W niebiańskim rytmie

15.5.19 Komentarze 17

Przyznaję, że mam kompleks. Od wielu lat.
Kompleks kobiety-siedzącej-w-domu, a co gorsza kobiety, której Mąż jeszcze do niedawna pracował tylko w domu.
Tej, która ma się lepiej niż pozostałe kobiety-pracujące, a nawet niż te, które zostają w domu, z dziećmi.
Mam kompleks kobiety, która na wszystko ma czas - na dobry obiad, i na domowe ciasto, maseczkę, paznokcie i sielskie życie w rytmie slow. 
Mam kompleks kobiety, której pieniądze sypią się z nieba, bo ona przecież może siedzieć w domu.
Mam kompleks i bo czuję presję codziennego udowadniania światu, że nie leżę całe dnie na kanapie. Że też pracuję, że mam pasje, że potrafię i robię coś więcej niż tylko dobry rosół.


Tak. Zdarza się, że widzę swoją wartość w miejscach, w których nie powinnam.
Nie w Bogu. Nie w Jego ramionach. Nie w tym, co On mówi o mnie, a w tym, co mówią o mnie inni.
W pośpiechu.
W zajętości.
W kolejnym odhaczonym zadaniu.

Ostatnio pomyślałam sobie, że może inna kobieta też ma kompleks. Zupełnie tak jak ja.
Tyle że dla odmiany kompleks kobiety-pracującej.
Tej, która robi karierę, zamiast opiekować się dzieckiem.
Tej, której niektórzy zarzucą, że zostawia maluszka w obcych rękach jedynie dla wygody.
Tej, która czuje presję udowadniania całemu światu, że jej na dziecku naprawdę zależy. Że je kocha ponad wszystko i praca wcale nie jest najważniejsza, a najzwyczajniej w świecie potrzebna.
I biega, z pracy do domu, z domu do pracy. Z nikim nigdy nie spotyka się po godzinach, bo co by inni powiedzieli... że cały dzień w biurze, a potem z koleżankami na kawce. No wstyd!
Po nocach piecze domowe ciasta na szkolne kiermasze, żeby tylko dorównać tym kobietom-siedzącym-w-domu. Nie chce być gorsza, przynosząc kupne ciasteczka z E-wypełniaczami i utwardzanym tłuszczem.

Uczę się ten mój kompleks w sobie wyciszać.
Po prawie dziesięciu latach bycia w domu z dziećmi, bycia dla nich i przy nich praktycznie bez przerwy, uczę się nie mieć wyrzutów sumienia z powodu życia, które świadomie wybrałam i które dla mojej rodziny jest na dzisiaj najlepsze, choć nie pozbawione wyrzeczeń i niedogodności.
Uczę się nie patrzeć na siebie jak na kobietę drugiej kategorii z powodu nie wstawania bladym świtem do pracy w korporacji, bo wiem, że rytm w którym idę teraz przez życie, to mój osobisty, idealnie dopasowany niebiański rytm.
I nikomu, absolutnie nikomu nie muszę się z niego tłumaczyć.
Odpowiedzialna jestem tylko przed Bogiem.
...........................................................................

W życiu jest czas na bieg, a innym razem na spokojny spacer, beztroski trucht, czy radosny marsz... czasem przychodzi idealny moment na długą, mozolną wspinaczkę. Taką na sam szczyt.
Różnie.
Każda z nas ma inne trasy do pokonania, inne cele do zdobycia, inne zadania do wykonania po drodze...
Bóg wie co i kiedy.

Wszystko ma u Niego swój czas. Taki najbardziej odpowiedni.

Niektórzy całe życie biegną, a inni spokojnym truchcikiem przemierzają kolejne kilometry życia.
I jeśli biegniesz, bo wiesz, że powinnaś - to biegnij!
Niech sprawia ci to radość.
Poczuj wiatr we włosach, uśmiechaj się przy tym szeroko i machaj przyjaźnie do innych, których mijasz po drodze.

Ale przy tym nie oceniaj tych, którzy wyszli jedynie na spacer w lekkich sandałkach, nie mając najmniejszej ochoty na jogging.
Nie narzekaj przy każdym spotkaniu, jak bardzo ci źle. Jak bardzo jesteś wykończona i nieszczęśliwa.
Nie udawaj, że najchętniej zostałabyś w domu z dwulatką, układała cały dzień puzzle i rysowała, jeśli wcale tak nie jest.
Bądź szczera.
Przed Bogiem. Przed sobą. Przed innymi.
Nie rzucaj bezmyślnych komentarzy. No wiesz jakich... tych które powodują w drugiej kobiecie poczucie, że jest gorsza, może mniej warta czy mało zaradna.

Jeśli jednak powinnaś spacerować, a biegniesz tylko dlatego żeby na siłę dorównać innym i udowodnić coś całemu światu - to lepiej zwolnij.
Obierz odpowiednie dla ciebie tempo. Takie, które Bogu przyniesie chwałę, a tobie sprawi radość. No i doprowadzi do celu - prędzej czy później.
Może nie dobiegniesz tak daleko jak inni, może nie każdy szczyt będzie twój... ale czy musi?
Wiesz... nie chodzi o to jak szybko się poruszasz. Chodzi o to, żeby kierunek był odpowiedni. Wtedy szybkość nie ma większego znaczenia. Nie zawsze musi być zawrotna.

Jeśli możesz spokojnie maszerować, rób to pewnym krokiem i podziwiaj świat dookoła. Dziękuj Bogu za widoki, których nie przegapisz.
Przystań na chwilę żeby podnieść kogoś, kto na tej wyboistej drodze po prostu się potknął. Albo po prostu zawiąż sznurówkę...

Nie narażaj się na kontuzję. Nie wymagaj od siebie więcej, niż możesz dać i niż wymaga od ciebie Bóg. Idź spokojnie, bez wypieków na twarzy, bez przyspieszonego bicia serca.
Idź w niebiańskim rytmie, czyli tym dostosowanym do twoich możliwości. Bo nie ma nikogo innego, kto zna je tak dobrze jak twój Stwórca.

Nie oceniaj jednak tych, którzy lubią się zmęczyć. Tych którzy biegną, nie dając sobie chwili wytchnienia.
Nie narzekaj jak bardzo ci źle. Nie udawaj, że kochasz szybkość, a tylko z przymusu tak wolno snujesz się przez życie.
Przestań wstydzić się tego, że żyjesz w rytmie, z którym jest ci dobrze.
Nie tłumacz się. Nie musisz!
Wolno ci wolno. Naprawdę.

Każda z nas jest inna. Nasza wartość nigdy nie miała być mierzona w ilości pokonanych kilometrów, ani w szybkości z jaką je przemierzamy. W ilości zdobytych tytułów czy przepracowanych godzin.
To nie tak, że im szybciej tym lepiej. Im więcej robisz, tym jesteś więcej warta, bardziej zasługujesz na pochwały, oklaski i podziw.
Nie tędy droga.


Myślę, że zawsze najważniejsze jest to, co mówi do ciebie Bóg. To, czego On chce od twojej codzienności na teraz.
Dlatego właśnie warto wsłuchiwać się w Jego głos każdego dnia.

Jeśli chce żebyś zwolniła, a ty uparcie przesz do przodu to wiedz, że każda góra zdobyta bez Niego to tylko kolejny papierek, kolejny tytuł, kolejny awans, podwyżka... nic ponad to.
A kiedy postanowisz zwolnić - nie stracisz, choć może tak ci się dzisiaj wydaje. Pan Bóg zatroszczy się o wszystko, co powstrzymuje cię dzisiaj przed powolnym spacerem przez życie.

Jeśli Bóg chce od Ciebie wyjścia ze strefy komfortu i nieco szybszych ruchów, bardziej raźnego kroku - to nie bój się zadyszki. Nie przejmuj się nieodpowiednim strojem czy brakiem profesjonalnych butów. Zdejmij szpilki i zacznij z tym, co masz. Choćby były to trampki zapomniane na dnie szafy.
On Cię wyposaży. A w czasie niełatwej trasy poniesie na rękach... 

Może warto zatrzymać tę niezrozumiałą gloryfikację zajętości i zawrotnego tempa?
Przestać swoją wartość łączyć z szybkością życia, a sukces utożsamiać z ilością odhaczonych zadań w opasłym kalendarzu.
Przestać oceniać i patrzeć z góry na siebie nawzajem tylko dlatego, że różni nas tempo naszej codzienności.

Warto za to zacząć patrzeć do góry, szukając Boga i dostosowując tempo życia do Jego woli, a nie narzucanych nam sztucznie standardów.
Chrystus nie jest naszym poganiaczem.
On jest naszym Pasterzem.

Dlatego nie trać Go z oczu.
Tylko wtedy będziesz stawiać kroki w niebiańskim rytmie.
Tym najlepszym, przeznaczonym z miłością Ojca specjalnie dla ciebie.












17 komentarze

Napisz komentarze
Anonimowy
AUTOR
16 maja 2019 08:46 skasuj

Cześć Nadia,
masz niebiański dar ubierania myśli w słowa.. Podziwiam, Doceniam i Dziękuję
Justyna

Odpowiedz
avatar
Unknown
AUTOR
16 maja 2019 09:15 skasuj

Kompleks "kobiety-pracującej, która nie planuje dzieci" - i to ciągłe przeczucie, że głównie w społeczności Braci i Sióstr, jestem "prawie jak niewierząca" chyba, bo jak to wyjść za mąż i nie mieć dzieci? To po co mąż... Przecież dzieci to Boże "przykazanie".

Odpowiedz
avatar
16 maja 2019 16:29 skasuj

Bardzo dziękuję :* Mam nadzieję, że Bogu z tego chwała!

Odpowiedz
avatar
Zojka
AUTOR
16 maja 2019 21:49 skasuj

Ja pracuje i mam 2 letniego synka,Chwała Bogu bo pomaga mi teściowa a jednak czuję się jakbym gnała w kołowrotku, bardzo chciałabym wskoczyć w niebieski rytm.......

Odpowiedz
avatar
17 maja 2019 11:08 skasuj

Wierzę, że nie jest ci łatwo. W ciągu tych 10 lat przez 8 miesięcy pracowałam na etacie. Benio miał wtedy 3,5 latka a Jaś 1,5. Nie było mi łatwo, chociaż też miałam pomoc. Rozumiem co czujesz i zachęcam cię, żebyś po prostu się o to modliła. Pan Bóg przychodzi czasami z takimi rozwiązaniami, o których w życiu byśmy nawet nie pomyśleli! Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Czasami jest to zmiana 'rytmu' jeśli są do tego możliwości, a innym razem po prostu poddanie się mu, zaakceptowanie i kilka sprawnych trików, które ułatwią codzienność...
Może u ciebie to czas na bieg, a może są możliwości, o których nie pomyślałaś.
Życzę Ci Bożej mądrości w tej sytuacji i Jego rozwiązań :*

Odpowiedz
avatar
Zojka
AUTOR
18 maja 2019 20:46 skasuj

Dziękuję, pozdrawiam serdecznie,Niech Bóg błogosławi Ciebie i prowadzi Twoją rodzinę dalej

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
20 maja 2019 12:23 skasuj

Witaj Nadio.Nigdy nie pomyślałabym, że masz taki kompleks. No niestety zbyt często porównujemy się do innych osób i myślimy że wypadamy przy nich blado. Odpuśćmy sobie to bo to droga donikąd. Coś co uszczęśliwia jednych nie uszczęśliwi nas. Jedynie Bóg jest dla nas wszystkich. Tylko i włącznie Bóg. Dziękuję i pozdrawiam stał bywalczyni Magdalena

Odpowiedz
avatar
12 czerwca 2019 19:11 skasuj

Powiem tylko i aż... "AMEN!"

Odpowiedz
avatar
Ania
AUTOR
24 czerwca 2019 12:00 skasuj

Ja zaczęłam pracę a Pan Bóg mi pokazał że moje miejsce jest w domu przy córce.

Odpowiedz
avatar
9 lipca 2019 13:42 skasuj

Kiedyś też miałam ogromny kompleks ale i też poczucie winy z tego powodu ,że "siedzę" w domu.. bo skupiałam się na tym co inni o mnie powiedzą lub pomyślą....jak wsłuchałam się w siebie ,dojrzałam to stwierdziłam ,że ja lubię "siedzieć " w domu ,że ja lubię być tzw. "kurą domową" ,że w tym czuję się spełniona i szczęśliwa.Nie lubię pracować na etacie (próbowałam ) czułam się zniewolona ,że coś muszę ,że muszę gdzieś iść na konkretną godzinę i siedzieć w pracy ileś tam godzin ,nie odnalazłam się w tym ,to było zupełnie niezgodne z moim wnętrzem ,czułam się zniewolona....wierzę,że Bóg włożył we mnie pragnienia spełniać się jako mama i żona ...odkąd sama przed sobą przyznałam się do tego ,pozbyłam się kompleksów ....czuję się na właściwym miejscu ,że moje życie jest takie jak być powinno .W końcu Bóg dał mi moje życie ,moje tylko dla mnie ,a nie pod ocenę i pomysł na moje życie pani Kowalskiej ,Malinowskiej czy Nowak....skoro Bóg dał moje życie tylko mi to On mi ufa ,a skoro czuję wewnętrzny spokój ,spełnienie i radość z "siedzenia " w domu to znaczy ,że żyję w zgodzie ze sobą i z Bożym planem dla mnie. * "siedzenie w domu " to oczywiście taki skrót ,bo wiadomo przy dzieciach ,rodzinie jak to się rzeczywiście "siedzi " :)
Niech cię Pan Bóg błogosławi Nadio!

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
22 lipca 2019 13:38 skasuj

Czekam z utęsknieniem na Twój nowy wpis. Bardzo mi tego brakuje. Niech Pan Bóg błogosławi Tobie każdego dnia a Matka Boska niech się Tobą opiekuje.Pozdrawiam Cię serdecznie Nadio.
stała bywalczyni Magdalena Kosecka

Odpowiedz
avatar
24 lipca 2019 21:18 skasuj

Madziu, dziękuję.
Pan Bóg jest z nami każdego dnia i to On - jedynie On - opiekuje się naszą rodziną codziennie :)
Uściski!

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
15 sierpnia 2019 23:00 skasuj

A dla mnie cos akurat po srodku jest sytuacja idealna...tzn.bycie mama i praca na pol etatu tak zeby nie zaniedbywac dzieci i domu,ale tez realizowac sie zawodowo..odpoczac od dzieci i zatesknic za nimi troche. Pewnie dla wielu to nieosiagalne,bo kredyt albo inne niezbedne wydatki gnaja do pracy...zdecydowanie jednak osobiscie wybieram nizszy standard zycia..bez wakacji w cieplych krajach czy ciuszkow i zabawek od designera,a za to duza ilosc wartosciowego czasu z dziecmi,domowe obiadki i wlasne ciasto bez wielkiej kariery do szczycenia sie nia przed znajomymi...w dzisiejszych czasach priorytety poplataly sie wielu kobietom i nie chce im sie ukladac tych banalnych puzli,sluchajac tego co mowi ich wlasne dziecko..sama dostalam kiedys komentarz,sugerujacy,ze nie mam ambicji,bo po studiach pracowalam przez jakis czas w McDonalds...A to z mysla o dziecku wlasnie...zadnej chwili poswieconej dla dobrego wychowania moich dzieci nigdy nie bede zalowac. Badzmy z siebie dumne my "kury domowe", bo odwalamy kawal dobrej roboty,a najlepsza zaplata jest widok szczesliwych dzieci,ktore nie musza godzinami sterczec w przedszkolach czy na swietlicy...racja nie czepiajmy sie innych kobiet,ale mysle,ze o robieniu kariery kosztem dzieci jednak trzeba cos powiedziec..mi tez ktos musial to kiedys uswiadomic,bo dalam sie zapedzic w wir pracy poza domem

Odpowiedz
avatar
ElwiraK
AUTOR
21 sierpnia 2019 08:07 skasuj

Jaki piękny, mocny wpis, z przesłaniem. Dziękuję! Cieszę się, że do Ciebie trafiłam ( od DomowegoZakątka) Mądrze napisałaś. Pan Bóg wie co dla każdego, w danym momencie życia jest najlepsze. Wytrwałość w czekaniu to najtrudniejsza forma modlitwy. Mam dwie Córeczki, którym daję siebie każdego dnia, prze 24h?dobę przez 6 lat. Nie czuję się tym zmęczona, Jestem wdzięczna. Czekam co przyniesie dzień, bo chcę iść do pracy. I wiem, że ten dzień nadjedzie.

Odpowiedz
avatar
BigKatie
AUTOR
29 września 2019 09:23 skasuj

Masz szczęście, Nadiu. Ja byłam w Twojej sytuacji przez połowę małżeństwa (20 lat po ślubie, 10 lat w domu), i nie byłam nieszczęśliwa przez dom, dzieci i komentarze obcych, tylko przez mojego męża... Że w domu brudno (przy dwóch chłopakach jest wciąż brudno), że obiad z gotowca (czasami chciałam się wyluzować, a nie stać przy garach), że przejadamy JEGO pieniądze, że gdzieś chcę wyjść do ludzi, a samochód na wodę nie jeździ, że jak mi było dobrze u rodzicow, którzy pozwalali mi robić co chce, to mam do nich wracac, i tak w kółko awantury, ciche dni, wyrzuty sumienia... 😒😒😒 Teraz poszłam do wymarzonej pracy, dzieci już mnie przerosły, dom jakoś ogarnięty, a mąż dalej chodzi zły, bo nie ma obiadu, jak wraca z pracy, że dalej chce gdzieś wychodzić, że zarabiam za mało, więc nie mogę szaleć... Taki typ, co mu się nic nie podoba😒 I jak tu nie mieć wyrzutów sumienia☹️ Tęsknię za wspólnotą, do której nie mogę dojechać , bo mam zepsute auto, a Pan Mąż nie chce go naprawić, bo to JA nim jeżdżę, i wciąż źle... Co na to Pan Bóg? Chlipie i pytam, co robić, mam chcwile ukojrnia w modlitwie, ale potem pustka🤔

Odpowiedz
avatar
30 września 2019 12:36 skasuj

Nie miej wyrzutów sumienia. Jeśli wiesz, że to co robisz jest dla ciebie i twojej rodzinie na teraz odpowiednie - nie ma sensu męczyć się wyrzutami sumienia. Nie masz do tego podstaw! Jeśli twój Mąż jest człowiekiem zawsze niezadowolonym, to niestety TY go nie zmienisz. Módl się o to - przede wszystkim. Codziennie, wytrwale z Bożą pomocą 'pozyskuj Go dla Pana bez słowa' tak jak mówi Biblia. Wierzę, że jest Ci bardzo ciężko, jednak Bóg może wypełnić twoją pustkę, pocieszyć cię, dać siłę.. wczoraj słyszałam kazanie, na którym pewien pastor powiedział: czasami musimy przestać próbować, a zacząć bardziej ufać. Uwierz mi, że w kilku aspektach mojego życia ciągle się staram i jestem tym staraniem zmęczona, bo nic z tego nie wychodzi... muszę bardziej zaufać. Po prostu. Robić to co do mnie należy, ale zaufać, że Bóg zajmie się resztą.
Życzę Ci Bożego pokoju i mądrości BigKatie :*

Odpowiedz
avatar