Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas. Pokaż wszystkie posty

Poczekalnia

Moje życie znowu zamieniło się w poczekalnię.
Szykują się ogromne zmiany. Mocno wierzę, że na lepsze. Przecież Wszechmogący ma o nas myśli pełne pokoju. Przygotowuje nam przyszłość, wypełnia nadzieją.. tego się trzymam.
Wiem, że będzie dobrze i... czekam.
Jak w poczekalni właśnie.

Zmiany, które mają nadejść, to jeszcze nie teraz. Może za pół roku. Może za rok. A może za dwa.. nie wiem kiedy.
Ta nowa rzeczywistość istnieje na razie tylko w strefie naszych wyobrażeń.
Jest zapieczętowana Bożą obietnicą. On dał nam swoje słowo i wiem, że się nie zawiedziemy.
W tym czekaniu nie chcę poddawać się poczuciu, że dzisiaj wcale nie jest już takie istotne.. bo o to wcale nie trudno.

Może na moje dzisiaj w kalendarzu nie zostało wyznaczone żadne ważne spotkanie. Nawet wizyta u fryzjera nie jest wpisana..albo chociaż dentysta. A to byłoby już coś..
Nikt nie ma urodzin, imienin nawet..nikt wyjątkowy nie złoży wizyty, a na obiad będzie pomidorowa.
Może dzisiaj wypełnione będzie obowiązkami i pracą na tyle, że nie zdążę w spokoju zjeść przygotowanej rano kanapki. Albo zrobić kanapki nie zdążę..
Może na dzisiaj składać się będą tylko codzienne oklepane rytuały. Żadnych fajerwerków, szara rzeczywistość.
Może.. ale to ciągle moje dzisiaj.
To ciągle moje życie.
To jest moja rzeczywistość.

Dlaczego tak często zaczynamy wierzyć, że kolejne chwile, dni, miesiące, będą z pewnością bardziej znaczące i ważniejsze niż  dzisiaj?
Dlaczego umniejszamy?
Myśląc w ten sposób, przegapiamy prawdziwe życie, które tak naprawdę nigdy nie jest tu.
Nigdy nie jest teraz.

Nawet jeśli bardzo o czymś marzymy, czegoś chcemy, to coś nawet jest już tuż za rogiem.. nie zapominaj, że życie toczy się dalej.
Zmiany to zazwyczaj proces. Spełnianie marzeń to proces. Dążenie do celu to proces.
Rzadko kiedy coś dzieje się z dnia na dzień.
Rzadko kiedy, jesteśmy wolni od czekania.
Tajemnica tkwi w tym, jak czekamy.
Tajemnica tkwi w radości z podróży, a nie jedynie w dotarciu do celu.

Czuję się czasami, jakbym była ciągle jeszcze tu, a jednak już tam- w tej naszej lepszej przyszłości.
Taka jestem nie do końca.
Rozdarta pomiędzy tym nieznanym, nierealnym jeszcze zupełnie, a teraźniejszością z jej namacalnymi dowodami: dziećmi do wychowania, domem do wysprzątania i ogródkiem, w którym nadal trzeba wyrywać chwasty.
To jest właśnie jeszcze ciągle moje realne życie, a przyłapałam się na tym, że spycham je w kąt. Za mniej ważne uważam.. za takie do wyrzucenia, bo coś lepszego mnie przecież czeka..
Ale tak nie można.
Już kilka razy żyłam wyimaginowaną przyszłością, przegapiając ważne chwile.
Może to tylko ja.. a może jest nas jednak więcej..?

Można czekać na awans, na dziecko, na nowy dom.
Można nawet tym nieumiejętnym czekaniem taką sobie zrobić krzywdę, że doczesność nam zbrzydnie zupełnie. 
Tak się zajmiemy jeszcze nierealnym, że zapomnimy żyć. Małe przyjemności nie będą nas cieszyć, a codzienne problemiki do wielkich rozmiarów urosną.
Na wszystko w życiu jest czas i każdy etap jest ważny. Na pewno prędzej czy później przyjdzie pora, że zamkniesz jakiś rozdział swojego życia i pewnym krokiem wkroczysz w nowe, cokolwiek to dla ciebie znaczy.
Nareszcie! - pomyślisz.. i znowu na coś zaczniesz czekać..
Bo życie nie stoi w miejscu. Zawsze na coś czekać będziemy.

W poczekalni można się nudzić okrutnie.. złościć się nawet. Buczeć pod nosem i nerwowo na zegarek spoglądać.
Można sobie drzemkę uciąć i przespać to całe czekanie.
Można ponarzekać na polityków, choroby i służbę zdrowia.
Można bezmyślnie przeglądać ulotki, kasować stare smsy albo odkrywać nowe opcje w telefonie- z nudów zupełnie. Czas w ten sposób zabijać.
A można też z dziewczyną obok miło pogawędzić. Pośmiać się nawet..
Można książkę poczytać albo ulubioną gazetę.
Można odpisać na maile i robotę nadgonić, zamiast wieczór znowu marnować.
Można się zrelaksować. Po prostu siedzieć i cieszyć się chwilą.
Można planować i te plany zapisać na paragonie z Biedronki.
Można się modlić i szukać Bożego oblicza. Tak. W tej poczekalni właśnie.
Niby ma człowiek ręce związane. Niby w jednym miejscu musi siedzieć i czekać.. ale można ten czas wykorzystać.
Można się nim cieszyć.
MOŻNA, bo to wybór.

Sama codziennie wstając z łóżka muszę sobie przypominać, że dzisiaj jest warte.
Warte uwagi, poświęcenia i wysiłku, żeby wycisnąć z niego wszystko, co najlepsze.
Warte ładnej zastawy do śniadania i świeżo ubranej pościeli.
Warte porannego prysznica, makijażu i ładnej sukienki.
Warte popołudniowej kawy na tarasie i spokojnego spaceru z dziećmi do lasu.
Warte świeżych kwiatów na stole.
Warte zaangażowania.
Warte chwili przerwy i zachwytu.
Warte emocji, wzruszeń i podekscytowania.
Warte oddania Bogu chwały za nowe, świeże, specjalne 24 godziny mojego życia.

Za dużo odkładamy na później.
Później, nie teraz, kiedy indziej, może kiedyś.. zmora naszych czasów.
Wszystko odkładamy, jakby dzisiaj nie było wystarczająco dobre.
Czy to nie ten dzień dzisiejszy jest nam dany właśnie? Z góry, w darze, od samego Ojca?
Jutro już do nas nie należy. Jutro nie jest nasze jeszcze.. nikt nie wie, czy będzie nasze w ogóle.

Kiedy się wybudujemy, to wreszcie odpocznę.
Kiedy rozruszam firmę, będę spędzać z dziećmi więcej czasu.
Na wakacjach poświęcę się modlitwie.
Kiedy dzieci urosną, zadbam o siebie.
Zacznę się zdrowo odżywiać, bo sił mi brakuje.. ale teraz nie mam na to czasu. Może kiedyś.
Kiedy przyjdzie weekend, wreszcie zacznę żyć.
Bo czy to wiesz, że ci się te twoje marzenia spełnią?
Że to, co dzisiaj bierzesz za pewnik stanie się rzeczywistością?
Że w wyśnionej kuchni tą porcelanę wreszcie poukładasz na półkach i zaczniesz jej używać do śniadania?
Że w nowej pracy będzie dane ci się spełniać?
Że dzieci dalej będą chciały czas z tobą spędzać..że będą chciały pogadać i książki czytać jak dzisiaj właśnie?

Nie czekaj na piątek.
Nie czekaj na wakacje.
Nie czekaj aż dzieci dorosną.
Nie czekaj na awans.
Nie czekaj na nowy dom.
Nie czekaj na lepsze jutro.
Nie czekaj aż zostaniesz mamą.
Nie czekaj na mniejszy rozmiar.
Nie czekaj na mężczyznę.
Nie czekaj na więcej czasu.
Nie czekaj na spokojny wieczór.
Nie czekaj..., żeby zacząć żyć.
Żyj dzisiaj, nawet w poczekalni.
To jest właśnie mądrość.




Rok Potrójnego Szczęścia

Za nami wyjątkowy rok.
Ten rok dostał nawet nazwę: Rok Potrójnego Szczęścia.
Z całą pewnością najszczęśliwszy rok naszego życia.
Z całą pewnością najtrudniejszy.
Dlaczego? Bo czasami szczęście jest trudne. Takie w jednej chwili ogromne, że myślisz nawet, że nie pomieścisz go w sobie..a innym razem pojawią się łzy, bezsilność, zmęczenie bierze górę i wszystko z rąk leci dosłownie..


Rok temu zostaliśmy rodzicami po raz trzeci.
Trzy małe główki do umycia w soboty.
Sześćdziesiąt malutkich paznokci do obcięcia co tydzień.
Trzy kurteczki, trzy czapki i sześć rękawiczek.
Trzy foteliki i ani jednej spokojnej jazdy samochodem. Nawet do sklepu kilometr dalej..
Jeden wózek i dwa rowerki.
Jedne sanki, bo na jednych się mieścili we dwójkę.
Setki zdjęć.
Dziesiątki krótkich filmików nagranych wysłużonym już aparatem, zwanym małym w naszym domu.





Nie będę kłamać, że te 365 dni to takie usłane różami były.. że nie było momentów, w których szlochałam jak głupia w pewności, że marnuję sobie życie przy tych garach, szmacie i pieluchach. Że po co mi to było...że dużo za młoda jestem na trójkę dzieci i te pieluchy któryś rok z rzędu..no przesada!!
I krzyczeć chciałam czasami, i z domu uciekać, i w pociąg na drugi koniec Polski wsiąść..
Rezygnacja była i strach, permanentne zmęczenie też.
Łzy radości i wzruszenie.
Wspólne obiady, śniadania i popcorn przy Ratatuj po raz dziesiąty..tak tą bajkę kochamy.
Ciągłe uciszanie, bo mała śpi, bo mała pije, bo mała ..
Cudowne poranki- razem, w jednym łóżku. Nas pięcioro pod dwiema małymi kołdrami, a do tego zagadki i czytanie książek.
Nerwowe poranki.. bo trzeba wychodzić, a tu pełny pampers, Benio nie zjadł śniadania, a Janek ciągle nieubrany.
Popołudnia, w których się wydawało, że człowiek ciszy potrzebował, jednego dziecka choć na chwilę.. a tu zaskoczenie. Niby fajnie, niby super..ale tak nie do końca. Czegoś brakowało. Kogoś raczej.. bo we trójkę to już nie jesteśmy MY. Nas jest pięcioro. To jest już nasza norma. Codzienna, piękna normalność.





Kilka dni było zupełnie niezapomnianych. I to bardzo zwykłe dni były..najzwyklejsze.
Raz chciałam, żeby urośli szybko, a potem marzyłam, żeby czas choć na chwilę stanął w miejscu.
Pamiętam długie ubieranie na zimowe spacery. Pierwszy się zdążył zagrzać, kiedy ja kończyłam ubierać tą trzecią..
Pierwsze wspólne dni też pamiętam. Jak bracia byli zachwyceni siostrą. Jak ją całowali, przytulali i głaskali.. tak im zostało do dziś.
Zawaliłam kilka dni. Może kilkanaście nawet.. i żałuję, ale czasu nie cofnę przecież, więc patrzę w przód i na dniu dzisiejszym staram się skupiać.

Mimo, że nie było łatwo, to było warto.
Było, jest i wiem, że będzie warto..te wszystkie kolejne lata z nimi u boku przeżywać.

Czas nie biegnie, nie płynie, nawet nie leci.
Mam wrażenie że pędzi jak oszalały.
Mam wrażenie, że wczoraj posprzątałam śniadanie Wielkanocne, a jutro pojawią się w sklepach mikołaje i będziemy śpiewać kolędy.
Czuję, że każdy kolejny rok mija mi szybciej. Niby ciągle dzień ma 24 godziny, a godzina 60 minut..niby tak. A dla mnie jakoś nie..
Boję się czasami, że nie zdążę się nimi nacieszyć. Że wyrosną za szybko, że nie zdążę im powiedzieć wszystkiego, pokazać, nauczyć..
Boję się, że w końcu przestaną rano przybiegać do naszego łóżka, chociaż czasami tak mnie to irytuje..

Wydaje mi się, jakbym Benia kilka dni temu do domu ze szpitala przyniosła, a przecież wita mnie rano szerokim uśmiechem niemal siedmioletni chłopczyk.. taki mądry. Taki wrażliwy. Taki zdolny. Taki ciekawy świata i życia. Mój- ze wszystkimi wadami i z niezliczoną ilością zalet.

Ja nawet nie pamiętam, jak mój Jasiek był malutki. Nie pamiętam.. i nie wiem jak to możliwe. Może przez tą niewielką różnicę wieku, wymagającego Benia, pracę albo moją głupotę..
Codziennie wchodzę po schodach w naszym domu kilka razy dziennie. Kilka razy dziennie patrzę na zdjęcia, które tam wiszą. Na tego półtorarocznego Jaśka i trzyletniego Benia. Patrzę i się uśmiecham.
Czasami zdarzy mi się wzruszyć..bo wiem, że było pięknie. Wiem też, że było mi wtedy trudno i chodziłam totalnie niedospana czwarty rok z rzędu..ale było pięknie.
Ja ten czas wtedy zmarnowałam i nikt mi go nie wróci.. I tego Jaśka małego w ogóle nie pamiętam..no darować sobie nie mogę.. robię więc wszystko, żeby to co jest dzisiaj- zapamiętać.
Wiedzieć jak to było, kiedy Mili miała roczek, Benio siedem, a Jaś pięć lat.


Pozwalam im do naszego łóżka rano przychodzić i przeszkadzać nam w spokojnym wypiciu kawy.
Mówię głośno kocham cię, kiedy biegną po schodach do swojej grupy i klasy.
Co z tego, że niektórzy mówią, że to głupie, sztuczne, wymuszane i na pokaz.. niech myślą co chcą.
Ja się muszę upewniać codziennie, że oni wiedzą. Że mają tą pewność, że za nimi to ja w ogień pójdę. Że choćby nie wiem co narobili..zawsze będę dla nich. Będę ich kochać jak mogę najbardziej, tak jak mama kochać powinna.

Odganiam te myśli, że moja mała Księżniczka jest już roczną dziewczynką, a nie kilkumiesięcznym maleństwem usypiającym w moich ramionach.
Kilka dni temu zaśpiewaliśmy jej sto lat, zapaliliśmy pierwszą świeczkę na torcie, dostała piękne prezenty i kilka cudownych kartek, które schowam jej na pamiątkę..nie byłam w stanie od tego uciec. Nie opóźniłam tej chwili. Nie mogłam, a tak bardzo chciałam przecież..
Kiedy wszyscy mówili mi ciesz się tymi chwilami, bo miną w mgnieniu oka- nie wierzyłam. Uśmiechałam się pod nosem, mruczałam coś po cichu i.. swoje wiedziałam. Nawet pogniewać się byłam w stanie i przewrócić oczami z pięć razy..
Tak mi się ten czas ciągnął. Popołudnia wydawały się trwać wiecznie, te spacery, nocne pobudki i wczesne poranki. Zabawy klockami, dziesiąta runda memory, przygody Franklina po raz kolejny..Wydawało się, jakbym miała jeszcze tyle czasu, żeby ich uczyć i wychowywać.
Teraz już wiem, że tego czasu tak niewiele mi zostało..

Pamiętam, kiedy po porodzie Milenki, jakiś wewnętrzny strach przed zupełnie nieznanym, przeplatał się z niewyobrażalną radością, dumą i poczuciem spełnienia.
Zupełnie nieznanym? Przecież wszyscy mówią, że wszystko już wiesz przy drugim, a co dopiero przy trzecim..
Znowu na przekór napiszę, że choćby i piąte i dziesiąte było, to ciągle nie wiesz, jak to jest. Nigdy nie wiesz, jak to będzie..możesz pamiętać, jak się kąpie, przewija i przystawia do piersi, ale to nie tylko o to w wychowaniu chodzi..
Dlatego strach czułam.
A spełnienie?..
Tak. Spełniam się jako mama.
Jako mama trójki cudownych Bożych Darów. Z samego nieba. Doskonałych i dopracowanych w każdym szczególe. Idealnych dla mnie.
Stworzonych, bym mogła ich mamą się nazywać.
Przywilej mnie spotkał niesamowity.






Ten rok wiele mnie nauczył.
Nauczył mnie odpuszczać. Dużo mniej chcieć, dużo mniej osiągać, dużo mniej musieć za wszelką cenę.
Nauczył mnie myśleć o sobie lepiej, pomimo potknięć i błędów.
Nauczył mnie, że najpiękniejsze i najbardziej zapamiętywane przez nas chwile, to te najzwyklejsze. Te przy środowym obiedzie i w czwartkowe popołudnie. Nawet w poniedziałkowy poranek może coś takiego się zdarzyć, co na całe życie zapamiętasz..Bo ja takie właśnie chwile z tego roku pamiętam. Najzwyklejsze.
Nauczył mnie, jak wyjątkowa i niepowtarzalna więź się tworzy między rodzeństwem. Wierzę, że na całe życie.. o to się modlę. Tego bym chciała.
Nauczył mnie ten rok, że w naszym łóżku wystarczy miejsca dla piątki.
Wiem też, że jedną ręką można więcej zrobić niż by się wydawało..obiad prawie cały i ciasto. Kurz można wycierać, telefony odbierać i wiadomości ważne na kartce zapisywać w tym samym czasie.
Nauczyłam się, że priorytety w życiu są najważniejsze. Kiedy je sobie w głowie poukładamy, to nie trudno jest codzienne decyzje podejmować.. Kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, to cała reszta się ułoży. Dobrze się ułoży. Najlepiej.






Już teraz wiem- dopiero przy trzecim dziecku to wiem- że wszystko minie. Prędzej czy później.. minie.
Że dzieci mają to do siebie, że rosną.
Minie kolka i nocne wstawanie. Minie bunt dwulatka i trzylatka, i czterolatka.. Minie wymyślanie przy obiedzie i płacz za zabranym smoczkiem. Minie wszystko to, co dzisiaj nam przeszkadza i co nas drażni, na co skarżyć się potrafimy wszystkim naokoło.. Minie też to, co tak bardzo kochamy, na co czasami tego czasu brakuje.. buziaki na pożegnanie, przytulanie bez powodu.. Nie zawsze tacy potrzebni będziemy jak teraz właśnie, kiedy są małe jeszcze i nie do końca sobie radzą ze wszystkim.
Wiem też, że można te trudniejsze okresy w byciu rodzicem celebrować. Cieszyć się nimi.. bo pomiędzy kolkami są też i pierwsze uśmiechy na przykład. Na tych uśmiechach trzeba się skupiać..a potem zęby zacisnąć i nosić, choć płacze i nic zrobić się nie da.

O miłości też się dużo nauczyłam. Miłość w dziwny sposób się mnoży, kiedy się ją dzieli.
Ten, kto się boi tak strasznie, że mu miłości nie wystarczy dla drugiego, trzeciego czy piątego dziecka- niech śpi spokojnie. Miłości wystarczy. Kochać będziemy i pierwsze i piąte tak samo.. albo jeszcze bardziej, niż w dniu narodzin.



I jeszcze jedno..porządek w domu, pościelone rano łóżko, czas na makijaż, domowe ciasto, zrobione paznokcie, umyte okna.. to wszystko dodatki. To nie szczęście. To wszystko może sprawić, że jesteśmy spokojniejsze, bardziej zrelaksowane i dobrze czujemy się w swojej skórze..ale to nie szczęście.
Szczęściem jest być blisko Boga, nawet kiedy czasu wolnego tak mało, a obowiązków tak dużo..
Szczęście to móc patrzeć na swoje zdrowe, roześmiane dzieci z kochającym mężczyzną u boku.
Dla mnie to właśnie jest szczęście od roku.

Przeglądałam zdjęcia z tego szczególnego czasu i doszłam do wniosku, że zdjęcia są naprawdę wyjątkowe..
Pokazują zazwyczaj tylko te dobre chwile. Te, które po kilku latach ze wzruszeniem zechcemy wspominać przy wspólnym stole w niedzielne popołudnie.
Na zdjęciach są uśmiechy, spokój i harmonia. Szczęście i zwykłe-niezwykłe cuda codzienności.
Takie chwile chcę w tym kolejnym Roku Potrójnego Szczęścia pielęgnować.
Takie chwile z tego roku, który już minął, chcę zapamiętać.





I wam życzę takich wspomnień Kochani.
Pełnych szczęścia, spokoju i harmonii.
Takich niezwykłych, chociaż tak codziennych..








Kochana Córeczko...

Kochana Córeczko,

Jesteś.
Jesteś z nami już siedem miesięcy.
Siedem miesięcy, a wydaje się, że minęło kilka dni od kiedy pierwszy raz mogłam Cię zobaczyć. Od kiedy pierwszy raz mogłam Cię przytulić.
Mam ten obraz przed oczami. Ciągle żywy i bardzo realny.
Eksplozja uczuć. Radości, wdzięczności..ulgi.
Że cała i zdrowa. Że jesteś nareszcie z nami.


Muszę się przyznać, że przez pierwsze miesiące twojego życia często płakałam.
Miałam łzy w oczach, kiedy obserwowałam jak śpisz.
Kiedy spokojnie piłaś i delikatnie obejmowałaś mój palec swoimi drobnymi rączkami.
Kiedy patrzyłaś na mnie ciemnymi, wielkimi oczami, zapamiętując każdy szczegół mojej twarzy. Wtedy ja za każdym razem tak bardzo starałam się zapamiętać Ciebie w tamtych momentach.
Płakałam, kiedy pierwszy raz świadomie uśmiechnęłaś się do mnie.
Kiedy mogłam obserwować jak mocno kochają Cię twoi Bracia i jak bardzo Ty kochasz ich.
Wzruszałaś mnie do łez widząc twoją tęsknotę za mną, kiedy nie było mnie obok najwyżej godzinę.

Dziś nadal mi się to zdarza.
Nadal płaczę ze szczęścia.


Wiesz..życie biegnie jak szalone. Tyle jest do zrobienia. Wyprać, przewinąć, ugotować, posprzątać, zamówić, odebrać, podlać, przebrać, ułożyć, kupić, upiec, przygotować..
Z waszą trójką, trzeba mieć oczy dookoła głowy przez cały dzień.
Dni przechodzą w tygodnie, tygodnie w miesiące...i nim się obejrzę, skończysz roczek, pięć lat, dziesięć..
Czas mija szybko. Za szybko.

Właśnie dlatego, kiedy otwierasz rano oczka. Kiedy budzisz się obok nas w 'dorosłym' łóżku, my czasami już nie śpimy. Wolimy na Ciebie patrzeć. Obserwować jak śpisz. Zapamiętywać chwile, które niedługo będą już tylko pięknym wspomnieniem.
Właśnie dlatego, poranne ubieranie to rytuał. Rytuał wybierania tych malutkich ubranek, skarpetek, bucików..potem całowanie drobnych stópek i paluszków, zabawa w 'nie ma- jest!', śpiewy i piski radości na całe gardło.


Właśnie dlatego, my nie wychodzimy na spacer tak po prostu. Jest pośpiech przy ubieraniu, trochę wariactwa przy wychodzeniu z domu, ale..jak już idziemy po tych naszych polnych drogach to gadamy. Gadamy sobie po babsku, po naszemu. Naśladujemy zasłyszane dźwięki, podglądamy mijane zwierzątka. Słuchasz jak śpiewam. Poznajemy świat. Razem- ty po raz pierwszy, a ja po raz kolejny.
Właśnie dlatego, przed wieczorną kąpielą, mogłabym godzinami przytulać twoje małe pachnące ciałko, głaskać najdelikatniejszą w świecie skórę, wciąż chyba do końca nie wierząc, że jesteś nasza.
Właśnie dlatego, kiedy pijesz, nie włączam komputera i nie czytam książek. Patrzę jak bawisz się moimi palcami, jak przymykasz oczy, bo czujesz się dobrze i bezpiecznie.
Właśnie dlatego, chcę zapamiętywać momenty, których nie jest w stanie uwiecznić żadne zdjęcie czy kamera.
Właśnie z powodu szybko uciekającego czasu, nie mogę pozwolić, żebyś się spieszyła. Żebyś biegła przez życie ścigając się nie wiadomo z kim i nie wiadomo po co.


Proszę, nie spiesz się Kochana.
Ciesz się długimi godzinami snu,  noszeniem na rękach, spacerami, wspólnymi zabawami od samego świtu.
Płacz, kiedy będziesz chciała się przytulić. Kiedy będzie Ci mnie brakować w środku dnia czy o północy.

Nie czekam na to, aż 'w końcu' zaczniesz sama siedzieć, chodzić, jeść, ubierać się.
Nie spiesz się, bo ten czas i tak przyjdzie, a ja tak bardzo chcę się Tobą nacieszyć.

Ciesz się kąpielami z pianą, zabawami w piaskownicy, książeczkami bez słów przeglądanymi setki razy, bieganiem po trawie na bosaka i skakaniem w kałużach.
Przytulaj się do mnie, trzymaj za rękę, wkładaj rączki do moich rękawów, głaszcz przy jedzeniu i patrz głęboko w oczy jak długo chcesz.
Masz czas. Nie będziemy Cię poganiać.


Nie spiesz się do dorosłości.
Ciesz się swoją beztroską i bądź dzieckiem pełną gębą.
Nie musisz czytać i pisać mając trzy lata. Z nikim się nie ścigasz. Z nikim nie będziemy Cię porównywać. Dla nas jesteś i zawsze będziesz najmądrzejsza na świecie.
Ciesz się godzinami zabaw lalkami i ubieraniem ulubionych misiów. Brakiem obowiązków i wspólnym karmieniem kaczek w parku.

Ciesz się nieświadomością zła, w którym żyjemy.
Prędzej czy później twoje oczy zobaczą to, od czego tak bardzo chcemy cię chronić teraz.
Ciesz się swoimi małymi 'końcami świata'- pękniętym balonem, kłótnią z bratem, rozdartą sukienką..
Na większe zmartwienia przyjdzie jeszcze czas.

Wiemy, że świetnie sobie poradzisz bez nas, tylko nie próbuj nam tego udowodnić za szybko.
Chcemy być Ci potrzebni.
Nie spiesz się Kochanie.


A kiedy będziesz już miała swoje dzieci, daj im siebie w całości. Zwolnij i ciesz się nimi bez pośpiechu.
Niektóre dni będą ciągnęły się w nieskończoność, ale obiecuję Ci jedno: nie ważne jak bardzo godziny będą się dłużyć, lata będą mijać szybko. Za szybko.
Nikt mi tego nigdy nie powiedział i żałuję wielu straconych momentów. Nie chcę, żebyś i Ty musiała.

Dlatego nie bój się żyć powoli Córeczko. Żyj nie biorąc na siebie ciężarów większych niż będziesz potrafiła unieść, udowadniając innym że możesz..

Te wszystkie możliwości: dzieciństwo, młodość, macierzyństwo. Zasypianie na rękach, przedszkole, liceum, randki, studia, nocne karmienia... to wszystko będzie ci dane tylko raz i tylko na jakiś czas. Dlatego korzystaj z tego do ostatniej kropli i nigdzie się nie spiesz.

Twoja kochająca mama






Gotowość

Wyobraź sobie, że wstajesz w sobotę rano.
Prawie wyspana, prawie pełna energii do życia.
Prawie ci się chce, ale dajesz z siebie wszystko.
Uśmiech na twarz- bo w końcu sobota.
Weekend, mąż w domu!
Kurcze...dzieci też.

Nowy dzień, nowe możliwości!- myślisz i wyskakujesz z łóżka.
Nie ścielisz.
Odsłaniasz żaluzje, otwierasz okno, zachwycasz się pogodą.
Zapowiada się fajny dzień.

Myjesz twarz, zęby, nakładasz tusz i róż na uśmiechnięte policzki.
Ubierasz wygodne ciuchy i nastawiasz ekspres.
Kiedyś sobotnie śniadanie było twoim ulubionym- jedzone nieśpieszne, takie wypasione.
Były croissanty z domowym dżemem, sok świeżo wyciśnięty z pomarańczy.
Czasami jeszcze ciepłe bułki i jajecznica.
I to wszystko jedzone w łóżku co najmniej raz na dwa tygodnie.
Prehistoria.
Od kiedy jest was pięcioro, wyciągasz z lodówki co jest i kroisz wczorajszy chleb.
Kiedyś na pewno wrócicie do tych spokojnych sobotnich śniadań.

Kawa się zrobiła, więc pijesz.
Zaczynasz o 8 rano, kończysz przed obiadem. Zimną- jak większość matek.
Mała ryczy w krzesełku, bo chce swoją kaszkę. Chłopcy się kłócą, który ma chleb do tostera włożyć.
On uciekł na kompa.
Zaczynasz wrzeszczeć..i samej ci wstyd, bo miałaś się już pilnować.
Od jutra już na pewno bardziej się postarasz.
Jakoś się ogarniasz i tę kawę tak łyk po łyku..zaczynasz w myślach 'to-do' listę tworzyć i już wiesz, że czasu ci znowu zabraknie.
Cały tydzień zabiegany, z Nim to się w sumie tylko mijasz. Nadgodziny bierze już któryś tydzień. Na wiosnę kostkę przed domem chcecie kłaść i taras skończyć..nic za darmo. Wiec pracuje. I ty też. I trójka dzieci do tego..
Na bank ci czasu znowu zabraknie. Tyle zaplanowałaś na dziś. Jedyny dzień, kiedy możesz zająć się domem i zaległości nadrobić.

Południe, pierwsza (kończysz kawę), druga, obiad.
Chłopcy na dworze biegają, mała śpi, ty prasujesz.
I przy tym prasowaniu tak cię nachodzi myśl, że chyba się dzisiaj nawet pomodlić nie zdążyłaś.
Więc nad tą deską, z żelazkiem w dłoni klecisz kilka zdań. Przerywa ci płacz, bo znowu się biją. Kłótnia o rower czy coś..nie chce ci się nawet dociekać.

Z niemowlakiem u boku o niedzieli myślisz. W sumie w kościele dobrze by było poranek spędzić, ale że pogoda taka ładna, to na rodzinną wycieczkę się wybierzecie. O relacje trzeba zadbać.
Wy i dzieci, obiad w restauracji, pełen luz i dużo świeżego powietrza. Taki niedzielny reset przed kolejnym tygodniem.
A kazanie w radiu posłuchasz jak poleci..
Potem coś o świętach zaczynasz myśleć, prezenty, dekoracje..i że kartki w tym roku to na 100% wyślesz. Do tego ręcznie robione.
Myślami w Wigilii, wracasz do szorowania wanny.

Wieczorne plany spokojnego wieczoru tylko we dwoje, rujnuje On.
Z kumplami na piwo chce iść. Wymyślił..strzelasz focha, trzaskasz drzwiami z sypialni i nie odzywasz się wcale.
On wychodzi. Nawet nie wiesz kiedy.

Wreszcie dzieci wykąpane, najedzone, po czytaniu i Ojcze Nasz leżą w łóżkach.
'Mamo, ale przyjdziesz mnie jeszcze przytulić?' 'Jasne, tylko wezmę prysznic.'
Idziesz pod ten prysznic. Paznokci ci się już nie chce robić. W sumie tylko spać ci się chce.
Jak leżysz w łóżku, przypomina ci się, że miałaś jeszcze do dzieci zajrzeć. Przytulić i buzi na dobranoc dać. Powiedzieć, że kochasz.
Jutro. Jutro już na pewno.
Ledwo patrzysz na oczy, ale otwierasz i czytasz kolejny psalm.

Jeszcze o Nim ciepło przed snem myślisz. W sumie już Ci przeszło. Jutro pogadacie na spokojnie.
Jutro znajdziecie więcej czasu.

Jakoś długo nie wraca. Co On sobie wyobraża?! Nawet smsa nie napisać..
Czekasz.
Zaczynasz układać w głowie co Mu powiesz jak się tylko pojawi i dzwoni telefon.
Dowiadujesz się, że już nie wróci. Nigdy.
...


Kiedy czytam o tym, co stało się w piątek w Paryżu, ile ofiar, ile niewinnych ludzi straciło życie, przypominam sobie o ulotności życia.
O tym, jakie jest kruche.
Pomijam bezsens tych śmierci i bezwzględność terrorystów.
Chyba w takich czasach przyszło nam żyć.
W czasach końca, pełnych ludzkiej nienawiści i okrucieństwa.

Jutro, na Święta, w poniedziałek, za tydzień..nabierają innego znaczenia w obliczu takich tragedii.
A co w takich chwilach ma znaczenie?
Co ma znaczenie w porównaniu z wiecznością?
Na pewno nie więcej pieniędzy, nie foch i nieporozumienie z mężem.
Na pewno nie lista rzeczy do zrobienia i niepoprasowana sterta ubrań.
Na pewno nie niewyspanie i kłótnia dzieci o tosty.
Na pewno nie nowy taras i planowane remonty..
Ostatecznie liczy się tylko jedno.
Twoja gotowość.

Człowiek uświadamia sobie, że to 'jutro' nigdy nie jest pewne, tylko my je często za pewnik uważamy.
Nikt z nas nie wie co będzie za 10 minut, a nie raz martwimy się na zapas o to, co będzie za rok.
Planujemy małe i wielkie rzeczy w pełnym przekonaniu, że dożyjemy starości.

Ja mam nadzieję, że będzie mi dane wysłać dzieci na studia, poznać żony moich synów, doczekać się wnuków i widzieć jak dorastają.
Mam nadzieję, ale nie wiem czy dożyję starości.
Mam nadzieję, że będzie mi dane za tydzień znowu wybrać się spokojnie na nabożeństwo i wysłuchać kazania z Mili na rękach. I na obiad do babci pójść, i rodzinnie odpocząć popołudniu.
Mam nadzieję, ale nie wiem, czy dożyję kolejnej niedzieli.
Ale nawet jeśli nie będzie mi dana ani starość, ani nawet trzydziestka- mam być gotowa.
Gotowa, żeby spotkać się z Bogiem.
Bez wstydu i strachu, ale z radością.

Wiem, że to dziwnie brzmi w moim wieku i ktoś się może oburzy..ale mam być gotowa.
Bo śmierć potrafi zaskakiwać. Ona się nie zapowiada. Zazwyczaj nie puka. Wchodzi bez zapowiedzi.
Wiem, że to temat tabu, niezbyt popularny, smutny.
Dziwnie mi się to nawet pisze, ale..
Warto zadać sobie pytanie: jak to jest z moją gotowością?
Co z moją wiecznością?
Bo już dzisiaj decydujesz, gdzie ją spędzisz.

Nie tylko ludzie w sędziwym wieku.
Nie tylko ci na łożu śmierci.
Nie tylko wybrani, muszą być gotowi.
I młodzi, i zdrowi, i z marzeniami, i z energią do życia..wszyscy.

Gdybyśmy żyli w gotowości, to mniej byłoby 'niezałatwionych' spraw.
Mniej złości, a słońce nad gniewem by nie zachodziło.
Częściej przepraszam i dziękuję wychodziłoby z naszych ust.
Więcej przytulania i buziaków na dobranoc.
Więcej wdzięczności za każdy poranek.
I Bóg byłby tam, gdzie być powinien. Na pierwszym miejscu, a nie w modlitwie z żelazkiem w ręku i psalmem do poduszki na pół śpiąco.
Priorytety byłyby inne.

Wątpię, że którykolwiek z ofiar wchodząc do restauracji myślał, że zamówi ostatni posiłek w życiu.
A jednak.








Wspomnienia

Jestem Bogu wdzięczna za wspomnienia.

Nie. Nie wszystkie są piękne.
Niektóre przypominają mi o tych trudniejszych chwilach w życiu, ale za nie też jestem wdzięczna. Dzięki nim najczęściej nie powielam swoich błędów.
Uczę się na nich.

Inne najchętniej wymazałabym z pamięci. Nie chcę i nie lubię pewnych rzeczy wspominać. Bardzo często jest jednak tak, że to co nas boli, siedzi w naszej głowie najbardziej realnie jak się tylko da. Jesteś w stanie opisać każdy szczegół, słowo, gest które towarzyszyły tym chwilom. Pozostaje więc modlić się o dar zapomnienia i zadbać o jak najwięcej dobrych wspomnień.

Dobre wspomnienia to te piękne chwile. Zwykłe, towarzyszące codzienności i te, które są częścią specjalnych okazji.
Wywołujące łzy wzruszenia.
Takie, które sprawiają, że się uśmiechamy i możemy z pewnością stwierdzić, że dla takich chwil warto żyć.
Te wspomnienia można przywoływać, kiedy rodzinnie siedzimy przy kawie i dobrym torcie, bo minął kolejny rok dla kogoś z nas. Każde urodziny, rocznica, czy po prostu kolejna okazja do bycia razem wywołuje lawinę cudownych wspomnień- kocham to!
Dzieciństwo, młodość, wakacje, Święta..co z tego, że po raz setny śmiejemy się z tego samego? Że wszyscy z nas już kilkadziesiąt razy słyszeli tę samą historię?
Uwielbiamy wspominać to, co dobre.
Trzeba wspominać dobre rzeczy. Przekazywać kolejnym pokoleniom, śmiejąc się przy tym czasami do łez i na chwilę tęskniąc za momentami, które już bezpowrotnie minęły.


Niektórych wspomnień nie opowiesz nikomu, bo są tak twoje, że nie można.
Niektóre dzielisz tylko z mężem, żoną czy najlepszym przyjacielem.
Niektóre dają ci siłę do działania i motywują.
Niektóre pocieszają.
Niektóre wstrzymują przed zrobieniem czegoś.
Niektóre wzruszają do łez.

Zdecydowanie jestem Bogu wdzięczna za pamięć i wspomnienia. Jest to jedna z tych rzeczy, której nikt ci nie odbierze. I to jest piękne.

Trzeba pielęgnować dobre wspomnienia. Nasza pamięć jest tak zawodna, że warto je zapisywać. Warto nazywać po imieniu nasze Cuda Codzienności. Błogosławieństwa, które odbieramy od naszego Niebiańskiego Taty.

Postanowiłam zatrzymać te zwykłe-niezwykłe chwile w moim życiu i w życiu mojej rodziny.
Już nie mogę się doczekać, kiedy siądziemy wspólnie przy kominku czytając o tym, jak piękny był ten kolejny wspólny rok. Jak wielu Bożych błogosławieństw mogliśmy doświadczyć. Wierzę, że będzie obfitował w dobre chwile.

Słoik Wspomnień zobaczyłam po raz pierwszy u Karoliny TUTAJ.
Uważam, że jest to na prawdę fajny sposób na zapisywanie szczególnych momentów w życiu.
Trzeba nauczyć się je nie tylko dostrzegać, ale również doceniać i dziękować za nie.
Trzeba nauczyć się praktykować postawę wdzięczności za to, co wydaje się nam tak oczywiste dzisiaj, ale jutro wcale nie musi już takie być.

Żeby stworzyć swój Słoik Wspomnień potrzebny będzie słoik (lub pudełko jeśli wolisz), coś do ozdoby jeśli chcesz (wstążeczka, koronka, sznurek..) i wydrukowane karteczki (dostępne TUTAJ), na których jest miejsce na datę, miejsce i zapisanie twojego wspomnienia.





Postanowiłam każdego dnia COŚ napisać.
Coś, za co chcę Bogu szczególnie podziękować, co wywołało uśmiech na naszych twarzach, co może stać się pięknym wspomnieniem.

Wiem, że będą takie dni w których trudno będzie wyłowić moment warty zapisania.
Wiem też, że będą takie dni, w których nie będę wiedzieć, co podobało mi się najbardziej i zapiszę kilka rzeczy.
Wiem, bo mam już za sobą pierwsze dni. Podam wam przykłady moich małych radości.
W piątek, mój 80-letni dziadek przyszedł do mnie pogadać. Bez interesu, bez 'sprawy', bez szczególnego powodu. Chciał pogadać, spotkać się i spytać co u nas. Posiedział, nawet kawy nie chciał. Powspominał, przypomniał nam jak mamy się dobrze, bo dzieci zdrowe i szaleją..dał kilka bezcennych rad i poszedł. To było szczególne, więc to zapisałam.
Nie wiem, czy za rok o tej porze będę miała szansę spotkać się z dziadkiem i posłuchać, co ma mi do powiedzenia. Dlatego zapisałam to i będę miała wspomnienie szczególnego, piątkowego poranka z dziadkiem Tonikiem :)
Milenka przespała w nocy 5 godzin z rzędu!!
Dostałam ręcznie robioną różę z liści. Ktoś poświęcił swój cenny czas i zrobił piękną jesienną różę z liści specjalnie dla mnie.
Mój mąż spełnił moje marzenie- już w niedzielę będę śpiewać z TGD!
....

Myślę, że będzie fajnie :)
Spróbujcie!







Kiedy dorosną..



Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać ile miały zabawek.
Będą pamiętać, czy znalazłam czas, żeby się z nimi bawić.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać czy w kuchni było czysto.
Będą pamiętać, że razem piekliśmy w niej ciasteczka.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać, czy w Wigilię na stole co roku znalazło się 12 potraw.
Będą pamiętać atmosferę, która towarzyszyła przygotowaniom do tych szczególnych świąt.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać, jak wyglądał nasz ogród. Czy trawa była idealnie przystrzyżona, rabaty wyplewione, gdzie rosły iglaki a gdzie hortensje.
Będą pamiętać, że grali tam w piłkę z tatą, a mama przygotowywała pikniki na trawniku.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać, ile czasu dla nich gotowałam, ile czasu dla nich sprzątałam, ile czasu spędziłam zarabiając pieniądze na ich potrzeby.
Będą pamiętać ile czasu dla nich byłam.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać bajek, które teraz oglądają czy gier, które tak lubią.
Będą pamiętać wspólne wycieczki rowerowe, noce pod namiotem i ogniska z pieczonymi ziemniakami.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać czy malowałam się każdego dnia.
Będą pamiętać, jak często na mojej twarzy malował się uśmiech.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać wszystkich kazań, które głosił ich tata w niedzielę rano.
Będą pamiętać, jak wyglądało jego życie od poniedziałku do soboty.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać nawet najbardziej wyszukanych dań jedzonych w samotności.
Będą pamiętać makaron na słodko w czwartek i niedzielne poranki z pastą jajeczną, które jedliśmy wspólnie.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać kiedy zaczęły przesypiać noce, w jakiej pościeli czy łóżku spały.
Będą pamiętać wieczorne przytulaki, buziaki na dobranoc, wspólne modlitwy i czytanie Biblii. Będą pamiętać, że zasypiały nie bojąc się niczego, bo byliśmy obok na każde zawołanie.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać ilu ludzi mogliśmy gościć w naszym domu.
Będą pamiętać, że goście są błogosławieństwem, a dom jest po to, żeby się nim dzielić.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać ile razy musiały być karcone.
Będą pamiętać, że kochaliśmy je za bardzo, żeby tego nie robić.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać ile razy rozlały, spaliły, zrzuciły, zepsuły..
Będą pamiętać, że mogły próbować i uczyć się samodzielności.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać jak często musiały wstawać do szkoły o świcie.
Będą pamiętać, jak wyglądały nasze poranki.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać, jakich używaliśmy słów, gdy ktoś obcy stał obok.
Będą pamiętać, jakie to były słowa, kiedy nikt inny nie słyszał.

Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać ile mówiliśmy o Jezusie.
Będą pamiętać, czy żyliśmy tak jak On.


Kiedy moje dzieci dorosną, nie będą pamiętać wielu rzeczy.
Będą pamiętać to, co ważne.
Moim zadaniem jest pamiętać o tych ważnych rzeczach dzisiaj, żeby one miały szansę pamiętać je w przyszłości... kiedy dorosną.


Post zainspirowany TYM blogiem.