Wyciszenie

Możesz wyłączyć telewizor i zamknąć laptopa.
Możesz wyciszyć telefon, wysłać dzieci do babci i zaszyć się w najspokojniejszym miejscu swojego domu. Możesz zatrzasnąć za sobą drzwi, pozamykać wszystkie okna.. i mimo to, nie zaznać ciszy. Nie posmakować ani odrobiny spokoju i wyciszenia, których każdy z nas potrzebuje.
Możesz dalej w samej sobie przeżywać prawdziwą nawałnicę.


Dlatego..
Wyciszcie się niespokojne myśli.
Zmartwienia, troski i zniechęcenie.
Cokolwiek czeka mnie jutro - Najwyższy już tam jest.
Zadba, zatroszczy się i wyposaży.

Wycisz się pragnienie zabrania spraw w swoje ręce.
Pragnienie chwycenia za miecz i walki po swojemu, w walce z góry skazanej na klęskę.
Wycisz się, pragnienie dobijania się do drzwi, które już dawno zostały zamknięte. Bo przecież Ojciec inne przede mną otworzył. Lepsze.

Wyciszcie się niezadowolenie i narzekania.
Że dzieci nieposłuszne, że choroba, że wydatki, że praca za ciężka, a uda za grube, no i słońca w tym roku za mało.
Nie chcę więcej wierzyć, że czegoś mi do szczęścia jeszcze brakuje. Że jeszcze tylko... i będę z radością wstawać z łóżka każdego poranka.
Mam wszystko.
Mam Jego.
A przecież być blisko Niego, to szczęście największe. ( Psalm 73;28 )

Wyciszcie się oskarżania i wyrzuty sumienia.
Krzyczycie tak głośno, kiedy się potykam. Słyszę was tak wyraźnie.
Nieudolna. Niewystarczająco dobra. Zła mama. Zła żona.
Nie nadajesz się. Nie potrafisz. Nie uda ci się.
Mam dosyć waszych kłamstw.

Wycisz się strachu.
Nieznane z Bogiem przy boku nie musi przerażać. Bo On, myśli ma o pokoju. ( Jeremiasz 29;11)
Moja przyszłość jest w Jego rękach bezpieczna.

Wycisz się osądzanie drugiego człowieka.
Kim jesteś, że oceniasz?
Sąsiadkę zza płotu, Panią z poczty, krzyczącą Mamę w osiedlowym sklepie z bliźniakami u nogi..
Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. ( Ew. Jana 8;7 )
Rzucisz?

Wycisz się, żeby usłyszeć głos Tego, który każdą burzę potrafi jednym słowem uspokoić. ( Ew. Marka 4;39 )
Twoją też.

W Jego głos się wsłuchaj, za Jego głosem idź.
Żaden inny się nie liczy.

Wycisz się, bo wyciszona dusza potrafi usłyszeć Stwórcę ponad troskę, niezadowolenie, wyrzuty sumienia, strach, osądzanie..

Wycisz się i poznaj, że On jest Bogiem. ( Psalm 46;11 )

Wycisz się przed Panem i oczekuj Go cierpliwie. ( Psalm 37;7 )

Bo nie w dziesiątkach pytań, nie w krzyku, wiecznym rozżaleniu, nie w pretensjach, ani nawet nie w płaczu do poduszki, kiedy nikt nie słyszy.
Nie w tym leży nasza siła, ale w ciszy.
W spokoju. U uciszonym wnętrzu i pewności, że On jest Bogiem i my w boga bawić się nie musimy.

W ciszy i zaufaniu znajdziemy siłę na każde dzisiaj i każde jutro, które nas czeka. ( Ks. Izajasza 30;15 )
W wyciszeniu przed Bogiem drzemie moc, której szukasz.
Nawet kiedy wokół rozszaleje się burza, ty będziesz mogła delektować się wewnętrznym spokojem, który pomoże ci stawić czoła największej nawałnicy.

A więc.. wycisz się, Kochana.
Wtedy i w zatłoczonym sklepie, i w domu z trójką malutkich dzieci, w stresującej pracy i leżąc w szpitalnym łóżku, będziesz mogła usłyszeć kojący głos Taty.
Ten najsłodszy ze wszystkich.
I bądź ostrożna, bo tak łatwo można go zagłuszyć..



Przerwa

Mam bardzo mądrego Męża. Bardzo.
Często jest moim głosem rozsądku.
Pomaga mi spokojnie podejść do wielu rzeczy i przypomina o tym, co ma największe znaczenie, a co jest tylko bzdurą niewartą uwagi.
On wytłumaczy sprawy najbardziej skomplikowane tak, że stają się proste.
Rzeczy, których sama nie potrafię sobie poukładać kilka dni, On powkłada w odpowiednie szufladki w trakcie kilku minut rozmowy.
Pomaga zachować dystans do ludzi, rzeczy i sytuacji.

To od Niego najczęściej słyszę:
Odpuść
Nie warto 
Nie ma sensu
Daj sobie czas

Mam w domu prawdziwy Skarb.


Kiedy otworzyłam bloga, bardzo się zaangażowałam.
Zdjęcia, wpisy kilka razy w tygodniu, w myślach dziesiątki tematów, o których trzeba napisać.
Albo wszystko - albo nic.

Siedziałam nad postami nocami, pisałam w każdej wolnej chwili.
Pisałam o tym, jak pięknie spędzać czas z dziećmi. Jak kochać życie, być wdzięcznym i świętować każdą chwilę życia.
Pisałam o tym, żeby żyć wolniej i uważniej. Z wyłączonym telefonem siadać do obiadu i bez telewizji w tle rozmawiać z najbliższymi patrząc głęboko w oczy.
Pisałam o tym, że kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu.
Pisałam o tym, że On jest szczęściem i radością, że On jest pokojem, On jest siłą, On jest źródłem i dawcą tego, co w życiu najcenniejsze i najpiękniejsze. Że trzeba do tego źródła wracać codziennie.
Bo żeby dawać, trzeba najpierw wziąć.
A On chce dawać. Chce być dla nas i w nas.

I pamiętam jak dziś, kiedy kilka miesięcy temu siedziałam z laptopem na kolanach pisząc kolejnego posta.
Dzieci stały obok błagając o moją uwagę, a ja próbowałam mądrzyć się na blogu na jakiś życiowy temat.
Wtedy On podszedł i powiedział:
Nadia, odłóż ten komputer. 
Chyba zapomniałaś o cudach w NASZEJ codzienności. 
Żeby pisać o nich na blogu, musisz przeżywać je w realnym świecie.
Z laptopem to ci się nie uda..
Daj sobie czas. Zwolnij.

Uświadomił mi, że od kiedy postanowiłam dzielić się naszym światem z Wami, zapomniałam o ten świat dbać tak, jak powinnam.
Pielęgnować. Troszczyć się. Poświęcać czas.
Za bardzo się rozpędziłam, za dużo chciałam na raz.

Pisałam o rodzinie, bez czasu dla rodziny.
Zatraciłam się w pracy dla Boga, ale bez Boga.
Odeszłam od Źródła na tyle daleko, że nie wiedziałam nawet jak pisać i o czym.
Stwierdziłam, że to już wszystko, co miałam do napisania.

W realnym świecie, nie zawsze był czas na spotkanie z Ojcem.
Nie zawsze był czas na te spokojne rozmowy z dziećmi, nie zawsze była siła na świętowanie codzienności.
Chciałam dawać więcej, niż sama miałam.
Pisanie, które było dla mnie przyjemnością, zaczęło ciążyć.
Przyszedł czas na reset.

Dlatego teraz teraz już jakiś czas mnie nie ma. Na blogu niezaplanowana przerwa.
Odpoczywam i nabieram sił na kolejny rok i na nowe wyzwania, które czekają na mnie zaraz po wakacjach.
Uwierzycie, że we wrześniu miną dwa lata od publikacji pierwszego posta..?

A póki co.. całe dnie spędzamy w ogrodzie. Na hamaku, w basenie, na kocu..
Jemy arbuzy, borówki i maliny prosto z krzaczka i śniadania na tarasie.
Chodzimy do biblioteki i na targ po świeże warzywa. A w drodze do domu kupujemy lody i wafelka dla Mili.
Godzinami układamy puzzle.
Godzinami czytamy.
Ja wieczorami sprzątam kuchnię, nastawiam zmywarkę i ćwiczę. Z Chodakowską oczywiście.
W kuchni pachnie małosolnymi i pomidorami z cebulką. I jeszcze pietruszką z ogródka Babci.

Przychodzę do Źródła i znowu chce mi się wstawać przed wszystkimi. Spędzać wczesne poranki na tarasie z Biblią w ręku, z modlitwą na ustach i wdzięcznością  sercu.
Tęsknię za Tatą, a w ciągu dnia zawsze coś.. chcę brać garściami, żeby móc z siebie dawać mojej rodzinie na co dzień.
Żeby móc dawać z siebie tutaj.

Oczywiście, że w te wakacje zdarzyło mi się nie raz, nie dwa, że trzasnęłam drzwiami. Mamrotałam pod nosem, że to nie na moje siły, albo płakałam w ubikacji, bo cierpliwości już tak bardzo mi brakowało..
Zdarza się, że tęsknie za szkołą i przedszkolem.
Zdarza mi się.. jak każdej mamie chyba.

I wtedy tym bardziej wiem, że dobrze robię odpuszczając to i owo na jakiś czas, bo nakładając na siebie jeszcze więcej, byłabym po prostu.. niemądra.

A ty?
Co u Ciebie?
Pełnia sił czy czas na odpoczynek?
Wypalenie czy może głowa pełna pomysłów?
Walczysz? Czy masz ochotę odpuścić?
Może zrób sobie przerwę..?

Czasami dobrze jest zatrzymać się i wrócić myślami do początku: dlaczego i dla kogo zaczynałaś?
Bo zdarza się, że zaczynamy dla Boga, a nagle robimy coś zupełnie pod siebie i dla siebie. Coś, co nie ma nic wspólnego z Ojcem.
Zabłądziliśmy po drodze.
Zdarza się, że chcemy robić coś dla siebie, a kończymy starając się zadowolić wszystkich wokoło.
Obraliśmy złą trasę.
Zdarza się też, że naszym celem jest szczęście dzieci, a po drodze gdzieś o nich zapominamy, tracimy z oczu.
Nie tędy droga.

Nie ważne jest jak zaczynasz - ważne jak kończysz i w jaki sposób dochodzisz do miejsca, w którym chcesz być.

Dobrze jest odpocząć i wrócić ze zdwojoną siłą.
Dobrze jest nabrać zdrowego dystansu i przyjść jeszcze bliżej Źródła.
Bo zawsze można bliżej.
Bo nigdy nie jest za blisko.

Wierzę, że w życiu każdej z nas, oprócz ludzi przyglądających się i czekających na nasze choćby najmniejsze potknięcie, znajdą się też ludzie - cuda, od których być może usłyszysz:
Odpuść
Nie warto 
Nie ma sensu
Daj sobie czas
Wtedy dobrze jest posłuchać.
Ja cieszę się, że posłuchałam.

A teraz idę nastawić ekspres i wypić pyszną, gorącą kawę w ten cudowny, Boży dzień.
Niedługo tutaj wracam.

Dziękuję, że czekacie i pytacie.
Dziękuję, że jesteście.











Na taki czas, jak ten

Mam czasami ochotę poudawać, że nie widzę, nie słyszę, nie rozumiem, nie mam czasu.
Mam ochotę  nie odpowiadać na kolejne Maaamoooo!, nie odbierać telefonu, nie przerywać sobie, tego, co właśnie zaczęłam.
Udawać że mnie nie ma.

Chciałabym móc po prostu robić swoje. To, co zaplanowałam.
Bez niespodziewanych wizyt, telefonów, rozlanej herbaty i dziecięcego płaczu. Odhaczać kolejne zadania zapisane w notesiku poprzedniego wieczora, a potem poczuć satysfakcję, że dałam radę.
Że jednak mam kontrolę i ogarniam to moje życie.

Ale życia nigdy nie zaplanujesz tak do końca.
Czasami pojawią się niezaplanowane wydatki, a czasami pełna pielucha przed ważnym wyjściem.
Ktoś woła, ktoś prosi, ktoś potrzebuje, wyciąga dłoń prosząc o parę groszy, akurat kiedy się śpieszysz.
Słyszysz pukanie do drzwi, kiedy w końcu usiadłaś z książką po zabieganym dniu.
W spokojne, niedzielne popołudnie zdarza się wypadek na rowerze i spędzasz wieczór na izbie przyjęć. Pięć szwów.
Przyjaciółka, która dzwoni akurat wtedy, kiedy usypiasz dziecko.

Dlatego o wiele prościej jest iść przez życie udając.
Wygodniej jest powiedzieć nie widzę, nie słyszę, nie ma mnie w domu, niż to, co niespodziewane zobaczyć inaczej.


Czasami chodzę tygodniami z jakimś fragmentem Biblii w sercu.
Często nie wiem dlaczego akurat te słowa, a nie inne. Tak długo o nich myślę, aż w końcu wszystko zaczyna nabierać kształtów. Zazwyczaj wtedy pojawia się post na blogu.
Jakiś czas temu przeczytałam werset w Księgi Estery:

Kto wie, czy godności królewskiej nie dostąpiłaś 
ze względu na taki czas, jak ten?
                                                                                           Księga Estery 4;14
Angielskie tłumaczenia Biblii brzmią jeszcze bardziej dosadnie:
Możliwe, że urodziłaś się właśnie dla tej chwili.
Prawdopodobnie to jest ten moment, dla którego zostałaś stworzona.

Czy kiedykolwiek czułaś, że dla TAKICH chwil żyjesz? Czy doświadczyłaś momentów, w których wiedziałaś, że to jest TO, do czego zostałaś stworzona?
Urodziłaś się, żeby śpiewać.
Jesteś po to, żeby pomagać trudnej młodzieży.
Żyjesz, żeby pisać.

Możliwe, że tak. Jeśli nie, życzę ci tego z całego serca, ale.. wierzę, że Bóg nie mówi przez to Słowo tylko o tych chwilach, które chcemy zapamiętać na zawsze. Ważnych, podniosłych, zauważanych przez innych ludzi. Wierzę, że chodzi o coś więcej, a raczej o coś.. mniej.
O coś o wiele mniej spektakularnego.
O coś o wiele mniej ważnego w oczach tych, którzy na nas patrzą.
O coś o wiele mniej wygodnego dla nas samych.
Chodzi o codzienność, w której drobiazgi mają największe znaczenie.

Może wiecie jak to jest wychodzić ze sklepu w biegu, z pełnym wózkiem i marudzącym o chrupki kukurydziane dzieckiem, a pod tym sklepem spotkać Człowieka.
Człowieka w podartych ubraniach, nie do końca trzeźwego, śmierdzącego alkoholem i tygodniami życia na ulicy.
Człowieka, który prosi o bułkę, a wy bułki nie macie w tym swoim przepełnionym wózku. Trzeba wrócić do zatłoczonego sklepu, a potem stać w kolejce jeszcze raz, chociaż dziecko zaczyna płakać mimo chrupek w obu rączkach.
Śpieszy ci się jak nie wiem, bo z Babcią na  pięć minut  został starszy syn z gorączką. Już druga, a obiad nieruszony.. no łatwiej byłoby udawać.
Przejść obok głodnego Człowieka obojętnie, tak jak większość. Spakować swoje zakupy do samochodu i odjechać do kolejnego zadania z listy. Tej listy z głowy, albo z notesika..
Łatwiej, ale czy lepiej?
Wiem, że znalazłam się pod tym sklepem właśnie na taki czas, jak ten.
Żeby nakarmić głodnego człowieka. Człowieka, obok którego łatwo jest przejść obojętnie, z pogardą, oceniając.. ale czy to na pewno moja rola?
Taki zwykły dzień, zwykły człowiek i zwykła bułka.
A ja wiem, że to było jedno z tych niezwykłych zadań na tamten dzień.
Na taki czas, jak ten.

Może to, co wydaje nam się przeszkodą w idealnie zaplanowanym rozkładzie dnia, jest tak naprawdę jednym z jego punktów? Albo najważniejszym punktem! Zadaniem zaplanowanym nie przez nas, ale przez samego Boga, specjalnie dla nas.
Na taki czas, jak ten.

'Zostaliśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów. 
Bóg przygotował je już wcześniej, by były treścią naszego życia'  
                                                                                                                        Efezjan 2;10 

Niezliczoną ilość razy, ktoś wpadał do mnie bez zapowiedzi, żeby pogadać. Kiedy dałam sobie przeszkodzić, mogłam zobaczyć, że te wizyty nie miały być dla mnie problem. Nie miały być przeszkodą w zadaniach, ale były zadaniem samym w sobie.
Były błogosławieństwem.
Były potrzebne.
Były czymś więcej niż pogadanie przy kawie.

My widzimy przeszkodę, ale kto wie, czy w oczach Boga TEN głodny człowiek, TO potrzebujące bliskości dziecko, TA trudna sytuacja, TEN niespodziewany gość, nie jest powodem, dla którego nas obudził?
Właśnie dzisiaj  otworzył nasze oczy po to, żebyśmy przestali udawać takich, którzy nie potrafią mówić, kiedy trzeba otworzyć usta.
Żebyśmy przestali zasłaniać uszy, kiedy trzeba wysłuchać.
Żebyśmy przestali zamykać drzwi naszych domów przed kimś, komu trzeba je otworzyć.

I czasami jest tak, że to nie my jesteśmy po to, żeby pomóc drugiemu człowiekowi. 
Czasami Ojciec przerywa nasz zabiegany dzień po to, żeby pomóc nam samym i okazuje nam swoją miłość posyłając kogoś dla nas.
Czasami odrywa nasze myśli od naszych własnych problemów, czasami przypomina nam o tym, co najważniejsze. Innym razem pobudza do wdzięczności, dając okazję do zobaczenia na nowo, jak wiele mamy.


Trzymamy w swoich rękach dar, jakim jest kolejny dzień.
Przestańmy zamykać się w swoim świecie codziennych obowiązków i list rzeczy do zrobienia.
Przestańmy zatracać się w rytmie życia, które niby poddane Bogu, ale pełne niezauważania, nieprzeprowadzonych rozmów, zamkniętych drzwi, odwracania wzroku, pośpiechu.

Za często mówię nie mam czasu.
Za często myślę to nie mój problem.
Za rzadko używam tego, czym obdarował mnie Bóg.

Nie zawsze to, co wpisane w nasze kalendarze, jest tym, co powinno się tam znaleźć.
Nie zawsze nasz plan, to plan idealny.
Nie zawsze nasze drogi, to Jego drogi.
Nie zawsze Jego myśli, to nasze myśli. (Ks. Izajasza 55;8)
Kiedy otworzymy się na Boży głos, wsłuchamy się w Jego szept w naszej głośnej codzienności, doświadczymy wyższości Bożych myśli i Bożych dróg nad naszymi, często tak ograniczonymi. (Ks. Izajasza 55;9)

Daj sobie przeszkodzić i nie zaprzepaść szansy, na bycie narzędziem w Bożych rękach, w zwykłe dni.
Szukaj okazji żeby widzieć, słyszeć i być.

Wierzę, że jesteśmy tu i teraz właśnie na taki czas, jak ten.
Wystarczy się rozejrzeć.
Wystarczy przestać udawać.












Wakacje

Było jasno prawie do północy.
Było cicho. Spokojnie i bez tłumów, dokładnie tak jak lubię.
Wiało jak zawsze.
Morze momentami było nawet ciepłe, a plaża cała dla nas.
Też momentami.


Była kawa o poranku, jeszcze w łóżku i bajki dla dzieci.
Były świeżutkie truskawki za siedem pięćdziesiąt i jajecznica z borowikami.
Pogoda dopisała.

Nie wiedziałam, czy jest wtorek, czy może już czwartek.
Nie wiedziałam, która jest godzina.
Czas nie miał za bardzo znaczenia.
Ani opalenizna. Ani dwie książki, które przeczytałam. Ani pomalowane paznokcie bez śladów odciśniętej pościeli..



Znaczenie miały za to wspólne śniadania i obiady. Jedzenie truskawek z jednej miski i popołudniowe wypady na lody.

Najważniejsze były godziny na plaży, bose stópki uciekające przed falami i przerwa na kawę około południa.
Pierwszy warkoczyk i spokojne wieczory we dwoje bez internetu.




Nic nie cieszyło mnie bardziej, niż widok trojga rodzeństwa bawiącego się razem.
Nic nie sprawiało mi tyle przyjemności, co słuchanie jej śmiechu i widok chłopców cieszących się zimną wodą w zimnym morzu.
Za nic nie jestem tak wdzięczna, jak za moją rodzinę, z którą miałam przywilej spędzić te dwa tygodnie na drugim końcu polski.
W spokojnej wsi, gdzie można było kupić mleko prosto od krowy i wszędzie chodziły bociany.



Wierzę, że kiedyś przyjdzie czas, w którym z wakacji wrócę wypoczęta. Z nowymi siłami i z chęcią do działania wkroczę w powakacyjny poniedziałek.
Ale jeszcze nie teraz.

Wierzę, że ze łzami wzruszenia w oczach i z ogromną przyjemnością wrócę myślami do tego czasu.
Wymagającego czasu.
Każdą chwilę będę wspominać z uśmiechem.
Jestem pewna! Przecież już teraz to robię - wracam myślami do tego, co było, ze łzami wzruszenia i z ogromną przyjemnością.
Nie pamiętam kolek. Nie pamiętam nocnego płaczu. Nie pamiętam gorączek, buntów, tupania nogami.. pamiętam dobre.
I chyba już zawsze będę pamiętać tylko to, co najlepsze.




Wierzę, że teraz tworzymy z Maćkiem wspomnienia, które nasze dzieci będą nosić ze sobą przez całe życie.
Te wakacyjne, zaczęły się nad morzem, ale na pewno będziemy kontynuować je w domu.
Na naszym boisku i na tarasie z szklanką lemoniady w dłoniach. W czasie wycieczek rowerowych i jednodniowych wypadów za miasto.


Kiedyś myślałam, że z malutkimi dziećmi nie warto nigdzie wyjeżdżać. Lepiej zostać w domu, lepiej zrobić sobie urlop w znajomych czterech ścianach, we własnym domu.
Szkoda energii, czasu szkoda i pieniędzy.
Dzisiaj myślę, że każdy jeden wyjazd z dziećmi był wyjątkowy. Potrzebny przede wszystkim nam.
Żeby zwolnić, skupić się na nich, na sobie nawzajem.
Już nie jest mi szkoda energii, nie szkoda mi czasu, ani pieniędzy.


Jeśli tylko masz okazję, to jedź.
Gwarantuję, że dzieci nie będą wspominać ile wydałaś na te wakacje. Nie będą pamiętać czy był to drogi hotel, czy agroturystyka bez zasięgu w telefonie.
Nie zastanawiaj się, nie wymyślaj czarnych scenariuszy i nie zamartwiaj się na zapas.
Poza domem w pewnych kwestiach jest trudniej, ale w innych znacznie łatwiej.
Na przykład skupić się na rodzinie jest łatwiej.


Łatwiej jest rozmawiać na spokojnie i nie spoglądać na zegarek.
Łatwiej jest grzebać w piaskownicy i nie myśleć, że zupa kipi.
Łatwiej jest czytać na spokojnie dwa Frankliny pod rząd.
W tym i wielu innych rzeczach jest łatwiej i to sobie cenię w naszych wyjazdach.
To jest warte wydanych pieniędzy.
Energii.
Każdej sekundy naszego czasu.



Wyjeżdżam i zostawiam za sobą trawnik, który trzeba kosić i prasowanie. Nie patrzę na niedokończony remont, nie widzę kurzu na komodzie..
Odpoczywam od większości zwykłych, domowych obowiązków i od myślenia o milionie rzeczy na raz, żeby  móc zmęczyć się rodziną.
A to bardzo miłe zmęczenie.
Nie sposób się nim nacieszyć.


Mam nadzieję, że kiedyś usiądziemy razem przy kawie i otworzymy album pełen zdjęć z pamiętnych wakacji 2017.
Będziemy śmiać się ze śmiesznej miny Benia i z zamkniętych na każdym zdjęciu oczu Janka.
Powspominamy upartą dwulatkę, skakanie na trampolinie do wieczora, oblewanie się wodą na plaży i naszą ulubioną od trzech lat lodziarnię, z ciasteczkowymi lodami.


Fajne te nasze wakacje.
I pomyśleć, że to dopiero początek..





Ciesz się podróżą

Pomiędzy kończeniem remontu łazienki, praniem, pakowaniem, mieszaniem zupy, fryzjerem, zakupami, a kolejną kawą, zdecydowałam, że muszę napisać.
No muszę, bo już dwa tygodnie cisza.. tyle się dzieje. Lato przyszło, a z latem całe dnie spędzane w ogrodzie, domowe sorbety, truskawki, kawa na tarasie, litry lemoniady z miodem made by Jaś..

W sobotę jedziemy na wakacje.
I o ile cieszę się na samą myśl o zwolnieniu tempa nad polskim morzem, to obawiam się podróży.
Ponad dziesięć godzin z trójką dzieci w samochodzie, to prawdziwe wyzwanie.
Chciałabym móc się na to nasze odludzie z nimi teleportować.
Być już tam, na miejscu, w mgnieniu oka. W pełni sił. Bez rozmazanego tuszu, opuchniętych nóg i nadszarpniętych nerwów.
Nie lubię etapu podróży.
Kiedy wyjeżdżamy spod domu wcześnie rano, zawsze marzę tylko o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do celu..

Przy pakowaniu kolejnej torby pomyślałam, że to zupełnie tak, jak w życiu.
Długa droga nas po prostu męczy.
Nie potrafimy cieszyć się podróżą.
Nuży nas siedzenie godzinami w jednym miejscu, nicnierobienie, czekanie.
Niecierpliwie spoglądamy na zegarek, zastanawiając się jak długo jeszcze..

Życiowa podróż jest nieraz dużo trudniejsza, niż trasa Śląsk - Pomorze z trójką dzieci.
Wymaga więcej cierpliwości, więcej sił.
To nie kilkugodzinna jazda samochodem raz w roku, ale codzienność.
Bo zawsze na coś w życiu czekamy. Zawsze.

Dlatego.. rozejrzyj się.
Podziwiaj.
Korzystaj.
Ciesz się podróżą!


Być może jesteś tak bardzo skupiona na celu, że zapominasz o tym, żeby zachwycać się tym, co mijasz po drodze?
Może nie zwracasz uwagi na widoki? Nie delektujesz się? Nie czerpiesz pełnymi garściami z tego czasu  pomiędzy?
Może czekanie założyło ci klapki na oczy i skupiona na tak bardzo wyczekiwanym happy endzie, tracisz to, co najcenniejsze?

Bo możesz wierzyć lub nie, to właśnie czas podróży jest najważniejszy.
Nie moment, w którym pierwszy raz tulisz w ramionach długo wyczekiwane dziecko.
Nie chwila, w której odbierasz dobre wyniki u lekarza.
Nie czas urządzania nowego domu, w przepięknym miejscu.. ale podróż.
Zrozumiesz, kiedy uświadomisz sobie jaka byłaś przed, a jaka jesteś teraz.

Cel nigdy nie jest celem samym w sobie.

Dziecko nie jest celem samym w sobie.
Spełniona obietnica nie jest celem samym w sobie.
Ukochany mąż przy twoim boku nie jest celem samym w sobie.
Pełne zdrowie nie jest celem samym w sobie.
Awans nie jest celem samym w sobie.
...

To momenty pomiędzy pragnieniem, a spełnieniem, okazują się być najcenniejsze i najbardziej wartościowe z perspektywy czasu.
W pewnym momencie patrzysz wstecz i widzisz, jak bardzo zmieniła cię ta podróż. Jak wiele mogłaś się nauczyć, o ile silniejsza się stać, jak dużo zrozumieć.

Najczęściej właśnie w czasie naszej drogi jesteśmy najbliżej Boga. Chcemy być jak najbliżej Niego.
Jesteśmy najbardziej zależni od Stwórcy, bo całkowicie bezbronni, w Nim znajdujemy swoją siłę.

My jednak czasami tak bardzo chcielibyśmy pójść na skróty. Przeskakiwać z jednego miejsca w naszym życiu, na drugie, tracąc okazję do tego, żeby się rozwijać, zbliżać do Boga, dojrzewać.. stawać się człowiekiem doświadczonym. 
Takim, który nie zna ze słyszenia, ale zna naprawdę, bo przeżył.

Wypłakał.
Wycierpiał.
Wychował.
Wymodlił.
Wytrzymał.

Bo człowiek tylko tyle wie, ile sam, na własnej skórze, przeżył.

Przesadnie skoncentrowani na celu, tyle ludzi możemy przegapić, tyle potrzeb.. bo chociaż trudno w to uwierzyć, istnieje świat poza naszym problemem. Istnieją potrzeby większe, niż nasze.
Niektórzy ludzie stoją na naszej drodze po to, żeby nam pomóc. Pan Bóg posyła ich, żeby dać nam wytchnienie i zachętę.
A my, z klapkami na oczach, nie widzimy wyciąganych do nas rąk.

Możemy przegapić możliwości.
Możemy przegapić lekcje.
Możemy przegapić czas, który podczas oczekiwania przecieka nam przez palce..
Czas na rzeczy, na które już niedługo tego czasu nie będzie, bo przyjdzie nowe.

Niech nam się tak nie spieszy, Kochani.
Bóg wie kiedy.
Bóg wie jak.
Bóg wie..
Odpoczywaj w tej świadomości i ciesz się podróżą!

Przestań szukać drogi na skróty.
Bóg poprowadzi Cię drogą DOSKONAŁĄ! (Psalm 18;33)
Nie ma lepszej. Nie ma piękniejszej.
Właśnie TA jest doskonała.

Czasami wydaje nam się, że przed nami cel życia. Że kiedy już osiągniemy, już będziemy mieć, to czy tamto, wtedy niczego nigdy nie będzie nam już brakować. Będziemy mieć wszystko.
A może jednak to nie życiowy cel, a podróż życia?
Może to w tej podróży właśnie jest to wszystko, co do pięknego, świadomego i dojrzałego życia jest nam potrzebne?

Może ta podróż to czas przygotowania?
Żebyś w pełni wyposażona mogła uściskać swojego dziecko, gotowa żeby zostać mamą.
Żebyś nauczona pokory i doświadczona, mogła objąć to kierownicze stanowisko.
Żebyś pełna empatii i współczucia poszła do innych kobiet, cierpiących tak samo jak ty, jeszcze całkiem niedawno.. żebyś była dla nich żywym dowodem Bożej mocy i Jego wyciągniętą dłonią.

Ciesz się podróżą, to hasło przewodnie ostatnich kilkunastu miesięcy mojego życia.
Ja też czekam.
Przebieram nogami, niecierpliwie spoglądam na zegarek, zapominam rozglądać się wokoło i delektować się tymi chwilami pomiędzy obietnicą, a jej spełnieniem.
Czasami zmęczona tą drogą, wyczekuję końca.. ale jeszcze nie teraz.
Bo wszystko ma swój czas, pamiętasz?

Czasami trudno jest ufać w najbardziej odpowiedni, Boży czas. Najlepszy czas.
Najlepszy plan.
Trudno jest wierzyć w to, że wszystko jest pod Jego kontrolą. Że nic się nie wali, nic nie przepada, niczego nie tracimy.. czekając.
Mimo wszystko zaufaj.
Mimo wszystko uwierz.
Wszystko jest pod kontrolą.

Jeśli coś ma być twoje - będzie twoje.
A to co masz na dziś, jest zupełnie wystarczające.. na dziś.

Jeden z moich ulubionych wersetów mówi:

Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, 
a On wszystko dobrze uczyni. 
                                                                               (Psalm 37;5)

Więc zrób to. Pozwól Bogu kierować swoim życiem.
A potem.. potem po prostu ciesz się podróżą.







Rola życia

Czasami tak koszmarnie mi się nie chce. Tak mi się nie chce być mamą, że nawet opisać jest mi trudno, jak bardzo.
Gdyby tylko ktoś chętny w te dni się pojawił, żeby mnie w tym wszystkim zastąpić, to bez mrugnięcia okiem, chociaż na kilka godzin, zostawiłabym wszystko.
Wszystko!

Łóżka niepościelone bym zostawiła, brudny kubek po kawie na stole i rozładowany telefon.
Listę zakupów schowaną do szuflady, nerwy, zmęczenie, kłótnie przy śniadaniu, pełny kosz prania..
I dzieci.
Zostawiłabym dzieci.
Te wymodlone, wymarzone, wyściskane, ukochane.. żeby pobyć sama na chwilę.
Sama wypić kawę. Sama pójść do parku i na lody.
Sama!

Zapisałabym tylko na karteczce o której trzeba Benia odebrać ze szkoły, o której Jasia, i numer do Teściowej, bo jest pediatrą.
Tak w razie czego..


Bo chociaż tyle piszę o tym żeby wolniej, prościej i mniej, to prawda jest taka, że czasami  tylko  bycie mamą, to dla mnie za dużo.
Już nic więcej wykreślić z kalendarza nie mogę, wolniej ani prościej się nie da.. a ledwo koniec z końcem wiążę.
Emocjonalnie, fizycznie i duchowo też.
Zupełnie nie wiem dlaczego, ta duchowa strona zawsze jakoś na końcu, zaniedbana.. chociaż najważniejsza przecież.

Myślę, że w byciu mamą, najtrudniejsze jest być nią zawsze.
Bez względu na wszystko.
W środku nocy, nad ranem i o świecie, kiedy powieki jeszcze takie ciężkie po nieprzespanej nocy.
Kiedy boli głowa, kiedy męczy kaszel, w wakacje i w każdą niedzielę.
W zdrowiu i w chorobie, w bogactwie i w biedzie, w szczęściu i kiedy wcale nie jest nam do śmiechu..
Zawsze.


Może nie tylko ja czasami najchętniej zostawiłabym te sterty prania czekającego na poskładanie, zlew pełny i piach w przedpokoju.

Może nie tylko ja zostawiłabym bez mrugnięcia okiem te wieczne dylematy, bo nie ma ucieczki od:
posłać do szkoły szybciej czy zostawić w przedszkolu jeszcze rok?
Włączyć kolejną bajkę czy poczytać im książkę?
Pomidorowa, bo Jaś mnie prosił, czy grochówka, bo Benio przepada?
Posłać do szkoły, bo to tylko katar, czy nie posyłać, bo może to coś więcej?
Bluza i kurtka, czy sama bluza wystarczy? A może zacznie padać w południe..?
I nigdy nie wiadomo, czy wieczorem sen jest ważniejszy, czy książka, czy film, czy może po prostu wsłuchanie się w swoje myśli.

Nawet mokre całusy i szczere uściski bym zostawiła na te parę chwil.. bo bycie mamą, to nie bezustanna wdzięczność w ich oczach, blask fleszy, uznanie.
Często nie usłyszysz nawet krótkiego dziękuję.
Rzadko kto doceni i popatrzy z podziwem.
Nikt nie wpada w zachwyt na widok matki z trójką malutkich dzieci w Biedronce.
Większość liczy w tym czasie 500+ i twój ogromny zysk z posiadania potomstwa.


Pierzesz.
Prasujesz.
Gotujesz.
Tłumaczysz.
Słuchasz.
Uspokajasz.
Nalewasz zupę, a potem wycierasz tę zupę z podłogi.
Powtarzasz.
Zabraniasz.
Pozwalasz.
Wątpisz w siebie.
Przytulasz.
Karmisz.
Śmiejesz się.
Płaczesz.
Podajesz kubek.
Podnosisz brudne skarpetki.
Modlisz się.
Czytasz.
Martwisz się.
Wzdychasz.
I kochasz.. tak bardzo kochasz.
Z tej miłości po raz kolejny wiążesz buciki upłakanej dwulatce udając, że wcale cię ten wrzask nie rusza.. a w środku ciebie burza.
Z piorunami.

Pisałam już, że jesteś wyjątkowa?


Mamą jesteś zawsze.
Nawet w tej samotni, której tak bardzo czasami potrzebujemy.
Z bijącym sercem zostawiasz wszystko za sobążeby po jakimś czasie tego wszystkiego zaczęło ci po prostu brakować.
Tego gwaru, od którego uciekałaś. Tych pytań, na które nie chciało ci się już odpowiadać.
Tego śmiechu. Tego uzależnienia od twoich ciepłych ramion.
Tęsknisz.

Nagle uświadamiasz sobie, że nie potrafisz już nie być mamą.
I już zawsze chcesz nią być, chociaż to jest w byciu mamą właśnie najtrudniejsze.

Mamą jesteś zawsze.
Dzieci są w twoich myślach i na zdjęciach w telefonie.
Pachniesz Lovelą, a w torebce nosisz krem na odparzenia.

Chcesz to wszystko, co za sobą zostawiłaś, z powrotem odzyskać.
Zanurzyć się w tej przesiąkniętej miłością, matczynej codzienności.
Znowu nie nałożyć makijażu.
Znowu nie mieć czasu na oddech.
Znowu łóżka ścielić i pić zimną kawę.
Znowu czuć zapach wykąpanego dziecka wieczorem.
Znowu w zamyśleniu głaskać aksamitne włoski..


Wiesz.. tych chwil w samotności nigdy wspominać nie będziesz. 
Nie z tym uśmiechem, nie z tymi emocjami.
Za to wzruszenie przyjdzie na pewno, kiedy będziecie rozmawiać o chwilach spędzonych razem.
To, jak śmiesznie przekręcała słowa, kiedy śpiewała piosenki.
Spacery po deszczu i skakanie w kałużach i wypadki, które dzisiaj tyle kosztują cię nerwów.

Jestem mamą. Mamą trójki wyjątkowych, małych ludzi.
To tak bardzo dzisiaj oczywiste. Tak bardzo momentami trudne. Tak bardzo czasami męczące.. ale ponad wszystko cudowne. Najpiękniejsze.
Rola mojego życia. Rola, z której nigdy się nie wychodzi.


Dziś nasz dzień, Kochana Mamo.
I jutro.
I w niedzielny poranek.
I w następny piątek.
W czerwcu, w sierpniu i w grudniu..

I chociaż czasami wszystko chcesz rzucić i nigdy nie wracać, to kiedy jednak wrócisz.. świętuj!
Każdego dnia ciesz się z bycia mamą.
Z tego, że masz co zostawiać i do czego wracać. Z tego, że masz za czym tęsknić, popijając na spokojnie kawę w kawiarni.
Nie każda kobieta swoją szansę na tę rolę życia dostanie.. a ty masz to szczęście.
Bóg właśnie Ciebie do tej roli wyznaczył.

Więc świętuj dzisiaj.
I jutro świętuj.
I w niedzielny poranek.
I w następny piątek.
W czerwcu, w sierpniu i w grudniu..








Wszędzie dobrze

Kiedy u nas środek zimy - tam pełnia lata.
U nas Wesołych Świąt - u nich Merry Christmas.
Tutaj złotówki - tam dolary.
U nas psy i koty - tam kangury i misie koala.
Tutaj smog - tam błękit nieba i zapach oceanu.

Dużo naczytałam się w internecie, naoglądałam się zdjęć i uśmiechniętych twarzy.
Jedyne co mnie łączy z tamtym światem to kilka bliskich mi osób.
Sama nigdy tam nie byłam i nie widziałam na własne oczy tego obłędnie błękitnego nieba.
Czasami jednak wydawało mi się, że tam byłoby nam lepiej, łatwiej, spokojniej..
Ludzie bardziej radośni się wydają. W urzędach podobno uśmiech można spotkać i życzliwość, a nikt za karę nie pracuje.
W przychodniach nie ma kolejek od piątej rano, a kiedy w listopadzie potrzebujesz specjalisty, to jest dla ciebie miejsce. Nie trzeba czekać do stycznia.
Tam rodzi się po ludzku.. i żadna akcja społeczna nie jest do tego potrzebna. Bez względu na szpital - czy prywatna klinika czy państwowa placówka, wszędzie poród może stać się najpiękniejszym wspomnieniem matki.
Tam owoce bardziej są soczyste, piękne plaże można mieć na wyciągnięcie ręki i palmy rosną w ogrodzie zamiast brzózek.


Ja miałam swoją Australię, ktoś inny może marzyć o Ameryce, Irlandii, Hiszpanii, albo o wsi na Mazurach.. różnie to z nami jest. Ale czasami wszystkim nam się wydaje, że gdzieś tam można być bardziej szczęśliwym.
Gdzieś tam, czas biegnie inaczej.
Gdzieś tam, moglibyśmy zwolnić i nie pracować tak dużo.
Gdzieś tam, wakacje z rodziną byłyby w końcu możliwe.
Gdzieś tam...

Obok zdjęć piaszczystych plaż i krystalicznie czystej wody, obok uśmiechniętych twarzy zadowolonych z życia ludzi, jakiś czas temu na FB pojawiły się też zdjęcie naszego przyjaciela, który walczył z rakiem.
Podłączony do chemii, z opaską na ręce: Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia, walczył w bardzo nierównej walce.

Lubimy idealizować, ale prawda jest taka, że i tutaj i tam są problemy.
I tutaj i tam czasami brakuje do dziesiątego.
I tutaj i tam są lepsze i gorsze dni.
I tutaj i tam trzeba zrobić zakupy i chodzić do pracy.
I tutaj i tam dzieci płaczą i nie chcą wstawać rano do szkoły.
I tutaj i tam są choroby i czasami na skrzyżowaniu psuje się samochód.
Tylko kierownica w tym samochodzie, po prawej jest stronie..

Możemy być szczęśliwi, w Polsce, w małym mieszkaniu na czwartym piętrze. Mieszkając kątem u teściów, w kawalerce, i wtedy, kiedy dach w domu ze starości się sypie.
Tutaj też mogę zasypiać bez strachu o jutro, bo znam Tego, który już tam jest.

Jeśli teraz nie potrafisz się uśmiechać doceniając to, co masz - żadne miejsce na ziemi tego nie zmieni.
Jeśli dzisiaj nie znajdujesz chwili na rozmowę z mężem i spacer z dziećmi, to dlaczego myślisz, że gdzieś tam byłoby inaczej
?
W nowym domu, dzieci nie będą kłócić się mniej.
Zwykłe dni nie zaczną cię nagle cieszyć, kiedy wyprowadzisz się nad morze.
Spokojny sen nie przyjdzie tylko dlatego, że położysz się wieczorem w wygodnym łóżku, na drugim końcu świata.

Czytałam wiele historii ludzi, którzy wyjechali z naszego kraju szukając szczęścia, a jedyne co znaleźli, to rozczarowanie.
Pierwsza ekscytacja minęła. Przyszła rzeczywistość z górą prania na środku pięknej łazienki i płaczącym niemowlakiem na rękach.
Mąż nie bywał w domu częściej, a zarobione pieniądze wcale nie przyniosły szczęścia, a tylko nowy samochód.
Gonili za szczęściem, ale nie mieli go w sobie, dlatego żadna Ameryka, żadna Anglia, żadna Irlandia, Paryż ani Bieszczady, nie były w stanie im go dać.

Nasi przyjaciele wyjechali do Australii kilka lat temu. Ożenili się, dzisiaj mają tam rodziny i swoje życie. Zawsze będę ich pamiętać jako najbardziej uśmiechniętych, szczęśliwych i zadowolonych z życia ludzi, których kiedykolwiek spotkałam.
Byli szczęśliwi tutaj, w Polsce.
W małym mieszkaniu, niedaleko kopalni.
Jedna pensja, pięcioro dzieci i Bóg w centrum wszystkiego, co robili.

Nigdy nie narzekali.
Nigdy nie mieli za mało.
Wszechmocny w ich życiu był zawsze na pierwszym miejscu i wiem, że stąd ta radość.
Taka niezależna od miejsca, pogody i grubości portfela.

Mówią, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
A gdyby tak, wszędzie było nam dobrze?
Tak po prostu.
Dzisiaj, tutaj i teraz.

W tych dwóch ciasnych pokojach.
W tym mieście.
Na tej ulicy.
W tym kraju, ze smogiem i długą zimą.
Przy starym, odrapanym, kuchennym stole.

Jeśli nie masz pokoju w sobie, nie znajdziesz go nigdzie indziej.
Jeśli szczęścia szukasz w tym co tymczasowe, to ono minie prędzej niż myślisz.
Szczęścia nie znajdziesz nawet w najpiękniejszym zakątku świata, bo szczęście to nie miejsce, nie posiadanie, nie widok za oknem, ani Merry Christmas w środku lata.

Łatwiej w życiu będzie tylko temu, który zadba o jakość swoich myśli. Uważniej przyjrzy się czym głowę napełnia, jak myśli o innych i o sobie.
Bogaty będzie ten, który zrozumie, co ma prawdziwą wartość i z tą świadomością coś w swoim życiu zrobi.
Szczęśliwy będzie każdy, kto swoje szczęście przestanie uzależniać od miejsc, rzeczy i okoliczności, a zacznie szukać go w Bogu.

Jedyne miejsce, które może dać szczęście, to te, blisko Bożego serca.
Wtuleni w Niego, zawsze i wszędzie znajdziemy spełnienie.
Bo wszędzie dobrze, ale z Bogiem najlepiej..