Święta wymówka

3.10.17 Komentarze 8

Moja droga do bycia mamą naszej trójki, nie była prosta.

Pierwsze Dziecko straciliśmy.
Z tego trudnego czasu, do dzisiaj w pamięci mam bardzo wyraźny obraz malutkiego bukietu przebiśniegów w białym wazoniku. Stały na moim stoliku nocnym, zaraz przy łóżku, w którym spędziłam kilka dni.
Przyniosła je Znajoma z pracy i dołączyła krótką wiadomość, że czeka na nasz telefon, jeśli tylko będziemy czegoś potrzebować.
Nie zapomnę tych przebiśniegów do końca życia.

Pamiętam jeszcze kartkę od Kobiety, która sama straciła kilkoro dzieci we wczesnym etapie ciąży. Pamiętam jak przyszła i przytuliła mnie bez słowa. Pamiętam jak mogłam wypłakać się w Jej ramionach w pewności, że dokładnie wie, co przechodzę. Na te kilka chwil zastąpiła mi Mamę, która była wtedy setki kilometrów ode mnie.
Wiele osób się o nas modliło. Do dzisiaj jestem wdzięczna za każde jedno westchnienie w Bożą stronę w naszej sprawie. Jestem pewna, że to właśnie dlatego czułam pokój, którego nie rozumiałam..
Modlitwy innych ludzi zawsze były i będą dla naszej rodziny bardzo cenne, ale niestety nie pamiętam imion większości ludzi, którzy się modlili. Byłabym w stanie wymienić dosłownie kilka.
Pamiętam jednak, że przebiśniegi przyniosła Jay, a pocieszała mnie Ali. One modliły się o nas, ale oprócz tego, zrobiły coś jeszcze. Wyciągnęły swoją rękę i okazały serce.
Płakały z płaczącymi.
Dosłownie.

Kiedy moją drugą ciążę musiałam praktycznie przeleżeć, nie miałam jeszcze malutkich dzieci, którymi trzeba się było zająć. Nie musiałam gotować obiadu, bo robił to za mnie ktoś inny. Leżałam w łóżku i uczyłam się na kolokwia, które jedno po drugim starałam się zaliczać. Przeglądałam materiały do egzaminów. Czytałam książki i pisałam swojego pierwszego bloga.
Jedyne, co mi doskwierało, to brak towarzystwa. Brak kogoś do rozmowy o pogodzie. Tak tylko, żeby zająć czymś myśli. Zapomnieć chociaż na chwilę, że Malutki potrzebuje jeszcze kilkanaście tygodni.. a pcha się na świat coraz usilniej.
Pamiętam, kto mnie wtedy odwiedził.
Pamiętam doskonale, chociaż minęło już prawie dziewięć lat.

Kolejne ciąże były trudniejsze. Znowu musiałam leżeć, a miałam już duży dom, obiad do gotowania i małe dzieci. Ktoś musiał wyprasować im ubranka, wykąpać, przygotować kanapki na śniadanie i pomóc wyczyścić nos w środku nocy.
I oczywiście, Mąż był bezcenny. Modlitwy ludzi też, ale.. nie zapomnę obiadów, które gotowała mi mama. Nie zapomnę tych osób, które poświęciły swój czas i odwiedziły mnie chociaż na kilka minut.
Nie zapomnę, kiedy pewnego dnia przyszła do mnie moja Bratowa. Nie przyszła na kawę, nie chciała też herbaty.
Przyszła pomóc. Zapytała po prostu: Co mogę zrobić? Poprasować, umyć podłogę, czy poodkurzać?
I wtedy zaczęła prasować.. i tak wyprasowała, że nigdy nic tak dobrze wyprasowane nie było. A przy tym pogadała, pośmiała się i pomogła zapomnieć, że ciąża zagrożona.. że dziecko na świat kolejny raz pcha się za wcześnie.
Pamiętam, że właśnie tego najbardziej wtedy potrzebowałam.


Taki czas, w którym pozostaje ci tylko czekać, czas w którym nie wiesz, czy twoje Dziecko będzie w ogóle zdolne przeżyć po urodzeniu, jest.. co najmniej trudny.
Bo to Dziecko przecież już tak bardzo zdążyłaś pokochać. Ma imię. M też swoje miejsce w waszej sypialni.
Wtedy modlitwa ma ogromne znaczenie. Wsparcie bliskich i tych, których ledwo znasz też.
Bo przez modlitwę dzieją się niesamowite rzeczy, ale czasami mam wrażenie, jakbyśmy zapomnieli, że Bóg chce działać też przez nas. Użyć nas do pracy w praktycznym wymiarze.
Przez nasze zwykłe życie, chce robić niezwykłe rzeczy dla innych.

Absolutnie nie umniejszam roli modlitwy w naszym życiu.
To jedna z najbardziej potężnych broni, jakie mamy.
I oczywiście powinniśmy się modlić, ale.. niech modlitwa nie stanie się naszą wymówką, żeby nie robić nic więcej. Takim rozgrzeszeniem za siedzenie z założonymi rękami, podczas gdy można zrobić coś.
Cokolwiek!

Musimy uważać, żeby będę się o ciebie modlić nie stało się nic nie znaczącym hasłem. Taką świętą wymówką, którą rzucamy bez zastanowienia wszystkim, którzy opowiadają nam o swoich problemach.

Wiem, że masz swoje życie, swoje sprawy, mnóstwo obowiązków, ale tak szczerze.. kto z nas nie ma?
Kto ma dzisiaj wolny czas? Taki do wykorzystania na cokolwiek?

Niewiele jest osób, które naprawdę regularnie mają zamiar się modlić. Które naprawdę będą pamiętać o tobie w krótkiej  modlitwie przed wyjściem z pracy i w tej wieczornej, na którą często brakuje już sił.
Ile razy ty sama zapomniałaś, że obiecałaś komuś modlitwę?
Ja przyznaję, że sama wiele razy zawiodłam.

Módlmy się o innych, ale spróbujmy też częściej pytać - jak mogę ci pomóc? Co mogę dla ciebie zrobić? Jak cię odciążyć?
Ciągle się tego uczę.

Czasami są sytuacje, w których zapewnienie o modlitwie jest cenne, ale pomoc.. taka fizyczna i namacalna - bezcenna.
Czy nie tym mamy się wyróżniać?
Czy nie w ten sposób mamy świecić?
Nie  uduchowionymi  hasłami. Nie tłumaczeniem, że Pan Bóg jest blisko i jest w stanie pomóc w każdej sytuacji. Czasami tego nie da się wytłumaczyć.
Czasami trzeba to po prostu pokazać.

Być tu na ziemi Jego rękami. Tymi, które noszą noworodka w czasie kolki.
Być Jego nogami. Tymi, które pokonają trasę do piekarni i przyniosą świeże pieczywo pod same drzwi.
Być Jego oczami. Oczami otwartymi na potrzebę. Oczami, które dostrzegą przemęczenie na twarzy przyjaciółki i rozpoznają uśmiech przez łzy.
Musimy być Jego uszami, które między słowami usłyszą wołanie o pomoc. Bo czasami tak trudno jest poprosić wprost.. sama wiesz.


O naszym Bogu mówimy najwięcej, kiedy milczymy.
Najgłośniej krzyczy o Nim nasza codzienność.
O Bogu w którego wierzymy, opowiadamy miłością okazaną w czynie. Nie pustymi słowami, które nie mają żadnego poparcia w rzeczywistości.
Bo miłość, to czasownik.
To umycie podłogi. To spacer z niemowlakiem. To świeżo wyprana pościel i kupiony na poczcie znaczek.
Wyręczenie kogoś w obowiązkach, które w pewnych okolicznościach, swoim ciężarem po prostu przytłaczają.

Zmęczona młoda mama na przykład, najczęściej marzy o chwili nieprzerwanego snu, albo o tym, żeby któregoś dnia ktoś ugotował za nią obiad. Dla niej, nieoceniona jest pomoc przy umyciu okien, albo opieka nad dzieckiem, żeby mogła spokojnie wziąć prysznic.
Samotna starsza Pani nie pogardzi towarzystwem. Marzy o rozmowie przy filiżance herbaty, zakupach raz w tygodniu i podwiezieniu jej do przychodni. Doceni nawet krótki telefon. Odrobinę zainteresowania będzie rozpamiętywać tygodniami.
Jeszcze ciepłe pierogi dla kogoś, kto stracił najbliższą osobę.
Odkurzenie dywanów w mieszkaniu Dziadka, któremu trudno się schylać.
Wykupienie lekarstw przyjaciółce, która z trójką chorych dzieci w domu próbuje ogarnąć rzeczywistość.
To jest wiara czynna w miłości.

'Kiedyś modliłam się o to, żeby Pan Bóg nakarmił głodnych, żeby zrobił to czy tamto, ale teraz modlę się, żeby pokierował mnie we wszystkim, co ja sama powinnam zrobić.
Kiedyś prosiłam o odpowiedzi, ale teraz modlę się o siłę.
Kiedyś wierzyłam, że modlitwa zmienia rzeczywistość, ale teraz wiem, że modlitwa zmienia nas i to my zmieniamy rzeczywistość.'
Matka Teresa z Kalkuty

Możemy mówić o dobrym Bogu pełnym miłości.
O Bogu, który zaspokaja potrzeby i zna każdą naszą troskę.
Możemy mówić, opowiadać godzinami..
A możemy naszego kochającego Boga po prostu komuś pokazać.
To znaczy więcej, niż tysiące słów.



8 komentarze

Napisz komentarze
Oli
AUTOR
4 października 2017 00:25 skasuj

To takie prawdziwe... dające do myślenia i jednocześnie takie praktyczne. Sama często zastanawiam się skąd nadejdzie mi pomoc, czy Bóg jest w stanie mi pomóc? I tu na horyzoncie widzę, rodzinę, przyjaciół, którzy wielokrotnie mnie ratowali....to jest właśnie Boża pomoc. Jakie mam przemyślenia? Być bardziej czułą na potrzeby innych, bo sama wiem ile pomoc może znaczyć!
Jak zawsze w deche!;)

Odpowiedz
avatar
Asia
AUTOR
5 października 2017 08:49 skasuj

Znowu napisałaś coś co przeżyłam i przeżywam nadal. Gosia urodziła się w 32 tygodniu ciąży. Stan był ciężki. Żyła w tej minucie ale nikt nie chciał mi z lekarzy powiedzieć czy będzie żyła w następnej. Po 1,5 miesiąca wyszliśmy obie do domu. Moją dzielna dziewczynka wygrała walka o życie. Sporadycznie słyszałam wtedy od ludzi bliskich i dalszych że modlili się za nas. Wstyd się przyznać bo zawsze uważałam się za osobę wierzaca ale to co słyszałam nie stanowiło dla mnie większej wartości. Dziekowalam ale z drugiej strony myślałam sobie co ta modlitwa może zdziałać. To moja wiara że będzie dobrze wyciągnęła nas z tego! Zdarzył się cud! Ale modlitwa ? Ładowalam sobie sama do glowy sprzeczne indormacje. Cud- ale nie wiadomo skad. Moja wiara- ale nie wiadomo w co?
Minęło 12 lat i moja Gosia znowu stanęła do walki o życie. Walczy z nowotworem, ale tym razem wszystko jest inaczej. Od samego początku było mi wstyd prosić Boga o pomoc bo nagle opadła zasłoną i zrozumiałam z dnia na dzień że nie żyłam tak jak żyć powinnam dla Boga. Płakałam, nie wiedząc co zrobic . Znajoma powiedziała mi proś On się na Ciebie nie gniewa a my zaczynamy modlitwy za Gosie. I poszło w Polskę. Nie wiem ilu ludzi się modlilo i w ilu miastach, w ilu kościołach? Dochodzily do mnie informacje gdzie i o której godzinie jest msza za Gosie. Ja sama nauczyłam się odmawiać Nowennę Pompejanska, która jest jak czołg wśród modlitw. Po 6 miesiącach od początku leczenia uslyszalysmy od lekarza że Gosia jest czysta choć jeszcze nie powinna bo to za wcześnie na całkowita remisie. Wiedziałam dlaczego tak się stało. Siła modlitwy dobrych ludzi, moją nieustającą rozmowa z Bogiem każdego dnia, wdzięczność ,że kolejna chemia za nami, podziękowanie, że dziś mogłam znowu otworzyć oczy , że mogłam zobaczyć uśmiech swojego dziecka. Nagle wszystko stało się inne , takie proste i takie przejrzyste. Nadal się leczymy bo tak nakazuje nam protokół leczenia. Nie ma raka , walczymy z powiklaniami po chemii. Modlimy się ciągle, każdego dnia dołączając do modlitwy wszystkich tych którzy jej potrzebują. Dziś dla mnie zdanie- Pomodle się za Ciebie, to tak jakby ktoś powiedział mi że wygrałam w totka. Bo wygrałam, ale coś znacznie drozszego ❤
Pomodle się dzisiaj w Twojej intencji o jeszcze więcej Łask Bożych dla Ciebie i całej Twojej Rodzinki. Ściskam Asia

Odpowiedz
avatar
5 października 2017 12:39 skasuj

To prawda, że dopiero wtedy, kiedy sami coś przeżyjemy, stajemy się naprawdę wrażliwi na podobne potrzeby w życiu innych ludzi.
Ja wiem, że kiedy potrzebuję fizycznej pomocy, Pan Bóg w praktyczny sposób posyła gotowych do służby ludzi. Tak jak wtedy, kiedy po stracie dziecka przytulał mnie ich rękami
Dzięki za komentarz ;)

Odpowiedz
avatar
5 października 2017 12:59 skasuj

Chwała Bogu, że jest Tym, który uzdrawia i dzisiaj!
Oczywiście - każda modlitwa innych ludzi w mojej sprawie, jest bardzo cenna. Siły i wartości modlitwy nie można przecenić. To najpotężniejsza broń chrześcijanina!
Dziękuję za modlitwę, bardzo to doceniam ;)
Uściski, Nadia

Odpowiedz
avatar
Kamila
AUTOR
5 października 2017 14:27 skasuj

Modlitwa daje ogromną moc, zwłaszcza gdy fizycznie czujemy się całkowicie bezsilni. Doświadczyłam tego, gdy koleżanka czekała na poważną diagnozę swojego dziecka...dzielące kilometry i sztab ludzi który wypraszał łaski.

Odpowiedz
avatar
5 października 2017 20:12 skasuj

Modlitwa MA ogromną moc. Jest niewyobrażalnie ważna i cenna, jednak tematem tego posta nie było podważanie mocy modlitwy, a zwrócenie naszej uwagi na to, że czasami używamy jej jako wymówki.
Mowa jest o sytuacjach, w którym możemy pomóc w bardziej praktyczny sposób, a tego nie robimy.
Czasami właśnie fizycznie możemy tylko i aż - modlić się, tak jak w sytuacji o której piszesz.
Chwała Bogu za jego siłę w naszej bezsilności.
Serdecznie pozdrawiam Kamila ;)

Odpowiedz
avatar