Spacer po wodzie

Ten wpis miał nigdy nie powstać.
Nie planowałam zostać dziewczyną, która pakuje swoje życie w kartony i wyprowadza się na drugi koniec kraju zostawiając za sobą rodzinę, przyjaciół i trzydzieści lat wspomnień.
Nigdy bym nie przypuszczała, że to będzie moja historia.
Nigdy nie pomyślałabym, że będę w stanie to zrobić. Że będę miała wystarczająco dużo odwagi, siły.. wiary.

Miłość do dziecka i pragnienie dla niego tego, co najlepsze, zmusza nas czasami do decyzji, których normalnie nigdy byśmy nie podjęli.

Dzisiaj, przy końcu tej historii o nazwie przeprowadzka (i na początku zupełnie nowej...) chciałam wam napisać, że można wierzyć, a można żyć wiarą.

To zupełnie dwa różne światy, dwa inne doświadczenia, pomagające w zupełnie różny sposób poznawać Boga i to, jaki jest naprawdę.
Co tak naprawdę znaczy, że jest wielki? Dobry? Łaskawy?
Co to znaczy, że jest wszech-mogący?
Że zadba, zaopatrzy, zatroszczy się o każdy, najmniejszy szczegół...

Można wierzyć, że Bóg właśnie taki jest.
A można tego doświadczyć. 

Można poczuć orzeźwienie źródła wypływającego ze skały na samym środku pustyni.
Rozsmakować się w mannie spadającej z samego nieba każdego jednego dnia.
Niemal słyszeć Jego szept ze wskazówką,w którą drogę powinieneś teraz skręcić.
Dotknąć suchą stopą morskiego dna, albo... chodzić po wodzie.


Wiarę można zobaczyć.
Wiarę obserwuje się w działaniu.
Wiara to czyn.

Piotr chodził po wodzie.
Dzięki temu, że wyszedł z łodzi  zbliżył się do Jezusa (ew. Mateusza 14;29).
Był bliżej Zbawiciela, niż którykolwiek z uczniów, którzy pozostali w łodzi.

Ja też chodziłam po wodzie.
Już powoli kończę swój spacer i lada dzień dotknę stopami suchego miejsca... ale wiem, że kiedy tylko wiatr osuszy ostatnią kroplę z moich pięt, znowu będę mogła wyjść i chodzić po wodzie z moim Bogiem.
Nowe zaproszenie do wspólnego spaceru wiary już na mnie czeka.

Chodzenie po wodzie to 'żywienie nadziei, wbrew nadziei' (List do Rzymian 4;18)
To nie odpuszczanie walki o osobę, dla której niby nie ma już nadziei. Bo choroba, bo nałóg, bo więzienie i fatalna przeszłość.
Chodzenie po wodzie to wychodzenie ze swoich stref komfortu i sięganie po marzenia.
Chodzenie po wodzie to walka o lepszą jakość życia - bez strachu, bez poczucia winy, bez nałogów, bez przemocy. W pełnym zdrowiu fizycznych, emocjonalnych i duchowym.
Chodzenie po wodzie to wybaczenie osobie, której wybaczyć nie potrafisz.

Chodzenie po wodzie to ten moment, w którym poczucie bezpieczeństwa daje nam Boża obecność, a nie miejsce w którym jesteśmy.
To działanie zgodnie z Bożą wolą, która staje się ważniejsze niż strach i opinie innych ludzi.
Chodzenie po wodzie to bycie wykonawcą, a nie tylko biernym słuchaczem.

Wychodzenie z łodzi to krok wiary, który zmienia rzeczywistość i nas samych.

Bóg zaprasza nas do codziennego spacerowania wiarą u Jego boku i do osiągania rzeczy po ludzku niemożliwych, ale zupełnie realnych w Jego obecności.

Nawet jeśli przyjdzie dzień, w którym wokół ciebie zacznie wiać silny wiatr problemów i zmartwień, a ty na chwilę zwątpisz, zawahasz się.. to pamiętaj, że On jest blisko.
Twój Bóg nie będzie patrzył jak toniesz. Natychmiast poda ci swoją rękę i wyciągnie cię nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji (Ew. Mat. 14;31).

I nie udawaj bohatera. Nic o własnych siłach!
Ty decydujesz, żeby wyjść z łodzi, ale fakt, że dajesz radę iść wynika tylko i wyłącznie z mocy Wszechmogącego, a nie z twojej własnej niezwykłości.

Te bezpieczne, suche miejsca w naszym życiu to naprawdę wspaniałe miejsca, ale to nie są miejsca rozwoju.
Tam niczego się nie uczymy, niczego nie doświadczamy.. stajemy się obserwatorami żyjącymi świadectwami innych ludzi.
Nie zazdrościsz im czasami? Ja zazdrościłam nie raz.

Są świadectwa, które tylko ty możesz opowiedzieć.
Masz swoje?

Wyjdź z łodzi.
Zakosztuj Boga w inny, nieznany dotąd sposób.
Sam się przekonaj jak to jest.. jak może być.

Nie piszę tego po to, żeby pochwalić się moją wiarą. Oj nie..
Tylko Bóg wie, ile razy chciałam z powrotem wejść do bezpiecznej łodzi i dalej przypatrywać się tym, którzy odważyli się wyjść.
Tylko Bóg wie, ile razy paraliżował mnie strach, ile razy tonęłam wołając Go o pomoc.
A On był.
Zawsze.

Dzisiaj wiem, że choroba naszej Córeczki była tylko narzędziem w Bożych rękach.
Dzisiaj wiem, że w tym wszystkim zupełnie nie chodziło o samą przeprowadzkę ale o proces, który został w nas zapoczątkowany w momencie tej najtrudniejszej decyzji naszego życia.

Nie cel był najważniejszy, ale wszystko to, czego nauczyliśmy się w trakcie tej podróży.

Choroba naszego Dziecka była wymierzona w nas po to, żeby nas osłabić. Mimo wszystko, dzisiaj jesteśmy silniejsi.
To, co miało oddalić nas od Boga sprawiło, że jesteśmy jeszcze bliżej Niego.
Z Bogiem WSZYSTKO jest możliwe!

Już za kilka dni będziemy w nowym miejscu fizycznie, ale to ten duchowy nowy teren cieszy nas najbardziej.
Właśnie dlatego było warto.

Wyszłam z łodzi.
Chodziłam po wodzie.
Czekam na więcej...


Prosiłam...

Znalazłam ten tekst bardzo dawno temu, niestety po angielsku.
Siadłam nawet do tłumaczenia, ale przetłumaczyłam jedynie początek, a na resztę zawsze brakowało mi czasu..
I nagle jest!
Bardzo dobre tłumaczenie, piękne przesłanie.
Z życia chrześcijanina wzięte.
Takie prawdziwe.
Mocne.


Prosiłem Boga, by odebrał mi moja pychę,
a Bóg powiedział: "Nie".
Powiedział mi, że to nie On ma mi ją zabrać,
ale ja mam ją odrzucić.
Prosiłem Boga, by uzdrowił moje niepełnosprawne dziecko,
a Bóg powiedział: "Nie".
Odpowiedział, że dusza dziecka jest zdrowa,
a jego ciało tymczasowe.
Prosiłem Boga, by obdarzył mnie cierpliwością,
a Bóg powiedział: "Nie".
Powiedział, że cierpliwość jest ubocznym rezultatem wielkich trudności
i nie można jej otrzymać,
ale można na nią zasłużyć.
Prosiłem Boga, by dał mi szczęście,
a Bóg powiedział: "Nie".
Powiedział, że On daje błogosławieństwa,
a szczęście jest w moich rękach.
Prosiłem Boga, by oszczędził mi cierpienia,
a Bóg powiedział: "Nie".
Powiedział, że "cierpienie odrywa cię od światowych trosk
i przybliża do Mnie'.
Prosiłem Boga, by sprawił, żeby mój duch wzrastał,
a Bóg powiedział: "Nie".
Powiedział, że sam muszę wzrastać,
a On będzie mnie korygował.
Prosiłem Boga, by pomógł mi kochać innych tak,
jak On kocha mnie.
i Bóg powiedział: ,,Ach, nareszcie zaczynasz rozumieć!'
Prosiłem o siłę
i Bóg dał mi trudności, by uczynić mnie silnym.
Prosiłem o mądrość
i Bóg dał mi problemy do rozwiązania.
Prosiłem o odwagę
i Bóg dał mi niebezpieczeństwa do pokonania.
Prosiłem o miłość
i Bóg dał mi nieszczęśliwych ludzi, bym im pomagał.
Prosiłem o przysługę,
a On dał mi sposobność.
Nie otrzymałem nic, czego pragnąłem.
Dostałem wszystko, czego potrzebowałem.
Moja modlitwa została wysłuchana.



Boże myśli, to nie myśli nasze.
Jego drogi są inne. Lepsze.  (Izajasz 55;8-9)

Bóg nie zawsze podaje nam wszystko na tacy.
Nie zawsze wystarczy zawołać: daj, zabierz, spraw żeby...
To łatwe i wygodne, ale niestety niczego nas nie uczy.

Skupieni na celu szukamy szybkich rozwiązań, podczas gdy dla Boga ważna jest droga, którą musimy przejść, żeby ten cel osiągnąć.
Dla Niego ważny jest proces zmian które w nas zachodzą.
On cieszy się każdą przepracowaną duchową lekcją, dzięki której rośniemy w wierze.

Czasami nasze wysłuchane modlitwy przychodzą pod zupełnie inną postacią niż się spodziewamy.
Chcemy mądrości - mamy problem.
Prosimy o cierpliwość - dostajemy szansę, żeby ją okazać.. raz, drugi, dziesiąty.
Pragniemy pocieszenia, a zaczynają otaczać nas ludzie pogrążeni w smutku.

Zaufaj Ojcowskiej miłości Boga.
Zaufaj Jego mądrości.

Może nie dostaniesz tego, czego chcesz, ale na pewno dostaniesz wszystko to, czego potrzebujesz.




Nic dziwnego...

Chcesz zrezygnować?
Jeśli tak, chcę cię zachęcić do pozostania. Chcę cię zachęcić, abyś przypomniał sobie determinację Jezusa na krzyżu.
On nie zaprzestał. Nie myśl jednak, ze nie miał takiej pokusy.
Zobacz, jak jest poruszony, słysząc kłótnie swoich apostołów.
Popatrz jak płacze, siedząc przy grobie Łazarza.
Posłuchaj jak szlocha w ogrodzie Getsemane.



Czy kiedykolwiek chciał zrezygnować?
Bez wątpienia!
Dlatego Jego słowa są tak wspaniałe.

'Wykonało się.'
Wyobraź sobie tę scenę. Niebo jest ciemne. Pozostali dwaj skazańcy jęczą. Drwiny ucichły.
Być może słychać grzmot, a może zawodzenie.

Być może jest cisza.
Jezus bierze głęboki oddech, resztkami sił napina mięśnie i woła:
'Wykonało się!'
(...)
Okrzyk klęski? Na pewno nie.

Gdyby Jego ręce nie były przymocowane do krzyża, to uniesione w triumfie pięści przebyłyby ciemne niebo.
Nie, to nie był okrzyk rozpaczy. 
To okrzyk zakończenia.
Okrzyk zwycięstwa.
Okrzyk wypełnienie.
Tak, a nawet okrzyk ulgi.

Czy jesteś bliski rezygnacji? Proszę, nie rezygnuj.

Czujesz się zniechęcony jako rodzic? Nie daj się zniechęceniu.
Jesteś znużony czynieniem dobrze? Jeszcze tylko trochę.
Masz pesymistyczne nastawienie do swojej pracy? Wytrzymaj.
Brak porozumienia w twoim małżeństwie? Spróbuj jeszcze raz.
Nie możesz oprzeć się pokusie? Przyjmij Boże przebaczenie i spróbuj po raz kolejny.

Pamiętaj, że człowiek, który coś kończy, nie jest wolny od ran i zmęczenia. Przeciwnie- jak bokser, jest pokryty bliznami i pokrwawiony.
Jezus powiedział, że zbawienie czeka na tych, którzy wytrwają do końca. (Mt 10;22)

Nie tylko na tych, którzy zajmą pierwsze miejsce. Nie.
Zbawienie jest dla tych, którzy po prostu pozostaną do końca.
Wytrwajmy.

.................................................................................................


Ukrzyżowanie sprawiało, że każdy świadek albo robił krok w jego stronę, albo w stronę przeciwną. Jednych przyciągało, innych odpychało.
I dzisiaj, dwa tysiące lat później, jest tak samo.
Człowiek jest albo po jednej, albo po drugiej stronie. 
Musi wybrać.

Możemy zrobić z krzyżem wiele.
Możemy zbadać jego historię.
Możemy studiować teologię z nim związaną, zastanawiać się nad proroctwami o nim.
Jedyną rzeczą, której nie możemy, jest neutralne odejście.

Nie możemy pozostać postronnymi obserwatorami. 
Krzyż na to nie pozwala.
Na to jedno Bóg w swym niebywałym miłosierdziu nie pozwala.

Po której stronie jesteś ty?

................................................................................................

W chwilach, gdy Jego boskość staje się aż nieprzystępna, gdy Jego świętość staje się aż nietykalna, Jego doskonałość aż nie do naśladowania dzwoni telefon i słychać głos: 'On jest człowiekiem. Nie zapominaj o tym. On miał ciało.'
Akurat we właściwych momentach autorzy biblijni przypominają nam, że Ten, do którego się modlimy, poznał nasze uczucia.
Poznał pokusy. 

Czuł zniechęcenie.
Bywał głodny, śpiący i zmęczony.

Wie, jak się czujemy, gdy dzwoni budzik.
Wie, jak się czujemy, kiedy nasze dzieci chcą w tym samym czasie różne rzeczy.
Kiwa ze zrozumieniem głową, gdy modlimy się w gniewie.
Jest poruszony, kiedy mówimy Mu, że czujemy się przytłoczeni obowiązkami, które na nas spadły.
Uśmiecha się, kiedy wyznajemy swoje znużenie.

Najwięcej jednak zawdzięczamy Janowi dzięki temu, że zapisał werset 28 rozdziału 19.
Brzmi on po prostu:

'Pragnę.'

To nie Chrystus jest spragniony. To cieśla. 

Słowa człowieczeństwa pośrodku boskości.
(...)

On przypomina nam, że 'Słowo ciałem się stało'.

Chce, abyśmy pamiętali, że On też był człowiekiem.
Abyśmy wiedzieli, że On też znał monotonię i znużenie długimi dniami.
Abyśmy pamiętali, że Ten, który poszedł przed nami, nie nosił kuloodpornej kamizelki, gumowych rękawiczek ani zbroi.
Nie, On przeszedł przez świat, w obliczu którego ty i ja stajemy każdego dnia.

On jest Królem królów, Panem panów i Słowem Życia, Jest Gwiazdą Poranną, Rogiem Zbawienia i Księciem Pokoju.

Czasami jednak czujemy się pokrzepieni na myśl o tym, że Bóg stał się człowiekiem i zamieszkał pośród nas.
Nasz Pan wie, co to znaczy być ukrzyżowanym cieślą, który odczuwa pragnienie.


................................................................................................


Dostałam ją na dziesiąte urodziny.
Babcia wręczyła mi ją mówiąc, że może jeszcze nie teraz, nie za kilka lat.. ale przyjdzie czas, kiedy zrozumiem jej piękno.
Miała rację.

Nic dziwnego, że zwą Go Zbawicielem Maxa Lucado, to jedna z najpiękniejszych książek jakie kiedykolwiek czytałam.
Książka, która pokazuje inną perspektywę, otwiera oczy, pomaga choć odrobinę zrozumieć to wszystko, co Chrystus zrobił dla nas dwa tysiące lat temu.

Nie jest ładnie wydana. Nie wyróżnia się wśród innych książek.
Jest jednak warta każdej wydanej złotówki i każdej minuty, poświęconej na jej przeczytanie.
Chociaż nie jestem pewna, czy gdziekolwiek można ją jeszcze kupić..

Wybrałam zaledwie trzy krótkie fragmenty.

Mam nadzieję, że znajdziecie chociaż chwilkę samotności i spokoju, żeby móc zwrócić wzrok na krzyż i na nowo zakochać się w Zbawicielu.






#czarnypiatek

To rzeczywiście czarny piątek.
Tak ciemny, jak cały otaczający nas świat.
Zdaje się, jakby ta ciemność pochłaniała nas bez reszty. Kawałek po kawałku zabierała odbicie Stwórcy w nas.. bo przecież na Jego podobieństwo zostaliśmy stworzeni..
Nie do wiary.

Tak zaangażowani w walkę o śmierć nie byliśmy jeszcze chyba nigdy.

Z drugiej strony wiem, że prawdziwy czarny piątek był jeden. Jakieś dwa tysiące lat temu, na wzgórzu Golgoty.
Tam Zbawiciel świata walczył o życie dla nas. O wolność.
A my w imię tej wolności chcemy zabijać..
Nie do wiary.

Jeszcze dwa dni temu portale społecznościowe wypełnione były zdjęciami, na których całe rodziny ubierały skarpetki nie do pary. Obserwowałam kobiety dumnie pokazujące linie namalowane na swoich dłoniach.
Dzisiaj z niedowierzaniem patrzę na manifesty, biało czarne zdjęcia i selfie tych samych kobiet ubranych na czarno.

Kochani.. tak nie można. Po prostu nie można iść w dwóch kierunkach jednocześnie. Nie można próbować zadowalać wszystkich i podpisywać się pod każdą akcją.
Nie można malować grubej krechy na dłoni, a dwa dni później ubierać czarnych spodni i sweterka..

Musisz zdecydować komu służysz, za kim idziesz, kogo słuchasz, w kogo się wpatrujesz.
Musisz być pewna tego Komu zaufałaś i w co wierzysz.
Bez chwiejnego kroku, bez kompromisów.
Bez żalu.

Naszym największym zmartwieniem nie powinno być to, czy Bóg jest po naszej stronie.
Naszym największym zmartwieniem powinno być to, czy my jesteśmy po stronie Boga, bo Bóg ma zawsze racje. 
Abraham Lincoln

Takie dni jak ten przypominają mi tylko o jednym:

Powstań, zajaśniej!
Izajasz 60;1


Na przekór tej ciemności, tej wszechobecnej, dumnej czerni panoszącej się w mediach społecznościowych, na ulicach, w urzędach, w centrach handlowych i szkołach, my musimy świecić.
Ten ciemny świat potrzebuje Bożego światła.

Ten, który jest w was, jest potężniejszy niż ten, który jest na świecie. I Jana 4;4

Nie chodzi o to, żeby wykłócać się i walczyć na argumenty.
Nie chodzi o to, żeby oskarżać się nawzajem, wyzywać i wytykać palcem.
Ludzie nie potrzebują naszych kazań, ale przykładu.
Namacalnych dowodów na realność Boga w naszym życiu.

Dlatego nie róbmy sobie z social mediów miejsca do głębokich wywodów, bezsensownych dyskusji, kłótni.. nie wszystko trzeba skomentować. Naprawdę.
Mówmy życiem.
Żyjmy tym, co mówimy.. nie tylko na temat aborcji.

Tak niech i wasze światło świeci wobec wszystkich.
Niech ludzie zobaczą wasze szlachetne CZYNY i wielbią waszego Ojca w niebie. Ew. Mateusza 5;16

Naszą odpowiedzią na czarne poniedziałki, środy i soboty tego świata, musi być jeszcze więcej miłości.
Jeszcze więcej wyciągniętych do pomocy dłoni.
Jeszcze więcej współczucia
Jeszcze więcej łagodności.
Jeszcze więcej uwielbienia.
Jeszcze więcej odwagi.
Jeszcze więcej wdzięczności.
Jeszcze więcej budujących słów.
Jeszcze więcej uśmiechu.
Jeszcze więcej pokory.

Naszą odpowiedzią na ten głośny krzyk na ulicach powinna być cichość we własnym domu.
Jeszcze więcej czasu za zamkniętymi drzwiami. Jeszcze więcej modlitwy. Jeszcze więcej wsłuchiwania się w Boży głos.
Bo nie jesteśmy przeznaczeni żeby świecić swoim światłem, ale żeby odbijać Jego.

Czasami zmienianie świata oznacza wyciszenie się na tyle, żeby Bóg zmieniał nas.
Lysa TerKeurst



Co widzisz?

Wszedł do domu zatrzaskując za sobą drzwi. Zostawiał błoto na świeżo wymytej podłodze.
Stanął na środku przedpokoju i zaczął wołać: maaaamooooo!
Nie zdążyłam zareagować i przypomnieć mu po raz kolejny, że jego mała siostrzyczka śpi. Że wtedy trzeba mówić cicho, drzwiami nie wolno trzaskać, a w butach nie chodzimy po domu.
Milenka obudziła się z płaczem.

Zaczęłam wykład o błocie, niewyspanej siostrze, szanowaniu mojej pracy i o tym, do czego służy klamka. Krzyczałam.
A On w swoich małych rączkach trzymał kwiatek.
Taki śliczny, fioletowy, polny kwiatek. Z korzeniami i biedronką na jednym z listków. Ściskał go coraz mocniej i mocniej..
Kwiatek wybrany i wyrwany z korzeniami specjalnie dla mnie. Bo on wiedział, że ja tak te kwiaty kocham i mam w wazonach i wazonikach w całym domu powkładane. W przypływie emocji, nad którymi panować dopiero się uczy, zapomniał zupełnie o butach, klamce i siostrze.
Tylko kwiatek dla mamy się liczył. Jedyny taki na całej łące.
Fioletowy kwiatek dla mamy.

Czasami za bardzo skupiam się na rzeczach, które nie mają większego znaczenia.
Czepiam się drobnostek i jakieś głupstwa wysuwają się na pierwszy plan w moich myślach, zakłócając prawdziwy obraz drugiej osoby. Czyjeś potknięcia potrafią przysłonić mi dobre chęci, starania i te cechy charakteru, które po cichu podziwiam.
Czasami nie jestem w stanie widzieć człowieka - widzę tylko jego błąd.
Wtedy nie sięgam wzrokiem dalej i nie szukam głębiej.

Czasami brudna podłoga i niedospane dziecko to wszystko co widzę.
A fioletowy kwiatek w złości wyrzucam do kosza.

W swoich dzieciach, mężu, sąsiadach.. w drugim człowieku po prostu, chcę widzieć coś więcej niż to, co widoczne dla oczu.
Więcej niż drobne wady i te cechy charakteru, z którymi nie do końca mi po drodze.
Chcę sięgać ponad niedoskonałości. Przymykać oko na potknięcia. Chcę dostrzegać potencjał, doceniać dobre chęci i pamiętać przy tym o własnych brakach.
Chcę patrzeć sercem bo to co widzimy otwartym sercem jest o wiele ważniejsze od tego, co widzimy otwartymi oczami.
Lisa Bevere

Niestety.
Codzienny bieg nie zostawia zbyt wiele czasu na próby dokopywania się do skarbów, które przecież chyba w każdym człowieku można znaleźć..
Zamiast tego szufladkujemy.
Skreślamy.
Unikamy.
Krytykujemy.
Patrzymy tak bardzo po ludzku.

Błędy same rzucają się w oczy, a dobro trzeba chcieć zobaczyć.
Zatrzymać się na chwilę, wziąć głęboki oddech albo dwa, popatrzeć głęboko w oczy i szukać.
To, że czegoś nie widać wcale nie znaczy, że tego nie ma.

Czasami trzeba postarać się zrozumieć, wczuć w czyjąś sytuację, a czasami trzeba po prostu przebaczyć i zapomnieć. Poklepać po plecach i powiedzieć 'każdemu się zdarza..'
Do tego potrzeba pokory.
Świadomości swoich własnych niedoskonałości i ogromu łaski odbieranej codziennie od Najwyższego.

Czy wiesz, że Bóg widzi w tobie swoje ukochane dziecko, pomimo tego, że nie raz upadłaś, nie raz zbłądziłaś, nie raz swoim życiem zupełnie się Go zaparłaś?
Czy wiesz, że Bóg widzi w tobie materiał na mieszkańca nieba, pomimo brudów twojego życia?
Czy wiesz, że Bóg widzi w tobie kogoś, za kogo warto było oddać życie, bez względu na to kogo widzą w tobie inni?
Czy wiesz, że On na jedno twoje wołanie jest w stanie zapomnieć całą twoją przeszłość i wybaczyć każdy twój grzech?
Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie z jak wielką miłością Bóg patrzy na ciebie dzisiaj. Z jak wielką miłością myśli o tobie dzisiaj..


Łatwiej mi zobaczyć okruchy na podłodze, obrus wysmarowany masłem i brudny od pomidora blat zamiast pięciolatka, którego pierwszą myślą z samego rana było śniadanie do łóżka dla rodziców.
Po drodze do sypialni wylał słodką herbatę na schody, przyniósł krzywo ukrojoną pajdę starego chleba, ale tak bardzo się starał.. tak bardzo chciał sprawić nam radość.
Zobaczyć nasz uśmiech i zachwyt w oczach.

A ty, co widzisz?
W szefie, w koleżance z biura, w teściowej, w swoim dziecku?
Nie ważne jest na kogo dzisiaj patrzysz.
Ważne jest to, kogo widzisz w drugim człowieku.

Modlę się, żeby Bóg wyostrzył mój duchowy wzrok. Żebym nie tylko patrzyła, ale i widziała człowieka w człowieku. Może nie idealnego, bo nikt z nas idealny nie jest.. ale wartościowego i ważnego dla Stwórcy.
Modlę się, żebym potrafiła patrzeć na innych Jego oczami.
Ustawić się gdzieś z boku, nie patrzeć na nikogo z góry. A czasami, jeśli trzeba, zrobić kilka kroków w tył i nabrać dystansu do niedociągnięć i braków..

Modlę się, żebym mogła widzieć przemęczoną matkę w nieuprzejmej pani w okienku.
Zobaczyć trudną przeszłość, ponad ciężkim charakterem chłopaka z sąsiedztwa.
Za nieposłuszeństwem zauważyć dziecko wołające o uwagę.

Warto się zastanowić, co warte jest wyolbrzymiania. Do czego przyłożyć szkło powiększające, a co zaakceptować, może nawet spróbować w innych polubić.
Jesteśmy różni, bo takie było założenie.
Mimo to Bóg chce dla nas jedności i wzajemnej miłości, która wszystko zakrywa i nie prowadzi rachunku krzywd.
Mamy uzupełniać się nawzajem. Współpracować. Budować. Zachęcać. Przebaczać. Wspierać.
I kochać. Kochać mimo wszystko.

Często rezygnujemy z siebie nawzajem zbyt szybko.
Gdybyśmy jednak tylko zechcieli dać sobie więcej czasu to jestem pewna, że niejedna piękna znajomość miałaby szansę rozkwitnąć. Niejedna relacja trwająca całe życie, ubogacająca i prawdziwie wartościowa.

Bo może nie potrafi słuchać i ciągle o swoich problemach tylko mówi, ale za to zawsze możesz na nią liczyć. Jeden telefon i jest, choćby nie wiem co.
Być może ukradkiem wciska im do kieszeni cukierki, chociaż prosiłaś, żeby tego nie robił.. ale za to jest dziadkiem, któremu wszystko się chce. I iść na sanki, i czytać bajki, i wygłupiać się na dywanie w szare, zimowe popołudnie.
Może nie potrafi naprawić cieknącego kranu, ale kiedy cię nie ma to ugotuje obiad i wracasz do czystego domu. Pranie nawet poskłada..

Może nie pamięta o tym nieszczęsnym błocie na kaloszach, ale kwiatki tylko On mi przynosi codziennie. Kamienie, patyki, szyszki i całe mnóstwo innych  podwórkowych skarbów.. dla niego bardzo cennych.

Każdy potrafi widzieć niedoskonałości - bądź tą, która widzi potencjał.
Każdy potrafi wytykać błędy i wydrwić słabości - bądź tą, która zauważy mocne strony i ukryte talenty.
Każdy potrafi zobaczyć brud w drugim człowieku - bądź tą, która szuka złota.

Każdy zauważy ślady błota na podłodze - bądź tą, która zachwyci się fioletowym kwiatkiem..

Patrz sercem zmienionym Bożą miłością.
Właśnie tą, która w tobie zawsze widzi najlepsze.





Boska kobieta

Jestem kobietą.
Jeszcze nie taką, jaką chciałabym być.
Na pewno nie taką, jaką być powinnam.. ale jestem w drodze.
W procesie stawania się kobietą według Bożego serca.

Nie łatwo jest usłyszeć Boży głos wśród coraz głośniej rozbrzmiewających haseł o wolności ciała, o sile, niezależności i równouprawnieniu.
O kobiecie według światowych trendów.

Zawsze im bliżej Biblii, tym bliżej prawdy, dlatego właśnie tam powinnyśmy szukać naszych wzorców.
To Boże słowa powinny wyznaczać nasze standardy.

Dlatego w tym dniu świętowania kobiecości, chciałam wrócić do źródła wszelkiej inspiracji i prawdy, której nie zagłuszy żaden protest, żadne wykrzyczane na ulicy hasło ani żadna chwilowa moda.
Tam szukałam obrazu kobiety idealnej w oczach Stwórcy.

Prawdziwa kobiecość według Boga jest zupełnie inna od tej, która dzisiaj jest normalnością.
Boże standardy się nie zmieniają.
Boży zamysł dla kobiet od wieków jest taki sam.
To ogromna przyjemność odkrywać go kawałek po kawałku i widzieć, jak wnosi radość, harmonię i pokój w codzienne życie, w małżeństwo, w dom..


Na świecie jest wystarczająco dużo silnych kobiet.
Potrzebujemy więcej delikatnych.

Na świecie jest wystarczająco dużo kobiet, których słowa burzą.
Potrzebujemy więcej tych, które słowami potrafią budować.

Na świecie jest wystarczająco dużo kobiet sukcesu.
Potrzebujemy więcej kobiet wiary.

Na świecie potrzebujemy więcej kobiet dobrego wpływu.
Takich, które w subtelny sposób, ciepłym słowem i uśmiechem, potrafią zmienić każdą atmosferę.
Które nienachalnie wnoszą Boże światło w każdą sytuację.
Które roznoszą cudowną woń Chrystusa, gdziekolwiek się znajdują. Które zmieniają szarą codzienność w świętowanie.
Które bez jednego słowa potrafią opowiadać innym o Bożej miłości.

Potrzebujemy kobiet, które podążają za głosem Ojca, a nie serca.
Które potrafią życzyć dobrze. Nie boją się sukcesów innych ludzi, nie zazdroszczą, ale wspierają w drodze na szczyt.

Nie potrzebujemy więcej kobiet zajętych, a przejętych. Mniej wyglądem, a bardziej stanem swojego serca. Przejętych czcią dla Pana i drugim człowiekiem.
Potrzebne są kobiety, które nie robią więcej tylko lepiej, stawiając na jakość w każdym aspekcie życia.

Potrzebujemy kobiet patrzących w przyszłość z uśmiechem. Takich, które widzą szklankę do połowy pełną, blask słońca za chmurami. Które tańczą w deszczu..
Wdzięcznych.

Potrzebujemy więcej oddanych matek.
Kobiet, którym spieszy się do domu.
Które chcą prawdziwy dom tworzyć nie rzeczami, ale miłością, obecnością i wspomnieniami. Może zapachem domowego obiadu i wspólnie pieczonych pierników w grudniowy wieczór..

Potrzebujemy więcej kobiet które nie tylko mają dzieci, ale mają też czas dla dzieci.
Które są świadome jak wiele zależy od uwagi, którą im poświęcają, a jak mało od metki, którą noszą na ubraniu.

Świat potrzebuje więcej kobiet rozkochanych w Bogu, przekazujących tę miłość kolejnym pokoleniom.

Potrzebujemy więcej kobiet gościnnych. Z otwartymi drzwiami, ramionami i sercem.
Bezkompromisowych.
Wiernych.
Pokornych.
Szanujących dar życia.

Potrzebujemy kobiet które tę samą twarz pokazują w domowym zaciszu i w tłumie ludzi.
Chętnych, żeby służyć. Niekoniecznie zauważane i nagradzane.
Kochających Boga bardziej, niż pochwały. Bardziej niż oklaski i uznanie.

...

Kobieta według Bożego serca jest delikatna i uległa, ale nie jest ofiarą.
Jest dobra, ale nie naiwna.
Nie jest dumna chociaż zna swoją wartość.

Zło zwycięża dobrem.
Walczy na kolanach.
Przyciąga wzrok skromnością.

Jej strojem jest siła.
Przeżywa codzienność ubrana w dostojność królewskiej córki.

Inwestuje w wieczność i  żyje w perspektywie nieba.

Jej ozdobą nie są perły, a dobre uczynki. Wygląd zewnętrzny jest dla niej jedynie dodatkiem do pięknego wnętrza i łagodnego ducha.

Nie szuka szczęścia, a Boga. To Jego bliskość daje jej szczęście, za którym wszyscy wokół tak gonią.

Nie szuka swojej wartości w osiągnięciach i opiniach ludzi, ale w Bogu.
Jest jej pewna nie ze względu na to co robi, ale ze względu na to kim jest w Nim.

Nie szuka na siłę swojej drugiej połówki mając świadomość, że w Bogu jest całością.
W Nim jest pełna i kompletna.

Otwiera usta i mówi mądrze.
Otwiera portfel i daje hojnie.

Rozkwita w miejscu, w którym posadził ją Bóg.

Świeci jasnym światłem.
Nie robi tego po to, żeby ją podziwiano.
Błyszczy bo chce, żeby inni mogli podziwiać Boga któremu służy.


'Złudny jest wdzięk i zwiewna uroda, 
lecz KOBIETA, która liczy się z Panem - ta godna jest chwały.'
                                                                                                             Przypowieści Salomona 31;30



Dzisiaj tak szczególnie chciałabym przypomnieć ci kochana kobieto, że jesteś księżniczką.
Nie jesteś nią dlatego, że masz przy swoim boku księcia.
Jesteś nią, bo twój Ojciec jest Królem królów.

Świętuj to każdego dnia!



Jestem

Kiedy chce się coś napisać po takiej przerwie, to nie wiadomo od czego zacząć.
Czy powinnam najpierw wytłumaczyć dlaczego taka cisza, czy może od razu pojawić się z jakimś tekstem, jak gdyby nigdy nic..?

Postawiłam na dwa w jednym.


Jest kilka takich haseł motywacyjnych, które rzucane są ostatnio na prawo i lewo dosłownie wszędzie:
wszystko zaczyna się w twojej głowie
możesz wszystko, tylko w to uwierz
jesteś swoim jedynym ograniczeniem
itd..

Takie mądrości mogą czasami wywołać całkowicie odwrotny skutek.
W wielu przypadkach są prawdą, ale czasami.. czasami zamiast zmotywować, wpędzają w poczucie winy.
Zamiast zachęcić, są początkiem totalnego zniechęcenia i opadłych rąk.
Zamiast latać, człowiek ugina się pod ciężarem myśli o własnej nieudolności i braku zorganizowania, bo skoro można wszystko, a ja nie potrafię nawet wybrać się z dzieckiem na spacer, to chyba coś jest nie tak..

Kiedy pojawiają się dzieci, rzadko kiedy wszystko jest dokładnie takie, jakie sobie wymyśliliśmy. Przed pojawieniem się wyczekiwanego maleństwa w domu, mamy różne wizje dotyczące naszej wspólnej codzienności. Najczęściej liczymy na to, że wszystko jakoś da się pogodzić. Mocno wierzymy we własne możliwości i być może w pomoc bliskich w realizowaniu pasji, w powrocie do pracy..

A nagle okazuje się, że nie wpisujemy w kalendarz tylko tego, co chcemy robić. Dochodzi do nas, że niektórych czynności nie możemy po prostu wykreślić z planu dnia, a na pewne rzeczy nie mamy wpływu.. po prostu nie.
Życie z dzieckiem okazuje się nie być tak przewidywalne i poukładane. Czasami wymaga od nas więcej, niż zakładaliśmy. A i pomoc niekoniecznie udaje nam się znaleźć..

Wtedy bardzo często wielkie plany muszą poczekać. Muszą ustąpić miejsca tym przyziemnym wyzwaniom codzienności.
Bo jak realizować marzenia, kiedy niemowlę płacze na naszych rękach, a dwulatek przechodzi jeden z trudniejszych emocjonalnie okresów w swoim życiu doprowadzając cię przy okazji do podobnego stanu? No powiedz, jak?!
Jeśli nie masz dodatkowych rąk do pomocy w postaci Babci, Dziadka, Opiekunki, Przyjaciółki.. to realizowanie czegoś więcej niż ogarnięcie domu i obiad jest trudne.
A plany? A marzenia?
Bardzo często musimy po prostu odłożyć je na później.

I to jest w porządku.
W porządku jest pogodzenie się z rzeczywistością i pokochanie jej taką, jaka jest.
W porządku jest zawieszenie broni i zakończenie niekończącej się walki z samą sobą, z poczuciem nieużyteczności, poczuciem winy.
Całkiem okej jest świętowanie codzienności bez tych wszystkich celów, nie odhaczając kolejnych zrealizowanych postanowień.. bez tego ciężaru osiągania, który same na siebie nakładamy.
W porządku jest odłożenie kilku spraw na później jeśli trzeba.

A może wystarczy zmienić swoją osobistą definicję słowa osiągnięcie?
Ja zmieniłam i jest mi lżej.
Spokojniej.
...


Nie jest żadną tajemnicą, że blog nie jest moją pracą.
To moja wielka pasja, mój sposób na dzielenie się Bogiem z innymi, ale nie praca.
Nie wychodzę z domu, żeby pisać i nie mam zbyt wielu możliwości, żeby pisać w domu.
Powoli wracam do wstawania o świcie, bo to jedyne spokojne chwile sam na sam z pisaniem..

Mimo szczerej miłości do tego co robię, poczułam się zmęczona.
Zmęczona pisaniem przerywanym co dwie minuty, albo i częściej.
Zmęczona pisaniem ukradkiem, po kilka słów, kilka zdań. W notesie, w telefonie, na skrawku jakiejś przypadkowej kartki, żeby czasem znowu te ważniejsze myśli nie umknęły nie wiadomo gdzie.
Byłam przytłoczona walką o kilka minut skupienia i walką z wyrzutami sumienia, że tak długo nic nowego się tutaj nie pojawia.

Ale zamiast ubolewać, postanowiłam cieszyć się każdym dniem spędzonym z Córeczką w domu.
Zamiast wyczekiwać dnia, w którym oddam ją do przedszkola na kilka godzin wykorzystuję czas, w którym mogę być tylko dla niej.
Ten czas jest nasz i nikt nam go nigdy nie wróci, dlatego nie chcę, żeby przeciekał mi przez palce.
Dla chłopców też mam więcej cierpliwości. Znowu świeżym okiem popatrzyłam na moje macierzyństwo, pokochałam je na nowo. Zrobiłam sobie na to czas.
Skupiłam się na jednym i moja głowa nieco odpoczęła od ciągłego układania nowych postów w myślach.

Zamiast siedzieć nocami nad kolejnymi tekstami, postanawiam kłaść się o ludzkiej porze i niczego nie robić na siłę.

Zamiast się poddawać, zdecydowałam się przeczekać.

Może zbyt często ograniczam się do długich postów.
Czasami wydaje mi się, że kilka zdań nie wystarczy, że to za mało.. w związku z tym nie ma mnie tydzień, dwa, albo i więcej.
Postaram się to zmienić, bo to, że nie piszę wcale nie znaczy, że nie mam o czym.

Tyle mam wam do napisania.. tyle do opowiedzenia.
O lepszej rzeczywistości chcę napisać, o perspektywie, która zmienia wszystko.
O chodzeniu po wodzie, o chorym ubóstwianiu zajętości, o bylejakości i o tym, że mamy wszystko, chociaż czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy..
O tych i o wielu innych sprawach tak bardzo chcę wam jeszcze napisać!
A może wy o czymś chcecie przeczytać?

Nie obiecuję, że wracam.
Chciałam tylko napisać, że ciągle jestem.
Jestem i kocham tu być, więc będę :)