Słowa

6.11.15 Komentarze 3

Mają ogromną moc.

Moc ochronić przed niebezpieczeństwem. (Przypowieści Salomona 21;23)
Moc osłodzić duszę i leczyć ciało. (Przypowieści Salomona 16;24)
Moc zachować czyjeś życie i moc zgubić człowieka. (Przypowieści Salomona 13;3)
Moc błogosławieństwa i przekleństwa. (Jakuba 3;10)
Moc ożywiać nadzieję, radość, pokój, miłość.. i moc zabić to wszystko. (Przypowieści Salomona 18;21)
Moc ujawnić, co tak na prawdę kryje się w sercu. (Ewangelia Łukasza 6;45)
Moc przynieść uniewinnienie i potępienie. (Ewangelia Mateusza 12;37)
Moc wywołać złość i moc rozładować atmosferę wypełnioną gniewem. (Przypowieści Salomona 15;1)
Moc zranić tak mocno, że rana goi się długo, pozostawiając bliznę na zawsze.
Moc niszczyć i budować relacje, pewność siebie, poczucie własnej wartości.
Moc rozbudzić uczucie trwające całe życie.
Moc kształtować kolejne pokolenia.
Słowa mają ogromną moc.

O słowach i sposobie w jakim używamy naszego języka można napisać wiele. I taki mam zamiar.
Chcę dotknąć kilku wymiarów tego tematu.
To temat rzeka, a taki ważny..ważniejszy niż nam się wydaje.



Dzisiaj będzie o słowach w naszych domach, rodzinach, małżeństwach.
Języku, jakiego używamy w stosunku do najbliższych.. podobno.
Tych, których najbardziej kochamy, na których najbardziej nam zależy..podobno.

Obserwuję ostatnio- u siebie przede wszystkim!!!- jak łatwo nam przychodzi w naszych domach mówić.
Zdanie swoje jedynie słuszne wykrzykiwać.
'Nazywać rzeczy po imieniu'.
I poganiać, wyganiać, uciszać, do pionu ustawiać i karcić do woli. To przecież nasze dzieci. Możemy to robić i nawet powinniśmy.
Mówić prawdę i tylko prawdę w sposób... daleki od ideału. Co by zapamiętał i nigdy już tego 'błędu' nie powtórzył.
Krzyczeć i dosadnie tłumaczyć. Z odpowiednią oprawą mowy ciała oczywiście. Bo gdzież by tak bez tego wymachiwania rękami i bez palca w górze. No nie dotrze po prostu, więc trzeba.
Bez szacunku mówić do męża, żony, mamy, babci.. oni wiedzą, że już tak mam. Mi trzeba po prostu wybaczyć.

Jak łatwo nam przychodzi język niedopuszczalny dla obcych uszu używać. I jak człowiek już powie, to się ogląda za siebie, czy czasem ktoś przez przypadek nie słyszał.
W domu dajemy 'upust emocjom'. Po całym dniu tłumienia ich w sobie, napięcie trzeba rozładować. To takie przecież oczyszczające. Przynosi ukojenie i zdrowie psychiczne pomaga zachować, a przy innych nie bardzo wypadało..

Nie zawsze tak jest.
Nie codziennie.
Nie wszyscy tak mają.
Ale jak już się zdarza, to w domu najczęściej.
Bez świadków, obcych oczu i uszu.
Zupełnie bez.. sensu.

Potrafimy grzecznie odpowiadać wszystkim klientom. Taka praca, za to nam płacą.
W domu już brakuje cierpliwości.
Potrafimy cudze dzieci łagodnie upominać. Stanowczo, ale bez krzyku, to co złe pokazać, uczyć. Na 100 pytań odpowiadać i tłumaczyć.
W domu już brakuje na to siły.
Potrafimy godzinami o problemach i życiu innych słuchać z uwagą i pełnym skupieniem. Doradzamy najlepiej jak potrafimy, z serca.
W domu marzymy o ciszy. Jeszcze jedno 'mamo' i zwariuję chyba!
Potrafimy z uśmiechem na twarzy sąsiadce pomagać.
W domu niech już o nic nie proszą. Ciągle ktoś coś chce!
Potrafimy komplementy prawić na prawo i lewo- prześliczna ta torebka; co ja bym bez ciebie zrobiła; jesteś w tym na prawdę dobry; pyszne! sama zrobiłaś?...
W domu trudniej nam dostrzegać te dobre rzeczy. Często na wadach się skupiamy. Na tym co nas drażni i przeszkadza.

Potrafimy przy innych tak bardzo inaczej.
Bo nie wypada, bo będzie afera, bo chcemy, żeby dobrze o nas myśleli, mówili.
Takich sytuacji to mi w sekundzie przychodzi na myśl kilka..kiedy ze względu na 'publiczność' spięłam się w sobie i nerwy trzymałam na wodzy słowami nie raniąc nikogo.
Tak być nie może..

W domu wszystko wypada. Wszystko nam wybaczą. Wszystko zapomną i przyzwyczają się jak trzeba.
W domu często brakuje hamulców.
Tam jesteśmy najbardziej 'sobą'.
Za zamkniętymi drzwiami, ci najbardziej nam bliscy, poznają nas naprawdę.
Bez księdza, nauczyciela, szefa, klienta, pacjenta, rodzica, koleżanek obok. Bez świadków.

W domu nie chce nam się starać aż tak. Przebierać w słowach.
Nie chce nam się uważać na to co i jak mówimy.
Nie chce nam się myśleć o tonie, gestach, mimice. O konsekwencjach.
Nie chce nam się analizować czy warto mówić czy nie warto. Czy można inaczej, łagodniej i piękniej.
A może lepiej milczeć i nawet jednego słowa nie wypowiedzieć? Tak chyba jest najtrudniej czasami.

Wiem, że w tym samym domu setki razy wyznawano miłość.
Że komplementy były nie raz, cierpliwe tłumaczenie i tysiące ciepłych słów. Że na dzieciach ci zależy a męża kochasz nad życie. Wiem. Ale... w domu czasami nie chce nam się starać aż tak.
Bo czasami są momenty, że bardzo się musimy postarać. Bardzo ze sobą walczyć, żeby te słowa wypowiedziane budowały a nie niszczyły.
Żeby były błogosławieństwem dla tych, którzy słuchają. (Efezjan 4;29)
Żeby przyniosły dobry owoc w życiu naszych dzieci, żony i...
Żeby były uprzejme i z uśmiechem powiedziane. Chociaż padamy z nóg albo humor nie taki.
Żeby były świadectwem tego, że dziećmi samego Boga jesteśmy.

Bo jakoś łatwiej siły wykrzesać przy koleżance z pracy stojącej obok. Albo jak sąsiad za płotem liście grabi. Jak dalsza rodzina przyjedzie i słucha, co powiesz jak syn przez przypadek ZNOWU kakao czy zupę wylał na ledwo umytą podłogę. I jeszcze jak się córeczka pomału ubiera w przedszkolnej szatni pełnej rodziców, to jakoś łatwiej nie poganiać i z uśmiechem poczekać. Bo patrzą i słuchają. A my przecież dobrze w oczach innych chcemy wypaść.
Jakoś łatwiej jak ktoś patrzy i słucha. A przecież ciągle Ktoś patrzy i słucha.
Co widzi? Co słyszy?

Obraz w naszym salonie wisi jak byk:

CHRYSTUS jest głową tego domu
Milczącym słuchaczem każdej rozmowy
Niewidzialnym gościem przy każdym posiłku


Kiedy tak czasami słucha i przy kolacji z nami siedzi to... wolałabym, żeby czym innym akurat był zajęty. Trochę wstyd po prostu.
Bóg ciągle jest obok, a my zapominamy i odpuszczamy.
JA zapominam i odpuszczam.

Czasami nie wiemy, że tak mówić nie można. Zupełnie nieświadomi w pośpiechu wypowiadamy słowa, które zostają na całe życie. Mają wpływ na nasze dzieci i ich przyszłość. Zły wpływ.
Na ich poczucie wartości.
Na to, czy czują się kochane i w pełni akceptowane.
Czy wiedzą, że są dla nas ważne. Ważniejsze niż praca, porządek, telefon i fejs.

Jakiś czas temu zobaczyłam ten filmik.
Uważam, że warto, żeby każdy rodzic go zobaczył i być może coś sobie uświadomił.




A na sam koniec mądre słowa mądrego człowieka:

'Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze,
Dorosły żartuje, a dziecko błaznuje,
Dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy,
Dorosły jest ruchliwy, a dziecko wiercipięta,
Dorosły smutny, a dziecko skrzywione,
Dorosły roztargniony, a dziecko gawron, fujara.
Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło.
Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze.
Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny.'


                                                                                                     Janusz Korczak


Jeśli widzisz potrzebę zmian.
Jeśli masz chęci do dobrych zmian.
Jeśli nie wiesz od czego zacząć..
cdn.

3 komentarze

Napisz komentarze
Oli
AUTOR
6 listopada 2015 09:32 skasuj

Tyle trafnych spostrzeżeń i nazwanie rzeczy po imieniu,tyle rad i wskazówek,tyle mądrości w jednym miejscu!!! WOW WOW WOW!!!

Odpowiedz
avatar
6 listopada 2015 14:49 skasuj

Bardzo dobrze napisane
Dziękuje
Wow !!!!!

Odpowiedz
avatar