe strony?


Biblia mówi:

A mój Bóg w pełni zaspokoi każdą waszą potrzebę 
według swego bogactwa w chwale, 
w Chrystusie Jezusie.
                                                                                       Filipian 4;19

Pamiętasz?
NICZEGO ci nie braknie.    ( PRZECZYTAJ TUTAJ )

Podziękuj za swoje niewiele a okaże się, że masz akurat tyle, ile potrzebujesz, a ponadto dwanaście koszy resztek.


Wstań i przynieś do Ojca swoje niewystarczająco.
Niewiele czasu.
Wątłe siły.
Kilka złotych.
Przynieś swoje umiejętności i talenty, które na tle innych zawsze wypadają jakoś blado.

Przynieś to, co wydaje ci się mało znaczące i o czym nie warto nawet wspominać.
Przynieś to wtedy, kiedy widzisz potrzebę.
Zaufaj, że w Bożych rękach jest pomnożenie i zaopatrzenie.

Jeśli zatrzymasz to dla siebie, to nadal będziesz miała niewiele.
Nadal nie wystarczy.. może nawet do niczego się nie nada.

Bo nie ważne jest co i ile masz.
Ważne jest to, co Bóg może z tym zrobić.

I nie mylmy tego proszę z przynoszeniem Bogu resztek i ochłapów... to zupełnie inna bajka.
Chodzi o twój najlepszy, najbardziej efektywny czas- chociaż jest go mało.
Chodzi o twoje najlepsze siły - mimo tego, że nie masz ich zbyt wiele.
Chodzi o nastawienie serca i zaufanie, że jeśli Bóg stawia przed nami zadanie, to jest w stanie wypełnić nasze niedostatki i zaopatrzyć we wszystko, co jest potrzebne.

Wdzięczność za to co już masz, to początek wielkich cudów w twoim życiu.
Oddanie tej odrobiny w Jego wszechmocne ręce, to akt zaufania.
To krok wiary.

Praktycznie wygląda to tak, że nie odwracasz się od potrzebującego pomimo tego, że sama w portfelu masz ostatnie dziesięć złotych.
Potrzebny jest ktoś, kto upiecze ciasto na akcję charytatywną a ty, ze swoimi marnymi umiejętnościami kulinarnymi postanawiasz upiec murzynka, którego wszyscy zawsze chwalą.
Prawdopodobnie nie tryskasz energią przy ząbkującym szkrabie, a za tobą kolejna nieprzespana noc.. ale otwierasz drzwi przed inną zmęczoną mamą. Robisz kawę, szybko robisz miejsce na kuchennym stole.
Z dzieckiem na biodrze wiernie ogarniasz domową rzeczywistość. Na stole nie brakuje obiadu, a mąż codziennie rano ubiera czystą koszulę do pracy.
Dajesz z siebie to co najlepsze, chociaż to najlepsze wydaje się być zupełnie niewystarczające.. takie słabe, wątłe i nijakie.

Ale nie jest. 
Nie w Bożych rękach.

Można też na przykład założyć bloga, chociaż wiedza dotyczącą stron internetowych, programowania, kodów HTML itp. równa się zeru, a umiejętność pisania jest zupełnie przeciętna...
Można. A potem można czytać maile od czytelniczek i przy tych mailach nieraz płakać ze szczęścia.
Nie wierzyć, że to jest owoc tego prawie nic oddanego w Boże ręce.

Dziękuj za niewiele, a będziesz mogła chwalić Pana za obfitość.
Przynieś swoje życiowe pięć chlebków i dwie ryby, a Jezus Chrystus nakarmi nimi tysiące głodnych ludzi.





Na dobry początek tygodnia

Totalnie przepadłam.
Do piątkowego wieczoru nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Bóg może w tak potężny sposób używać muzyki tworzonej z miłości do Niego.. 

Pan Bóg użył muzyki, żeby pocieszać, żeby wzmocnić, żeby wnieść nową nadzieję, radość i nadać inny wymiar codziennym obowiązkom. 
Moje serce przepełnione jest uwielbieniem i wdzięcznością.
Trafiłam na Lauren zupełnie przypadkiem chciałoby się napisać.. ale jestem bardziej niż pewna, że to był jeden z tych wyreżyserowanych przez mojego Zbawiciela momentów mojego życia, o których pisałam ostatnio.. bo nie wierzę w przypadki.
Przepadłam w tych głębokich tekstach i cudownym głosie.
Od piątku słucham bez przerwy.

Może i wy się zakochacie.. nie w głosie, nie w muzyce, ale w Bogu? 

Tak na nowo.. wracając do pierwszej miłości i pierwszego pragnienia żeby Go kochać, poznawać i być najbliżej, jak się tylko da.




Szukajmy Go bardziej, szukajmy Go uważniej.
Szukajmy Jego najpierw, Jego ponad wszystko inne.
Niech będzie pierwszy, niech będzie najważniejszy.
Jezus Chrystus jest naszą nagrodą i naszym największym skarbem.
Jezus i .
Jezus i nic więcej.. to wszystko, co jest nam potrzebne na dzisiaj, na jutro, na cały nadchodzący tydzień i na resztę naszego życia.
Bo z Nim i w Nim mamy wszystko.
Amen?
'Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, 
a wszystko inne będzie wam dodane.'
Ew. Mateusza 6:33


Chcę szukać mojego Boga w każdym czasie, w każdym momencie mojego życia.

W chwilach gorszych i w tych z oczami mokrymi od łez szczęścia. Na początku tygodnia, w środę i w sobotę wieczorem.
Po usłyszeniu dobrego kazania i zaraz po tym, jak chłopcy urządzą sobie kolejną kłótnie.
W czasie choroby, w zdrowiu i w totalnym zmęczeniu. W czasie próby i w zwycięstwach. W czekaniu. W zabieganiu.


Nasz Bóg. 
Nasz pokój. 
Nasza cisza w czasie największych sztormów. 
Nawet kiedy nie widzisz drugiego brzegu. 
Nawet kiedy jedyne co słyszysz, to grzmoty i rozbijające się wokół fale.. ufaj.
Twój Ojciec czuwa.


Wierniejszy, niż wschodzące słońce. 
Jego miłość nie opiera się na tym co robimy i jacy jesteśmy - kocha bezwarunkowo. 
Bez względu na wszystko, Jego miłość jest dla nas na wyciągnięcie ręki.
Miłość, która zmienia wszystko.

Życzę Wam tygodnia wypełnionego Bogiem i wdzięcznością za to kim On jest i kim my jesteśmy w Nim.




Przypadek

Nie wierzę w przypadki.
Nie wierzę w zbiegi okoliczności i szczęśliwe gwiazdy.
Nie ufam losowi.
Szczęściu nie przypisuję zasług.

Wierzę za to w Boga i Jego pełną kontrolę nad moim życiem.
Wierzę w Jego drobne gesty miłości zamknięte w niezaplanowanych sytuacjach.
Wierzę w Jego opiekę, która przychodzi czasami w postaci przymusowej zmiany planów.
Wierzę w Boże popychanie mnie w odpowiednią stroną, kryjące się w zbiegach okoliczności.

Im dłużej ufam Bogu, tym paradoksalnie coraz trudniej jest mi dostrzegać Jego niesamowite działanie i prowadzenie w moim życiu.
Jego dobroć powszednieje.
Jego misternie zaplanowane zbiegi wydarzeń stają się normalnością, w której chodzę.
Jednak mocno wierzę, że to co inni nazywają przypadkiem, to nic innego jak Boże cuda zapakowane w szary papier codzienności.

Szukaj Boga w niezaplanowanych spotkaniach na mieście, na lotnisku i w centrum handlowym.
Szukaj Boga w najbardziej nieoczekiwanym splocie wydarzeń.
Szukaj Bożej ręki w wolnym miejscu parkingowym, w miłej Pani przy okienku i w przeniesieniu do innego działu w pracy.
Szukaj Bożego działania w przypadkowej rozmowie.
Szukaj Go w tym wszystkim, co nie poszło zgodnie z twoim planem - w zamkniętych drzwiach możliwości, w nieprzyznanym kredycie, w opóźnionym locie, zepsutym samochodzie.
Szukaj go w dziecku, które zachorowało akurat wtedy, kiedy miałaś wychodzić.
A może wcale nie powinnaś była wychodzić i stąd ta choroba..?

Gdybyśmy tylko wiedzieli, od ilu rzeczy Bóg ochrania nas każdego dnia.. może wtedy mniej byśmy narzekali.
Może wtedy bardziej byśmy doceniali te nieszczęścia, które nie pozwalają nam dotrzeć gdzieś na czas i które nie pozwalają nam mieć tego, czego chcemy i robić tego, o czym marzymy.
Czasami Bóg ochrania nas od nas samych, od naszych pragnień.
Od rzeczy, na które najzwyczajniej w świecie nie jesteśmy jeszcze gotowi, albo które nie są dla nas.
To, że nie dostałaś tej pracy, to nie przypadek..

Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się słyszeć historię typu:
Gdyby mój samolot się nie spóźnił, wracałabym do domu w środku tej strasznej wichury.
Gdyby nie ta złamana noga, lekarze nie wykryliby raka tak szybko.
Gdybym dostała się na tamte studia, nigdy nie odkryłabym swojego prawdziwego powołania.
Ja słyszałam nie raz.
Każda z nich, to dla mnie dowód Bożej łaski i Jego delikatne pchnięcia w najlepszym kierunku.

Szukaj Boga w tych wszystkich:
Akurat kiedy przechodziłam...
Właśnie w momencie w którym pomyślałam...

W tej samej chwili...
Wszystko tak idealnie się poukładało...
Zupełnie nie wiem jakim cudem...Szukaj Go w niesamowitych zbiegach okoliczności i w przypadkach wręcz nie do uwierzenia.

Szukaj Boga w tym, co nie miało prawa poskładać się w jedną całość.
We wszystkim, co po prostu nie mogło się udać.. a jednak spoglądasz za siebie i widzisz niepowodzenia przekute w wielkie błogosławieństwa.
Pasmo zdarzeń, które idealnie do siebie pasują.
Słabości, które okazały się być twoją największą siłą.
Porażki cudownie przeobrażone w sukcesy.
Widzisz pokonanych Goliatów twojego życia i siebie, z niepozornym kamykiem w dłoni.. w czymś, co z góry skazane było na porażkę, Bóg dał ci zwycięstwo.
To, co nie do końca było takie jak planowałaś, okazało się być dokładnie takie, jakie zaplanował to Bóg.
Przypadek?
Nie sądzę.

Kiedy jakiś etap twojego życia się zamyka zaczynasz rozumieć, że nic tak naprawdę nie było przypadkiem.
Wiesz, że nie mogło nim być.

Pamiętaj, że nic się samo nie poukładało.
Pamiętaj, że za tym wszystkim stoi Bóg, któremu nie jesteś obojętna i który współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Go kochają. (List do Rzymian 8;28)

Otwórz oczy, dobrze się rozglądaj i chwal Boga za to, co robi za kulisami twojej codzienności.
Zdejmij klapki z oczu i rozpoznaj delikatne odciski palców swojego Stwórcy na kartach twojego życia.
Nie jesteś przecież prowadzona przez ślepy los.
Rozpoznaj więc Mistrza w akcji.

Jeśli Bóg trzyma twoje życie w swoich rękach, to możesz śmiało przestać nazywać cuda, zbiegami okoliczności.
Możesz przestać mówić Na szczęście, a zacząć z odwagą wołać Dzięki Bogu.
Możesz przestać nazywać Jego ochronę i prowadzenie w codziennych sprawach, zwykłym przypadkiem.

Pamiętaj, że w życiu Bożego dziecka nie ma przypadków.
Są tylko cuda.
Cuda codzienności.




Wyniki konkursu i Sztuka Wyboru

Tak jak obiecałam, dzisiaj wyniki konkursu facebookowo - blogowego.
Dziękuję za udział w zabawie.
Dziękuję za każdy komentarz na blogu i udostępnienie na FB.

Zwycięzcę po prostu wylosowałam.
Szczęście miała dzisiaj Ma Nia, która zostawiła swój komentarz pod facebookowym postem konkursowym.
Gratuluję :)
Bardzo proszę o kontakt - mail lub wiadomość na stronie FB do końca tygodnia.



Ostatnie kilka miesięcy to dla mnie nieustanne wychodzenie ze strefy komfortu i kroczenie wiarą.
Dosłownie.

Między innymi, od września podjęłam się organizacji comiesięcznych spotkań dla kobiet Między Nami Kobietami.
Relację z ostatniego razu umieściłam jakiś czas temu na FB.

Są to spotkania, na których kobieta i jej sprawy są ważne.
Są to spotkania, na których łączą się pokolenia, żeby dzielić się swoim doświadczeniem.
Spotkania, na których przy dobrej herbacie lub kawie (i kawałku ciasta) rozmawiamy o wszystkim, inspirując się nawzajem do pięknej codzienności z Bogiem.


Następne spotkanie odbędzie się 10 grudnia w Radlinie (niedaleko Rybnika) przy ul. Kornela Ujejskiego 7, o godzinie 17:00.
Całość trwa zazwyczaj około dwóch godzin.

Ja wiem, że w tym przedświątecznym czasie jakoś częściej spoglądamy na zegarek i czasu brakuje dosłownie na wszystko, ale właśnie dlatego tym razem wybrałam taki, a nie inny temat: Sztuka Wyboru.. żeby na to, co najważniejsze, nigdy nie brakowało nam czasu.

Będziemy rozmawiać o codziennych decyzjach i życiowych wyborach.
Będzie o mądrości i szukaniu Boga w morzu możliwości.
Będzie o dwóch najważniejszych słowach w naszym życiu: TAK i NIE.
Będzie o tym, że życie to po prostu.. sztuka wyboru.

Chęć udziału można potwierdzić klikając TUTAJ i nie ukrywam, że jest to bardzo pomocne dla mnie, jako organizatorki :)

Jeśli tylko macie taką możliwość, serdecznie zapraszam kobiety w każdym wieku.
Wstęp wolny.

Miłego wieczoru Kochani!








Zaplanuj

Siedzę nieraz wieczorem w fotelu otoczona ciszą, z kubkiem herbaty w dłoniach.
Lubię myśleć wtedy o tym co było dzisiaj i czego chciałabym od siebie jutro.
A potem jutro przychodzi i zupełnie zapominam.
Wszystkie wzniosłe plany giną gdzieś między pracą, płaczem dziecka a listonoszem pukającym do drzwi.

Nie mam na myśli tych zwykłych planów, które my kobiety codziennie układamy sobie w głowie: kiedy pranie, o której wstawić ziemniaki, co kupić na kolację..
To wszystko tak uparcie w głowie siedzi, że rzadko zdarza się nam zapominać.

Zapominamy jednak o tym wszystkim, co tworzy atmosferę wokół nas. Taką, która przyciąga innych do Boga i pełni życia, które mamy w Nim. Atmosferę ciepła, radości i spokoju.
Zapominamy o tym, co buduje nasz dom, pogłębia przyjaźnie i wzmacnia relacje.
Tą z Bogiem też.

Zapominamy o najprostszych gestach miłości, najprostszym dziękuję nawet, bo tak skupione jesteśmy na kolejnych zadaniach i odhaczaniu punktów z naszej listy.
Zapominamy jak miało być pięknie, jak bardzo na Bożą chwałę.
Jutro znowu rozczarowuje.
Bo przyznaj, tak sama przed sobą, że wieczorne  plany naprawcze  na dzień następny, często zdają się na nic.
Niestety.

Ale może kiedy zaplanujesz, zapiszesz gdzieś na skrawku papieru i zawiesisz na lodówce, albo kiedy w ulubionym notesie zanotujesz w rubryce z dzisiejszą datą, to będzie ci łatwiej pamiętać.

Może nie zapomnisz tak szybko, jak chciałaś słowa dobierać, z jakim nastawieniem do życia zejść na śniadanie, rozładować zmywarkę i pościelić dziecięce łóżka.
Nie zapomnisz wtedy, czym chciałaś zapełniać myśli i godziny nowego, cennego dnia.
Jaki krok w dobrą stronę planowałaś zrobić.

A zaplanować można wszystko. Dosłownie wszystko.
Planowanie nie musi ograniczać się do ważnych telefonów, wizyt u dentysty, zakupów..

Możesz zaplanować na przykład radość z drobiazgów i dostrzeganie szczegółów po to, żeby móc za nie dziękować, a nie komuś wytknąć.
Bo drobiazgi są różne.. te przynoszące uśmiech i te, które mogą cały dzień zepsuć.
Chciej skupić się na tym, co przynosi Ci radość.
Małe, najmniejsze.. niech cieszy.

Zaplanuj uśmiech, bo w biegu dnia tak łatwo o nim zapomnieć. Nieraz ktoś mnie pyta, czy coś się stało, że taka jestem smutna.. A ja wcale nie jestem smutna, tylko o uśmiechu po prostu zapominam.
W głowie setki myśli, ręce ciągle czymś zajęte.
Uśmiechnij się!

Zapisz sobie jeśli chcesz, żeby w markecie oprócz mleka, kupić świeże kwiaty.
Nie, nie dla siebie, a dla kogoś innego. Żeby ozdobiły dom bliskiej osoby - mamy, babci, siostry czy przyjaciółki. Kogoś, kto zawsze jest blisko i zawsze cię wspiera, kiedy tego potrzebujesz. O takich osobach najłatwiej zapomnieć. One przecież zawsze są. Dlatego tym bardziej tymi kwiatami im za to podziękuj. Jestem pewna, że wiesz kto takie kwiaty przyjmie z radością. Może z łezką wzruszenia w oku..

Zaplanuj spotkanie z Tatą. Takie w ciszy, bez mama za plecami, bez serialu w tle. Z zamkniętym laptopem i otwartym sercem.
A oprócz tego, szukaj Go we wszystkim. W każdej minucie dnia staraj się widzieć Jego rękę nad twoim życiem.
Jestem pewna, że znajdziesz i odkryjesz Jego dobroć na nowo.

Zaplanuj dobre słowo. Nad tymi szorstkimi nie trzeba długo się zastanawiać, bo same na usta się cisną. Zastanów się więc nad dobrem, które może wychodzić z twoich ust.
Zapisz w tym swoim notesie co powiesz mężowi, a za co pochwalisz Syna. Wyślij smsa ze słowami zachęty. Na małej karteczce wykaligrafuj dwa zdania i włóż koleżance do torebki.
Doceniaj, zauważaj i głośno o tym mów.
Błogosław innych słowem.
Niech twoje słowa niosą życie.

Zaplanuj spokój i kompletne zaufanie.
Głęboki oddech i liczenie do dziesięciu, a może lepiej krótkie westchnienie w stronę nieba.
Powtarzaj sobie w kółko, że Bóg wie. On nad wszystkim panuje i nic, zupełnie nic, nie dzieje się bez Jego wiedzy.
Że On potrafi wszystko obrócić w dobro i wykorzystać nawet najbardziej beznadziejną sytuację w życiu do budowania Twojej przyszłości, wypełnionej nadzieją.
Zaplanuj, że nie będziesz gdybać i układać w głowie czarnych scenariuszy.
Zaplanuj, że dasz sobie spokój z tym zamartwianiem się na zapas.
Staw czoła rzeczywistości, ale żyj wiarą.

Zaplanuj, że będziesz dla siebie samej ważna, że będziesz dla siebie samej dobra.
Zaplanuj i bądź.
Zaczynając od jedzenia, którym siebie karmisz, kończąc na maseczce nałożonej wieczorem na zmęczoną twarz.
Kochaj bliźniego jak.. własne dzieci?
Nie.
Kochaj bliźniego jak siebie samego.
Spróbuj.

Zaplanuj, że popatrzysz na swoje dzieci jak na prezent z samego nieba. W tych najtrudniejszych momentach dnia, popatrz na nie właśnie tak.
Bo dzieci są prezentem Najwyższego. Są cudem, darem, nagrodą.. błogosławieństwem.
Czasami krzyczącym cudem.
Czasami marudzącym darem.
Czasami nieposłuszną nagrodą.. ale ciągle wielkim błogosławieństwem.

Zaplanuj wdzięczność i radość z drobiazgów.
Zaplanuj miłość, kiedy trudno kochać.
Zaplanuj, że tylko dobre myśli będziesz zatrzymywać na dłużej, a inne, te niszczące, po prostu z głowy wyrzucisz.

Zaplanuj wszystko, o czym w biegu codzienności zdarza ci się zapominać, a co pokieruje twoje życie w kierunku, w którym chcesz iść.
Wszystko co sprawi, że odrobinę bardziej będziesz podobna do Jezusa.
Wszystko co przybliży cię do obrazu mamy, żony, córki, kobiety.. który nosisz w sobie i do którego dążysz.

Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli nie planujesz, to planujesz zawieść.. dlatego koniecznie zaplanuj.
Znajdź przestrzeń dla siebie i swoich myśli, a potem usiądź i spisz.

Ustaw przypomnienie w przerwie w pracy - zadzwonić do Babci albo wysłać sms-a do męża o treści Kocham Cię na przykład.. albo Tęsknię.
Przyklej na lustrze w łazience karteczkę z napisem PEELING. Ten, który na urodziny dostałaś i leży w szafce zapomniany, bo nigdy nie masz czasu.
Na listę zakupów dopisz składniki na sałatkę, którą już od kilku tygodni planujesz spróbować.
A w miejscu, w którym zazwyczaj siadasz zmęczona głośną zabawą dzieci, kłótniami albo kolką.. połóż coś, co przypomni ci o tym, dlaczego tak bardzo kochasz być mamą. Dlaczego tak bardzo zawsze chciałaś nią zostać..

Zaplanuj poprawić to, co wczoraj nie wyszło i ulepszyć to, co kulało.
Zaplanuj dodać zupełnie nowe. Nowe, które ubarwi, upiększy, ułatwi..

Zwykłe listy rzeczy do zrobienia pomagają organizować życie, ale nie pomagają w byciu szczęśliwym i spełnionym człowiekiem według Bożego serca.
Pomagają zapamiętać godzinę wizyty u fryzjera, ale nie pomagają nam być ludźmi, których codzienność ma dobry wpływ na innych ludzi. Nie sprawiają, że ludzie wokół nas się uśmiechają, zmieniają swoje nastawienie, zapominają o kłopotach albo czują się zmotywowani do dobrego.
Dlatego właśnie dobrze jest planować niestandardowo i właśnie tak żyć.
Niestandardowo.

Pewnie dzisiaj znowu usiądę wieczorem w fotelu otoczona ciszą, z kubkiem herbaty w dłoniach.
Pomyślę o tym co było dzisiaj i czego chciałabym od siebie jutro.
Zaplanuję i zapiszę.

A kiedy jutro przyjdzie, już nie zapomnę.
Wszystkie wzniosłe plany nie zginą gdzieś między pracą, płaczem dziecka a listonoszem pukającym do drzwi..




Zależna

Ciągle tylko słyszę, że wyrośnie i że muszę przeczekać te najgorsze lata, bo dzieciom zazwyczaj to mija.
Mówią mi, że już za kilka lat nie będzie się dusić. Będzie mogła oddychać normalnie po wyjściu z domu i damy radę pójść na spacer w zimowe przedpołudnie. Zapomnimy o sterydach, inhalacjach, kaszlu, zadyszce.. i zapomnimy o strachu.
Takim paraliżującym strachu o własne dziecko.
Kiedy przelewa się przez ręce półprzytomne, prawie sine.
Kiedy z trudem łapie każdy oddech.
Kiedy z minuty na minutę jest gorzej, a ty zrobiłaś już wszystko, co mogłaś zrobić.
Ze łzami w oczach szepczesz tylko tą najprostszą modlitwę ze wszystkich: Boże, pomóż.
I zastanawiasz się, czy już zawinąć ją w koc i jechać na pogotowie, czy może bezpieczniej jest zostać w domu jeszcze kilka minut i kolejny raz spróbować uspokoić ją i podać inhalacje..

W takich chwilach bardziej niż kiedykolwiek zdaję sobie sprawę z tego, jacy jesteśmy mali.
Jacy zależni.
Jacy nieraz dumni i ślepi.
Władcy świata, wszystko wiedzący, a zupełnie bezradni w obliczu choroby, śmierci i cierpienia.
Wszystko, na co nas stać to podanie lekarstwa i czekanie.
Reszta już zupełnie od nas nie zależy.

Bo to nie my dajemy oddech i nie my go odbieramy.
Nie my decydujemy o życiu i śmierci, zdrowiu czy chorobie.. a wydawać by się mogło, że tak dużo mamy do powiedzenia.

Zimą tamtego roku kilka razy znalazłam się w sytuacji, w której jedyne co się liczyło, to kolejny oddech naszej Córeczki.
I nagle, w jednej sekundzie wróciła równowaga i odpowiednia perspektywa.
Pycha życia schowała się zawstydzona w obliczu sytuacji będącej zupełnie poza moją kontrolą.
Wtedy to, co jeszcze przed chwilą miało tak wielkie znaczenie, kompletnie je straciło.
Nie ważne były brudne okna. Nieistotne stały się popołudniowe plany. Nie marzyłam już nagle o chwili ciszy z książką na kolanach.
Zmieniły się priorytety i wszystko wróciło na swoje miejsce.
W jednej chwili na nowo zrozumiałam to, co powinno być moją codziennością - pełną zależność od Boga.
Taką zupełną i kompletną zależność od Taty.
Bo w Nim żyję, poruszam się i jestem (Dz. Ap. 17;28)
Z Nim mogę wszystko, ale bez Niego.. bez Niego nie mogę nic. (Ew. Jana 15;5)

Zapominam o tym szczególnie w chwilach, w których czuję się silna. Wydaje mi się wtedy, że sama doskonale sobie poradzę i nie potrzebuję Boga.
Sama ogarnę.
Sama dam radę.
I nie robię tego złośliwie ani na przekór, po prostu jest mi za dobrze.
Wszystko wychodzi, wszystko układa się po mojej myśli. Żadnych przeciwności, większych problemów..
Łatwo wtedy zapomnieć, że to On trzyma klucze do wszystkich drzwi w moim życiu.
On kieruje moimi krokami.
On zsyła błogosławieństwo.
On mnie chroni. Policzył każdy mój włos i bez Jego wiedzy żaden nie spadnie.
On i tylko On.
Mój kochający Ojciec.

W czasie, w którym wszystko przychodzi łatwo, najzwyczajniej w świecie zapominam, że każda rzecz w moim życiu zaczyna się w Bogu.
Nie mam nic, czego On najpierw by mi nie dał.
Zapominam, że w każdej sekundzie i w każdej najmniejszej rzeczy, jestem zupełnie zależna od Niego.
Zapominam, że sukces nie zależy ode mnie - do mnie należy jedynie wierność.
Zapominam, że sama z siebie nie potrafię kochać, sama z siebie nie potrafię wybaczać, sama z siebie nie jestem w stanie przejść kolejnego dnia w zwycięstwie.

Właśnie dlatego czasami jest gorzej. Musi być, żebyśmy na nowo nauczyli się polegać na Bogu.
Trudne sytuacje przychodzą właśnie po to, żebyśmy mogli przypomnieć sobie Kto podtrzymuje nasze życie i żyć w świadomości, że każdy dzień, każda godzina i każdy oddech to Jego łaska.
Tylko i wyłącznie Jego łaska.

Uczę się dziękować Bogu za te chwile opamiętania.
On kocha mnie za bardzo, żeby pozwolić mi żyć po swojemu, błądzić i polegać na swojej zawodnej sile.
Dziękuję Mu, że nie pozwala mi na niezależność.
Uczę się nie być samowystarczalna.

Wiem, jak trudno jest codziennie uświadamiać sobie, że nawet moja wytrwałość w dążeniu do celu nie jest moja tak naprawdę, a moje zdolności w pierwszej kolejności zostały mi dane przez Stwórcę i nie są wcale moją zasługą.
Wiem jak trudno, bo trzeba najpierw odłożyć na bok pychę, trzeba schować dumę do kieszeni..
Bo to Bóg daje chcenie i wykonanie. (Filipian 2;13)

Tak bardzo cieszę się, że Bóg potrafi wykorzystać nawet moje błędy i potknięcia, żeby doprowadzić mnie do celu. Nie muszę drżeć ze strachu zastanawiając się co będzie, jeśli zawiodę.
Gdyby moje życie zależało tylko od mojej siły, nie mam pojęcia gdzie byłabym teraz.
Jestem tu gdzie jestem, taka a nie inna, bo Bóg troszczy się o mnie.
Bo zależę od Boga i moje życie ukryte jest w Jego rękach.

Teraz słowo do was, którzy mówicie:
Dziś lub jutro udamy się do tego oto miasta, będziemy tam pracować przez rok, prowadzić handel i czerpać zyski. 
A przecież nawet nie wiecie, co wam przyniesie jutro.
Czym jest życie wasze? Jesteście jak mgła, która pojawia się na chwilę, a następnie znika.
Powinniście raczej mówić: Jeśli Pan pozwoli, to dożyjemy i zrobimy to lub owo.
Wy tymczasem chełpicie się zarozumiale. 
Wszelka tego rodzaju chełpliwość jest niewłaściwa.
List Jakuba 4; 13-16

Budź się do każdego dnia dziękując za kolejny wschód słońca.
Od dziś nie bierz już żadnego z nich za pewnik.
Głęboka wdzięczność za najmniejsze rzeczy ma swoje źródło w świadomej i całkowitej zależności od Stwórcy.
Żyj w tej zależności, pielęgnuj ją, nie zapominaj o niej nigdy.. bo wcale nie musisz mieć trójki zdrowych dzieci i kochającego męża.
Z twojego kranu wcale nie musi lecieć ciepła woda, a lodówka nie musi być zawsze pełna.
Spokojna droga do kościoła każdej niedzieli, dwie zdrowe ręce zdolne do pracy i oddech, który właśnie wzięłaś, to nie konieczność.
To łaska.