Ucieczka

15.11.17 Komentarze 7

Czasami każdy z nas ucieka.
Każdy. Bez wyjątku.
Możemy robić to nieświadomie, innym razem z premedytacją. Jedni robią to częściej, drudzy rzadziej.. ale wszyscy czasami uciekamy.

Kiedy życie nie toczy się po naszej myśli i nic nie jest do końca takie, jakie chcielibyśmy żeby było.
Kiedy emocje wymykają się spod kontroli i wszystko leci nam z rąk.
Kiedy mamy gorszy dzień, bo dzieci płaczą z przerwami na kłótnie, mąż ma mnóstwo pracy, a na dworze nic, tylko pada.
Kiedy dajemy z siebie absolutnie wszystko, a nie widzimy efektów wylanego potu, łez i ogromu włożonej pracy.
Albo kiedy czujemy się niedoceniani, mało ważni, gorsi, odrzuceni, zranieni i kiedy wewnętrzna pustka zdaje się rosnąć z każdym dniem coraz bardziej.. wtedy właśnie uciekamy.

Uciekamy do miejsc, osób, rzeczy, do przeszłości.. różnie to jest.
Uciekamy, żeby znaleźć wytchnienie, poczucie bezpieczeństwa i pokój. Chcemy zapomnieć, poczuć ulgę, odłożyć na bok cały ciężar i znaleźć siłę, żeby znowu wziąć go na swoje barki.
Uciekamy, żeby złapać wiatr w żagle, żeby zmotywować się na nowo do dalszej walki o marzenia, albo tylko do wstania z łóżka następnego dnia..
I tak bywa.

Niektórzy w szale tej ucieczki, wracają do swoich starych nawyków. Mimo postanowień, że to już ostatni raz, biegną w pierwszej kolejności w miejsca dobrze znane, choć wcale nie przyjazne.
Sprzedają smak zwycięstwa za smak.. papierosa na przykład. Nałóg bierze górę.
Albo znowu jedzą do oporu, chociaż potem wyrzuty sumienia zjadają ich od środka przez kolejne dni.
Seks, alkohol, zakupy, hazard..
Sprzedajemy wolność za chwilową ulgę i przyjemność, która w ostatecznym rozrachunku przynosi krzywdę, nie ulgę.
Przynosi zniewolenie, a nie prawdziwą wolność.

Niektórzy uciekają do wirtualnego świata - do blogów i zdjęć, na których dzieci zawsze są uśmiechnięte i zadowolone. Do posprzątanych domów nieznajomych ludzi i wyćwiczonych sylwetek doskonale zorganizowanych fit matek. Uciekają do świata, za którym wydaje im się, że tęsknią i do którego chcieliby należeć choć na małą chwilę.
Nietrudno jest kompletnie przepaść w milionach inspirujących zdjęć pięknych domów i kulinarnych dzieł sztuki. Nietrudno jest zatracić się w świecie, który tak naprawdę bardzo oderwany jest od rzeczywistości, bardzo nierealny wręcz.. wystylizowany.
Tylko na instagramie kuchnia, w której toczy się życie pięcioosobowej rodziny, zawsze jest czysta.
Tylko w social mediach w pokoju, w którym bawią się dzieci, misie siedzą grzecznie na półkach, a klocki leżą w pudełkach.
Tylko w wirtualnym świecie makijaż nigdy się nie rozmazuje, nikt nie ma podkrążonych oczu i odpryskującego lakieru na paznokciach..
Niby niewinna ucieczka, taka chwilowa odskocznia bez konsekwencji.. a potem wraca się do swoich brudnych garów, porozrzucanych zabawek i spierzchniętych ust. Do swojej nadwagi i pyskującego nastolatka.
Pozostają bezustanne porównania i poczucie jeszcze większego nieogarniania rzeczywistości, które do znudzenia odbijają się echem w naszych myślach.

Innym razem uciekamy do szukania winnych. Obwiniamy innych ludzi za swoje własne potknięcia, bo tak jest po prostu łatwiej - obarczyć kogoś winą i żyć dalej w przekonaniu o własnej nieomylności.

Czasami uciekamy do samotności i użalania się nad sobą. Pławimy się w poczuciu winy, organizujemy 'pity party' i przepadamy w otchłani rozpaczy nad własnymi niepowodzeniami. Nieraz domagamy się w ten sposób po prostu uwagi tych, na których naprawdę nam zależy. Sprawdzamy, czy aby na pewno im zależy na nas..
Ciągle, uparcie uzależniamy własne szczęście i poczucie wartości od zdania innych ludzi na nasz temat. Od tego, czy naprawdę nas kochają, czy naprawdę myślą o nas dobrze, czy aby na pewno podoba im się to, co robimy..
Zapominamy kim jesteśmy w naszym Bogu.

Sama często szukam w moim życiu oddechu i odskoczni.
Nie raz, nie dwa, staram się uciec chociaż na chwilę.
Wtedy często idę na kompromis. Słucham potrzeb swojego ciała, a nie duszy.
Przepadam w kolejnych książkach z milionem złotych rad i sposobów na szczęście, przeglądam internet, zaczynam przesadnie skupiać się na sobie i pokładać nadzieję w tym co tu i teraz.
Szukam siły w rzeczach, które nigdy tak naprawdę nie miały za zadanie mi jej dać. Próbuję poczuć się lżej łapiąc się rozwiązań, które nigdy nie mogłyby zastąpić mi Bożej bliskości.
Błąd. Wielki błąd.

Po takich nieudolnych ucieczkach zawsze wracam taka sama.
Bezradna. Słaba. Zła. Sfrustrowana. Rozczarowana.
Najczęściej jeszcze bardziej bezradna, jeszcze bardziej słaba, jeszcze bardziej zła, sfrustrowana. Jeszcze bardziej rozczarowania sobą i swoim życiem, które w niczym nie przypomina tego instagramowego.

Mogę z przekonaniem powiedzieć, że to nie działa.
Ani jedna z moich ucieczek nigdy mnie nie zaspokoiła, nigdy nie podźwignęła, nigdy nie była w stanie pocieszyć tak naprawdę, nigdy nie rozwiązała też żadnego problemu, ani nawet nie pomogła mi popatrzeć na niego z lepszej perspektywy.
Otarła na chwilę łzy, ale nie rozprawiła się z ich przyczyną. To tak jak wyciszanie objawów choroby, bez szukania prawdziwej przyczyny.
Na dłuższą metę, to po prostu nie zdaje egzaminu.

Dlatego nie chcę już chwilowej ulgi. Mam dosyć krótkofalowych rozwiązań.
Nie chcę uciekać w miejsca które nie dają odpoczynku. Nie chcę twierdz na glinianych nogach i nie interesują mnie miejsca, które zamiast chronić, narażają mnie na jeszcze gorszy atak.
Mam dosyć ucieczek, które nie pomagają mi wrócić do rzeczywistości silniejszą i gotową na wszystko z czym muszę się zmierzyć.

Pamiętaj, że ucieczka w nieodpowiednie ramiona, nigdy nie przyniesie ci ciepła.

Zmień kierunek swojej ucieczki.
Zamiast w pracy, zatrać się w Bożej miłości.
Otwórz Biblię zamiast butelki wina.
Szukaj Bożej twarzy, a nie nowej sukienki w ulubionej sieciówce.
Kiedy odwiesisz ją do szafy tak jak wszystkie pozostałe, może się okazać, że twoja pustka wcale nie ma jej kształtu.
Usiądziesz na brzegu łóżka i zorientujesz się, że znowu pomyliłaś poprawę humoru z prawdziwym zaspokojeniem.
Pomyliłaś pokój z chwilowym wyciszeniem myśli.
A to zaspokojenie i ten pokój może dać tylko Wszechmogący.
Ta pustka w twoim wnętrzu ma właśnie Jego kształt.

Nie płać pieniędzmi za coś, co nie jest chlebem.
Nie wydawaj ciężko zarobionej wypłaty na to, co nie syci.

Słuchaj Boga, a będziesz jeść to, co dobre, i twoja dusza nacieszy się tym, co pożywne.
Słuchaj Pana i przyjdź do Niego.
Wsłuchaj się w Jego głos, a twoja dusza ożyje.
(Ks. Izajasza 55;2-3)

Musimy uważać, żeby szukając inspiracji w social mediach, nie dokarmiać nimi własnego rozczarowania rzeczywistością. Nie podsycać swojego niezadowolenia z życia..
Musimy uważać, żeby w drodze do wolności, nie dać się zniewolić.
Musimy być ostrożne próbując rozwiązać swoje problemy w nieodpowiedni sposób. Tak łatwo jest skomplikować je jeszcze bardziej..

Czy naprawdę muszę pisać, że zmiany nie przychodzą od wpatrywania się w ekran komputera?
Przecież doskonale wiesz, że na ogrom nieprzepracowanych emocji w twoim wnętrzu nie pomoże kolejny pączek ani papieros. Nie pomogą nowe ciuchy i nawet najlepszy serial.
Czas skończyć z zaspokojeniem swoich najgłębszych potrzeb w tak płytki sposób. Czas skończyć flirt z substytutami prawdziwej miłości, bezpieczeństwa i szczęścia.
Znajdziemy je tylko w Bogu!

Czasami trudno nam uwierzyć w słowa Tego, który zna nas na wskroś, który nas pokochał i zna nawet najbardziej ukrytą potrzebę naszego serca.
Prostota Bożego zaproszenia nie potrafi zmieścić się w naszych schematach dotyczących prawdziwego wytchnienia.
Czy na pewno prościej jest zamienić chwilowe zaspokojenie na Bożą pełnię?

Jezus zaprasza:

Pójdźcie do mnie wszyscy zapracowani i przeciążeni, 
a Ja wam zapewnię wytchnienie.
                                                                                                        Ew. Mateusza 11;28

Musisz zastanowić się na czym tak naprawdę ci zależy.
Chcesz leczyć prawdziwy problem czy wyciszać objawy?
Zależy ci na tym, żeby na chwilę poczuć się lepiej czy tęsknisz za pełnym uzdrowieniem?
Czy naprawdę chcesz ciągle wracać w te same miejsca? Do tych samych, starych przyzwyczajeń, do tych samych marnych schematów, które nigdy nie działają na dłuższą metę?

Nic ani nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na wołanie twojej duszy w taki sposób jak Ten, który Cię stworzył.
Utkał z tak wielką troską i precyzją w łonie twojej mamy..

Wszystko jedno, czy za tobą po prostu gorszy dzień, czy borykasz się z depresją od miesięcy.
Uciekaj do Taty.
On czeka.



7 komentarze

Napisz komentarze
Magda M
AUTOR
15 listopada 2017 23:52 skasuj

Nic dodać, nic ująć.
Uwielbiam Twoją dawkę motywacji, siły do działania. Uwielbiam te słowa pełne prawdy, przepełnione Bogiem, choćby nie wiem co ;)
Pozdrawiam!

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
16 listopada 2017 13:20 skasuj

Szkoda, że Twoich słów nie przeczyta wielu ludzi borykających się z problemami, szkoda że takich słów nie usłyszy wielu ludzi na terapii u psychologa, tak bardzo szkoda. Pan Bóg jest lekarzem naszych dusz. Oddając się pod Jego opiekę nic nam nie grozi, nic nie stracimy a zyskamy ogrom miłości, szczęścia( prawdziwego szczęści a nie jej podróbki)i pomoc w rozwiązaniu problemów.
pozdrawiam Magdalena

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
17 listopada 2017 19:48 skasuj

Jesteś wspaniała Nadio, umiesz trafić w sedno z tymi naszymi bolączkamia a póżniej bierzesz za rękę i zaprowadzasz na waściwą ścieżkę prowadzącą do naszego Taty, który na nas czeka. A tak łatwo zejść z tej dobrej drogi i isć na skróty, oj łatwo... Dziękuję za każde słowo, które do nas piszesz. Wszelkich łask Bożych dla Ciebie i Twojej rodzinki. Pozdrawiam-Anita

Odpowiedz
avatar
17 listopada 2017 21:54 skasuj

Amen!
On jest lekiem na całe zło i nadzieją.. która sięga poza śmierć.

Odpowiedz
avatar
Anonimowy
AUTOR
21 listopada 2017 11:43 skasuj

Wow, czytam, wracam i pewnie będę wracać. Bóg przemawia przez Ciebie-do mnie na pewno. Dziękuje, dobrego dnia ;-)

Odpowiedz
avatar