Przy kawie

9.5.19 Komentarze 13

Jeśli masz chwilę czasu, to usiądź ze mną przy kuchennym stole i napijmy się razem kawy.
Przy kawie tak dobrze się rozmawia... a ja chcę opowiedzieć ci o kilku ostatnich tygodniach mojego życia.

Chcąc odzyskać moje życie, pożegnałam wyobrażenia o tym, jak powinno ono wyglądać. 
Musiałam przestać polegać na własnych oczekiwaniach i poddać Bogu wszystkie niedoskonałości, na które w moich marzeniach zabrakło miejsca.
To rozstanie było bolesne, ale uwalniające.


Nie walczyłam w tym czasie o spełnienie marzeń, o lepszą siebie, ani nawet o lepsze jutro.
Walczyłam (i nadal walczę) o normalność. O jedną dobrą decyzję na raz. O dzisiaj. Tu i teraz.
Nie zmieniam świata, a moje wygrane nie są spektakularne. Walczę o podstawy.
Moja wygrana to uśmiech o poranku i niewymuszana radość z kolejnego dnia.
Moje zwycięstwo to wieczór z dziećmi bez krzyku. Cierpliwość nawet wtedy, kiedy piżama znowu nie taka, kiedy poduszka uwiera i nagle swędzieć zaczyna palec, noga, brzuch.... boli oko i ucho nawet.
Mój triumf to wyjście z domu, do ludzi.
Spacer.
Obiad.
Makijaż.
Nie zrobienie sobie kolejnej kawy...
Dla ciebie niewiele? Dla mnie na dzisiaj szczyt.

Nie rozkwitałam, ale wzrastałam.
Gdzieś tam, głęboko w ukryciu, zapuszczam coraz mocniejsze korzenie wiary. Rozwijam się, chociaż jeszcze nie ma czego podziwiać. Jednak oczami wiary widzę kwiaty rozkwitające całym swoim pięknem. Kwiaty rodzące się z tych dzisiejszych, maleńkich pączków wierności w małym.


Ostatnie kilka tygodni toczyłam nierówną walkę o jakość myśli. Częściej niż kiedykolwiek czułam się pogubiona, niezdolna i nieodpowiednia.
Macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła i zdecydowanie najtrudniejsza. Wymagająca ode mnie więcej niż mam i niż kiedykolwiek miałam.
Czy ty też czasami tak właśnie się czujesz?
W takim razie wiedz, że Bóg nigdy nie wymagał od nas perfekcji, tylko wierności. Pokornej postawy serca, zdolnej do przyznania: bez Ciebie nie dam rady.

Robiłam więc wszystko, żeby nie stracić z oczu Chrystusa. Jego moc doskonali się w mojej słabości, a każda 'próba' w jakiś sposób mnie kształtuje. Jego obecność wnosi pokój.
Oczy utkwione w Zbawicielu pomagają mi nie błądzić po tych zagmatwanych ścieżkach rzeczywistości.
Ojciec mówi, że nie jestem sumą moich wzlotów i upadków, a Jego ukochaną córeczką.
Jak dobrze.
Jaka ulga.
A to wszystko dzięki łasce.


Uczyłam się na nowo kochać życie i te wszystkie drobiazgi, które tworzą codzienność.
Znowu skupiałam się na tym, żeby je dostrzegać i doceniać, bo to umiejętność która zanika, jeśli się jej nie praktykuje każdego dnia.
Ja bardzo ją zaniedbałam.
Ożywiam stare, dobre nawyki.

Znowu zaczęłam biegać. Myślałam, że dla zdrowia fizycznego, ale tak bardzo się myliłam...
Biegam leśnymi ścieżkami i wdycham przecudnie czyste powietrze. Spotykam zające, sarny i w zachwycie słucham śpiewu ptaków.
Bóg dał mi ten las pod nosem i zafundował mi prawie darmową terapię. Prawie, bo ona tylko mój czas kosztuje i codzienną decyzję, żeby ruszyć się z domu. W zamian oferuje bogactwa nie z tego świata -wyciszenie, spokojną głowę, stare prawdy pokazane w nowym świetle.
Biegam dla zdrowia umysłu. 
Uwielbiam rozmowy z Ojcem w rytmie wolnego truchtu. 
To mnie dosłownie uzdrawia.

Spędzałam godziny grzebiąc w ziemi, siejąc nasionka, podlewając nasze własne grządki, w naszym własnym ogródku. Czas spędzony w ogrodzie budzącym się do życia działa zadziwiająco terapeutycznie i kojąco.




Zrobiłam też bardzo ważny krok w stronę zdrowia. Przestałam wierzyć, że to jak się czuję jest zupełnie normalne. Przestałam uczyć się z tym żyć. Teraz uczę się żyć inaczej, żeby móc żyć w pełni.
Tę prawdę: w zdrowym ciele zdrowy duch zrozumiałam tak do końca dopiero teraz, kiedy tego zdrowia mi zabrakło.
O tym chyba osobny tekst napiszę, bo to bardzo ważne. Rola ciała zbyt często w chrześcijańskim świecie jest pomijana i zaniedbywana, a dbanie o siebie postrzegane jest jako egoizm, samouwielbienie czy próżność. A takie stwierdzenia są krzywdzące.
Bo jeśli ciało nawala, to służyć naprawdę jest trudno. Bogu, rodzinie, innym... trudne to, a czasami nierealne. Tak fizycznie nie do przejścia.
Wiem coś o tym.

Żyłam w myśl zasady jeden dzień na raz.
Na więcej szkoda mi było energii. Na więcej tej energii nie miałam.
Przecież tylko dzisiaj należy do nas.
O dzisiaj należy się postarać.
Pomyśleć nad tym co zrobić, jeśli coś już się wydarzyło, a nie rozmyślać o tym, co może zdarzyć się jutro. Nie żyć w strachu o dzień, którego nie ma.
Bóg zna już każdą sekundę tego, czego jeszcze nie znamy. Już zadbał. Już przygotował wszystko, czego na jutro ci potrzeba...
Zaufaj i żyj jeden dzień na raz.

------------------------------------------------------------------------------------------

Tęskniłam.
Bardzo się cieszę, że w końcu mogłyśmy razem napić się kawy.
Dziękuję za twój czas.

Do zobaczenia wkrótce moja Droga.
Uściski,



13 komentarze

Napisz komentarze
Unknown
AUTOR
9 maja 2019 19:55 skasuj

"Macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła i zdecydowanie najtrudniejsza. Wymagająca ode mnie więcej niż mam i niż kiedykolwiek miałam." Tak też tak czuję. Czasem dobrze czyta się Twoje teksty bo dzięki nim wiem, że nie tylko ja "tak mam". Czasami dosłownie ubierasz w słowa moje myśli. Trzymaj się Nadia :* Bożego błogosławieństwa zwłaszcza w trudnych chwilach.

Odpowiedz
avatar
9 maja 2019 20:42 skasuj

Nie, nie tylko ty tak masz. Jest nas zdecydowanie więcej :*

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
9 maja 2019 21:17 skasuj

O tak! Dzięki za wpis ��

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
10 maja 2019 08:07 skasuj

Jak dobrze, że jesteś ❤

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
10 maja 2019 09:13 skasuj

Witaj ponownie Nadio. Cieszę się na Twój wpis, brakowało mi tego bardzo, bardzo. Cieszę, że po raz kolejny raz odradzasz się. Gdy mi źle to przypominam sobie o Twoich wpisach. Tłumaczę sobie, że na końcu drogi czeka na mnie Jezus. Wiem, że upadam, że jestem grzeszna, że kolejny raz zawiodłam. Ale wiem, że kochający Ojciec powie- to nic wstań i idź dalej. To mnie pociesza ale również boli że Bóg mnie tak kocha a ja znowu zawiodłam. Trwa wewnętrzna walka z moim oskarżycielem i obrońcą. Widzę, że mamy podobne upodobania, ja także relaksuję się przy pracy w ogródku:). Życzę Ci dużo siły i wytrwałości na drodze wiary pozdrawiam stała bywalczyni Magdalena

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
10 maja 2019 12:27 skasuj

To bardzo cenny dla mnie wpis! DZIEKUJE! az łzy ciekną po policzkach...:)...Pan Bóg Cię używa! <3 :*
Eliza

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
10 maja 2019 19:05 skasuj

"Bóg nigdy nie wymagał od nas perfekcji, tylko wierności..."...niby takie oczywiste, a jednak...dziękuję Nadio :)

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
11 maja 2019 07:55 skasuj

Czytam i nie mogę opędzić się od myśli, że zdajesz kolejny niebiański egzamin. Trudne chwile mimo, że są trudne, przemeblowują nasze wnętrze by całość była jeszcze bardziej solidna i stabilna. I to czuć. Człowiek jest doskonale skonstruowaną istotą i każdy jego element służy dobru całości. A brak troski o siebie ociera się o piąte przykazanie. Wiadomo, bez przesady, ale nietrudno odpuścić sobie siebie i zająć się innymi. Tyle, że na dłuższą metę to zwyczajnie nie działa.
Cieszę się Nadio,że wróciłaś :-)

Odpowiedz
avatar
11 maja 2019 21:08 skasuj

Dziękuję za piękny komentarz :*

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
13 maja 2019 08:52 skasuj

Pije kawę i kolejny raz czytam ten wpis. Dziękuję.

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
13 maja 2019 09:18 skasuj

Dzisiaj , kiedy taka przytłoczona różnymi problemami siadłam przed komputer pomyślałam: Nadio mam nadzieję że coś napisałaś bo jest mi tak ciężko, a Twoje wpisy stawiają do pionu.
Otwieram Twojego bloga i .......... uffff jest...
Dziękuję Ci za każde Twoje słowo i życzę żeby Bóg pomagał i Tobie i mnie cieszyć się z każdego dnia i pokornie dziękować za wszystko co mamy.

Odpowiedz
avatar
Zojka
AUTOR
14 maja 2019 17:56 skasuj

I ja dziękuję zastanawiam wpis

Odpowiedz
avatar