Nie rezygnuj. Odpocznij.

8.6.20 Komentarze 3

Wypalenie to takie dziwne uczucie bezradności.
Najpierw chcesz dawać, ale nie masz co.
Potem nie masz już nawet siły chcieć.
I stoisz w miejscu, zupełnie nie wiedząc co dalej.

Bo wiesz, czasami najzwyczajniej w świecie trzeba złapać oddech.
Zrobić dwa kroki w tył i popatrzeć na swoje życie z innej perspektywy.
Przywołać do porządku myśli bijące się o pierwszeństwo i poukładać priorytety na nowo. 
Nagle może okazać się, że to, co jeszcze miesiąc temu było na szczycie naszej listy, dziś zmuszone jest zmienić swoje miejsce i stanąć na szarym końcu. Cierpliwie zaczekać na bardziej odpowiedni czas.

Czasami trzeba przyjść do Boga w swojej słabości i wtulić się w Jego bezpieczne ramiona. 
W tym przytuleniu zamknąć na chwilę oczy i nie oglądać się za siebie. Nie patrzeć na boki i absolutnie, nawet na sekundę, nie uciekać wzrokiem w przyszłość. Bo każde jutro wydaje się być zbyt ciężkie.
Trzeba wrócić do rozkoszowania się Panem tu i teraz i chłonąć każdy moment tej bliskości.
Nie zastanawiać się już więcej, co ludzie powiedzą. Bo ludzie to... tylko ludzie. 
Pamiętaj.

Czasami trzeba zacząć mówić NIE dwa razy częściej i zacząć w mądrości oddawać swoje TAK temu, co jest najważniejsze dla ciebie - nie dla innych. I te swoje TAK odważnie chronić, nie oddając go byle czemu, byle komu, byle tylko nie zawieść, nie rozczarować...

Jestem zmęczona, przyznaję.
Tak ogólnie, wszystkim, bo dużo się dzieje.
Bo mam prawo być zmęczona.

Mam pełne ręce.
Pełną głowę.
Pełne kartki chaotycznie zapisane milionem kotłujących się myśli, planów, inspiracji, cytatów, wersetów, fajnych porównań...

Mam dosyć. Naprawdę dosyć.
I najchętniej zupełnie zrezygnowałabym ze wszystkiego, z czego tylko mogę zrezygnować. 
Pomimo tego, że mam konkretne marzenia związane z tym miejscem i służbą dla kobiet - chciałam odpuścić.
Ciało mnie nie słucha i nie chce współpracować.
Głowa też nie bardzo.
Mam kryzys kreatywności.
Tęsknie za rękami wolnymi od telefonu i za wolniejszym rytmem myśli.

Wierzę, że to wyznanie dla niektórych z was jest bardzo ważne, bo jesteście teraz w podobnym miejscu i tak jak ja, nie do końca wiecie, czy wolno wam na chwilę się zatrzymać.
Ja dałam sobie prawo do odpoczynku całkiem niedawno, po licznych rozmowach z kilkoma mądrymi Kobietami. 
Och, jak jestem za nie wdzięczna!

A jeśli Tobie nikt jeszcze tego nie powiedział, to ja chętnie będę taką kobietą dla ciebie.
Tak - możesz! Masz prawo, a nawet powinnaś...
Zaopiekować się sobą bardziej.
Odpocząć.
Wsłuchać się w Boży szept zapewniający o naszej wartości pomimo chwilowego nicnierobienia
Wsłuchać się w siebie i w swoje potrzeby. W te zupełnie ludzkie, fizyczne... te, które tak często odkładamy na później. 
Warto się również przypatrzeć niedoborom duchowej sfery naszego życia, bo i tutaj zazwyczaj możemy doszukać się wielu zaniedbań. 
Ja na pewno. 

Możesz i powinnaś zrobić to wszystko jeśli tylko czujesz, że dłużej już nie dasz rady dzielić się na milion kawałków. Że w tych kawałkach nie rozpoznajesz już siebie.
Za jakiś czas wrócisz ze zdwojoną siłą, z pasją rozpaloną na nowo... a może z zupełnie nową pasją.

Zamiast rezygnować, zdecydowałam się odpocząć.
Tym razem tak mądrze, z głową. Tak, żeby ten odpoczynek przyniósł odnowę ducha, ciała i serca.
I kiedy tylko przychodzi myśl, że to bardzo egoistyczne, od razu przypominam sobie, po co to robię.
Muszę zadbać o siebie dla siebie, ale też dla innych.
Bo jeśli ja jestem pusta, to co mogę dać innym?
Puste słowa.
Puste, nic nieznaczące zdania, w które sama nie do końca wierzę i które niosą... pustkę.

Taki prawdziwy odpoczynek wymaga zaufania.
Myślałaś kiedyś o tym?
Odpoczynek    
wymaga   
zaufania.

Wymaga naszej wiary w to, że Bóg zatroszczy się o wszystko, co zostawiamy za sobą i o co nie będziemy same mogły troszczyć się przez jakiś czas.
Zaufania w to, że ten czas ma sens i da nam wytchnienie, jakiego potrzebujemy.
Najtrudniej jednak było mi uwierzyć, że nic mnie nie ominie i nic nie stracę, kiedy na jakiś czas się wycofam.
Że moja służba będzie na mnie czekać, bo... jest moja. Po prostu. Poczeka na mnie aż do momentu, w którym dojdę do pełni sił i będę mogła oddać się jej w radości na nowo.

Odpoczynek nie musi nieść za sobą wyrzutów sumienia, a nawet nie może... no bo jaki byłby to odpoczynek?! Męczący.
I z tym też musiałam się uporać. W modlitwie i oddaniu Bogu.
Dlaczego tak trudno nam czasami uwierzyć, że Bóg doskonale poradzi sobie bez nas? Że to nie On potrzebuje nas, ale to my potrzebujemy Jego?

Przestałam narzucać na siebie ciężary nie do uniesienia na dzisiaj. Nie podnoszę sobie barierki, ale nieco ją obniżyłam.
Postanowiłam posłuchać swojej własnej rady i robić maleńkie kroki do przodu. Chociaż zauważalne tylko dla mnie, to są. I to cieszy.
Zaczęłam modlić się o Bożą mądrość, bo rezygnacja nie była opcją, która niosła ze sobą pokój.

No i jestem.
Zwolniłam.
Nie biegnę, a spaceruję.

Do tej pory biegłam ile sił w nogach przekonana, że powinnam. Że jeśli tylko zatrzymam się na chwilę, to coś mnie ominie, coś stracę, przegapię.
Biegłam w strachu, że nie zadowolę Mistrza.

Biegłam przekonana, że właśnie tego ode mnie chce - biegu ponad siły.
Jak mogłam w ogóle tak pomyśleć?
Kiedy przesiąkłam tą nieprawdziwą wizją wiecznie poganiającego mnie Boga? Ojca, który nie pozwala dziecku na chwilę oddechu, odpoczynek i orzeźwienie, którego tak desperacko potrzebuje...?
Przecież Chrystus sam powiedział, że mamy przyjść do Niego, spracowani i obciążeni, a On da nam ukojenie. (Mat. 11;28)
To znaczy, że będziemy spracowani i obciążeni.
Będziemy słabi.
Bóg stworzył nas z potrzebami, które sam chce zaspokajać.

Napisałam więc sobie bardzo spokojny, realny plan i... dałam sobie przyzwolenie się go nie trzymać, kiedy będzie źle. Dzięki temu odpoczywam psychicznie.
Zaplanowałam dokładnie czas, który będę poświęcać na pracę i czas, w którym bez komputera i telefonu, bez kartki i długopisu, będę chodzić boso po plaży, wystawiać twarz do słońca i bawić się lalkami z Córeczką... Dzięki temu odpoczywam fizycznie.
Staram się rozkoszować Bogiem i Jego obecnością w moim życiu. Dzięki temu odpoczywam duchowo.

Szukam wyciszenia w tym całym zgiełku życia, już bez wyrzutów sumienia, bez nieprawdziwego obrazu mojego Ojca, bez strachu, że nie będzie do czego wracać.

Odpoczywam, a nie rezygnuję.
Zwalniam, a nie odchodzę.
I czuję, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

Tobie też tego życzę.
Z całego serca.








Nie goń za szczęściem

21.5.20 Komentarze 5

Chciałabym bzy zbierać z własnego drzewa. Nie musieć prosić się sąsiada, czy pozwoli urwać do wazonu kilka gałązek z jego drzewa.
Chciałabym w końcu z własnych krzaczków zbierać borówki i maliny do ulubionej tarty.
Zacząć budowę naszego domu i jak najszybciej wyprowadzić się na swoje.
Chciałabym też, żeby tu słońce częściej świeciło, mniej wiało, odrobinę było cieplej.
Chciałabym bardzo.

To i wiele, wiele więcej...

Ale kiedy kilka lat temu miałam bukiet bzu na tarasie własnego domu. Kiedy było ciepło, nie wiało, słońce grzało mocno już w kwietniu, to ja wtedy marzyłam o własnym domu na kaszubskiej wsi. Gdzie do morza będę miała rzut beretem i czyste powietrze nawet zimą.
Chciałam zdrowia dla moich dzieci i widok prawdziwego lasu za oknem. Tej soczystej zieleni bez filtra.
I dzisiaj to mam. 

Mam to wszystko i dużo, dużo więcej. 
A mimo to łapię się na marzeniach o naręczu bzu z własnego drzewa. Łapię się na narzekaniu, że znowu wieje i pogoda nie do końca taka, a już maj przecież...
Chcę tego, co kiedyś miałam na wyciągniecie ręki, tylko wtedy nie do końca potrafiłam to docenić.




Jeśli nie przestanę stawiać znaku równości pomiędzy szczęściem a wiosennym słońcem, nie będę szczęśliwa.

Jeśli jestem szczęśliwa tylko dlatego, że mogę wieszać zdjęcia na ścianach swojego własnego domu, to nie do końca jest to szczęście, którego szukam.
Jeśli szczęściem będzie dla mnie to co mogę zobaczyć, poczuć, co mogę dotknąć i powąchać... To ciągle to szczęście będzie niepełne. Ulotne i chwilowe.
Ułomne.
Przemijające, bo pokładane w tym co przemija.


Bo kiedy jedno pragnienie się spełni, to drugie już czeka w kolejce.

Znasz to?
Zawsze zrobimy w sercu miejsce na nowe pragnienia.
Zawsze gdzieś z tyłu głowy rodzić się będą kolejne.
I to nic złego. Naprawdę.
Doświadczyłam już nie raz, że Pan Bóg chce nam dawać. 
Nawet przepiękne bukiety bzu cieszące nasze oczy.

Chce spełniać nasze mniejsze i większe pragnienia rodzące się w naszych sercach. Spora część z nich jest tam przecież włożona przez samego Stwórcę!
Ale po latach gonienia za szczęściem wiem też, że jeśli szczęściem nie będzie dla mnie bliskość mojego Boga, a Jego obecność nie będzie kwintesencją mojej radości, to nigdy nie będę prawdziwie szczęśliwa.
Zawsze coś lub ktoś będzie mi w stanie to szczęście odebrać w jednej chwili.
Płaczące na tylnym siedzeniu dziecko czy słońce schowane za ciemnymi chmurami.

Wszelkie braki będą mi doskwierać i kraść uśmiech z mojej twarzy.
Okoliczności będą miały nade mną władzę, której mieć nie powinny i ciągle będzie mi mało.
Ciągle czegoś będę szukać, ciągle za czymś tęsknić.

Dlatego zamiast z utęsknieniem wypatrywać kolejnego marzenia i niecierpliwie zerkać na zegarek życia,  postanowiłam lgnąć do Chrystusem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Przestałam gonić za szczęściem, bo ten bieg tylko mnie męczył, dając w zamian jedynie chwilowe przebłyski piękna.
Usiadłam wyczerpana, a On dał mi ukojenie. (Ew. Mat. 11;28)

Pragnęłam szczęścia które trwa bez względu na okoliczności.
Takiego, za którym nie trzeba się uganiać, bo... ono nigdzie nie ucieka.

Prawdziwe Szczęście czeka cierpliwie, żeby stać się moją codziennością.
Muszę tylko chcieć.
Jestem stworzona, żeby pragnąć.
Pragnąć żywego Boga.

I kiedy taka z siebie byłam dumna, że znalazłam w końcu Szczęście które trwa, zdałam sobie sprawę, że to nie ja Je znalazłam.
To Ono znalazło mnie. (Ew. Jana 15;16)

Szczęście jedno ma imię.
Najpiękniejsze.
Jezus







Ogród

17.2.20 Komentarze 5

Możesz nie lubić sadzić, podlewać, plewić i klęcząc godzinami grzebać w ziemi.
A jednak, chcąc nie chcąc, masz swój własny ogród o który musisz zadbać.
Ogród, który wymaga wysiłku i czasu.
Szczególnej uwagi, miłości i troski.
Niezwykłej konsekwencji i działania z premedytacją.
Tu nie ma miejsca na przypadek czy na sentymenty.
Z przypadku rosną tylko chwasty.
Chcesz, żeby zaśmiecały twój cenny ogród?

Przyznam, że przegapiłam moment, w którym przejęły kontrolę nad moim.
Mówiąc szczerze, po prostu zawaliłam i ostatecznie poddałam się tsunami negatywnych myśli.
Nieświadoma konsekwencji, brnęłam coraz bardziej dopuszczając do siebie nieśmiałe, ledwo słyszalne myśli.
Myśli, które nie pochodziły z nieba. Nie były prawdą, nie były czyste, szlachetne, miłe ani godne polecenia. (Filip. 4;8)

Aż pewnego dnia zorientowałam się, że zabrnęłam za daleko. Byłam zupełnie pogrążona w niewytłumaczalnym smutku, pragnieniu nie-bycia, zniechęceniu. Czułam się pokonana.
Brodziłam w rozpaczy, którą sama LATAMI pielęgnowałam.
A wszystko zaczęło się od tego, że przestałam reagować na myśli - samosiejki w moim cennym ogrodzie. Podlewałam i nawoziłam wszystko, co w nim rosło.
Modlitewna praca na kolanach wydawał się zbędna, a nawet nudna.
Nie przynosiła już tyle radości, co kiedyś.

Ogród naszego serca to przestrzeń, w którym rodzi się wszystko co reprezentujemy swoim życiem.
To właśnie tam, wszystko to co mówimy, co robimy i w co tak mocno wierzymy, ma swój początek.
I chociaż zasiana dzisiaj myśl potrzebuje trochę czasu żeby wyrosnąć, to bądź pewna, że odpowiednio pielęgnowana, prędzej czy później stanie się słowem, a potem czynem.
Stylem życia.
Dobrze zakorzenioną prawdą.

Dzisiaj patrząc wstecz widzę dokładnie co zasiewałam w swoim sercu i jakim myślom pozwoliłam zapuścić korzenie na tyle głęboko, że do teraz trudno jest się ich pozbyć. Dopiero teraz widzę wyraźnie z jakimi kłamstwami Złego nie rozprawiłam się już na samym początku, kiedy niemal niezauważalnie wkraczały w moje życie.
Wydawały się takie błahe. Takie małe i nic nieznaczące.
Oj jak bardzo się myliłam...

Z obfitości serca mówią usta  
- Ew. Łuk. 6;45 -

Dlaczego tak trudno przegapić pierwsze sygnały? Bo dopiero OBFITOŚĆ serca daje nam odwagę do wypowiadania swoich myśli.
Często dopiero wtedy orientujemy się, że dzieje się coś złego.
Musisz być czujna!

Najczujniej ze wszystkiego strzeż swojego serca, 
bo z niego tryska źródło życia! 
- Przyp. Sal. 4;23 -

Musisz uważnie dobierać nasiona, które dzisiaj siejesz z nadzieją na obfity plon.
Bo tak jak z nasion rzodkiewki wyrośnie rzodkiewka, tak z nasion zazdrości - owoc zazdrości. Jaki? Na przykład plotka. Albo łatwo zauważalna niechęć w stosunku do osoby która ma to, co chcesz mieć ty.
Jeśli zasiejesz niezadowolenie - zbierzesz owoce niezadowolenia: narzekanie, smutek, przygnębienie.
Za to wdzięczność zrodzi owoce wdzięczności - uwielbienie i radość z codzienności.
Proste.
Ale nie łatwe.

Wyhodujcie dobrze drzewo, to i owoc będzie dobry.
Wyhodujcie bezużyteczne, a owoc będzie bezużyteczny. 
- Ew. Mat. 12;33 -


Dlatego tak ważne jest pozyskiwanie nasion z pewnego źródła i sianie tylko tych najwyższej jakości.
Prawdy Bożego Słowa zawsze rodzą owoce przynoszące Bogu chwałę, niosą też ze sobą pełnię życia, którego chce dla nas Ojciec.
Nie pozwalaj byle komu panoszyć się w twoim ogrodzie. Nie oddawaj tak łatwo kolejnych rabat ludziom, którzy wprawieni są w zasiewaniu zwątpienia, strachu i zniechęcenia.
Nie oddawaj ich Złemu i jego kłamstwom.


Czasami jednak nie masz wpływu na to, jakie chwasty zasieją się w twoim ogrodzie, ale masz wpływ na to, którym pozwolisz tam rosnąć.
Dlatego niezbędna jest ta trudna praca na kolanach - modlitwa!
Tylko systematyczny kontakt z żywym Bogiem ochroni cię od totalnego chaosu i zaduszenia tego co wartościowe. Tylko Bóg pomoże ci rozróżniać chwasty od kwiatów, a w pracach ponad twoje siły poda ci swoją Wszechmocną dłoń.
Czasami tylko Jego ingerencja jest w stanie uratować twój ogród przed katastrofą...prawda?

Wydaje mi się, że zbyt małą wagę przywiązujemy do tych chwil zamyślenia w trakcie codziennych czynności.
Przypomnij sobie, nad czym najczęściej zamyślasz się  nad deską do prasowania albo podczas zmywania naczyń. Albo po męczącym dniu, pod prysznicem?
Co przechodzi ci przez myśl zaraz po tym, jak twoje dziecko bez szacunku zatrzaskuje drzwi swojego pokoju tuż przed twoim nosem? Albo kiedy traktuje twoje prośby jak powietrze?
Co myślisz o sobie, kiedy rano spoglądasz w lustro? Taka bez makijażu i starannie upiętych włosów..?
Co myślisz o tych, którzy osiągają sukces o którym sama marzysz od lat?

Każda jedna myśl się liczy! Żadna nie jest bez znaczenia.
Uważaj, bo myśli nad którymi zamyślamy się podczas tych krótkich chwil codzienności, staną się naszą rzeczywistością w przyszłości, jeśli tylko pozwolimy wydać im plon.
To one utorują twoją jutrzejszą drogę.
Staną się słowem, które jutro wypowiesz i czynem, do którego posuniesz się za jakiś czas.
Staną się prawdą o tobie, której jutro tak mocno będziesz się trzymać.
To one staną się twoją reakcją w stresującej sytuacji.
Twoim nowym celem.
Twoim powodem do dumy lub wstydu.
Twoją wdzięcznością lub narzekaniem.
Twoją radością lub niewytłumaczalnym smutkiem.

Zachęcam siebie i ciebie do przyglądania się wszystkiemu, co kiełkuje w ogrodach naszych serc.
Przyglądaj się każdej myśli z bliska i podejmuj mądre decyzje.
Pamiętaj, że praca na kolanach nie jest opcją, ale koniecznością.
Wyrywaj chwasty bez żalu, a dobro pielęgnuj z zaangażowaniem.

Zachęcam cię do zajęcia się jednym chwastem na raz.
Jestem pewna, że jest ich co najmniej kilka... ale jeden na raz to sprawdzona taktyka.
Pomyśl teraz przez chwilę, jaka myśl niepochodząca z nieba,  coraz częściej rozbrzmiewa w twojej głowie?
Jakie słowa, które jeszcze niedawno nie miały wstępu do twojego życia, dzisiaj cisną ci się na usta?
Jakie słowa ostatnio zmartwiły cię, zszokowały czy zasmuciły kogoś z twoich bliskich?
Pomyśl, czy jest coś, co powinnaś wyrwać bez zastanowienia, coś co zagłusza zasiane przez Boga Słowo?
Troska? Żal? Nieprzebaczenie? Pożądliwość?
A może te dobrze wszystkim znane: jestem do niczego, nic mi się nie udaje, nie dam sobie rady...?

Na kolana, Kobieto!
Boże Kobiety walczą na kolanach.
Tak wygrywamy nasze bitwy i tak wyrywamy chwasty z naszych pięknych, cennych ogrodów.


Strach ma wielkie oczy

13.2.20 Komentarze 7

Od lat nie czytam gazet, nie oglądam wiadomości i nie słucham radia. Dlaczego?
Nie lubię i nie chcę karmić mojej wewnętrznej panikary złymi wiadomościami i przerażającymi wizjami przyszłości.

Ale... jest tego ostatnio tyle, że nie mogę już dłużej nie wiedzieć. Nie jestem w stanie unikać tych wszystkich faktów w nieskończoność.
O nieuchronnie zbliżającej się katastrofie naszej planety mówi się przy urodzinowym stole, a o wybuchu kolejnej wojny czyta na fejsbuku.
Jednego dnia zalewa nas fala zdjęć płonących płuc ziemi, a drugiego spalonych żywcem zwierząt w Australii.
Straszy glifosatem w zbożach i pestycydami w burakach.

Morderstwo nastolatki w mieście obok.
Brak miejsc w szkołach.
Kleszcze i bolerioza.
Koronawirus.
Susza.
Powódź.
Zbyt ciepła zima i zbyt mroźny maj.
Wysyłamy sobie filmiki opowiadające o toksycznych znakach na niebie albo o spisku koncernów farmaceutycznych.
Stojąc w korku dowiadujemy się o zatrważająco niskiej liczbie pszczół i mało optymistycznych rokowaniach na plony w przyszłych latach.
Najprościej rzecz ujmując - nie będziemy mieli co jeść. I to już za kilka lat.



W naszych sercach i umysłach zasiewane są ziarenka niepokoju, które kiedy tylko znajdą podatny grunt, w zawrotnym tempie wydają zatruwające życie owoce zwątpienia i strachu.
Jestem typem człowieka z zadziwiająco podatnym gruntem. Moja gleba to czarnoziem najwyższej klasy. Mówię wam.
Te wszystkie newsy dotyczące naszego kraju, środowiska czy toksyn czających się na nas w powietrzu, jedzeniu, a nawet w sypialni, rosną w moim wnętrzu jak chwasty w przydomowym ogródku... niezwykle szybko, zagłuszając przy okazji wszystko to, co pożyteczne.
To właśnie troski tego wieku, o których mówi Chrystus. (Ew. Marka 4;19)
Chwasty zagłuszające Słowo samego Boga, uniemożliwiając wydanie plonu dla chwały Jego Królestwa w moim życiu.

Czy zastanawiałaś się kiedyś komu najbardziej zależy na tym, żebyśmy żyli w ciągłym strachu?
Nie, nie ludziom którzy zarabiają niemałe pieniądze na naszym zamartwianiu się o jutro. Im też, ale nie najbardziej.
Z pewnością go znasz.
Ojciec kłamstwa. Morderca. Niszczyciel. Złodziej.
 (Ew. Jana 8;44 10;10)

Najsmutniejsze jest jednak to, że szatan nie musi nawet robić zbyt wiele. To my prawie wszystko robimy za niego. Wystarczy podsunąć nam myśl. Nakierować nas na zagrażający naszemu życiu lub zdrowiu temat i wtedy wszystko dzieje się już samo. Dzieje się.
Klikamy, udostępniamy, komentujemy. Wyolbrzymiamy zagrożenie. Rozdmuchujemy aferę.
W jednej chwili wszyscy żyjemy strachem.
Zupełnie tak, jak chciał.
Pogrążeni w myślach, które dalekie są od prawdy i które które nieuchronnie oddalają nas od pokoju.

Postarajcie się, aby On mógł was zastać 
pełnych pokoju
- 2 Piotra 3;14 -

A gdybyśmy tak dwa razy pomyśleli, zanim udostępnimy coś na FB. Gdybyśmy niektóre fakty, na które zupełnie nie mamy wpływu przemilczeli wśród ludzi, a przegadali z Bogiem? Poskromili w sobie pragnienie dzielenia się czymś innym, niż dobrą nowiną o pokoju... (Efezjan 6;15)
Gdybyśmy częściej dzielili się wiadomościami wyciszającymi serce, ułatwiającymi zachowanie naszych myśli na odpowiednich torach. Gdybyśmy częściej dzielili się nadzieją w Chrystusie niż beznadzieją na świecie?
Wtedy na pewno wszystkim nam łatwiej byłoby myśleć o tym co prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste, miłe, godne polecenia, może uchodzić za wzór i zasługuje na uznanie. (Filipian 4;8)

W tym świecie przepełnionym chaosem, niepokojem i natłokiem sprzecznych informacji, potrzebujemy Bożych myśli. Spokojnych myśli. Dobrych myśli i dobrych wiadomości. Tych o nadziei, o pewności wiecznego życia, o wszechmocy Boga Stwórcy i Jego myślach o nas.
Bo Boże myśli o nas są myślami o pokoju, a nie o niedoli. (Jeremiasz 29;11)
Dlaczego nasze są tak dalekie od Jego?

Każdą z moich wewnętrznych burz uspokaja jedna myśl: należę do Boga. Stwórcy nieba i ziemi.
I to mi wystarcza.
Koniec.
Może ci, którzy karmią mnie strachem nie znają Boga? Może nie wiedzą, że On już zwyciężył świat? (Ew. Jana 16;33)
Może wcale nie słyszeli o obietnicy mówiącej, że póki ziemia będzie trwać, nie ustaną siew i żniwo, zimno i gorąco, lato i zima, dzień i noc? (Genesis 8;22)
Może nie wiedzą. Może nie znają... może czas nakarmić ich nadzieją?

A jeśli nawet... jeśli nawet przyjdzie dzień, w którym to wszystko się skończy, mam pewność wiecznego życia dzięki Chrystusowi.
Czuję ulgę.
Już się nie boję.

Tak. Możliwe jest życie bez strachu, nawet w dzisiejszym świecie.
Teraz zatrzymaj się an chwilę, popatrz wstecz i odpowiedz sobie na pytanie: Czy Bóg kiedykolwiek cię zostawił?
Nie?
Mnie też nie.
Czy zostawi nas teraz?
Nie!
Bo nasz Bóg jest wierny swoim obietnicom i godny zaufania. (Hebrajczyków 10;23 11;11)

Dlatego nie zaprzątam sobie dzisiaj głowy prawdopodobną wojną. Skupiam się na tej, która toczy się w moim umyśle każdego dnia.
To dla mnie dzisiaj ważniejsze.
Nie martwię się o plony za dziesięć lat. Myślę raczej o owocach które wydaję moim życiem dzisiaj.
To dla mnie dzisiaj cenniejsze.
Staram się nie martwić o to, co będę jadła albo co będę piła, skoro wszystko jest tak bardzo zanieczyszczone... Mój Ojciec w niebie wie, że potrzebuję jedzenia. (Ew. Mateusza 6;32) i On się o nie zatroszczy.
Myślę raczej o tym, co wychodzi z moich ust, bo nie to co wchodzi do ust czyni człowieka nieczystym tylko to, co z nich wychodzi. (Ew. Mateusza 15;11)
Każde brudne słowo zanieczyszcza moje życie bardziej, niż jakiekolwiek warzywo z masowej hodowli.
Czysta mowa to dla mnie dzisiaj wartość, o którą chcę się ubiegać.

Kto z nas pomimo ciągłej troski, może swoje życie wydłużyć choćby o godzinę? (Ew. Mateusza 6;27)
No kto?
Zastanów się na chwilę co jest warte twoich myśli i twojej uwagi.Wybierz mądrze, bo wybór jest olbrzymi.

Nie chodzi mi o bycie ignorantem. Nie namawiam cię do odcięcia się od wszelkich informacji i jakiejś sztucznej izolacji od problemów dzisiejszego świata. Bo one istnieją naprawdę i niektóre z nich niezaprzeczalnie są dla nas zagrożeniem.
Namawiam cię jednak do ostrożności. Do świadomej ochrony własnych myśli i spokojnego snu.
Namawiam do uważnej selekcji informacji, które puszczasz w świat i na zwrócenie uwagi na wiadomości, którymi karmisz siebie i innych.
Nie ugrzęźnij w błocie katastrofalnych myśli, bo one zawsze mają katastrofalne skutki.

Strach ma wielkie oczy.
Kiedy zdarzy się, że głęboko patrzy w twoje, odwróć się i utkwij je w Chrystusie. (Hebrajczyków 12;2)
W Nim zawsze jesteś bezpieczna.




Przypomnienie

10.2.20 Komentarze 2

To raczej nie przypadek, że na pięć kobiet walczących z depresją których historie ostatnio słyszałam, cztery, to kobiety oddane Bogu bez reszty, chcące służyć Mu całym sercem. Tam gdzie są, w tym co robią. Takie, które nie zawsze głośno mówią to co myślą, ale zawsze robią to co mówią. Choćby nikt inny nie widział, nie chwalił i nie przyklaskiwał.
Kobiety ogromnego wpływu w swoich małych światach.
Mamy, Żony, Singielki... różnie.
Zakochane w Chrystusie. Z rękami wyciągniętymi nie po to żeby brać, ale żeby dawać innym to, co dostały w prezencie od Najwyższego.

Każda z historii tych Kobiet jest inna, ale wszystkie jakby podobne.
Odbijanie Boże światło i wejście w Boże powołanie dla naszego życia nie zawsze jest łatwe.
I nie ważne, czy starasz się świecić przed ruchliwym trzylatkiem w domowym zaciszu, czy na scenie, przed setkami wpatrzonych w ciebie oczu. Nie ważne jest czy piszesz, czy mówisz, czy może śpiewasz. Nie ważna jest skala twojego zasięgu ani rodzaj służby, którą wykonujesz. Już kiedyś pisałam, że powołanie to wielkie słowo, na określenie małych aktów codziennej wierności.
Tak czy siak jesteś narażona na walki, których prawdopodobnie nigdy nie musiałabyś staczać, gdyby nie Twoje oddanie Jedynemu.
Gdyby nie pragnienie życia dla Jednego widza.

Bo zły wie,, na czym zależy nam najbardziej.
Zna doskonale nasze słabe strony i jest świadomy naszych czułych punktów.
On wie gdzie uderzyć, żeby bolało najmocniej i najdłużej.
Tak, żeby rana długo nie mogła się zabliźnić.

On wie, że w tych trudnych momentach tak często pytamy: gdzie jesteś Boże?, obwiniając Stwórcę za błędy stworzenia.
Chce naszego oddalenia od jedynego Źródła pomocy.
Zależy mu na naszym przygnębieniu, zatroskanej twarzy i załzawionych oczach, przez które trudno czasami zobaczyć prawdę.

Zły nie śpi.
Chodzi wokoło nas jak lew ryczący wypatrując kolejnej ofiary. (1 Piotra 5;8)

Nie chce się z nami drażnić. Nie chce dokuczyć czy zdenerwować.
Czeka na okazję, żeby nas pożreć.
Pochłonąć w całości.

Pamiętaj jednak jedno.
Zły nie jest lwem. On go tylko udaje.
Chce nas wystraszyć i sprawić, żebyśmy żyli w niepewności, zwątpieniu i beznadziei.
Prawdziwy Lew jest jeden. (Objawienie Jana 5;5)
On, od wiecznego strachu, zwątpienia i beznadziei - uwolnił każdego z nas. Wprowadził w nową rzeczywistość łaski.

To nasz Bóg zakłada obóz wokół tych którzy się Go boją i ratuje ich. (Ps. 34; 8)
To nasz Bóg strzeże nas i zły nie może nas tknąć! (1 Jana 5;18)
To nasz Bóg potrafi obrócić każdy atak nieprzyjaciela w coś, co w ostatecznym rozrachunku działa dla naszego dobra. (Rzym. 8;28)
To nasz Bóg ma moc zamienić nasze słabe strony w pieśń uwielbienia, a czułe punkty, w najpiękniejsze świadectwa życia. (Psalm 42;6)
Tylko nasz Bóg wie jak ukoić ból, który miał przecież boleć najmocniej i najdłużej.
On sprawia, że rany się goją, a blizny zamiast o cierpieniu, opowiadają o Jego nieskończonej wierności.

Mamy Boga, który stoi przy nas.
On zawsze jest silniejszy niż ten, który staje przeciwko nam.
Nasz stróż.
Nasz cień.
Nasza twierdza, ucieczka i uciszenie.
Nasza pomoc.
Tarcza, za którą zawsze możemy się schronić. (Psalm 115;11)

Mamy Boga, który obiecuje nam odnowienie.
Mamy Boga, który utwierdzi nasze kroki, umocni wiarę i ugruntuje w prawdzie, którą jest On sam.

A Bóg wszelkiej łaski, 
Ten, który was powołał do swojej wiecznej chwały 
w Chrystusie Jezusie, 
po krótkotrwałych cierpieniach sam was 
odnowi, utwierdzi, umocni i ugruntuje. 
-- 1 Piotra 5;10 --

Jednak pomimo wszystko, na pewno czasami przechodzi ci przez myśl pytanie: dlaczego ja?
Przecież żyję dla Boga.
Przecież jestem blisko Niego, służę Mu, trwam w Nim.

A co, jeśli właśnie dlatego stałaś się celem?
A co, jeśli twoja wierność Bogu jest powodem tego, co przeżywasz?

Jesteś zagrożona, bo jesteś zagrożeniem Dzielna Kobieto!
Wzbudzasz postrach, bo mocno stoisz przy Bogu i ufasz Mu bezgranicznie.
Może robisz coś naprawdę dobrego, skoro z każdym krokiem jest coraz trudniej?

Może zbyt odważnie mówisz o Bogu?
Może twoje życie zbyt wyraźnie wskazuje innym Zbawiciela?
Może jesteś bliżej Chrystusa niż kiedykolwiek?
Może właśnie teraz chcesz zrobić krok wiary i zaufać Bogu bez reszty?

Jesteś zbyt silna.
Zbyt wierna.
Bezkompromisowa.
Zdyscyplinowana.
Za bardzo zakochana w Chrystusie.

Może właśnie dlatego nieprzyjaciel robi wszystko, żeby zawrócić cię z właściwej drogi.
Złamać, zniechęcić i okaleczyć.
Zrobi wszystko, żeby cię powstrzymać, bo boi się owoców wpływu twojego bezkompromisowego życia na ludzi żyjących wokół ciebie!
Drażni go światło Stwórcy, które odbijasz.
Przeszkadza mu woń Chrystusa unosząca się wokół ciebie w miejscu pracy, w domu, w urzędzie... gdziekolwiek się pojawisz.
Nie może znieść uwielbienia płynącego z twoich ust.

Ospali chrześcijanie nie są dla niego zagrożeniem.
Drży przed WYKONAWCAMI Słowa.

Bóg da ci skrzydła, żebyś potrafiła wzbić się na nich jak orzeł. 
Da ci siłę, żebyś nie upadła biegnąc. 
Da ci moc, żebyś nie zmęczyła się, kiedy przesz naprzód.
Tylko Mu zaufaj. (Izajasz 40;29,31)


Bądź mocny i mężny! 
Nie bój się i nie zniechęcaj się, bo Pan, twój Bóg, 
będzie z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz.
-- Ks. Jozuego 1;9 --

Ja jestem z Tobą w modlitwie, żeby cię wspierać.
Bóg jest z Tobą w twoich walkach, żeby cię ratować. (Jeremiasz 1;19)
On jest blisko. (Filipian 4;5)
Bliżej niż twój oddech.
Pamiętaj.
Ja też bardziej postaram się pamiętać...