Przerwa

12.8.17 Komentarze 0

Mam bardzo mądrego Męża. Bardzo.
Często jest moim głosem rozsądku.
Pomaga mi spokojnie podejść do wielu rzeczy i przypomina o tym, co ma największe znaczenie, a co jest tylko bzdurą niewartą uwagi.
On wytłumaczy sprawy najbardziej skomplikowane tak, że stają się proste.
Rzeczy, których sama nie potrafię sobie poukładać kilka dni, On powkłada w odpowiednie szufladki w trakcie kilku minut rozmowy.
Pomaga zachować dystans do ludzi, rzeczy i sytuacji.

To od Niego najczęściej słyszę:
Odpuść
Nie warto 
Nie ma sensu
Daj sobie czas

Mam w domu prawdziwy Skarb.


Kiedy otworzyłam bloga, bardzo się zaangażowałam.
Zdjęcia, wpisy kilka razy w tygodniu, w myślach dziesiątki tematów, o których trzeba napisać.
Albo wszystko - albo nic.

Siedziałam nad postami nocami, pisałam w każdej wolnej chwili.
Pisałam o tym, jak pięknie spędzać czas z dziećmi. Jak kochać życie, być wdzięcznym i świętować każdą chwilę życia.
Pisałam o tym, żeby żyć wolniej i uważniej. Z wyłączonym telefonem siadać do obiadu i bez telewizji w tle rozmawiać z najbliższymi patrząc głęboko w oczy.
Pisałam o tym, że kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu.
Pisałam o tym, że On jest szczęściem i radością, że On jest pokojem, On jest siłą, On jest źródłem i dawcą tego, co w życiu najcenniejsze i najpiękniejsze. Że trzeba do tego źródła wracać codziennie.
Bo żeby dawać, trzeba najpierw wziąć.
A On chce dawać. Chce być dla nas i w nas.

I pamiętam jak dziś, kiedy kilka miesięcy temu siedziałam z laptopem na kolanach pisząc kolejnego posta.
Dzieci stały obok błagając o moją uwagę, a ja próbowałam mądrzyć się na blogu na jakiś życiowy temat.
Wtedy On podszedł i powiedział:
Nadia, odłóż ten komputer. 
Chyba zapomniałaś o cudach w NASZEJ codzienności. 
Żeby pisać o nich na blogu, musisz przeżywać je w realnym świecie.
Z laptopem to ci się nie uda..
Daj sobie czas. Zwolnij.

Uświadomił mi, że od kiedy postanowiłam dzielić się naszym światem z Wami, zapomniałam o ten świat dbać tak, jak powinnam.
Pielęgnować. Troszczyć się. Poświęcać czas.
Za bardzo się rozpędziłam, za dużo chciałam na raz.

Pisałam o rodzinie, bez czasu dla rodziny.
Zatraciłam się w pracy dla Boga, ale bez Boga.
Odeszłam od Źródła na tyle daleko, że nie wiedziałam nawet jak pisać i o czym.
Stwierdziłam, że to już wszystko, co miałam do napisania.

W realnym świecie, nie zawsze był czas na spotkanie z Ojcem.
Nie zawsze był czas na te spokojne rozmowy z dziećmi, nie zawsze była siła na świętowanie codzienności.
Chciałam dawać więcej, niż sama miałam.
Pisanie, które było dla mnie przyjemnością, zaczęło ciążyć.
Przyszedł czas na reset.

Dlatego teraz teraz już jakiś czas mnie nie ma. Na blogu niezaplanowana przerwa.
Odpoczywam i nabieram sił na kolejny rok i na nowe wyzwania, które czekają na mnie zaraz po wakacjach.
Uwierzycie, że we wrześniu miną dwa lata od publikacji pierwszego posta..?

A póki co.. całe dnie spędzamy w ogrodzie. Na hamaku, w basenie, na kocu..
Jemy arbuzy, borówki i maliny prosto z krzaczka i śniadania na tarasie.
Chodzimy do biblioteki i na targ po świeże warzywa. A w drodze do domu kupujemy lody i wafelka dla Mili.
Godzinami układamy puzzle.
Godzinami czytamy.
Ja wieczorami sprzątam kuchnię, nastawiam zmywarkę i ćwiczę. Z Chodakowską oczywiście.
W kuchni pachnie małosolnymi i pomidorami z cebulką. I jeszcze pietruszką z ogródka Babci.

Przychodzę do Źródła i znowu chce mi się wstawać przed wszystkimi. Spędzać wczesne poranki na tarasie z Biblią w ręku, z modlitwą na ustach i wdzięcznością  sercu.
Tęsknię za Tatą, a w ciągu dnia zawsze coś.. chcę brać garściami, żeby móc z siebie dawać mojej rodzinie na co dzień.
Żeby móc dawać z siebie tutaj.

Oczywiście, że w te wakacje zdarzyło mi się nie raz, nie dwa, że trzasnęłam drzwiami. Mamrotałam pod nosem, że to nie na moje siły, albo płakałam w ubikacji, bo cierpliwości już tak bardzo mi brakowało..
Zdarza się, że tęsknie za szkołą i przedszkolem.
Zdarza mi się.. jak każdej mamie chyba.

I wtedy tym bardziej wiem, że dobrze robię odpuszczając to i owo na jakiś czas, bo nakładając na siebie jeszcze więcej, byłabym po prostu.. niemądra.

A ty?
Co u Ciebie?
Pełnia sił czy czas na odpoczynek?
Wypalenie czy może głowa pełna pomysłów?
Walczysz? Czy masz ochotę odpuścić?
Może zrób sobie przerwę..?

Czasami dobrze jest zatrzymać się i wrócić myślami do początku: dlaczego i dla kogo zaczynałaś?
Bo zdarza się, że zaczynamy dla Boga, a nagle robimy coś zupełnie pod siebie i dla siebie. Coś, co nie ma nic wspólnego z Ojcem.
Zabłądziliśmy po drodze.
Zdarza się, że chcemy robić coś dla siebie, a kończymy starając się zadowolić wszystkich wokoło.
Obraliśmy złą trasę.
Zdarza się też, że naszym celem jest szczęście dzieci, a po drodze gdzieś o nich zapominamy, tracimy z oczu.
Nie tędy droga.

Nie ważne jest jak zaczynasz - ważne jak kończysz i w jaki sposób dochodzisz do miejsca, w którym chcesz być.

Dobrze jest odpocząć i wrócić ze zdwojoną siłą.
Dobrze jest nabrać zdrowego dystansu i przyjść jeszcze bliżej Źródła.
Bo zawsze można bliżej.
Bo nigdy nie jest za blisko.

Wierzę, że w życiu każdej z nas, oprócz ludzi przyglądających się i czekających na nasze choćby najmniejsze potknięcie, znajdą się też ludzie - cuda, od których być może usłyszysz:
Odpuść
Nie warto 
Nie ma sensu
Daj sobie czas
Wtedy dobrze jest posłuchać.
Ja cieszę się, że posłuchałam.

A teraz idę nastawić ekspres i wypić pyszną, gorącą kawę w ten cudowny, Boży dzień.
Niedługo tutaj wracam.

Dziękuję, że czekacie i pytacie.
Dziękuję, że jesteście.