Nie mam nic

20.2.19 Komentarze 6

Czasami bardzo trudno mi cokolwiek napisać.
Po prostu nie potrafię.
Spędzam długie godziny nad klawiaturą laptopa gapiąc się w ekran. Piszę dwa, może trzy zdania, z których nic tak naprawdę nie wynika.
Totalne dno.

I wtedy wiem.
Wiem, że znowu za dużo w tym mnie. Za dużo ze mnie i za dużo dla mnie. Za bardzo na pokaz, dla ludzi, szukając własnej wartości w cudzych pochwałach.
Za bardzo wierzę w siebie, a za mało ufam Jemu.
Za bardzo chcę niby dla Niego, ale bez Niego. Niestety.


Takie okresy, w których dochodzę do 'blogowej ściany', kiedy wydaje mi się, że już wszystko napisałam, że już nic więcej dodać do tego nie mogę, Bóg otwiera moje oczy i pokazuje, że to nieprawda.
Dochodzi do mnie, że po prostu przestałam szukać.
Przestałam słuchać.
Przestałam zwracać uwagę.
W moich myślach króluje troska i zmartwienie, a rozpamiętywanie wczorajszych niepowodzeń zajmuje mnie bardziej, niż świętowanie dzisiejszych sukcesów.

Ten czas twórczej posuchy zmusza mnie do powrotu. Trochę jak marnotrawna córka wracam do Ojca i stęskniona rzucam się w Jego ramiona.
Zamiast marności z dala od Niego, chcę szukać prawdziwej wartości u Jego boku.
Chcę znowu nastawić się na słuchanie.
Znowu zacząć zwracać uwagę i dzielić się tym dobrem z innymi.
Wracam do mojej pierwszej motywacji, dzięki której zaczęłam pisać.
Do tej pierwszej, gorącej miłości do Boga, przez którą wszystko tak naprawdę się zaczęło.

Cokolwiek robimy, czymkolwiek zajmujemy się w swoim życiu, musimy wracać na nowo i na nowo do początków i pytać siebie:
Po co to robię?
Co mnie motywuje?
Co mnie napędza?
Czy to co robię, przynosi chwałę Bogu?
Czy to, w jaki sposób to robię, jest moim dziękuję w stronę nieba?
Czy szukam w tym Jego chwały czy własnej wartości?
Chcę okazać miłość czy coś udowodnić?

Takie powroty są potrzebne. Tylko wtedy zobaczymy potrzebę zmiany nastawienia, zmiany motywacji i podejścia do naszej pracy... cokolwiek praca oznacza dla ciebie.
Opieka nad trójką maluchów w czterech ścianach mini mieszkanka, czy parzenie kawy prezesowi.
Sprzedawanie butów czy wykładanie towaru w supermarkecie.
Mycie chorej babci czy pisanie książek.
Śpiewanie, tworzenie wianków, malowanie...

Kiedy wiem, że coś jest nie tak w moim pisaniu, w moim macierzyństwie, w mojej służbie, modlę się słowami psalmu:

'Zbadaj mnie, Panie, i doświadcz,
Poddaj próbie me pragnienia i myśli.
-  Psalm 26;2 -

Zadaję sobie trudne pytania i staram się odpowiedzieć na nie szczerze. No bo kogo chcę oszukać? Boga?
On i tak wie. I i tak kocha mnie ciągle tak samo.
Niezmiennie najmocniej.
Dlatego nie chce, żebym goniła za wiatrem, za tym co widzialne i przemijające. (2 Kor. 4;18)
Chce moje serce postawić w miejscu, w którym miłość do Niego będzie moim jedynym powodem. 
Tym wystarczającym.

Nie chcę pisać po to, żeby mnie kochano, ale dlatego, że jestem kochana.
I po to, żeby inni właśnie tak mogli się poczuć - kochani.
Przez samego Boga Ojca. Króla królów i Pana panów.
Miłością która zaprowadzi nas do wieczności z Nim.

To Bóg daje chcenie i wykonanie. (Filip. 2;13)
Bez Niego nic uczynić nie możemy. (Ew. Jana 15;5)
Te słowa nabierają nowego znaczenia, kiedy nagle tracę lekkość pisania, która jeszcze kilka dni temu była dla mnie oczywistością.
Znowu wracam do podstaw oddania się w Boże ręce i postawy pokory. Pełnej świadomości tego, że to nie ja.
To nie moja moc, ale Jego siła we mnie.
I nie mam niczego, absolutnie niczego, czego On najpierw by mi nie dał.

'W NIM żyjemy, poruszamy się i jesteśmy...' 
- Dzieje Apostolskie 17;25- 

I kiedy biegnę w stronę wyciągniętych rąk mojego Taty, kiedy wtulam się w Jego ramiona - znowu potrafię pisać. Znowu widzę w tym głęboki sens i znaczenie. Znowu czuję że mogę i że powinnam.
Znowu czuję się bezpieczna i wolna od prób udowadniania komukolwiek czegokolwiek...
Marzenia rodzą się na nowo i widzę szansę na ich spełnienie.

............................................................................................

Dziękuję Ci Tato, za kolejną życiową lekcję.
Dziękuję za przypomnienie mi mojej zależności od Ciebie we wszystkim. 
Dziękuję za pozwolenie mi na doświadczenie słabości. Bo kiedy jestem słaba, wtedy jestem mocna w Tobie.
Dziękuję za potrzebę Ciebie, którą w tych bezsilnych momentach na nowo mi uświadamiasz.
Dziękuję, że mogę zachwycać się Tobą codziennie i doświadczać twojej obecności w sposób niezaprzeczalny.
Namacalny.
Najprawdziwszy.
Bo nie ma dla mnie nic cudowniejszego na tym świecie, niż widzieć Ciebie w działaniu.
Amen

Żadne słowo w tym miejscu nie jest moją zasługą.
Bogu i tylko Bogu chwała.


6 komentarze

Napisz komentarze
Anonimowy
AUTOR
21 lutego 2019 10:12 skasuj

Tak bardzo potrzebuję dzisiaj pokoju i pomocy od Boga. Od jakiegoś czasu staram się polegać tylko na Nim i podejmować decyzje z Nim.
Ale teraz tak ciężko, tak się nawarstwia pasmo niepowodzeń i boję się- czy źle słucham Pana czy po prostu próba- czy wytrwam ufając Jemu.
ale wiem, że wszystko w rękach Boga Najwyższego.

Odpowiedz
avatar
21 lutego 2019 22:17 skasuj

Potrzebowałam...Twój tekst uświadomił mi, że inspiracja, której szukamy jest bardzo blisko. Jest nią Bóg.

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
18 kwietnia 2019 10:56 skasuj

Witaj Nadio, od długiego czasu nie było Twojego wpisu, zastanawiam się czy wszystko w porządku u Ciebie, pozdrawiam serdecznie stała bywalczyni Magdalena

Odpowiedz
avatar
19 kwietnia 2019 18:06 skasuj

Witaj Magda. Wiele rzeczy na nałożyło się na siebie w ostatnim czasie i stąd ta przerwa... Dziękuję za troskę Kochana. Mam nadzieję, że jak tylko uporam się z kilkoma sprawami, wrócę z nową energią i pomysłami. Pozdrawiam Cię serdecznie!

Odpowiedz
avatar
Oli
AUTOR
30 kwietnia 2019 22:25 skasuj

:)) Ja również przesyłam uśmiech i parę słów...Wprawdzie nowego postu nie ma ale, cieszę się że mamy już, morze Twoich wpisów...Oj wiem, że dla Ciebie to morze wysiłku i wyrzeczeń, ale Bóg jest z Tobą! Oczywiście ja też zaglądam tu chętnie i mam swoje ulubione wpisy:)) Niezmiennie, od pierwszego czytam, wręcz połykam je w całości i uważam je za wielce treściwe i cenne. Nadia widać w nich działanie Boga w Twoim życiu i Twoje podążanie za Ojcem! Radością moją jest oglądać Twoją podróż:)) Cieszę się, że zmierzamy w tym samym kierunku i sercem mogę być z Tobą blisko!:)Och mamy cudownego Boga! Cudownie być Jego dzieckiem i być w Bożej rodzinie! :)) Kochana! Życzę dobrych chwil, dobrego czasu rodzinnego, Bożego dotyku, Bożych odpowiedzi, Bożego działania i radości z tego że On Jest!❤❤❤ Goooorące pozdrowienia i uściski!

Odpowiedz
avatar
Unknown
AUTOR
30 kwietnia 2019 22:29 skasuj

O tak. Jest konieczność uporania się z pewnymi sprawami. Żeby znów wszystko nabrało odpowiedniej perspektywy, takiej z góry, z wysokości, na której latają orły. Wtedy widać lepiej. Ja jestem na poziomie, na którym poruszają się robaki. Zbyt ciężko spojrzeć na wszystko Jego oczami z takiej perspektywy.

Odpowiedz
avatar